czwartek, 22 lipca 2010

W chmurach - Up in the Air (2009)


Żadne wybitne kino. Ale bardzo przyjemnie się ogląda. Nie będę się wysilał na jakiś oryginalny wpis. Ot, obejrzałem. George Clooney to mega gwiazda Hollywoodu i jego twarz jest nam znajoma co ułatwia odbiór. Anna Kendrick wygląda z twarzy jak córka Toma Cruisa. I o to ją podejrzewałem;))) No dobra. Starczy. Jeśli ma coś lecieć w telewizji to może to być ten film.

ps Scena gdy główny bohater puka do drzwi tej z którą łączy swą przyszłość nie zaskoczyła mnie ciągiem dalszym. A przecież powinna;).

niedziela, 18 lipca 2010

Charles Bukowski - Listonosz

"Nigdy nie chciałem należeć do klanu małych złodziejaszków. Ja chciałem zdobyć albo cały świat, albo nic."

Cytatów tym razem aż nadto (i tak nawet nie połowa tych co chciałem umieścić;) ).

"Nasze małżeńskie łoże oddzielone było od reszty sypialni czymś w rodzaju kolumnady. Na kolumnach i między nimi ustawione były malowniczo doniczki z geranium. W trakcie naszych pierwszych miłosnych wędrówek w nowym wspólnym domu i w nowym wspólnym łożu, zauważyłem, że kolumny dziwnie się trzęsą, wykonując dość zabawne w istocie ruchy wokół własnej osi. Dał się posłyszeć także lekki chrobot.
- Auuu - wrzasnąłem.
- Co się dziej? - zapiszczała Joyce. - I nie waż się teraz zatrzymać. Dalej! Dalej! Nie wolno ci teraz ustawać!
- Panienko najsłodsza - właśnie na mojej dupie roztrzaskała się glina z twoimi kwiatkami.
- Nie wolno ci teraz ustawać. Nie możesz mi tego zrobić!
- No dobra, już dobra - robię, co mogę!
Wdarłem się w nią głębiej, a nawet udało mi się odnaleźć właściwy rytm ku małżeńskim pożytkom cielesnym.
- Auuu, kurwa! - wrzasnąłem znowu.
- Co jest grane?- Co znowu się stało?
- Kolejna donica rozkwasiła mi tyłek i krzyż, podrapała mi pośladki i stoczyła się na podłogę!
- Pierdolę te kwiaty - skwitowała małżonka. - A ty skoncentruj się może na tym, co teraz robisz!
- Proszę bardzo... proszę bardzo!
Przez cały czas wypełniania obowiązków małżeńskich, donice regularne spadały mi na tyłek i plecy. Czułem się tak, jakbym pierdolił się z kimś w czasie nocnego, dywanowego, zmasowanego bombardowania. Wreszcie nadszedł finał.
- Musimy coś z tymi geraniami zrobić - powiedziałem po paru minutach ciszy i spokoju, zbolały i tu, i tam.
- Nie waż się ich dotknąć!
- Dziewczynko, a dlaczego nie?
- Są rozkoszne, jak się patrzy na nie z dołu - i pełne rozkoszy jak spadają ci na twój tyłek!
- I to ci się tak podoba?
- I to jak!
- Czy tobie nic nie odbiło? Zaśmiała się jak zwykle filuternie. Doniczki z geranium stały się moim wrogiem. Ale do wszystkiego można się jakoś przyzwyczaić."


"- Mówię ci jeszcze raz, mały pokoik, dużo papierów i ołówków. To jest moja rada.
- JA POTRZEBUJĘ POCZUCIA PEWNOŚCI I BEZPIECZEŃSTWA!
- Nie wszyscy artyści tak głośno się tego domagali. Van Gogh nawet o tym nie myślał.
- ALE FARBY DOSTAWAŁ BEZPŁATNIE OD BRATA! - zakrzyczał mnie mój młodszy kolega."


Uwielbiam taka złachmanioną literaturę. Nie będę dociekał czy to fragment autobiografii, czy tylko autor podszywa się pod głównego bohatera. Pewnie są tu nawet jakieś wskazówki. Z fragmentem "z listem poleconym dla wariatki" już gdzieś wcześniej się zetknąłem (ale to takie osobiste wrażenie z czytania).

"A potem usiadłem blisko niej i zaczęło się: rozebrałem się do naga, nie pozwoliłem zdjąć jej ani jednego własnego łaszka, zaniosłem ją do łóżka, wlazłem na nią, policzyłem wszystkie jej żebra i najmniejsze chrząstki, rozbierając ją powoli, bez pośpiechu. A potem byłem w środku. Łatwe to nie było. Stawiała opór, na szczęście taktyczny, na szczęście długo to nie trwało. Dawno nie było tak wspaniale. Słyszałem wodę, słyszałem fale, słyszałem ją. Wydawało mi się, że robimy to tam, pod wodą. Trwało to wieczność. A potem stoczyłem się z niej, spocony i zmachany.
O ty Boże, co ty czynisz z ludźmi - wzdychałem - co ty z nami wyrabiasz! Kiedyś chciałbym się dowiedzieć, dlaczego właśnie w takich momentach Bóg zawsze pojawia się na samym końcu języka."


ps Natrafiłem na opowiadanie autora pt. "Gorący diabeł" gdzie ten który uwięził czarta mówi "Ma dwie słabości - wódę i laleczki." Przewrotne motto twórczości Bukowskiego.

Card Orson Scott - Alvin 01 - Siódmy Syn


Opowieść z pogranicza fantasy i literatury przygodowej. Rzecz się dzieje na dzikim zachodzie (pełnym nowych osadników i łakomych na skalpy Czerwonych, a nie tym z bandami kowbojów strzelających do siebie nieustannie), a właściwie w jego alternatywnym historycznie odpowiedniku. Najważniejsza jest tu mistyka. Religia chrześcijańska pomieszana z wierzeniami pierwotnymi. To w oparciu o tą relację rozwijają się zdarzenia. A centrum jest siódmy syn siódmego syna. Korcą mnie następne części cyklu. Pewnie jakiś przeczytam;)))

" Measure chwycił nóż i przycisnął ostrze do dolnego boku czworokąta.
- Measure - szepnął Al Junior.
- Słucham, Alvinie?
- Wytrzymam ból i nie ruszę się, jeśli będziesz gwizdał.
- Nie zapamiętam melodii, jeśli mam przy tym ciąć prosto.
- Nie potrzebuję melodii.
Measure spojrzał mu w oczy. Nie miał wyboru; musiał spełnić prośbę brata. Przecież to jego noga. Jeśli Alvin życzył sobie pogwizdującego chirurga, będzie go miał. Measure zaczerpnął tchu i zaczął gwizdać. Żadną melodię, same pojedyncze nuty. Przyłożył ostrze do czarnej linii i naciął. Najpierw płytko, gdyż Al jęknął cicho.
- Gwiżdż dalej - wyszeptał. - Tnij do kości.
Measure zagwizdał znowu. "

Charles Bukowski - Faktotum

" (...) " - nawet może i bym kilka cytatów znalazł, ale ... lepiej nie, język tutaj użyty do tego nie zachęca, choć kusi;))) Wykręt z tego Bukowskiego straszny. Jazda bez trzymanki i "no future". A jednak... Odrobina spojrzenia na Amerykę w czasie II wojny światowej, na ulicę Ameryki, do tamtejszych barów, zakładów pracy. Tanie wina i swawolne panienki. Automatyczne skojarzenie z Hłaską i "Piękni dwudziestoletni". A ja takie opowieści lubię. Nie ma "happy endu", ale to nie problem. Nie ma cieknącego optymizmu. Ale jest życie. Dalej. ... i wcale nie takie łatwe.

Trzeci (2004)


Kiedyś juz ten film oglądałem. Teraz to z uwagi na mistrzostwa gdzieś w tv go wyłapałem. Taki film drogi. Bardzo mocne skojarzenie do "Noża w wodzie". A motyw otwartego, pełnego radości życia i pozytywnie zwariowanego nieznajomego zgarniającego sympatię strasznie oklepany. Dodano tylko biznes i komórki. Film może i fajnie się ogląda;), ale wrażenie bezwartościowości przygniata.

niedziela, 11 lipca 2010

Robert Heinlein - Władcy marionetek

"A jednak nie pokazała mi pułapek na niedźwiedzie. Zamknęła za sobą drzwi od sypialni. Wiem, bo sprawdziłem." ;)))

"Nagle spostrzegłem, że mijam teren należący do dzielnicy plażowej. Zawróciłem. Pomyślałem, że na terenie kapieliska powinienem spotkać tłumy ludzi, a tu teren wygląda na zupełnie opustoszały. Brama była zamknięta i wisiało na niej ogłoszenie "Na czas sezonu zamknięte". Basen kąpielowy zamknięty podczas najgorętszej części lata?"


Po sporej dawce fantasy czas było przegryźć to jakimś smacznym sf. Język pełen subtelnego humoru. A i to science fiction takie z dodatkiem sensacji i romansu. Co klasyka to klasyka;). Mam jeszcze kilka tytułów w kolejce.

"Przybrała jakąś sztuczną pozę, aby należycie zaprezentować swoje wdzięki. Ze względu na sytuację, było to dość żenujące. Owszem miała się czym pochwalić, ale przynajmniej ja nie miałem nastroju, żeby to docenić."

Księga ocalenia - The Book of Eli (2010)


Mad max nie był pewnie pierwszym filmem z wizją świata po apokalipsie, ale mocno wmontował w wyobraźnię obraz jak to będzie wyglądać. Pustynie i bezprawie. I co jakiś czas trafia do kin impresja na ten temat. Tym razem dodano równie oklepany motyw niszczonych książek. I bardzo się śpieszono by zdążyć przed kolejnym filmem pt "Droga". Znów woda będzie bezcenna, będą ludożercy, byle śmieć będzie stanowić wartość. I znów... na zachód, by dotrzeć do oceanu.
To tyle jeśli chodzi o fabułę. Fabryka wtórności pracuje na wysokich obrotach. Co trzeba oddać to jakość. Żadna chińszczyzna. Użyte dobre materiały - Denzel Washington (ten dobry) i Gary Oldman (jak zwykle - ten najgorszy). Jest też Tom Waits. Ma rolę podobną do Iggy Popa w "Truposzu". I wszystko w kolorze sepii;))) lubię ten klimat;)

Rzeźnia nr 1 (2006)

Miasteczko z jednym sklepem spożywczym. Z rzeźnią. I z brakiem przyszłości. Film jest przesiąknięty dramatem, ludzkimi uczuciami, pragnieniami... mnóstwo emocji. Cóż tego skoro twórcy "walcem" po nich przejechali i spłycili do "M jak pierwsza miłość".
I takie naiwne, oklepane do bólu - najgorszy okazał się tym szlachetnym.
Ok. Może trochę zbyt sroga ocena wszak to kino niezależne a takie wiadomo, że trudniej robić, że budżety mikro itp. To może coś pozytywnie;))) Fajna realizacja. Sporo niezłych pomysłów - choćby napisy na początku. Seksowna sklepikarka (to zasługa pewnie kastingu;))) ) i pole słoneczników jako miejsce zbliżenia. Coś jeszcze? Hm... chyba wystarczy.

ps spłyciłem lekko swoją ocenę, film nie jest zbyt długi, można obejrzeć.

Świnki (2009)


Nie można nie dostrzec analogii z "Galeriankami". Różnica jest taka, że tam zasygnalizowano problem a tutaj... mocno przesadzono. Nie ocenię środowiska pedofili, bo w jaki sposób skoro go nie znam. Nie ocenię systemu jak to działa. Może jest tak w istocie. Ale knajpa w której roi sie od dzieci pijących alkohol bez krępacji jak w rasowym nightclubie to co najmniej przeginka. I przedostatnia scena, gdzie akcja rozpoczyna się w pełnym słońcu a po kilku minutach by zmontować klimat mamy noc.
Jedno oddam - potrafi ruszyć, ale to nie zasługa samego filmu, raczej tematyki.

ps zasygnalizuję również co nie uszło mojej uwadze - ktoś bardzo z twórców nie lubi chyba kleru bo tak przekarykaturował księdza, i zupełnie nie trafił, nie te cechy, nie wspólnie

niedziela, 4 lipca 2010

Andre Norton - Świat Czarownic

Pułkownik Simon Tregarth trochę narozrabiał w swoich czasach i skorzystał z pomocy pewnego Doktora, fachowca w skutecznym rozwiązywaniu podobnych problemów;))). Tak trafia on do innego świata i na dzień dobry ratuje kobietę ściganą przez grupę łowców. Okazuje się ona czarownicą. Potem zresztą u niego również odkrywają moc. Aha;) Nie jest jedynym "obcym". Dochodzi do wojny.
Kobiece fantasy. Widocznie to naturalne, że jeśli pisarki biorą się za ten styl coś im w duszy z wojowniczki gra, z "wojowniczki" w życiu codziennym (walka o równouprawnienie, tolerancję).

Pierwsze wrażenie po przeczytaniu kilkunastu stron było jedno - słaba książka. Potem skojarzyłem fakt, że przecież jestem świeżo po "Władcy" więc jaka fantasy nie wyda się słaba;))). A teraz się cieszę, że mam w domu jeszcze kilka tomów tego cyklu. Poziomem wartości pewnie nie odbiega specjalnie od seriali fantasy z AXN;) jednak w książkach zaklęta jest moc, moc ukryta.

piątek, 2 lipca 2010

J.R.R. Tolkien - Władca pierścieni. Tom 3. Powrót Króla


"- Nie masz takiej władzy, żeby wybierać godzinę swojej śmierci."

Choć tym razem czytałem w tłumaczeniu... przepraszam... hm, w dziwnie brzmiącym określeniu "w opracowaniu przekładu" przez Marię i Cezarego Frąców to zdecydowanie wolę panią Marię Skibniewską. W pamięci zostanie mi wers "Cieszę się, że jesteś ze mną Samie w tej ostatniej godzinie świata". (Tym razem przerobiono na "... teraz kiedy wszystko się kończy."). I jeszcze jeden przykład, ostateczny;).
"- Wielki Cień zniknął - odparł Gandalf i zaśmiał się. A zabrzmiało to jak muzyka. Albo jak szmer wody na wyschłym pustkowiu. Sam uprzytomnił sobie, że od niezliczonych dni nie słyszał śmiechu, tej czystej melodii wesela. Dźwięczała mu teraz w uszach echem wszystkich radości, jakich w życiu zaznał. Ale niespodziewanie w odpowiedzi na nią zapłakał. Dopiero po chwili - tak jak po ciepłym deszczu wiatr wiosenny rozpędza chmury i słońce obmyte tym jaśniej świeci - łzy wyschły, a w piersi Sama wezbrał śmiech."

Uwielbiam letni, ciepły deszcz...

ps Teraz się mogę spokojnie zabrać za "Niedokończone opowieści", "Dzieci Hurina" i ... jeszcze raz bym sobie film obejrzał, jeszcze raz, ale nie ostatni;)))

środa, 30 czerwca 2010

Andahazi Federico - Anatom

Mateusz Kolumb - "“Och, moja Ameryko! Słodka, odkryta przeze mnie ziemio!” ". Ale nie o tą Amerykę chodzi;))) I to nie nawet brat Krzysztofa. Zbieżność nazwisk przypadkowa, choć jak widać namaszcza zdolnością odkrywania;)))
"Mateusz Kolumb wędrował, szukał i wreszcie znalazł swą upragnioną “słodką ziemię”: “organ, który kieruje miłością u kobiet”. Amor Veneris, jak go ochrzcił anatom - “jeśli mi wolno nazywać rzeczy, które sam odkryłem” - stanowił prawdziwe narzędzie władzy nad niestałą i wciąż niepojętą wolą u kobiety. "
Jestem negatywnie nastawiony. Denerwowało mnie utrwalanie stereotypów o inkwizycji jako tępej organizacji ślepo forującej wyroki. Nawet opisy Ojca Świętego jakieś takie niemiłe, z cieniem kpiny lub nawet wrogości. Odnosiłem wrażenie, że autor przez wiele stron przygotowuje czytelnika by potem sprzedać swoje wyraźnie stronnicze stanowisko. No a opisy jak papież jest pojony eliksirem ze świeżej krwi z młodych dziewcząt oficjalnie mordowanych przez kata. Koń, który jeździł konno. Masakra. Książka w konwencji fabularyzowanej biografii i ktoś gotów jeszcze uwierzyć w takie "cuda". Pozwoliłbym sobie na wyrzucenie jej na makulaturę, gdybym posiadał ją w postaci papierowej.
I nie zmienię zdania pomimo niesamowitego końcowego opisu spotkania swej ukochanej, opisu który mną naprawdę wstrząsnął.

"Mateusz Kolumb siadł na brzegu łóżka. Pogładził włosy Mony Sofii - rzadkie i wysuszone - przesunął dłonią po jej czole jak zorana ziemia. Mateusz Kolumb płakał. Nie z żalu. Nie z litości. Mateusz Kolumb płakał, jak płaczą zakochani. Kochał każdą część tego ciała bezlitośnie spustoszonego przez chorobę. Delikatnie chwycił Monę Sofię za kostki u nóg i pomału rozsunął jej uda. Ujrzał suchy ..."

wtorek, 29 czerwca 2010

TR Warszawa i Grzegorz Jarzyna - Dorota Masłowska "Między nami dobrze jest"

Fragment recenzji z "Gadzinówki Wybiórczej" pani Joanny Derkaczew -
"O spektaklu Grzegorza Jarzyny lepiej byłoby jednak jak najszybciej zapomnieć. Nie gubi może wszystkich walorów tekstu, ale pokazuje polski teatr jako anachroniczny i pretensjonalny, gdzie "nowocześnie" równa się "z laptopem, designerską kanapą i smooth jazzem w tle". Estetycznie to powrót do dawnego "stylu Rozmaitości" (w minimalistycznej przestrzeni ciemne sylwetki wyłaniają się z jaskrawego tła, a wideoprojekcje przesuwają się po ścianach do dźwięków kojącej muzyki). Jest słodko, miękko, kolorowo. Klubowy klimat i senne nastroje przerywane są raz po raz spazmami."

Tak to wszystko prawda. Nikt sie na scenie ani nie zrzygał, ani nie zesrał, ani nie zbrzyndzlował. I nie puszczano płyty "the best of Canibal Corps".

I cieszę się że tak właśnie jest. Widocznie jestem mniej wybredny. I zaczynam powoli zazdrościć sobie z poniedziałku że on mógł ten spektakl obejrzeć, a ja dzisiejszy, tylko mizerny mecz Hiszpania-Portugalia;))).

ps Kolejny dowód by nie czytać recenzji teatralnych, a już zdecydowanie przed spektaklem.

krótkie info m.in. o recenzentce - http://www.bankier.pl/wiadomosci/print.html?article_id=1617827
cała recenzja - http://wyborcza.pl/1,75475,6435953,Miedzy_nami_wojna_jest.html

niedziela, 20 czerwca 2010

Aleksander Kaminski - Kamienie na szaniec

Zapuściłem tego booka w wersji audio. I ciężko się jeździło na roleczkach słuchając go. Tak ciężko, że dziś skończyłem we w miarę klasycznej postaci, tzn. elektronicznej, na kompie.
Wychowany w czasach komunizmu, na nucie patriotycznej literatury, będąc czujnym;))) bo skoro pozwalali drukować to "mieli w tym jakiś interes";) trudno mi brnąć przez takie pozycje. Pozostało mi się więc oczyścić się z tego uprzedzenia i z pogodzoną myślą, że to przecież również część naszej historii poznałem losy Rudego, Alka i Zośki.
Troszkę dla mnie to literatura motywacyjna. Oni tacy idealni. Wciąż pilnujący się by pracować nad swoim rozwojem, świadomi czym jest zaniedbanie w edukacji. No właśnie. Czemu tak trudno mi uwierzyć, że to prawda?.

Narodziny nadzieji - Born to Hope

Opowieść jak Arathorn, syn Aradora poznał Gilraenę. Jak zakochał się w niej, poślubił i narodził się Aragorn, ... nadzieja.
W porównaniu do poprzedniego filmu ten ociera się o profesjonalizm. Dużo lepsza gra aktorska. I montaż świetny i muzyka i ... obraz panoramiczny. I nawet jeśli to wciąż na poziomie "Herkulesa" lub "Xeny" to magia Tolkiena działa;)))

Polowanie na Golluma - The Hunt For Gollum (2009)


Na to "coś" natrafiłem zupełnie przypadkowo;). Aktorzy to lekka porażka, ale plenery czy podebrane z oryginału (chyba;) ) efekty są niczego sobie. To film fanowski, ale starano się podpiąć pod oficjalną trylogię stylizując czy to głosy czy postacie na te dobrze nam znane. Nawet orki wyglądają podobnie. Fabuła opowiada o tym jak Aragorn wyruszył na poszukiwanie Golluma. Jackson bardzo po macoszemu potraktował ten epizod czym dał szansę powstaniu tej nowelce. Trwa coś ponad pół godziny. Znalazłem już kolejny film - Narodziny nadzieji. Ale to już nie dziś;)))

http://www.megavideo.com/?v=DVJBUZFJ

sobota, 19 czerwca 2010

Nic śmiesznego (1995)


Ten film podobnie jak "Paragraf 22" jest takim klaunem. Bawi do rozpuku, samemu mając smutną minę. Sfrustrowany reżyser po czterdziestce, któremu życie nie za bardzo się udało, który marzy o miłości swego życia, o Małgorzacie. I chyba znajduje... Tu się jednak nic happy endem nie kończy. Jakoś wolę jednak widzieć w nim super komedię. Dla mnie to zdecydowanie najlepsza z wersji życia Adama Miałczyńskiego, które wyreżyserował Marek Korerski. Na mojej liście rankingowej pozycja obowiązkowa.

wtorek, 15 czerwca 2010

Haruki Murakami - Norwegian Wood


"Ciągle mając w głowie zamęt wróciłem samochodem do domu. Zasłoniłem okno, zgasiłem światło i poszedłem do łóżka. Zdawało mi się, że za chwilę wślizgnie się pod kołdrę M. Zamknąłem oczy i począłem ucisk jej miękkich piersi, usłyszałem szept, dłonie pamiętały kształt jej ciała. W ciemnościach powróciłem do jej małego świata. Czułem zapach łąki, usłyszałem szum nocnego deszczu. Pomyślałem o nagiej M w świetle księżyca i wyobraziłem sobie jak taka piękna i miękka owinięta żółtą peleryną... Ująłem swój sztywny członek i myśląc o M doprowadziłem się do wytrysku."

Radio na fali - The Boat That Rocked (2009)


Lubię filmy z taka muzyką. Niosą sporo pozytywnej energii. Takiego życia dodają. Pamiętam "Goodmorning Wietnam". Nic tylko zostać prezenterem radiowym. Hm... właściwie to dobra myśl;))). Ale tutaj jest inaczej. Kiedyś faktycznie istniały pirackie radiostacje umiejscowiane na jachtach. Na pewno jednak nie miało to nic wspólnego z tym co tu nam zaserwowano. Stado prezenterów, a tylko jeden, który naprawdę pasjonował się muzyką, słuchał jej i sie do audycji przygotowywał. Reszta miała w głowie tylko zarywanie panienek. Zresztą te tłumnie kutrami przypływały. Generalnie temat fajny, ale zepsuty doszczętnie. Oczywiście jak dla mnie;).

środa, 9 czerwca 2010

J.R.R. Tolkien - Władca pierścieni. Tom 2. Dwie wieże


Po tym jak mi film wszystko przerobił na swoją modłę klocki na powrót zaczynają się układać. Nie to żebym miał coś za złe Jacksonowi. Przecież to genialny film, godny książki, ale jednak detale pozmieniane.
Jak mam w zwyczaju - tutaj zero recenzji, jak bez obiektywizmu oceniać, zresztą... kilka luźnych myśli;)))

Proste wartości, które cechują autora, bezkompromisowe i nie podlegające dyskusji.
"Pojęcie dobra i zła nie zmienia się z dnia na dzień, nie jest też różne wśród elfów, krasnoludów czy ludzi. A umiejętność odróżniania dobra od zła zależy od nas samych - zarówno w Złotym Lesie, jak we własnym domu."

A to jakże aktualne, przerażająco prawdziwe "Wielu rozmiłowało się w Ciemności i czarnej magii; niektórzy zgnuśnieli, cenią sobie beztroskie życie, a inni walcząc między sobą tak się osłabili, że podbiły ich dzikie ludy." Czuje jakby to było też trochę o mnie;).

Oprócz pompatyczności i przygniatającego monumentalizmu jest też i mniejsce na ciepły humor
"- Obiecuję:smażona rybka z ziemniaczkami z kuchni mistrza Sama Gamgee. Ręczę, że dasz się skusić.
- Nie, nie damy sie skusić. Psuć dobrą rybę przypiekając sją na ogniu? Daj mi surową rybę, a wstrętne kartofle zatrzymaj dla sioebie!
- Och, jesteś niepoprawny - powiedział Sam. - Idź spać!"