sobota, 13 lutego 2010

Dwoje we mnie - All of Me (1984)

Stary film ze Stevem Martinem. Super komedia. Kiedyś krążył jako nowość na kasetach VHS. Ale wtedy mnie to nie dotyczyło. Nie ganiałem do kumpli by oglądać filmy. Pewnie wiele razy leciał też w tv, ale to też mi jakoś uciekało bo jedynie na sport na żywo potrafiłem zarywać nawet całe noce;))). Ale w końcu teraz mam divixa;)))) i mogę kiedy chcę i bez reklam;).
Pewna obrzydliwie bogata kobieta umiera, ale jej dusza ma zostać wprowadzona w ciało innej młodej i zdrowej. S. Martin gra adwokata który ma zająć się jej sprawami prawnymi. Przypadkowo jednak jej dusza zostaje wprowadzona w niego i przejmuje kontrolę nad połową jego ciała.
Sporo gagów tak wizualnych jak i słownych.
"Mam trzydzieste ósme urodziny a ty dajesz mi w prezencie afrykański słup nagrobkowy? Cudownie!;)"

poniedziałek, 8 lutego 2010

Do Czech razy sztuka (2008)

:-) ;)))
Motyw się przewija.
Pokazana jest fascynacja jednej strony, ale czy na pewno chodzi o sam akt?
A ona? Może to jej fantazja, a może forma słodkiej gry:)
Ja nie wiem;)))

Surrogates (2009)

To tylko film. Zupełnie nierealna przyszłość. I jak to w Hollywood wszystko kończy się happy endem (końcowa scena przypomina mi Kurta Russela w "Ucieczka z Los Angeles" gdzie zgasił światło i świat...). Takie przychodzą myśli. Tak chciało by się powiedzieć. Oboje wiemy, że to nie prawda. To tylko kwestia promocji i coś co jest nie do pomyślenia co bulwersuje zostaje w społeczeństwie z czasem zaaprobowane. I ludzie stają się szczęśliwi. I odkrywają ze zdziwieniem, że w jaki sposób w ogóle mogli funkcjonować bez czegoś takiego.
Surogaci to maszyny zastępujące ludzi. Leżysz sobie w domu i pilotujesz takiego robota. On się spotyka z żoną, mężem, znajomymi, współpracownikami - to znaczy z ich mechanicznymi przedstawicielami.
Fabuła naiwna. Realizm świata w przyszłości jednak aż do podziwu przekonuje. Na każdym kroku promocja młodości, hasło z nowoczesnym stylem życia, sam plastik, zero biologi. I te 5% społeczeństwa, które chce normalności. Film super, wiadomo Bruce Willis;))) ale wierzę, że po obejrzeniu tylko bardziej zatęsknisz za miastem w Amazonii;).

niedziela, 7 lutego 2010

Egzorcyzmy Dorothy Mills - Dorothy Mills (2008)

Zacznę od tego co mnie wkurza. Czy w tytule oryginalnym mowa o jakiś egzorcyzmach? Nie!!! Szczęśliwie jak brałem ten film to tłumaczenia nie było. A tego cholernego ciołka tłumacza sam bym poddał egzorcyzmom.
Klimat surowy, wieś anglosaska. Gatunek filmu - horror. Podobał mi się. Nie wiele sie spodziewałem, więc miłe rozczarowanie. Bez krwi, bez jakiśtam "555" ups "666". Duchy przez młodą dziewczynę pragną by ludzie poznali prawdę o tym jak zginęli, by poznali sprawców. Kiedyś oglądałem "Kroniki portowe" i "Osadę". Zupełnie inne w treści ale z jakiś powodów właśnie te skojarzenia. Nie napiszę, że polecam ten film. Średniak. Mi podpasił klimatem.

Zombieland (2009)

Film doskonały gdy chcemy zrobić reset dla swojej inteligencji niezależnie jak wielka lub nawet jak nie wielka jest ona;))) Jedno z filmowych zer po których "Teleekspres" to duchowe przeżycie.
Bill Murray zagrał tam króciutki epizod, zresztą we własnym pałacu. Sporo za to musiał zgarnąć. Ale czemu jedną z głównych ról zagrał w nim Woody Harrelson? nie wiem;)))

sobota, 6 lutego 2010

Zagubieni w Pekinie - Ping guo (2007)

Młode chińskie małżeństwo. Bieda aż piszczy. Ona zostaje wykorzystana przez swojego szefa. Zachodzi w ciążę. Jej mąż chce to wykorzystać i próbuje wyłudzić pieniądze. Okazuje się że szef chce tego dziecka, chce dla siebie i gotów jest zapłacić. Najpierw radość z pieniędzy potem refleksja co się traci. Można chciec potem je zwrócić, ale czy ktoś weźmie je z powrotem, czy to naprawi co się zdarzyło? Tak nabywamy życiowej mądrości, wszystko kosztuje.

Nocny kowboj - Midnight Cowboy (1969)

Już kiedyś oglądałem. Wtedy szukałem akcji, ale do wczoraj pamiętałem niektóre sceny. Świat jest cały nasz, a potem następuje coraz bardziej brutalna weryfikacja. Jak boli desperacja i niemoc. Jak znika nadzieja. Trzeba być czasem ślepym by tego nie dostrzec.Trzeba.

piątek, 5 lutego 2010

Dom zły (2009)

Choć to film, ale momentami ma sie wrażenie, że to taki teatr w plenerze. Kamera cyfrowa to jednak fajny wynalazek:). Najbardziej odrażające rozliczenie z komunistycznym syfem jakie widziałem, a do tego przyprawione cuchnącą groteską. Świetna gra aktorów. Można być zniesmaczonym po obejrzeniu, ale trudno nie docenić;). Polecam.

Teatr TV - Gry operacyjne (2009)

Peter i Barbara stanowili niezwykłą parę. On, Hindus z pochodzenia, syn wysokiego urzędnika kaszmirskiego, student Oksfordu, za namową przyjaciół przyjechał do Polski, żeby pisać doktorat. Ona to subtelna blondynka ze znakomitej, szlacheckiej rodziny, studentka arabistyki. Raina od początku pobytu w Polsce był zaangażowany w życie polityczne. Prawie ćwierć wieku po śmierci żony Peter odkrywa tajemnicę ich wspólnego życia. Orientuje się, że kryjący się pod pseudonimem "Sehu" konfident to jego żona, która donosiła na niego bezpiece 15 lat, chętnie i bez przymusu.
źródło: tv.wp.pl

Nie mam swoich wrażeń z tego spektaklu.

czwartek, 4 lutego 2010

American Pie 7: Księga Miłości - American Pie Presents: The Book of Love (2009)

Spatrzałem. Widziałem jednak dużo lepsze części. Fabuła ta sama. Jak się dorwać bzykania. Więcej nagich cycków niż zwykle. Wszystko kończy się happy endem czyli bezpośrednia relacja z kilku sypialni.
Takie nic, że nawet sobie głowy nie będą zaprzątać by nominowac ten film do "kupy" roku 2009.

niedziela, 31 stycznia 2010

Woyzeck (1979)

Tak przy okazji oglądania "Krzyku kamienia" zobaczyłem, że Werner Herzog wyreżyserował "Woyzecka". Ponieważ nie za bardzo podobał mi się spektakl byłem ciekaw czy to tak słaby dramat czy tylko lokalny niewypał. I jest mniej więcej tak jak napisałem w recenzji poprzedniej. Tutaj reżyser nie miał większych problemów;) wszystko poukładane i przejrzyste. Być może duży wpływ miało to, że oglądałem to niby drugi raz;))). Bardzo dużo różnic, a tutaj taki porządek. To co niedokończone takim pozostaje;). Wspomnę jeszcze, że główną role zagrał Klaus Kinski. Miał sporą przewagę nad Darkiem Siastaczem. Jego twarz na pierwszym planie. Można ujrzeć każdy grymas. I dlatego był bardziej przekonujący. Tutaj nie mam żadnych wątpliwości. Nie będę nawet próbował usprawiedliwiać jego czynu.
Myślę, że sporym atutem filmu jest jego długość, a właściwie krótkość, o dobre pół godziny;)

piątek, 29 stycznia 2010

Krzyk kamienia - Cerro Torre: Schrei aus Stein (1991)

Werner Herzog chyba polubił Amerykę Południową (np Fitzgeraldo). Z sobie tylko znana pasją ukazuje ekstremy natury. Piękno i wielkość. Stąd tak bogata filmografia dokumentalna reżysera tak sławetnych filmów fabularnych. Tym razem jako treść jest rywalizacja dwóch zdobywców szczytów, który pierwszy zdobędzie tytułową górę. Podobnie jak w wielu innych jego filmach nie ma tutaj zawrotnej akcji czy przepychu zdarzeń. To skromny obraz, momentami wręcz amatorski;))) z kapitalnym doborem plenerów. A sam wybór legendy Patagonii to majstersztyk, bardzo oryginalny kształt. A koniec zaskakuje;)))
To tyle by w recenzji zmierzyć się (i polec;))) ) z wielkością nazwiska - Herzog;))).
Teraz nie owijając w bawełnę - trochę cierpliwości się przydaje choć obraz nie jest wcale długi. Donald Sutherland to może i gwiazda ale mało lubiana, więc specjalnie nie przyciaga. Jak dla mnie to niezbyt artystyczne kino, ale ma jeden wielki plus - to nie jest bezmyślny film jakimi się obecnie nas zalewa, a to już bardzo dużo;))).

Karel Capek - Fabryka Absolutu

Fabryka absurdu;))) tak mi się ubzdurało, ale mozna naciagnąc, żę wiele tego tytułowego absurdu autor wyprodukował.

Czytając tą książkę pobłądziłem powielokroć;))) Skojarzenia z Kongresem futurologicznym Lema, błędne datowanie powstania powieści na lata pięćdziesiąte-sześćdziesiąte. Ideologiczne lewioowanie z obowiązkowym wyśmiewaniem religii.

O tak to się zaczyna...
"W Nowy Rok 1943 pan G. H. Bondy, prezes zakładów MEAS, czytał sobie gazetę, jak zwykle, trochę niegrzecznie przeskoczył wiadomości wojenne, uchylił się od czytania o przesileniu gabinetowym i na pełnych żaglach (tak, na pełnych żaglach, bo „Gazeta Ludowa” już dawno powiększyła swój format pięciokrotnie i płachty jej nadawałyby się nawet do żeglugi morskiej) wpłynął na obszary gospodarki narodowej. Krążył przez chwilę tam i sam, po czym zwinął żagle i pozwolił kołysać się marzeniom."
I bądź tu mądry;)))

Tymczasem Karel Čapek ur. 9 stycznia 1890 w Malé Svatoňovice, zm. 25 grudnia 1938 w Pradze. Szczęka mi opadła. Nie czuć tego w tej powieści. Owszem przewijały się lata gdy się odbywały wydarzenia, ale tak zgrabnie skomponowano fabułę, że czas przestał mieć znaczenie. I mowa tutaj o wykorzystaniu energii atomowej więc jakoś tak samo przez się;)))

"Stało się tedy, że już w lipcu wypowiedział się parlament, iż „Toni Bobinet dobrze zasłużył się ojczyźnie” i razem z tytułem Marszałka przekazał mu godność Pierwszego Konsula. Francja była skonsolidowana. Bobinet zaprowadził ateizm państwowy; jakikolwiek przejaw religijności karany był śmiercią na podstawie prawa wojennego.
Trudno przejść milkliwie ponad niektórymi scenami z życia wielkiego człowieka.

Bobinet i jego matka. Pewnego dnia Bobinet naradzał się w Wersalu z generalicją. Ponieważ było gorąco podszedł do otwartego okna. Nagle ujrzał w parku starusieńką panią wygrzewającą się na słońcu. Wówczas przerwał Bobinet wywody marszałka Jolliveta i zawołał: „Panowie, oto moja matka!…” Wszyscy obecni, nawet najbardziej zahartowani w walkach generałowie nie umieli opanować łez wzruszenia wobec przejawu takiej synowskiej miłości.

Bobinet i jego miłość ojczyzny. Kiedyś podczas deszczu Bobinet był obecny przy przeglądzie wojska na Polu Marsowym. Gdy defilowały ciężkie agregaty artyleryjskie, najechało auto wojskowe na kałużę; woda bryznęła i poplamiła płaszcz Bobineta. Marszałek Jollivet chciał na miejscu ukarać dowódcę nieszczęsnej baterii i zdegradować go. Ale Bobinet nie dopuścił do tego: „Niech pan da spokój, panie marszałku, przecież jest to błoto francuskie”.

Bobinet i inwalida. Razu pewnego Bobinet przyjechał nie poznany do Chartres. W drodze pękła opona i podczas gdy szofer naprawiał uszkodzenie, zbliżył się jednonogi inwalida i żebrał. „Gdzie ten człowiek stracił nogę?” — pytał Bobinet. Inwalida odpowiedział, że stracił ja w Indochinach, że ma starą matkę i że nieraz całymi dniami oboje nie mają co włożyć w usta. „Marszałku, proszę zapisać nazwisko tego człowieka” — rzekł Bobinet wzruszony. I rzeczywiście, w tydzień potem do drzwi izdebki inwalidy zapukał kurier osobisty Bobineta i wręczył biednemu kalece paczuszkę „od pierwszego Konsula”.
Któż opisze radosne przerażenie inwalidy, gdy otworzywszy paczuszkę znalazł w niej medal brązowy!"

Taka jest cała książka. Pełna humoru (brytyjskiego ciii;))) ) i satyry, satyry na przyszłość. Chylę czoła;) I polecam. Kapitalna lektura.

czwartek, 28 stycznia 2010

J.M.Coetzee - Hańba


"– Nie potrzebuję żadnych reprezentantów. Mogę wystąpić we własnym imieniu, czemu nie. Czy mam rozumieć, że musimy kontynuować przesłuchanie, chociaż przyznałem się do winy?
– Chcemy dać panu szansę przedstawienia pańskiego stanowiska.
– Już je przedstawiłem. Jestem winny.
– Czego?
– Wszystkiego, co mi się zarzuca.
– Zmusza nas pan do dreptania w kółko, profesorze Lurie.
– Wszystkiego, o co mnie oskarża pani Isaacs, i fałszowania wyników.
Do rozmowy włącza się Farodia Rassool.
– Twierdzi pan, profesorze Lurie, że uznaje oświadczenie pani Isaacs za prawdziwe, ale czy pan je w ogóle czytał?
– Nie mam ochoty czytać oświadczenia pani Isaacs. Uznaję je za prawdziwe. Nie widzę powodu, dla którego pani Isaacs miałaby kłamać.
– Ale czy nie byłoby rozsądnie, gdyby je pan jednak przeczytał, zanim potwierdzi pan jego prawdziwość?
– Nie. Są w życiu ważniejsze sprawy niż rozsądek."


Za tą powieść padł Nobel i słusznie. Czasem to szanowane grono musi się uwiarygodnić;). Przez kilka dni gdy czytałem tą książkę żyłem ją. A potem jeszcze jakiś czas po skończeniu. Chyba mam inne spojrzenie niż literaccy analitycy;). Dla mnie świecka moralność wyszła przed szereg kanonu religijnego określania dobra i zła. Określenie to jedno ... i tu temat został zamglony. Zapomniano o miłosierdziu, przebaczeniu i tolerancji. Może nawet to jest ale na około, nienazwane;). I to cywilizacyjne czy inaczej, humanistyczne spojrzenie. Po drugiej stronie staje dzikie i pozbawione zasad zachowanie, które można okreslić naturalnym, zwierzęcym, biologicznym.

CZy te okrótne myśłi to nienawiść czy realne spojrzenie na sytuację?

"Banda trzech. Trzej ojcowie w jednym. Gwałciciele, a rabusie tylko przy okazji, powiedziała o nich Lucy – gwałciciele, a zarazem poborcy podatków, którzy włóczą się po okolicy, napadając kobiety i folgując swoim brutalnym zachciankom. Otóż pomyliła się. Nie zgwałcili jej, tylko się z nią sparzyli. Nie kierowała nimi zasada przyjemności, lecz jądra, worki wezbrane nasieniem, które aż do bólu pragnęło się doskonalić. I oto – patrzcie państwo! – dziecko! Sam już nazywa je „dzieckiem”, chociaż to na razie zaledwie robak w łonie jego córki. Jakie też dziecko może się począć z nasienia, które wciśnięto w ciało kobiety nie z miłością, ale z nienawiścią, nasienia chaotycznie pomieszanego, żeby kobietę splugawić, naznaczyć jak psią uryną?"

Skorzystam i wspomnę o filmie (Hańba - Disgrace 2008) który zatrzymałem w połowie jak sie zorientowałem co ja takiego oglądam. John Malkovich jest świetny. Egoista totalny. Humanista o pierwotnym instynkcie. A sam film dość wiernie odtwarza książkę. Ale zdecydowanie najpierw lektura;)))

Kobieta w Berlinie - A Woman In Berlin (2008)

"Kobiety muszą zachować milczenie, inaczej żaden mężczyzna już ich nie tknie."
To słowa głównej bohaterki, pięknej dojrzałej kobiety.
Armia Czerwona dociera do Berlina i czeka na wojska amerykańskie. Gwałci, plądruje, morduje. Trzeba przetrwać. To smutny film. Choć sceny gdy kobiety zaczynają sie przyzwyczajać i adaptować do nowej sytuacji, gdy wraca humor, żarty, plotki... To jednak film dla kobiet. Generalnie to chyba jednak nie polecam.

wtorek, 19 stycznia 2010

Teatr TV:Scena Faktu - Afera Mięsna (2007)

Czasem między teatrem a filmem jest niewielka różnica. Kilka zmienionych detali w realizacji i byłby to film fabularny oparty na faktach. Gdyby nam mignął parę razy gdzieś Wołoszański mielibyśmy dokument fabularyzowany. I to tyle o tym. Gra aktorska profesjonalna.
A to że to się wydarzyło naprawdę czyni ten dokument bardzo makabrycznym.

Info - http://pl.wikipedia.org/wiki/Afera_mięsna

Lato Muminków - Moomin and the Midsummer Madness (2008)

Kolejny niewypał. Moje kochane muminki popsute;(((

Terra (2007)

Zawiodłem się na tej bajce. Wyszły mi z tego jakieś teletubisie. Wszystko na siłę. Bez pomysłu. Nie dałem rady obejrzeć.

piątek, 15 stycznia 2010

Avatar (2009)


Minęło kilka dni od kiedy obejrzałem ten film. Chciałem na chłodno by nie piać z zachwytu jak wszyscy, którzy poszli do kina po wrazenia wizualne i trochę rozrywki. Chciałem;))) A zresztą. Kiedyś Lem w jednym z wywiadów wspomniał ze wszystkie cywilizacje pozaziemskie rozmawiają po angielsku. Wzięto sobie to do serca;) Ale tutaj zrobiono z nich, niech będzie Winetou ;))) Czyli nie pozbyto ich ludzkiego systemu emocji, i w sposób dość ewidentny pomalowano czerwonoskórych na niebiesko powiększając dla niepoznaki przy tym znacznie:). Pokopiowano dość pierwotne ceremoniały, pieśni... zaraz, zaraz to przecież bajka dla nas, ziemian.
James Cameron popełnił kilka wybitnych filmów i ten jest wśród nich. Ale nie o tym ja chciałem. Zrobił jedną z części Obcego, a to widać dość wyraźnie. Głowy smoków to pokolorowane Alieny i ten ukłon dla Sigourney Weaver, odtwórczyni głównej roli tamtego kultowego thrilera s-f.
Ze skojarzeń wspomnę o Gwiezdnych wojnach gdzie na przeciwko wojskom Imperium stawały biologicznie słabe armie wystawione na okrótne straty. I jeszcze jedno prywatne, takie moje skojarzenie - Apokalypto.
Mam nadzieję, ze tego jako zbyt krytyczne uwagi sie odbiera, to teraz mogę z drugiej strony;))))
Odlot na maksa. Ogrody ze snu, potwory z chińskich baśni pełne żywych kolorów. Drzewo Życia i jego ogrom to równe tolkienowskim wielkościom w śródziemiu. Urzeka a nie śmieszy nierealnościa. A to wszystko widać w trójwymiarze.
To bez wątpienia krok do przodu w kinematografii, chwile potrwa zanim ktoś postawi nastęny.

poniedziałek, 11 stycznia 2010

Artur i Minimki - Arthur et les Minimoys (2006)


Na deser. I słusznie;))) I fabuła i animacja. Mnóstwo pomysłów. Nie jestem obiektywny bo wybór nieprzypadkowy;))) a i nastrój idealny;))) Epoka Lodowcowa była świetna, ale Artur jeszcze lepszy. Kompletny odlot. Najpierw zobaczyłem chłopaka który grał w "Czarlie i Fabryka czekolady". Zagrał podobnie. Rola przesłodzona, ale dobrze. To zawsze jest prawidłowy wzór do naśladowania dla młodej publiczności;). Fabuła baśniowa, urocza a Minimki wizualnie bardzo oryginalne. Chociaż te starsze jakoś mi sie kojarzyły z czarodziejami ze Świata dysku. Ale ja mało znam Riverworld.
Luc Besson nie pierwszy raz udowadnia, że ma wizję i dużo wyobraźni. Zrobił to po swojemu, na szczęście;). Bajkowa jazda obowiązkowa;))).

ps Mówi się, że dzieci o wiele więcej rozumieją niż nam dorosłym się wydaje. To bez wątpienia prawda. Liczę jednak, że ten rasta-kolo jarający trawę, tak super wyluzowany zniknie niezrozumiały w odmętach niepamięci, tam gdzie jego miejsce;)))