wtorek, 22 września 2009
Miecz Prawdy - Legend Of The Seeker
Post pozornie lekko spóźniony;))) Pozornie bo chciałem wpuścić do bloga dopiero jak się trochę odcinków nazbiera. Tak to serial. Nie widziałem jeszcze ani jednego naprawdę dobrego serialu fantasy. Ten został nakręcony ponoć na książkach z wysokiej półki gatunku. Pewnie nawet bym się i tym nie zainteresował, ale znam osobę w rękach której nawet frytki na kartonowym talerzyku wydają mi się najwspanialej podaną ucztą. Więc na jej słowa o istnieniu wtedy jeszcze "Miecza Przeznaczenia":))) natychmiast wynalazłem w sieci i już wieczorem byłem po pierwszych dwóch epizodach i ... kurna super;))) No to dawaj całą serię. Trzeci niestety sprowadził mnie na ziemię. Przecież nie ma dobrych seriali fantasy. Ale niech choć istnieje nadzieja, kiedyś będą;)))
niedziela, 20 września 2009
Teatr Dramatyczny w Warszawie im. Gustawa Holoubka - Krystian Lupa "Persona, tryptyk - Marilyn"
Kilka oblicz spektaklu, rózne tematy i zupełnie niezalezne kąty patrzenia. A to wciąż jedna sztuka w jednym teatrze. Jak siadałem nie wiedziałem co mnie czeka. Sześć godzin w podróży, potem szwędanie po złotych tarasach, kawa w kameralnej (swoją drogą jak na teatralną kafejkę to droga - 9zł, hm...), potem czekanie bo wchodzimy na darmową wejściókę;))). Ta cała otoczka mnie przygotowuje do czegoś ważnego. Siadam. Zaczyna się. Już mnie mają... Niestety siedzę w gówniarskim sektorze, gdzie jakaś wycieczka jest w trakcie uprawiania turystycznego teatringu. Odbiór ze sceny i chęć dokonania morderstwa na jednym (pip) zaczyna się przeplatać. A jakaś panienka przede mną łyka tą błazenadę co gościa tylko rozkręca. Szczęśliwie główna aktorka ok 30-40 minuty pokazała nagi tyłek co chyba chłopcu wystarczyło (i nie wnikam czy to znaczyło, że już było po wszystkim czy że zaczęło go to interesować). Ale chrumkariady to nie przerwało. Masakra.
Mógłbym to pominąć ale sceny o długich chwilach milczenia, gdzie aktorzy grają ciszą i ktoś zaczyna kaszleć lub się wiercić. Koszmar.
NIE CHCĘ SIĘ DO TAKICH SYTUACJI PRZYZWYCZAJAĆ.
Gra aktorska - Sandra Korzeniak grała Marylin. Nie znam jej ale była świetna. Sposób poruszania, a przede wszystkim wypowiadania swych kwestii super. Kasia Figura to było nieszczęście. Miałą problemy z głosem, ale i sama jej gra to nic wielkiego. Właściwie to mógłbym jeszcze wymienić Władysława Kowalskiego. Zagrał tak jak zwykle. Spokojny i nieustępliwy sposób wysławiania. Kultura. Modelowo jak w filmie "Sposób na Alcybiadesa". No i Adam Ferency ztych bardziej znanych. Ale to ledwie kilkuzdaniowy epizod.
Sztuka ta jest impresją na temat psychiki Marylin Monroe. Ponieważ jednak nie czytałem programu nie wiedziałem kim są konkretne postacie. Dlatego też skupiałem się na relacji człowiek człowiek. Wciąż huczy mi w głowie pytanie zadawane przez wielką gwiazdę każdemu mężczyźnie, z którym ma kontakt "Kocha mnie pan?" i milcząca odpowiedź.
Czemu tak krótko o samym spektaklu trwającym ponad trzy godziny? Wg mnie po prostu jest wart obejrzenia.
ps Nazwa w tytule - tryptyk. Czekają mnie zapewne jeszcze dwie wizyty w Warszawie w tej sprawie;)))
Mógłbym to pominąć ale sceny o długich chwilach milczenia, gdzie aktorzy grają ciszą i ktoś zaczyna kaszleć lub się wiercić. Koszmar.
NIE CHCĘ SIĘ DO TAKICH SYTUACJI PRZYZWYCZAJAĆ.
Gra aktorska - Sandra Korzeniak grała Marylin. Nie znam jej ale była świetna. Sposób poruszania, a przede wszystkim wypowiadania swych kwestii super. Kasia Figura to było nieszczęście. Miałą problemy z głosem, ale i sama jej gra to nic wielkiego. Właściwie to mógłbym jeszcze wymienić Władysława Kowalskiego. Zagrał tak jak zwykle. Spokojny i nieustępliwy sposób wysławiania. Kultura. Modelowo jak w filmie "Sposób na Alcybiadesa". No i Adam Ferency ztych bardziej znanych. Ale to ledwie kilkuzdaniowy epizod.
Sztuka ta jest impresją na temat psychiki Marylin Monroe. Ponieważ jednak nie czytałem programu nie wiedziałem kim są konkretne postacie. Dlatego też skupiałem się na relacji człowiek człowiek. Wciąż huczy mi w głowie pytanie zadawane przez wielką gwiazdę każdemu mężczyźnie, z którym ma kontakt "Kocha mnie pan?" i milcząca odpowiedź.
Czemu tak krótko o samym spektaklu trwającym ponad trzy godziny? Wg mnie po prostu jest wart obejrzenia.
ps Nazwa w tytule - tryptyk. Czekają mnie zapewne jeszcze dwie wizyty w Warszawie w tej sprawie;)))
Leopold Tyrmand - Gorzki smak czekolady Lukullus
"Zły" na tyle utkwił w pamięci, że z radiowych adaptacji teatralnych wybrałem włąśnie Tyrmanda i Hłaskę na wersję spacerową rolek niedzielnych;). Akcja dzieje się w czasie II wojny światowej. Jest lekki romans, ale to ledwie ubarwienie dla postawy głównego bohatera. Trochę przebrzmiałe cechy on reprezentuje, ale to wciąz stanowi wartość. Żyć należy w zgodzie z sobą samym, a robić to w co się wierzy. Dużo się traci, to prawda. Ale ile zyskuje stając przed lustrem;)
paczka filmów;)
Ostatnio odkryłem, że mogę oglądać filmy na kompie bo monitor wcale taki mały nie jest a zaletą, że łatwo się przewija do przodu, zatrzymuje, cofa;))))
I dzięki temu śmignąłem po kilku filmach.
Zapowiedź - Knowing (2009)
Film z N. Cagem. Trochę tajemnicy jak w "Skarbie narodów". Znów jest naukowcem. Jedyny na świecie wiedzący co się dzieje. Bierze do ręki kartkę zapisaną liczbami i "prawie" od razu łapie o co chodzi. Przesłanie zdecydowanie sekciarskie. One zawsze przepowiadają koniec świata. A tu jeszcze ukłon w stronę scientologów, bo kosmici szczęśliwie nad nami czuwają. Temu panu dziękujemy;) (zawsze tak mówię a potem łapię się i zaliczam kolejną kupę z nim).
Męczennica - Martyrs (2008)
Na ten film straciłem dzięki technice nie więcej niż 10 minut. Toksyczny.
Kochanie jestem w ciąży - Baby On Board (2009)
Trzeci sort komedii romantycznych. Innej akurat pod ręką nie miałem. Można sie uśmiechnąć. Maksymalnie do pogapienia.
Killshot (2008)
W roli głównej Mickey Rourke. To jedyny powód bym ten film chciął obejrzeć. Wszystkich emocji starczyło na kilkanaście minut. Pewnie coś pominąłem ale jak dla mnie marne to i nie warte oglądania. Odradzam nawet fanom kina sensacji.
The Bravados (1958)
Klasyczny western. Joan Collins i Gregory Peck. Jemu zabijają żonę. On się mści.
"- Sam mianowałem się sędzią i katem. Przysięgali, że są niewinni. Jeden z nich na kolanach błagał mnie o życie. Nie słuchałem ich. Zabiłem ich za winy, których nie popełnili.
- To co mówisz i czujesz - odpowiada ksiądz - stawia cię wyżej niż innych którzy byli w twojej sytuacji. Nie usprawiedliwiam cię, ale ty przynajmniej nie tłumaczysz się, że tamci byli źli..."
I jeszcze końcowe słowa bohatera "Módlcie się za mnie".
Zemsta była zła, była błędem. W jakiej nowej produkcji hollywoodzkiej znajdę teraz takie wartości? Może właśnie dlatego lubie te filmy. Spokojne, twarde, mądre. A może trochę jestem sentymentalny?;)
Kolej Transyberyjska - Transsiberian (2008)
Taki sobie film. Liczyłem na więcej z klimatu przestrzeni Syberii i samej atmosfery tak słąwnego pociągu. Mocno się zawiodłem. Ale marzenie odbycia takiej podróży pozostało;)))
I dzięki temu śmignąłem po kilku filmach.
Zapowiedź - Knowing (2009)
Film z N. Cagem. Trochę tajemnicy jak w "Skarbie narodów". Znów jest naukowcem. Jedyny na świecie wiedzący co się dzieje. Bierze do ręki kartkę zapisaną liczbami i "prawie" od razu łapie o co chodzi. Przesłanie zdecydowanie sekciarskie. One zawsze przepowiadają koniec świata. A tu jeszcze ukłon w stronę scientologów, bo kosmici szczęśliwie nad nami czuwają. Temu panu dziękujemy;) (zawsze tak mówię a potem łapię się i zaliczam kolejną kupę z nim).
Męczennica - Martyrs (2008)
Na ten film straciłem dzięki technice nie więcej niż 10 minut. Toksyczny.
Kochanie jestem w ciąży - Baby On Board (2009)
Trzeci sort komedii romantycznych. Innej akurat pod ręką nie miałem. Można sie uśmiechnąć. Maksymalnie do pogapienia.
Killshot (2008)
W roli głównej Mickey Rourke. To jedyny powód bym ten film chciął obejrzeć. Wszystkich emocji starczyło na kilkanaście minut. Pewnie coś pominąłem ale jak dla mnie marne to i nie warte oglądania. Odradzam nawet fanom kina sensacji.
The Bravados (1958)
Klasyczny western. Joan Collins i Gregory Peck. Jemu zabijają żonę. On się mści.
"- Sam mianowałem się sędzią i katem. Przysięgali, że są niewinni. Jeden z nich na kolanach błagał mnie o życie. Nie słuchałem ich. Zabiłem ich za winy, których nie popełnili.
- To co mówisz i czujesz - odpowiada ksiądz - stawia cię wyżej niż innych którzy byli w twojej sytuacji. Nie usprawiedliwiam cię, ale ty przynajmniej nie tłumaczysz się, że tamci byli źli..."
I jeszcze końcowe słowa bohatera "Módlcie się za mnie".
Zemsta była zła, była błędem. W jakiej nowej produkcji hollywoodzkiej znajdę teraz takie wartości? Może właśnie dlatego lubie te filmy. Spokojne, twarde, mądre. A może trochę jestem sentymentalny?;)
Kolej Transyberyjska - Transsiberian (2008)
Taki sobie film. Liczyłem na więcej z klimatu przestrzeni Syberii i samej atmosfery tak słąwnego pociągu. Mocno się zawiodłem. Ale marzenie odbycia takiej podróży pozostało;)))
poniedziałek, 14 września 2009
Andrzej Philipiuk - Homo Bimbrownikus

"Jakub był tak potwornie trzeźwy, że aż nie mógł zebrać myśli"
Nowe przygody Wendrowycza to cztery opowiadania. Właściwie to trzy i jedno trzystustronicowe (przy całości 350 str). Po co to piszę? Te króciutkie są super. To jest to co tygryski lubią najbardziej;))) A te co stanowi lwią część voluminu? Hm... wyobrażałem sobie film, gdzie dwa leśne dziadki zaiwaniają po mieście tłukąc łysych i przeskakując przez płoty. Byłby to komiczny widok. Pełen ubaw. Ale w książce? Napisane językiem (sprawne pióro bezsprzecznie) znanym z "Norweskich dzienników" automatycznie przywołało myśl "a co by to zmieniło gdyby zamiast Jakuba i Semena były by ich wnuki". No właśnie co?
ps I smutna myśl - chyba tylko cenę w księgarni;(
Antychryst (2009)

Reżyseria Lars Von Tier. To co widać na ekranie jest doskonałe. Plenery, sposób kręcenia, "magiczne" oświetlenie... po prostu wszystko. Do niczego nie potrafiłbym się przyczepić. Oglądałem wręcz zahipnotyzowany urokiem ujęć. No tak - to wiele, ale żeby film był świetny to jednak zdecydowanie za mało. Tamto wystarcza by się pogapić. Jeśli jednak oczekujemy czegoś więcej to moim zdaniem czeka nas rozczarowanie. Dlaczego??? Bo moim zdaniem fabuła zupełnie nie trzyma się kupy. Nielogiczność, niekonsekwencja i czasem całkowity brak sensu. Taka łatwizna, tak ja przynajmniej postrzegam scenariusz. By dotrzeć do kilku istotnych miejsc autor idzie na skróty i to nie myślowe, lecz "dajmy byle co, o to się nadaje na pretekst";))) A przemawiający lis wyrwał się twórcy jak "Filip z konopi".
Film w sposób ewidentny przygotowywano jako festiwalowy. Tytuł nikak sie nie ma do treści, ale w sposób uzurpatorski zawłaszczył sobie słowo, którego nawet twórcy "Omena" nie śmieli pobrać. Taki zupełnie pod publiczkę. Artyzm w realizacji jest ewidentny i z tego jak na samym początku napisałem się nie wycofuję. Zastosowanie erotyki ciągnie podobieństwem do "Imperium zmysłów" które kiedyś przecież Cannes wygrało. Ale tym razem pomimo, że też jest w wersji porno to bieda mentalna i "szokowanie" pod jurorów.
ps Pomimo tego wszystkiego co napisałem myślę, że byłby z tego doskonały teatr. Sam motyw relacji dwojga ludzi po stracie dziecka. Nic nowego;((( Może gdyby Von Tier napisał tenscenariusz dla siebie...
piątek, 11 września 2009
Zapaśnik - The Wrestler (2008)
Jak dla mnie to taki sobie film. Choć lubię Rourkego bo ... naprawdę trudno go lubić;))) to jednak żadna rewelacja. Sporo zrobiono szumu wokół tego obrazu i dałem się naciągnąć. Może i jest to biografia wrestlera - nie wnikam. Może jest też i jakieś przesłanie - jak dla mnie mało ważne. Był, żył i umarł. Nie miał przyszłości, ale nawet o nią nie zawalczył, a niby wielki wojownik.
poniedziałek, 7 września 2009
Brzydka prawda - Ugly Truth, The (2009)
Było się z czego pośmiać;))))))
Zakończenie najbardziej przewidywalne. Aż trudno uwierzyć, żę się na takie zdecydowano. Ale z drugiej strony to miłe, że znów wszystko się kończy happy endem;)
Zakończenie najbardziej przewidywalne. Aż trudno uwierzyć, żę się na takie zdecydowano. Ale z drugiej strony to miłe, że znów wszystko się kończy happy endem;)
niedziela, 6 września 2009
Tramwaj zwany pożądaniem - A Streetcar Named Desire (1951)

Kurcze, ale pod koniec mną wstrząsnęło. Na podstawie sztuki Tennessee Williamsa i właściwie to w teatralnej realizacji. Blanche Dubois (Vivien Leigh) to główna bohaterka, nimfomanka. Może to zbieg okoliczności, a może całkowicie zamierzony efekt (uwierzę jeśli to prawda) ale dokładnie w połowie (dokładnie co do minuty;) ) filmu jest sytuacja, która pozbawia złudzeń co do jej natury. Od samego początku w jej wypowiedziach czai się fałsz. Nie wiadomo jednak jak bardzo sama w to wierzy, więc nie wolno jej osądzać. Czuć grę, ale czy napewno. Jest fragment filmu gdy zaczynam jej wierzyć, gdy czuję szczerość, i ... najczystszy ból, desperację, tęsknotę, pragnienie...
Koniec filmu wszystko wyjaśnia - to szaleństwo (długo miałem nadzieję, że nie). Miłość utracona, prztrwać ją potrafią tylko twardzi, niewrażliwi... przetrwają ją tylko Ci co nigdy nie kochali.
Marlon Brando był świetny, zresztą jak zawsze;)))
ps Zapoznanie się z tym filmem to odrobienie zadania domowego. Wszak Teatr Miejski przygotowuje się do premiery tej sztuki;)
piątek, 4 września 2009
Jutro idziemy do kina (2007)
Otulona patriotyzmem romantyczna opowieść o ludziach wchodzących w dorosłość. Polska rok przed rozpoczęciem wojny. Bohaterowie filmu właśnie zdali maturę. Ich plany, miłości, pragnienia. Ich poukładany światopogląd, wręcz wzorcowy. Zdewastowane MTV, big braderem i pochodnymi pokolenia obecne nie ma szans na taki sposób myślenia, na oparcie życia na takich wartościach. Smutne. Oskalpowana cywilizacja (wystarczy spojrzeć na tłumy dobrze umięśnione ze sterczącymi u góry łysymi kikutami - to symbol;))) ).
Zamiana (2009)
Taka sobie komedia. Motyw z zamianą płci w kinie doczekał sie bardzo "długiej brody" i tu jest nazwijmy to lekkośmieszny. Odrobina politycznej satyry w postaci bonusa i dobra gra aktorska. Niewiele jest komedii o których można powiedzieć "musisz koniecznie ją zobaczyć", bardzo dużo gdzie był "super ubaw". Ta jednak nawet do tej drugiej grupy się nie zalicza. Sorki.
środa, 26 sierpnia 2009
Co jest grane - What Just Happened (2008)
Opowieść o producencie filmowym, którego gra DeNiro. Jego życie osobiste i zawodowe. Wszystko na szalonym speedzie. Epizodyczne role Seana Pena i Bruce'a Willisa. To dla tego ostatniego wogóle włączyłem ten film. Jak dla mnie to dość przeciętny obraz z zakamuflowaną delikatnie satyrą na teraźniejszość.
niedziela, 23 sierpnia 2009
Jak stracić przyjaciół i zrazić do siebie ludzi - How To Lose Friends And Alienate People (2008)
Taka sobie brytyjska komedia romantyczna. Kilka razy można się "głębiej" uśmiechnąć. Temat - gwiazdy kina i redaktorzy o nich piszący. Chyba jednak na wieczór włączę sobie (enty już raz) Bridget Jones lub "To właśnie miłość".
Ale, żeby nie było - ten film nie jest zły, taki do obejrzenia;)))
Ale, żeby nie było - ten film nie jest zły, taki do obejrzenia;)))
Teatrr TV - Christopher Hampton "Opowiesci Hollywoodu" (1986)
Dramat napisany przez Brytyjczyka z perspektywy niemieckiego pisarza. Lata 30-50 dwudziestego wieku. Można napisać, że to wspaniały fragment prawdziwej historii i problemów ówczesnych Stanów Zjednoczonych i emigracji niemieckich intelektualistów. Można, że jest to studium ludzkich zachować na sytuację z którą przyszło im się zmierzyć. Można jeszcze kupę innych frazesów podnoszących ważność tej tak naprawdę wtórnej "nędzy" artystycznej. Obraz typu "czemu nie wolno w USA mówić prawdy, że dzięi komunistom wygrano II wojnę światową". Znów błysnęła magia holokaustu "spróbuj wyobrazić sobie co najgorsze i wiedz, że jest jeszcze gorzej", a Stany Zjednoczone nic nie robią, ukrywają prawdę. "Sztuka" pisana jakby na zamówienie;) Tren męczeństwa wpleciony w dwie ideologie - "patrz Ameryko i wstydź się" oraz "patrzcie na Amerykę, taka wspaniała?".
Gra aktorska bez zarzutów, wiadomo tu poziom jest zawsze wysoki.
Ta notka dość lapidarnie skomponowana, ale nie chcę się specjalnie nad tym politycznym chłamem rozwodzić;)
ps Autor umieścił autentyczne postacie - m.in. Brechta, braci Mann. Nie potraktuję jednak zbyt poważnie wiadomości o nich tu zawartych.
Gra aktorska bez zarzutów, wiadomo tu poziom jest zawsze wysoki.
Ta notka dość lapidarnie skomponowana, ale nie chcę się specjalnie nad tym politycznym chłamem rozwodzić;)
ps Autor umieścił autentyczne postacie - m.in. Brechta, braci Mann. Nie potraktuję jednak zbyt poważnie wiadomości o nich tu zawartych.
środa, 19 sierpnia 2009
Teatr TV - S.Mrozek "Tango" (1999)
Całkiem sympatycznie jest zacząć dzień od porcji teatru na śniadanie. Lekko humorystyczny, zdecydowanie dzięki grze aktorskiej a nie treści dramat właściwie ma przesłanie ponadczasowe. "Co się stanie z ludźmi, z cywilizacją gdy przełamie ona wszelkie bariery?". Romantycy to twór "sztuczny", niezgodny z naturą (ale tylko z ateistycznego punktu widzenia;))) ), bez nich nie byłoby żadnej idei, świat by nawet nie dygnął do przodu;). Są więć zawsze w mniejszości. Ale za chwilę dołączyć mogą do nich ludzie dobrzy, prości acz szlachetni, niekoniecznie wrażliwi. Stworzą egzotykę w populacji (niestety). To zdecydowanie apokaliptyczna wizja, której nie życzę ani obecnemu ani przyszłym pokoleniom.
Wspomnę jeszcze o zasadach. Przecież to one są głównym motorem sztuki. I o ironio, nawet brak zasad stał się w tym hermetycznym światku zasadą;)))
Nikogo z aktorów nie pochwalę osobno. Bezkrytycznie napiszę - byli wspaniali!!!
Wspomnę jeszcze o zasadach. Przecież to one są głównym motorem sztuki. I o ironio, nawet brak zasad stał się w tym hermetycznym światku zasadą;)))
Nikogo z aktorów nie pochwalę osobno. Bezkrytycznie napiszę - byli wspaniali!!!
wtorek, 18 sierpnia 2009
Teatr TV - P G Clark "Upiór w kuchni" (1993)


Lekka sztuka, taki sobie kryminał. Bez jakiś tam idei czy innych wzniosłych treści. Zupełnie rozrywkowe przedstawienie. Treść bardzo dobra. Gra aktorska wspaniała. Irena Kwiatkowska, Hanna Śleszyńska, Leonard Pietraszak, Wiktor Zborowski, Marek Kondrat, Krzysztof Kowalewski, Paweł Wawrzecki - taka obsada!!! cudów nie ma. Dodam tylko, że dziś oglądałem ten teatr napewno po raz drugi;)))
Teatr TV - I.Bresan "Przedstawienie Hamleta we wsi Głucha Dolna" (1985)
Kapitalna sztuka. Satyra na ustrój i ludzkie zachowania. Jakieś echa z "Alternatywy 4" albo bardzo bliskie skojarzenia. Nie ma to żadnego wpływu jednak na odbiór. Gajos i Ferency zagrali wspaniale. Nawet reżyseria Olgi Lipińskiej, która bardziej mnie negaci niż zachęca nie popsuła tego klimatu (chocia jej zwariowane kabareciarstwo rodem chyba z wodewilu i tu zaistniało;) ). Super. Polecam. Jest się z czego pośmiać, choć przesłaniem jest tragedia (zero happy endu, ponura rzeczywistość).
poniedziałek, 17 sierpnia 2009
Aandrzej Pilipiuk - Kroniki Jakuba Wędrowycza
No i dobrnąłem do końca. Szczęśliwie są to opowiadania. Zapoznawałem się z nimi za pomocą audiobooka zrealizowanego naprawdę doskonale - i lektor się spisał, i dodana oprawa dźwiękowa. Właściwie to przesłuchałem go spokojnie ze dwa razy;))) Treść i sposób w jaki została podana rozwesela za każdym przesłuchaniem.
Nie jest to wielka literatura, hm, takie tam sprawne gryzdanie (proszę o wybaczenie;))) ) ale cel jaki postawił sobie autor napewno został zrealizowany. Bardzo charakterystyczna postać Jakuba i doskonała rozrywka. To trzecia część z którą się zapoznałem (w kolejności jak zostałem pouczony "bez znaczenia";))) i rzeczywiście tak jest w istocie). A które opowiadania mi się najbardziej podobały? "Zabójca" - śmieszne dialogi, ale koniec jakiś taki sobie, "Hohsztapler" naprawdę super... Tak naprawdę to bez znaczenia. Jak to było w kawale, który teraz skojarzyłem, że charakterem tu doskonale pasuje
"Starsza pani podchodzi do lady w sklepie monopolowym i pyta sprzedawcy
- Co to jest tutaj takie białe?
- To Malibu - odpowiada sprzedawca - o smaku kokosowym.
- Aha - reaguje usatysfakcjonowana pani po czym kontynuuje - A to tam, takie czerwone?
- To jest wino, orginalne, francuskie, z winogron...
- Aha - zadowolona pani odpowiada, ale... - A to u góry, takie przezroczyste?
- To wódka, te wszystkie przezroczyste to wódki
- A to takie żółte....
Na co się odezwał już dość zniecierpliwiony, niezbyt elegancko ubrany i tak też się czujący mężczyzna swoim lekko wskazującym głosem...
- Proszę panią tu wszystko jest bardzo smaczne."
I takie są opowieści o sławnym świeckim egzorcyście "wszystkie bardzo smaczne";))). Historia pokaże jak bardzo kultowa to postać.
Nie jest to wielka literatura, hm, takie tam sprawne gryzdanie (proszę o wybaczenie;))) ) ale cel jaki postawił sobie autor napewno został zrealizowany. Bardzo charakterystyczna postać Jakuba i doskonała rozrywka. To trzecia część z którą się zapoznałem (w kolejności jak zostałem pouczony "bez znaczenia";))) i rzeczywiście tak jest w istocie). A które opowiadania mi się najbardziej podobały? "Zabójca" - śmieszne dialogi, ale koniec jakiś taki sobie, "Hohsztapler" naprawdę super... Tak naprawdę to bez znaczenia. Jak to było w kawale, który teraz skojarzyłem, że charakterem tu doskonale pasuje
"Starsza pani podchodzi do lady w sklepie monopolowym i pyta sprzedawcy
- Co to jest tutaj takie białe?
- To Malibu - odpowiada sprzedawca - o smaku kokosowym.
- Aha - reaguje usatysfakcjonowana pani po czym kontynuuje - A to tam, takie czerwone?
- To jest wino, orginalne, francuskie, z winogron...
- Aha - zadowolona pani odpowiada, ale... - A to u góry, takie przezroczyste?
- To wódka, te wszystkie przezroczyste to wódki
- A to takie żółte....
Na co się odezwał już dość zniecierpliwiony, niezbyt elegancko ubrany i tak też się czujący mężczyzna swoim lekko wskazującym głosem...
- Proszę panią tu wszystko jest bardzo smaczne."
I takie są opowieści o sławnym świeckim egzorcyście "wszystkie bardzo smaczne";))). Historia pokaże jak bardzo kultowa to postać.
Teatr TV - S. Mrożek "Emigranci" (1995)
Znów głód teatru dał o sobie znać. Niewiele było alternatyw. "Emigranci" chodzili po głowie od bardzo długiego czasu. Kiedyś, pamiętam "coś" o tym spektaklu usłyszałem;))).
Nie będę się rozpisywał o treści, o interpretacji bo tego można znaleźć pewnie bez liku. Moje wrażenia. Marek Kondrat niestety jest (albo był) świetnym aktorem. Zagrał kapitalnie. Zbigniew Zamachowski troszkę słabiej, ale to może charakter roli albo genialność partnera zaważyła, że tak to postrzegam. A dialogi Mrożka to czysty geniusz. Dramat gdzie komedia przeplata się z tragedią. Jedna scena, w której zabrakło mi sensu. A co tam się będę czepiał. Może po prostu zabrakło skupienia.
Sam byłem na emigracji więc jestem w stanie dokładniej zrozumieć niektóre smaczki. "Obcy" mieszkający na zasadach rodziny, ale osobna półka w lodówce...
Nie będę się rozpisywał o treści, o interpretacji bo tego można znaleźć pewnie bez liku. Moje wrażenia. Marek Kondrat niestety jest (albo był) świetnym aktorem. Zagrał kapitalnie. Zbigniew Zamachowski troszkę słabiej, ale to może charakter roli albo genialność partnera zaważyła, że tak to postrzegam. A dialogi Mrożka to czysty geniusz. Dramat gdzie komedia przeplata się z tragedią. Jedna scena, w której zabrakło mi sensu. A co tam się będę czepiał. Może po prostu zabrakło skupienia.
Sam byłem na emigracji więc jestem w stanie dokładniej zrozumieć niektóre smaczki. "Obcy" mieszkający na zasadach rodziny, ale osobna półka w lodówce...
sobota, 15 sierpnia 2009
Slumdog Millionaire (2008)

W końcu dotarł ten film do mnie. Nie oglądałem go w kinie, ale dopiero teraz, na małym ekranie. I wydaje mi się, że to jeden z tych obrazów które lepiej wypadają gdy wokół jest trochę intymności. Duży kinowy format atakuje czasem wymuszając wręcz reakcję obronną. "Niewielki" domowy obraz jedynie zaprasza. Skusiłem się i mnie wciągnął. Tyle emocji nie poczułem dawno na żadnym filmie;))) Sam się na tym łapałem. A przecież to bardzo naiwny obraz. Zapewne tak włąśnie wyglądają Indie, te cudowne pełne szczęścia wewnętrznego Indie. Te pełne kolorowej tradycji i bajecznych religii o miłości do ludzi. Jeden potężny slums pełen bezwzględnej walki o przetrwanie, pełen ludzi i ich uczuć, emocji, wszelkich emocji. Tych dobrych i tych złych. Tylko wszystko na większą skalę, bo taki Bombaj ma więcej ludności niż nie jedno państwo europejskie.
Fabuła ciekawa, sam pomysł by tak opowiedzieć o przeznaczeniu, o losie i tym co można nazwać nieprawdopodobnym ciągiem zbiegów okoliczności (o ile ktoś w to wierzy) jest naprawdę niezły. Wątek gangsterski to egzotyka dla krajów cywilizowanych, romantyczny mocno naiwny i w iście hollywoodzkim stylu z a jakże happy endem. Za to motyw z teleturniejem "Milionerzy" bardzo wypaczony. Rozumiem, że wykorzystano wiele licencjonowanych elementów co zmusiło twórców do bardzo łagodnego obejścia się z kulisami produkcji tego show. Zdecydowanie polecam... wszystkim.
ps Koniec filmu. Myślę sobie "proszę, proszę, jednak potrafią czasem zrobić w Indiach film, który nie jest Bollywoodem" (nie cierpię ich) i masz wskakują napisy, a na ekranie tłum tańczący i śpiewający się pokazuje. Ok tyle mogę jeszcze przełknąć;)))
Subskrybuj:
Posty (Atom)