poniedziałek, 11 stycznia 2010

Epoka lodowcowa 3: Era dinozaurów - Ice Age: Dawn of the Dinosaurs (2009)


Nie liczyłem na zbyt wiele choć jedynka była nawet fajna. Części drugiej nie widziałem. Ale kontynuowałem "bajkowy" wieczór. Miałem taki nastrój;))) No i ... było super. I animacja i gagi. Profesjonalizm. Wszystko perfekcyjne. Zrobiło na mnie wrażenie. Opowieść jak opowieść. Przyjaciele wyruszają ratować leniwca (Cezary Pazura daje dubbing równy Stuhrowi w Shreku), jest trochę ze "Zwariowanych melodii" i sporo fajnych tekstów. Jest oki i naprawdę dla dzieci. Czysta rozrywka, bez emocji;)

Tajemnica Rajskiego Wzgórza - The Secret of Moonacre (2008)


To bajka z gatunku "Gwiezdny pył". Lubie ten sposób czarowania. Jest jednorożec, czarny lew (tutaj animacja trochę kulawa bo chodzi jakby miał pampersa), jest legenda, miłość i takie tam inne, czasem zabawne epizody. Tak jak w "Gwiezdnym..." komiczną postacią był kapitan wiatrowca tak tutaj kucharz. gdyby odebrać tej bajce agiczność to weszła by z tego opowieść podobna do tej w "Pierścień i róża" o królewiczu Lulejce;))) Nawet mnie wzruszyła finalna scena;))) (cicho).

Andrzej Pilipiuk - Czarownik Iwanow


"Koktajl Królewna Śnieżka był to wynalazek pewnego miejscowego weterynarza, który sczezł z przepicia jeszcze przed wojną, ale jego pomysł nadal straszył. Koktajl robiony był w jakiś mętny sposób na bazie mleka i proszku do pieczenia. Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków miał siedem procent, Królewna Śnieżka i dwunastu krasnoludków miał dwanaście procent, Królewna Śnieżka i czterdziestu rozbójników miał czterdzieści procent, a ostatni Królewna Śnieżka i kompania gwałcicieli miał 96 procent i nie zawierał już wcale mleka. Od zwykłego spirytusu różnił się jedynie nazwą. Wypili i odczekali chwilę, aby czterdziestu rozbójników przeniknęło do krwi."
Nie wiem czy to podświadoma sugestia, że to stare opowieści o Wendrowyczu czy świadoma ocena;))) - ale te są naprawdę super. Marzy mi się serial rysunkowy, albo pal licho nawet fabularny. I co tu recenzować. fajoska literatura rozrywkowa;)))
"Lucyfer podniósł z ziemi osmoloną manierkę. Odchylił szybę hełmu, ryzykując zatrucie i ostrożnie powąchał jej zawartość.
- Jakub Wędrowycz - zidentyfikował po zapachu producenta bimbru.
- A właśnie, że Jakub - Boruta zhardział. Należało się sukinsynowi do kotła. Tyle lat nas za nos wodził.
Kawał sufitu z jękiem runął za pobojowisko. Remont milenium. Co najmniej rok minie, zanim piekło znowu podejmie normalną pracę. Wargi Lucyfera ułożyły się w uśmiech pobłażania. Złość przeszła mu, jak ręką odjął.
- Ty, Boruta, jak trzeba wypić, łeb masz mocny, ale za to mózg jak ser szwajcarski - powiedział. - Tobie się wydawało, że Jakub Wędrowycz tak po prostu da się wpakować do piekła?
- Tak. I prawie się udało...
- Ty kretynie. Nie tacy próbowali."

niedziela, 3 stycznia 2010

Paulo Coelho - Być jak płynąca rzeka


Bardzo mieszane mam uczucia. To dobry pisarz. Nie artysta tylko taki stylizujący się na mędrca. Wartości które chwali, lub zamieszanie które robi w głowie doceniaja wrogie mi kręgi intelektualno-polityczne. W swych felietonach miesza wiedzę ezoteryczną z egzoteryczną. Kiedyś natrafiłem w książkach o okultyźmie na czym to polega. I to właśnie tutaj ma miejsce.
"... bardzo często góra podziwiana z oddali wydaje się piękna, interesująca, zapowiada wyzwania. Jednak co się dzieje, kiedy próbujemy się do niej zbliżyć? Nie prowadzi tam żadna droga, a ciebie od celu dzieli las. To co proste na mapie, w rzeczywistości okazuje się trudne. Dlatego wypróbuj wszystkie ścieżki, aż kiedyś staniesz przed szczytem, który chciałeś zdobyć." - taki trochę bełkot, takie dalekowschodnie naleciałości.
No dobrze, ale ja będę go w niektórych kręgach bronił, bo on nie kryje że był w sektach, że z okultyzmem i spirytyzmem miał do czynienia, że te kriszny i inne cudactwa nie są mu obce, że spotykał czarownice (jego słowa) i ... że jest katolikiem. Czasem wychodzi takie "społeczne" niedouctwo bo gdzie w Szkocji była Inkwizycja, czasem podlizywanie się z poglądami które mieć wypada. Ale wiele jego poglądów jest mi tak bliskich jak koszula którą mam teraz na sobie, a i moje własne przeżycia są bardzo bliskie, przecież ja też i ...
Nie będę go polecał nikomu, ale sam czasem dla czystej przyjemności przebywania z książką sięgnę właśnie po tego autora.

Galerianki (2009)

Ten film dla mnie to jak petarda. I to co się obecnie dzieje, i to co mnie może dotyczyć bezpośrednio i jakaś retrospekcja chwil własnych. Emocje na tylu płaszczyznach. Sama realizacja, nędza i rozpacz. No dobrze;) nic specjalnego. Ale to jest charakterystyczne dla naszego kina. Przecież ani Plac Zbawiciela ani Dług ani Komornik nie były czymś wielkim w rozmachu. Ale to co niosły za sobą miało moc. I ja właściwie tego oczekuję od naszej rodzimej kinematografii. Nie chcę filmów akcji - te Hollywood robi w sposób nie do pobicia. Nie chcę efekciarskich "Matrixów" - po co obnażać naszą biedę. Wybieram takie. Smutne, bo tak odległe tematycznie i nastrojowo od komedii typu KingSajz czy Bułgarski numer. Ale życie daje takie niewdzięczne historie. Niech ktoś je pokazuje. Nie zamykajmy oczu i miejmy świadomość z problemów, które są wokół, problemów ewoluujących jak mentalność, jak zmiany technologiczne. Tutaj to efekt uboczny silnego ataku medialnego w postaci reklam. O tym mógłbym długo...;) Ale było kilka scen, trochę moich własnych, jakby o mnie, jak może nie wiele brakowało...

piątek, 1 stycznia 2010

Bękarty wojny - Inglourious Basterds (2009)


Widziałem wszystkie filmy Tarantino. Liczyłem, że ten będzie się mi podobał. Liczyłem, więc i zawód większy. Jak dla mnie klapa. Ale robił wiele by tak było. Nawet postarał się o Brada Pitta (chociaż ten w tym słabym filmie specjalnie poziomu nie zaniżył). Można wprowadzać na ekran pomysły komiksowe, uwielbiam to, ale te ciągnące się i cuchnące nudą dialogi... W tylu filmach już to przerabiał, że mnie tym zmęczył.
Zacznijmy może jednak od początku. A zresztą o czym tu pisać. Gdyby robił film o Rycerzach Okrągłego Stołu w dialogach znalazły by się zapewne wywody o smaku frytek z McDonalda lub jakimś filmie niskobudżetowym z kina dla zmotoryzowanych. Po prostu ten facet nic więcej nie wie niż to co sam zobaczy na taśmie video lub na ulicy. Uwielbiam "Pulp Fiction", kocham "Kill Bill" (w obydwu częściach), ale tutaj tak naprawdę podobał mi się tylko kawałek Davida Bowie. To za mało jak na dwie godziny. A gorycz dopełnia fakt, że tą opowieść w postaci komiksu przekartkowałbym w piętnaście minut.
Ble....

czwartek, 31 grudnia 2009

Haruki Murakami - Na południe od granicy, na zachód od słońca


"Na widok tego zdjęcia poczułem ból w piersiach. Patrząc na nie uświadomiłem sobie, jak potwornie dużo czasu straciłem. Tyle cennych lat, których już nigdy nie odzyskam, choćbym usilnie starał się je przywrócić. Ten czas istniał tylko wtedy, tylko tam. Bardzo długo wpatrywałem się w to zdjęcie.
- Co w nim takiego interesującego? - spytała.
- Próbuję uzupełnić przerwę w czasie - odparłem. - Minęło dwadzieścia pięć lat , odkąd Cię ostatnio widziałem. Chciałbym wypełnić tę lukę choćby trochę."


Ufffff ;))) O choroba;) ta książka mnie kosztowała sporo emocji. Szok. Niewielka. Wśród jego książek niepozorna. Bbrrrr ... muszę sie otrząsnąć.
Na pewno inna kultura, na pewno inna mentalność, inna moralność, inne realia, inne...
Dawno nie przeczytałem jednak czegoś równie mi bliskiego. Jakby była o mnie. Jakieś zmiany kosmetyczne, zmiana zakończenia, wiadomo, ale środek? Najnormalniej wyciagany z mojej głowy. Pisze to na gorąco, pewnie aż za gorąco. Więc zrobię jakiś dystans. Oki, postać bohatera nie jest mi specjalnie bliska, za to jego przeżycia tak cholernie;))), moje, znane, codziennie przerabiane.
Dziwna to recenzja;))) Nie napisze słowem o czym, w sensie fabuły jest książka. Może nawet wcale nie być czymś wspaniałym w świecie literackim. Nie specjalnie mnie to obchodzi. I może to wszystko co w niej jest to także tylko iluzja, którą do siebie naciągnąłem;) Ale emocje...

środa, 30 grudnia 2009

Philip K. Dick - Ubik

"Wrócił do kuchni, przetrząsnął kieszenie w poszukiwaniu dziesięciocentówki, a następnie za jej pomocą uruchomił ekspres do parzenia kawy. Wdychając jej niezwykły — w każdym razie dla niego — aromat, spojrzał na zegarek i stwierdził, że upłynęło
już piętnaście minut; podszedł więc energicznym krokiem do drzwi wejściowych apartamentu, przekręcił gałkę i odsunął zasuwę.
— Proszę o pięć centów — powiedziały drzwi, nie otwierając się.
Przeszukał kieszenie, ale nie znalazł w nich już żadnych monet — ani jednego centa.
— Zapłacę jutro — powiedział do drzwi. Znów próbował kręcić gałką, ale drzwi pozostawały szczelnie zamknięte. — Pieniądze, które ci daję, to w gruncie rzeczy napiwek. Nie mam obowiązku ci płacić!
— Jestem odmiennego zdania — odparły drzwi. — Proszę sprawdzić w kontrakcie, który podpisał pan kupując ten apartament.
Znalazł dokument w szufladzie biurka; od czasu podpisania go musiał się do niego wielokrotnie odwoływać. No jasne: obowiązywała go opłata za otwieranie i zamykanie drzwi — nie był to więc napiwek.
— Jak pan widzi, mam rację — powiedziały drzwi tonem pełnym satysfakcji.
Z szuflady znajdującej się obok zlewozmywaka Joe wyjął nóż z nierdzewnej stali i zabrał się do odkręcania śrub w zamku swych chciwych drzwi.
— Zaskarżę pana — powiedziały drzwi, gdy wypadła pierwsza śruba.
— Nigdy nie byłem jeszcze zaskarżony przez drzwi — powiedział Joe Chip. — Ale myślę, że jakoś to przeżyję."


Jedna z tych ksiązek, które przeleżały na półce (ta 19 lat;))) ) czekając na przeczytanie. Ale tutaj to była kwestia jedynie czasu, bo nie mogło byc inaczej. Czasem sie jednak zastanawiam - czemu tak długo, czemu nie wcześniej. Nie ważne;).
Dick jak to ma w zwyczaju przedstawia swoją rzeczywistość w pozbawionej barier przestrzeni. Ciało, umysł, czas, przestrzeń. Nic nie stanowi ograniczenia. Śmierć jest tutaj ledwie półżyciem z pozostawionym kontaktem, z własnym światem zachaczającym o kolejna przestrzeń do zagospodarowania komercyjnego. Korporacja zlecająca usługi przewidywania przyszłości, preparat poprawiający rzeczywistośc lub coś co się nią wydaje, (...). Dick nie tworzy przedmiotów przyszłości tylko systemy funcjonowania. Oby się pomylił;)

Jeśłi ktoś poprosi mnie o dobre s-f napewno ta książka będzie jedną z tych poleconych.

niedziela, 27 grudnia 2009

Harry Potter i Książę Półkrwi - Harry Potter and the Half-Blood Prince (2009)


Negatywne nastawienie? Ale bardzo delikatnie. Jak do Terminatora;))) Jemu nawet wyszło na dobre. Tutaj tak sympatycznie już nie było. Romansidło i to nudnopierdne. Przekładki z poprzednich części, trochę gadgeciarstwa co już jest standartem (choć do Bonda - kosmos oddziela). Jak za każdym razem rozmydlenie wartości, ale pal je licho bo kino juz dawno zrobiło z tego miazgę. Więc o co mi chodzi. Nuda, nuda, nuda. Nic się nie dzieje. Trwa grubo ponad dwie godziny i niestety wieje nudą. Zagadka zmierza do końca więc śledzący serię obejrzą. Ja tak zrobiłem i ostatnią część też obejrzę. Ale czuć zadyszkę. A scena gdzie Harry Poter rozmawia z Gandalfem;)))) masakra. A w tle wieże z Władcy....
I takie bezsensowne dialogi stylizowane na mądre "Żyjemy w głupich czasach". Każde takie same, ale czy napewno głupie?

Dwunastu gniewnych ludzi - 12 Angry Men (1957)

Co mam pisać o tym filmie. Uwielbiam go. Może nie tak jak "Dzień świstaka";))) ale to w nim jest właśnie to wszystko co jest piękne w kinie. To wypolerowanie teatru. Wielka uczta kinomana, ale przecież są święta;))))

niedziela, 20 grudnia 2009

Pod Obserwacją - Hardwired (2009)

Val Kilmer gra w coraz gorszych filmach. Jego nazwisko i gatunek s-f/akcja skusił mnie bym to zobaczył. 15 minut mało wciągającej "kupy" z akcją gdzie znów światem rządzą korporacje. Klasyczny mózgojeb. Włączę sobie coś innego.

Ocena - toksyczny.

Afonia i pszczoły (2008)


Mogę pisać takie bla bla bla, że filmy Kolskiego dla nas to jak Hertzog dla Niemców czy Woody Allen dla Amerykanów. No właśnie takie bla bla bla;))) Pytanie tylko poco? By wstęp był ładny? Dobrze, starczy;) Ten film jest tym co mnie w kinie ostatnimi laty interesuje. Relacje ludzkie w dość skromnie skonstruowanej rzeczywistości. To co otacza bohaterów jest ciekawe, ale nie przysłania tego co najważniejsze - emocji. Jest wiele scen charakterystycznych dla naszego kina, takie "dłużyzny". Powinny dawać wytchnienie i sekundy odpoczynku. Nie tu;))) Tutaj niosą w sobie więcej przekazu skrywając czasem całe dni rozmyślań bohaterów.
Ale co tam. Zamiast dalszego rozpisywania się jeden króciutki monolog Afonii -
"Daj spokój Rafał. I po co to? Jestem ja, Ty i on. I tego nie zmienisz. Więc po co z tym walczyć." No właśnie. Choć życie czasem się gmatwa, to jednak wszystko jest bardzo proste i oczywiste. Tylko my bardzo skomplikowani;) W końcu jesteśmy ludźmi;)))

Kac Vegas - The Hangover (2009)

Temat wieczorów kawalerskich i wypadów do Las Vegas występował już w przeróżnych wersjach. W znamienitej większości jako komedie. I zawsze się przy tym można było dobrze bawić. Najlepiej w większym towarzystwie. Tym razem oglądałem go sam.

czwartek, 10 grudnia 2009

Teatr Miejski w Gdyni - F. Dostojewski "Gracz"

Dostojewski to klasyka. Prosto i przejrzyście. Bez udziwnień i kontrowersji. Co jeszcze jest pasją a co już nałogiem. Gdzie kończy się miłość a zaczyna nienawiść. Tak zakręca się życie zakochanego hazardzisty. Czary miłości odlatują. Ruletka pozostaje. Ale trzeba być twardym;) Jutro może być to ostatni raz.
Filip Frątczak zagrał jak dla mnie bardzo dobrze. I to nie aktorski obowiązek lecz jedynie korzystanie z warsztatu jaki dają studia aktorskie. Tu jest wiara w każde wypowiadane zdanie. To cieszy. Uwiarygadnia treść.
Dodam tylko, że autorzy doskonale wykorzystali publiczność jako jeden z rekwizytów. To bardzo uatrakcyjniło przedstawienie. Polecam (bardzo, bardzo;))) ).

Terminator: Ocalenie - Terminator: Salvation (2009)


To dobry przykład gdy nie spodziewamy się zbyt wiele po filmie i jesteśmy mile rozczarowani;). Taka jest ta część. Sam pomysł Terminatora jest na raz. Potem to już tylko modyfikacje dzięki coraz to lepszym efektom po które jak wiemy współczesne kino sięga coraz bardziej zachłannie. A tu proszę wyszedł klimatyczny film sf z takim modernistycznym zacięciem. Bez wielkich fajerwerków, bez niesamowitego rozmachu. Fajny. Specjalnie o fabule nie ma co pisać. Nic wybitnego. Zakwalifikuję ten film do kategorii - można obejrzeć.

Efekt motyla 3 - Butterfly Effect 3: Revelations (2009)


To był czas na sporo zakręconych filmów. Requiem dla snu, Tożsamość, Memento, Oszukać przeznaczenie i m.in. Efekt motyla. Zrobił na mnie wrażenie. Świeżość i oryginalność realizacji choć temat gdzieś tam się już pojawiający. Można cofnąć się w czasie i zmienić przyszłość. Drugiej części nie oglądałem, a ta ... Cóż. W mojej własnej skali ocen - kupa straszna.

niedziela, 6 grudnia 2009

Nie zadzieraj z fryzjerem - You Don't Mess with the Zohan (2008)

To jedna z komedii z dość prymitywnym humorem. I co z tego. Mnie rozśmieszyła w wielu momentach. Adam Sandler występuje głównie w bardzo pozytywnych filmach. I tym razem przesłaniem był bezsens wojny izraelsko-palestyńskiej. Polecam;)))

Przebłysk geniuszu - Flash of Genius (2008)

Wynalazca wycieraczek przedstawia swój pomysł firmie Ford. Zostaje z niego okradziony. Walczy o prawdę i odzyskanie praw patentowych. Proponuje się mu wielkie pieniądze za odstąpienie. Uparcie brnie dalej. Traci swą miłość, która była inspiracją by wymyśleć ruchome wycieraczki.
Jest to biografia, więc nie ma co poddawać bohatera osądom. Czy jednak duma i pasja może przysłonić miłość? Czy jest to na pewno to uczucie?
Jako film - nic specjalnego.

środa, 2 grudnia 2009

Jonathan Carroll - Dziecko na niebie

No i mamy problem. Ciągnęło mnie do tej książki od pewnego czasu bardzo. Mam ją w domu już 18 lat;))). Chciałem jednak najpierw przeczytać "Krainę Chichów" tego autora. Była drukowana w fantastyce, a ja się zgapiłem i mi umknęła. Nadal jednak chcę przeczytać. Ta powieść jednak mnie rozczarowała. Jestem zawiedziony. Bardzo mocno. Minęło parę godzin a ja musiałem spoglądać na ostatnią stronę by przypomnieć sobie zakończenie. Znudzony, znudzony, znudzony. Pewnie nie powinienem, ale znudzony, znudzony... muszę szybko znaleźć coś sensownego do czytania.

pa O czym była ta książka. Reżyser horrorów popełnił samobójstwo i miał taśmy dla znajomego, też reżysera ale filmów ambitnych. Takie które pokazywały zdarzenia których obejrzeć się nie da. I on musi nakręcić teraz ostatnią część. Wszystko ponaciągane jakby na siłę. Nie lubię takiego pisarstwa.

Pociągi pod specjalnym nadzorem - Ostře sledované vlaky (1966)

Jakąś chwilę temu czytałem książkę. Film najczęściej wówczas nie staje się niczym więcej niż utrwaleniem treści. Tym razem również wspomaga pamięć. Ale to jest doskonały obraz. Sceny są czytelne choć kryją w sobie niewypowiadane dialogi albo skonstruowane zachowania na daną sytuację (np zachowanie na peronie po zbliżeniu). Zresztą nie mi poddawać krytyce takie dzieła. Lubie czeskie kino właśnie dzięki takim obrazom. I tyle.
A o fabule? Chyba jest na blogu przy książce. Nie zmieniła się specjalnie;)