wtorek, 9 marca 2010

Pulp Fiction (1994)


Ile razy oglądałem ten film tego nie wiem. Wieeeeele;))) Ale ostatnio to jakieś dwa, trzy lata temu więc nadszedł czas. Nieraz tak mam, by zamiast czegoś nowego obejrzeć coś co znam i jest dobre. No ale nie się co dziwić. W końcu po tak słabej serii filmów nie chciałem ryzykować;)))
Wrażeń takich co kiedyś już nie udało się wywołać. Ale to nie problem. Problemem było tłumaczenie. Znałem je a tu inne, gdzie za wszelką cenę każda kwestia musiała się różnić od tamtej. Nie wiem czy ten tłumacz przypadkiem nie oglądał filmu i z polskim lektorem i słysząc "Usiądź, proszę" pisał "Proszę usiąść". Tam gdzie Travolta mówił, że chciałby spróbować shake'a za 8 dolarów bo to duzo, teraz bulwersuje go już shake w cenie pięciu. Kawał z ketchupem schrzaniony ponad zamierzenie twórców. Kultowa kwestia "zrobię ci z (...) jesień średniowiecza" zamienia się w wielką schizmę. A kolejna, nie mniej zresztą sławetna "to nie motor, to Harley" zostaje zglebiona do "to nie motocykl, to chopper". Tego mi brakowało. Reszta może być. Musze jednak poszukać innego tłumaczenia, zdecydowanie.

Zapomniałbym, muzyka;))) Kapitalna;)

niedziela, 7 marca 2010

Bez mojej zgody - My Sister's Keeper (2009)

Rodzinną sielankę przerywa wiadomość, że córka jest chora na raka. Zasugerowano, że urodzenie kolejnego dziecka może sprawdzić, że będzie ono hipotetycznym dawcą narządów i szpiku. Nadchodzi ta chwila i podjęta jest decyzja że musi dojść do przeszczepu nerki. Druga córka, urodzony dawca się nie zgadza. Wynajmuje prawnika. Ma 11 lat. Zaskarża rodziców. I tu wszystko jak dla mnie się sypie w filmie. Jej bezczelne odzywki tolerowane przez rodziców, jej argumenty, że chce chodzić na imprezy jak normalne dzieci, że brak jednej nerki będzie jej przeszkadzać w normalnym życiu. Moja wiedza medyczna jest zerowa więc to pozostawię bez komentarza. Chodzi mi o drugą stronę, o dalsze życie rodzinne. Wszyscy dalej jakoś radośni jakby się nic nie wydarzyło. Siostry dalej się kochały jakby jedna dla drugiej życie gotowa była poświęcić (a przecież argumenty że może kiedyś nie będzie mogła w zespole cheerleaderek tańczyć). Wspólne wypady, matka z córka się obejmują roześmiane, a przecież właśnie mają się spotkać na sali sądowej na przeciw siebie. I nie chodzi o jakieś tam np. podziały procentowe tantiemów tylko o życie ludzkie.

I tu zakończyłem oglądanie. Przestało mnie interesować zakończenie. Czy ona się szlachetnie poświeci się, czy siostra umrze, czy... Takie prowadzenie niekonsekwentne zachowań, relacje latające na gumkach, amatorka, która mnie nie przekonała ani prze chwilę. Obejrzę sobie skoki.

Pandorum (2009)

Gdybym nie przeczytał pochlebnych recenzji i tego że to sf to potraktowałbym po nazwie, że to horror i pewnie nawet się nie zainteresował, co byłoby właściwe (jeszcze jeden powód by nie czytać recenzji;))) ). Po ok 20 minutach oglądania nie pozostało mi nic jak tylko poprzyśpieszać trochę bo to kupa straszna. Ok. Autorzy starali się. Scenografie naprawdę dobre. Fabuła to jednak taki "Obcy" a ten jest niepowtarzalny;))). I Ci obcy czy też mutanci czy cholera wie skąd pochodzące potwory przypominały mi stwory z teledysku Duran Duran "Wild Boys", a to było ok 25 lat temu;))).

Gdzie jest Nancy? - Downloading Nancy (2008)


Kobieta niespełniona w małżeństwie nawiązuje znajomość internetową. W seksie oczekuje bólu. Mąż oferuje chłód i brak zainteresowania. Taki rodzaj miłości. Jednak ona swą znajomość pragnie wykorzystać by wszystko zakończyć, wszystko.
"Coś doceniamy gdy tracimy bezpowrotnie."
Sama ma dość swego życia, ale chciałby w formie zemsty by jej mąż poczuł czym było ofiarowanie jej samotności przez lata małżeństwa. Plan - samobójstwo cudzymi rękami, zakończone morderstwem przez zakochanego.

To czego mi zabrakło to emocji u aktorów. Przecież tu się rozgrywa dramat, lecą bomby atomowe w relacjach międzyludzkich. Na filmie tego nie ma. Szkoda.

Wyobraź sobie - Imagine That (2009)


Ciepła komedyjka z Eddiem Murphym o kocyku, nie kucyku;). Niewidzialne księżniczki i smok. I słodka córeczka tęskniąca za obecnością swego taty.
Można polecić, zrobione dla całej rodziny, pozytywnie i zgodnie z obowiązkowym współcześni elementem - magią.

Teatr TV - L.Amejko "Farrago"

Wizja Boga okrutnego i zagubionego sprowadza go do poziomu człowieka. Dzięki temu możliwy jest dialog z nim na równi. Dalekie jest to do mojej wizji teologicznej ale co mi tam. To starotestamentowe traktowanie wiary, gdzie można się nawet z Nim targować to wybitnie ukierunkowane kulturowo podejście. Poszukam jakiś pozytywów może;))) I końcowa scena taka jest - kontakt z Bogiem odmienia pozytywnie (choć brak tutaj jakiejkolwiek przesłanek logiczno-zdarzeniowych czym jest to spowodowane). Pozostaje zawierzyć... jak zwykle;).

Szacunek i uśmiech - to moja prawda teologiczna.

środa, 3 marca 2010

Przeklęta liga - The Damned United (2009)

To film dla miłośników piłki nożnej. Biografia szczątkowa i ułożona bardzo chaotycznie jednego z legendarnych trenerów reprezentacji Anglii. Trochę pokombinowali by nakręcić ten film w oparciu o niezbyt wielki budżet;) I chwała im za to. Nic wielkiego ale fajnie sie go oglądało.
I jest kadr gdy Domarski strzela bramkę Schiltonowi i Anglia nie awansuje do mistrzostw świata. To naprawdę nie tylko nasza mitologia rodzimego futbolu, ale i trauma angielskiego.

Janosik - Prawdziwa Historia (2009)

Jak ktoś oczekuje serialowej postaci to się mocno może rozczarować. Choć strasznie grzeczni ci zbójnicy, uśmiechnięci i uczynni to jednak to jedyne podobieństwa. Oprócz scen "odjechanych" gdzie Janosik leci w powietrzu;))) są i sceny z tak ekscytującym seksem że niewiele potrzeba by mozna było ten film podczepić pod kategorię erotyków. Ale są też i fragmenty mocno niesmaczne, z jak na mój gust zbyt dokładnie pokazanym sadyzmem czy torturami. Dlatego też dostanie ode mnie niskie noty. Wspomnę słowo o muzyce. Aranżacja jak w "Wiedźminie" (to z pamięci więc mogę się mylić ale tak często obecnie taką sztampę się podkłada od filmy, taką podobną jedną do grugiej - niedobrze). I tyle. Słabizna jak dla mnie.

Kocham kino - Chacun son cinema (2007)

Raymond Depardon - Kino na wolnym powietrzu.
Obrazy, wszystko to co na filmie nie ma znaczenia a jest jedynie wypełniaczem. Kadry super, full profesjonalnie, ale naprawdę o niczym.

Takeshi Kitano (m.in. Zatoichi) - Pewnego pięknego dnia
"Jeden farmerski proszę". Wejść pogapić się i wyjść, Zero wrażeń. Super etiuda.

Theodoros Angelopoulos - Trzy minuty
Pozornie banał. Potęga!!! I bezduszność kina. Bomba emocjonalna.

Andrei Konchalovsky (m.in. Tango i Cash, Uciekający pociąg, Blask luksusu)- W ciemnościach
8 i 1/2 Felliniego a na pustej widowni para kopuluje między krzsłami. Mogła by jeśc popcorn. Ten sam efekt. Ot taka sobie scenka. Zbyt wielki by się zniżyć i potraktować temat poważnie.

Nanni Moretti (Pokój syna) - Dziennik kinomana
Słabe strasznie, ale mi się bardzo podobało;))). Bezpośrednio i osobiście potraktował temat. Gdyby zrobił tak każdy była by ... wielka nuda.

Hsiao-hsien Hou (Podróż czerwonego balonika) - Kino elektrycznej księżniczki
Może i jakieś przesłanie w tym było, ale ja się poczułem jakby ktoś raczej ze mnie zakpił.

Jean-Pierre Dardenne i Luc Dardenne - W mroku
Super. Super. Super. Tak niewiele potrzeba. Geniusz. Chyba geniusze;))).

Alejandro González Inárritu (m.in Amores perros, 21 gramów)- Anna
To mogła być najgenialniejsza etiuda jaką w życiu widziałem. To nieograniczenie można było uzyskać tylko dzięki temu że było to krótkie, ale powinno być jeszcze krótsze. Dlaczego potraktowano mnie jak gapia z multipleksu któremu trzeba wszystko pokazywać dwa razy. Aż chce się wyć;(((((((

Yimou Zhang (Hero) - Filmowa noc
Chwila oddechu, lekki uśmiech i wypisz wymaluj Niuńka na Hamlecie;)

Amos Gitai (czemu mnie nie dziwią tytuły jego filmów?) - Dybbuk z Hajfy
Tego komentować nie będę. Zamiast sztuki kreowanie prawdy. Żenada.

Jane Campion (Fortepian, Święty dym, Tatuaż) - Biedronka
Hm... no nie wiem. Lećmy dalej bo samo wymienienie dwóch nazwisk aktorów to nie koniecznie musi znaczyć że jesteśmy na temat.

Atom Egoyan (Gdzie leży prawda) - Podwójny seans Artaud
Tego nie zrozumiałem. Coś mi uciekało. Pogubiłem się.

Aki Kaurismäki (m.in. Rocky VI, Leningrad Cowboys...) - Odlewnia
Jakiś pomysł. Nawet jako scenka w pełnometrażowym filmie mógłby zaistnieć. Bez wrażeń.

Olivier Assayas - Nawrót
Niezłe. Dobra dynamika i czuć prawdziwe kino;)

Youssef Chahine - 47 lat później
Epizod autobiograficzny, można go opowiedzieć w wywiadzie moźna udokumentować filmowo;)

Ming-liang Tsai - To sen
Zdecydowanie słabe. Jeśli ktoś myśli że trzyminutowe etiudy trudno zrobić by zanudziła widza to niech tą obejrzy.

Lars von Trier (każdy ma swoje ulubione;))) - dla mnie Przełamując fale) - Profesje
Ten to podszedł do tematu na luzie, ale upiekł kilka pieczeni naraz. Ukłony za pomysł i realizację. Nawet ta subtelna migawka z Wiliamem Dafoe. Smaczek;)

Raoul Ruiz - Upominek
To wg mnie przykład etiudy zrobionej na siłę.

Claude Lelouch - Kino tuż za rogiem
To prawdziwy film, a muzyka i narracja stworzyły ciepły klimat.

Gus Van Sant - Pierwszy pocałunek
;))) Najpier profesjonalizmem tryskająca umiejętność doboru ujęć. Puste ale zrealizowane perfekcyjnie. A potem przesłanie zostaje dołączone ale tak amatorsko że aż boli.

Roman Polanski (nie obejrzałem tylko Tess) - Kino erotyczne
Taki żart.

Michael Cimino (Łowca jeleni, Sycylijczyk) - Tłumaczenie nie potrzebne
Ja dodam że ta etiuda była nie potrzebna. A reżyser jak koniecznie chce wyglądać jak Tinto Bross to i niech kręci kiczowate atrapy porno (których nota bene jestem wielbicielem;))) ). mniam;) a to było nędzne.

David Cronenberg (dla przyzwoitości wymienię Muchę;) ) - Przy samobójstwie ostatniego Żyda w ostatnim kinie na świecie
Z całym szacunkiem, ale jak dla mnie to jak takie badziewia chce robić to niech może lepiej nie obiecuje ale naprawdę popełni artystyczne samobójstwo.

Kar Wai Wong (m.in. 2046, Jagodowa miłość) - Przybyłem 9000 mil by Ci go dać
Puste, ale to moja estetyka kina.

Abbas Kiarostami - Gdzie mój Romeo
Jak dla mnie zbyt prostackie. A ostatnie zdanie to klęska. Jeśli sami się zniżają do robienia filmów dla masy to tracą artyzm. I taka jest ta etiuda. Co z tego że tematyka. Prymityw i tyle.

Bille August (Dom dusz) - Spektakl ostatniej randki
Pomijając fakt że S. Bullck nie grała w duńskim filmie to fajna opowieść powstała.

Elia Suleiman - Niezdarny
Z kocham kino czy nawet impresją na ten temat bardzo luźne powiązanie ale dla mnie bomba. Taki bzdet, Z przymrurzeniem oka. I fajnie;)))

Manoel de Oliveira - Jedyne spotkanie
Znów tak odległa etiuda od tematu, że nie wiem czemu zostało w tym zbiorze. Żart z papieża. Ale bez obrazy.

Walter Salles (Dzienniki motocyklowe) - 8944 kilometry od Cannes
To miała być z kolei kpina z Cannes. Merytorycznie trafienie w dziesiątkę, ale zrobione słabo.

Wim Wenders (m.in. Million Dollar Hotel, Buena Vista Social Club, Paryż, Teksas) - Wojna w pokoju
Mocna etiuda. Dobrze zrobiona. Poruszająca.

Kaige Chen (Urok mordercy) - Wioska w Zhanxiou
Rewelacja!!! Dla mnie bomba. Motyw końcowy dublujący się z jedną z wczęśniejsztcg etiud. Tutaj jest bardziej naturalny. Perfekcja we wszystkim.
BRAWO!!!

Ken Loach (Wiatr buszujący w jęczmieniu, Polak potrzebny od zaraz) - Szczęśliwe zakończenie
Taki gag.

Jakim kluczem sie kierowano przy doborze reżyserów nie wiem, ale na pewno oprócz tych co zasłużyli swoim dorobkiem, tych co brali udział w podobnych wcześniejszych projektach (Lumiere i spółka czy Zakochany Paryż, który był pewnym rodzajem promocji francuskich rezyserów) znaleźli się "nieprzypadkowi".
Dorobek reżyserów sprawdzałem dopiero po obejrzeniu etiud i opisaniu wrażeń;), bez korekt;))).

Co na koniec?. Refleksja - kino bawi, ale też i urealnia proces przemijania.

niedziela, 28 lutego 2010

Facet, który się zawiesił - Numb (2007)

Nie wiem jaki był sens zrobienia tego filmu. Dobrze że w między czasie chociaż jakiegoś potwora mogłem na BW zatłuc;)

Blask luksusu - Glyanets (2007)

Takie rosyjskie "Pretty Woman". Mnie romansu, więcej kariery ale nawet pomysł z ekskluzywną call girl został zachowany.

czwartek, 25 lutego 2010

Dystrykt 9 - District 9 (2009)


Dla mnie rewelacja. Sama fabuła... o niej za chwilę;) ale pomysł na realizację kapitalny. Już kiedyś podobny zabieg udał sie m.in. z Wiedźmą z Blair, gdzie choć tam więcej było z idei i zaciekawienia niż samej fabuły. I był to bardzo tani projekt. Tutaj zadziałali fachowcy i dzieki pomieszaniu fabuły i dokumentu wprowadzili dynamikę. Udany zabieg i potanił przy okazji produkcję (bo dla wiarygodności nie należało zatrudniać znanych aktorów). No a postacie kosmitów, ich zachowania... I tutaj kłaniają się chyba młodzieńcze marzenia tego co podpisał sie pod tym filmem, Petera Jacksona. Przypomnę jego pierwszy film Zły smak - Bad Taste (1987) gdzie "Czterech agentów z Sił Powietrzynch Nowej Zelandii i Ligii Obrony Kosmicznej przyjeżdża do małego, Nowo Zelandzkiego, rybackiego miasteczka by przeprowadzić śledztwo w sprawie obcych, którzy zmasakrowali ludność tego miasteczka w celu użycia ich jako składników w ich nowym intergalaktycznym jedzniu fastfoodowym ..." - bardzo amatorski, ale z równie "luźnym" podejściem do tych co to mają przybyć z kosmosu.
Podsumowując - od czasu gdy obejrzałem Avatar to pierwszy film który mnie zaciekawił tak na maksa. Polecam;)))

Weronika postanawia umrzeć - Veronika Decides to Die (2009)


Książkę przeczytałem, film obejrzałem. Jestem więc w pełni przygotowany by napisać coś więcej;). W filmie wycięte są wszystkie elementy mistyczno-religijne. Pozostawiono jednak przesłanie humanistyczne. No tak ale gdyby tego tez nie zostawiono film nie miałby juz żadnego sensu. Czuć, że to europejskie kino. Takie artystyczne, rozciągnięte w czasie, festiwalowe, wymagające. No tak. Wszystko ładnie, pięknie ale dla kogos kto przeczytał już książkę to ten film pozbawiony jest specjalnie wrażeń. A dla mnie stał sie po prostu nudny.

Feeling Minnesota (1996)

Spatrzałem sobie ten film jeszcze raz. Za pierwszym razem nie wiele wrażeń miałem z niego. I tym razem lepiej nie było. Chociaż... pragnieniem wolności powiało trochę mocniej. Przeciez wszystko jest jeszcze możliwe;).
Wspomnę tylko że w filmie wystąpił Keanu Reaves, Cameron Diaz i epizodycznie Dan Aykroyd.

Franciszek kobieciarz - Frantisek Je Devkar (2008)

Niby na luzie, komediowo, śmiesznie... Niby. Jak dla mnie to jednak niezbyt wesołe problemy. Psycholog i kobieciarz w jednym. Rozpoczyna porządkować swoje życie. Żona go zostawia, rodzi dziecko. Jednak jego czas już się skończył. Jest inny. W relacji z bratem nic lepiej. Koniec końców powrót do swych tradycyjnych przyzwyczajeń, do kobiet. Jakiś taki nijaki film.

poniedziałek, 15 lutego 2010

Teatr tv - Władysław Zabrzycki „Kwatera Bożych Pomyleńców"


Powstanie Warszawskie. Czwórka wiekowych kawalerów, niezdolnych do działań bitewnych spędza czas na w wypożyczalni książek. Tam toczy intelektualne dyskusje lub uzewnętrznia dziwaczne (i często zabawne) monologi próbując jakoś przetrwać zachowując tyle optymizmu na ile to możliwe. Wprowadzają nawet zakaz poruszania nieprzyjemnych tematów.
Bardzo dobra obsada - Jerzy Trela, Daniel Olbrychski, Jan Peszek i Jerzy Radziwiłowicz. Mnie jednak specjalnie spektakl nie poruszył. Może to miało być o powstaniu na wesoło. Ale aż tak znowu radośnie nie było. Tak nijako. Może autorowi chodziło by pokazać starania jak w tej trudnej sytuacji ludzie starali się żyć normalnie. Ale to byłby bardzo przewrotny zabieg by pokazać normalność za pomocą było nie było dziwaków. Chociaż;) Osobiście widziałem wiele lepszych spektakli. Ten troszkę mnie znudził.

Wojna domowa - Easy Virtue (2008)


Jest początek XX wieku, Anglia. Marnotrawny syn powraca do domu ze swoją świeżutką żoną, kierowcą rajdowym. Jego rodzina to arystokracja, więc wiadomo... pozbawiona serca teściowa, konserwatywne środowisko, a młoda dziewczyna spragniona życia i mocno wykraczająca poza dopuszczalne normy tego środowiska. Ale film kończy się fajnie. Główną rolę zagrała Jessica Biel, zagrała super. I bardzo fajną postać miał Colin Firth, ojca pana młodego. Ale jak to sie wszystko zakończyło ...;))) fajna komedyjka.

sobota, 13 lutego 2010

John Fowles - Mantissa


"Cała męska sympatia musi być po stronie Milesa Greena; a przynajmniej on jest o tym głęboko przekonany. Nie jest rzecz jasna niemożliwe, by nie mógł zechcieć pójść śladami Barda znad Avonu. I rzeczywiście, przez minutę lub dwie — gwoli samouspokojenia — przegląda w myślach obrazki wesołej, chętnej, a teraz również i historycznie fascynującej karaibskiej dziewczyny. Lecz wkrótce w najzupełniej naturalny sposób przeskakuje na inne możliwości wyjścia ze swego kłopotliwego położenia. Polinezyjki, Mandki, Wenezuelki, Hinduski, Włoszki, Rosjanki, dziewczyny z Libanu, z wyspy Bali i z różnych innych pośrednich miejsc; nieśmiałe, namiętne, zuchwałe, opanowane; ubrane i rozebrane, poskromione i dzikie, ścigane i ścigające, drażniące, zapłakane, flirtujące, wybuchowe... istne Narody Zjednoczone kobiecych oczu, ust, piersi, nóg, rąk, lędźwi, pośladków przyjemnie przemykają mu przed oczyma wyobraźni i jak w kalejdoskopie wpadają lub omijają okienka w jego głowie; niestety, jak obrazki na przerzucanych stronach czasopisma lub płatki śniegu nieruchome, bo nierealne."

"Miles budzi się pewnego dnia w szpitalu. Zupełnie nie pamięta, jak tam się znalazł, a niezwykle atrakcyjna pani doktor twierdzi, że jego kłopoty związane są z seksem. W terapii ma mu również pomóc czarnoskóra pielęgniarka Cory." Takie są opisy, recenzji zero. Nie dziwię się;). Choć istnieje możliwość ustalenia kim jest główny bohater to reszta czyli kobiety (lub kobieta) i miejsce wcale nie są takie zgodne z fabułą;). Może czytałem zbyt mało uważnie... może moja wyobraźnia trochę przesadziła... Może personel medyczny naprawdę istnieje, a może to w większości podobna imaginacja co wykreowana muza. A może? ;))) Na pewno. Przecież jaka lekarka by w taki sposób leczyła swego pacjenta. Zbereźne marzenia;))) Ale jak obłędna byłaby sztuka teatralna z tego. A może samemu tak;) amatorsko;))) jeszcze raz przetrawię za jakiś czas tekst;) może dojrzeję sam i to coś w mojej głowie.

ps skąd taka myśl ? gdzieś od połowy zacząłem widzieć to jako przedstawienie teatralne i tak też czytałem czasem wyobrażając sobie jak to na scenie miało by wyglądać, jak zniwelować tyle nagości, a kosztem było gubienie treści gdzieś w trakcie;)))

J. R. R. Tolkien - Hobbit, czyli tam i z powrotem


Kilka dni temu zostało zadane mi pytanie. "Jaka jest twoja ulubiona książka?". Chwila zawahania bo nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Jak przeczytałem Pachnidło to miałem wrażenie że w życiu nigdy czegoś równie dobrego nie czytałem, gdy skończyłem Cień wiatru...
Ale są takie książki, które nie muszą być najlepsze by być ulubionymi. Taką jest ta. Właściwie to zaprogramowała mi ona odbiór literatury i uelastyczniła wyobraźnię. Pierwszy raz przeczytałem ją w liceum. A teraz mam pretekst by zrobić wpis na bloga. Właśnie skończyłem słuchanie wersji audio (dużo lepiej słucha się powieści już znanych, czy to przeczytanych czy gdzieś wcześniej obejrzanych adaptacji).
O samej książce nic nie napiszę. Powód oczywisty...
"W pewnej norze ziemnej mieszkał sobie pewien hobbit. Nie była to szkaradna, brudna, wilgotna nora, rojąca się od robaków i cuchnąca błotem, ani też sucha, naga, piaszczysta nora bez stołka, na którym by można usiąść, i bez dobrze zaopatrzonej spiżarni; była to nora hobbita, to znaczy: nora z wygodami. Miała drzwi doskonale okrągłe jak okienko okrętowe, pomalowane na zielono, z lśniącą, żółtą mosiężną klamką, sterczącą dokładnie pośrodku. Drzwi prowadziły do hallu, który miał kształt rury i wyglądał jak tunel: był to bardzo wygodny tunel, nie zadymiony, z boazerią na ścianach i chodnikiem na kafelkowej podłodze; nie brakowało tu politurowanych krzeseł ani mnóstwa wieszaków na kapelusze i płaszcze, bo hobbit bardzo lubił gości. Tunel wił się w skrętach, wił się i wił, wdrążając się głęboko, choć wcale nie prostą drogą, we wnętrze pagórka — a raczej: Pagórka, bo tak go nazywano w promieniu wielu mil — a mnóstwo okrągłych drzwiczek otwierało się to po jednej, to po drugiej jego stronie. Hobbici nie uznają schodów. Sypialnie, łazienki, piwnice, spiżarnie (mnóstwo spiżarni!), garderoby (hobbit miał kilka pokoi przeznaczonych wyłącznie na ubrania), kuchnie, jadalnie — wszystko mieściło się na tym samym piętrze, a nawet wzdłuż tego samego korytarza. Najparadniejsze pokoje znajdowały się..."
ups;))) się zagalopowałem;) ale mógłbym tak więcej. I to tez powód, dla którego sam o książce nic nie piszę. Nie o tej;)))

Na pewno, być może - Definitely, Maybe (2008)

Komedyjka z Reynoldsem. Nie wiem czy to zbieżność nazwisk. Kolejny raz widzę go w romantycznej opowieści. Po partnerowaniu Sandrze Bullock teraz zdecydowanie główna rola. Ładny chłopczyk, słaby aktor (by nie napisać aktorzyna). I film nudny. Fabuła słaba. Aż musiałem sobie przewijać do przodu. KICHA!!!