niedziela, 7 czerwca 2009

Cała naprzód, wakacje do dzieła - Carry On Camping (1969)

To całkiem sporawa seria, zupełnie mi nie znana;) Angielski humor, ale nie Monty Python i nie Jaś Fasola. Raczej "Co ludzie powiedzą" ze szczyptą Louisa de Funesa jako symbolu komedii z pewną granicą naiwności.
Tym razem wakacje na kampingu. Z postaci, które wyróżniłbym była pewna gospodyni domowa, której zupełnie obojętne były odpowiedzi męzą na zadawane przez nią pytania. "Jak minął dzień, kochanie" "Wiesz, ledwie żyję. Cztery nowe sekretarki, dwugodzinny seks w porze lunchu, księgowy się powiesił i mieliśmy mała strzelaninę, zabili tylko sprzątaczkę" "Cudownie, ja również cały dzień pakuję nas dziś na wakacje." Fajny efekt w dialogach.
Jest jeszce dwóch zbereźników, którym marzy się kamping dla naturystów...;)

ps Ktoś kto tłumaczył tytuł naprawdę sobie pofolgował;)

niedziela, 31 maja 2009

Paulo Coelho - Alchemik


Czytając książki Coehlo czuję rozterkę. Z jednej strony coś co dawno uznałem za kłamstwo, z drugiej jednak trudno oprzeć się uczuciu przyjemności z dotknięcia wyciągniętej do nas przyjaźnie ciepłej dłoni. I pewnie tak pozostanie. Magia, jej symbolika, wersja ezoteryczna książki umieszczona poniżej fabuły zawsze była dla mnie jak magnes. Styl pisarski powoduje wtórność, "prawdy" mądre i zupełnie bzdurne, oczywiste i te niepoddające się weryfikacji, ale brzmiące pięknie. Wszystko jednak zawieszone w poetyckiej formie, takie ciepłe, takie pozytywne. Już miałem podjętą decyzję, że to ostatnia książka jaką przeczytam tego autora. Tak jednak nie będzie.

sobota, 30 maja 2009

Isaac Asimov - Fundacja i Imperium

Druga część losów Fundacji. Kolejny kryzys, bardzo poważny. Wojan z Imperium. Kończy się zwycięstwem i wydaje się, że wszystko jest już dobrze. To tylko iluzja. Prawdziwym powodem kryzysu jest mutant Muł. To on podbija Galaktykę. Fundacja legła, teraz cała nadzieja w Drugiej Fundacji.
Książkowo odrobinkę słabsza od pierwszej części, ale może dlatego, że i świat i realia nie są już nowością (chociaż trójwymiarowe komiksy to jest jakiś pomysł;) ).

Zmierzch - Twilight (2008)


Hallmarkowy gotycki romans dla nastolatek. Jak dla mnie jedynie do obejrzenia, ale skąd ja mam wiedzieć jak wygląda naprawdę emocjonalny świat młodych dziewcząt. Mogłem więc wiele nie zrozumieć, wiele przeoczyć. Samo zakochanie się dwójki "młodych" to ograne i mało oryginalne. Jednak ta konfiguracja człowiek i wampir daje coś świeżego, chociaż te z kłami znów powróciły do łask i są wybitnie eksploatowane;). Tak ale "te z kłami" są tu tak amerykańskie jak u Christophera Moore'a w jego świrniętym "Love Story". Bardziej jak w serialu "Sommerville" niż takie jak naprawdę. Przecież nawet dziecko wie, że postać wampira nie odbija się w lustrach, że nie mogą wychodzić na światło dzienne, że mają kły, że śpią w trumnach, zamieniają się w nietoperze. Te w "Zmierzchu" skonstruowano by bardzo wygodnie móc się nimi posługiwać jako postaciami, są więc wampirami jedynie z nazwy i nieśmiertelności, pozbawione wszystkich tak charakterystycznych cech (ba, niektóre to prawie wegetarianie). Czekam niecierpliwie na interwencję Drakuli, Nosferatu, Bela Lugosi lub Beksińskiego, przecież tej profanacji zostawić tak nie można. O takich to nawet "nieustraszeni pogromcy wampirów" mogli by się potknąć i nie rozpoznać. Nawet Blade, wieczny łowca by ich nie zabił.
Hm... , może o to chodzi, może to ewolucja, Ale na nieśmiertelnych?

A w tle, by było odrobinkę mroczno, czasem słowa o sensie życia i śmierci.

ps powinienem napisać, że kolejny raz film wyprzedził książkę, ale nie tym razem; tej powieści nie małem w swych planach czytelniczych (i nic się nie zmieniło)

Pernilla Stalfelt - Mała książka o kupie


Krótko, zwięźle i na temat. Jeśli odrzucimy zniesmaczenie (może to niefortunne określenie;) ) tematem - będzie dobrze. To książeczka dla dzieci. Gdybym nim był na pewno chciałbym by ktoś mi to poczytał. Gdyby taka książeczka była dostępna jak moja córeczka była na tyle duża, że sama prosiła, by jej czytać, a na tyle mała, że jeszcze nie potrafiła była by zapewne jedną z jej ulubionych. Mnie, starego konia swoją prostotą rozbawiła. Nie przeczę, że to dość płytki humor, ale skaczące drobnoustroje i skandujące "My chcemy kupę!!!"... I pomyśleć, że to wydano pod patronatem magazynu "Dziecko" i babyonline.pl

ps Niektóre żarty są "jak o murzynie co jadł banana drugi raz", ale co tam, też śmieszne.

piątek, 29 maja 2009

Underworld: Bunt Lykanów - Underworld: Rise of the Lycans (2009)


Inna od poprzednich części, bardziej jak BloodRayne. Estetyka taka jaką bardzo lubię. Mrocznie i romantycznie. Klimatycznie blisko ideałowi. Fabularnie banał. Efekty toporne. Trupy padały jak drewniane kukły. Bardziej plastyczne postacie można zobaczyń nawet w mangach. Wilkołaki sztywne jak Miś Uszatek. Krew tryskała niczym w najlepszych horrorch-komediach prosto i jak ze strzykawki. Czwartej części nie będę specjalnie wyczekiwał. Jeśli będzie fajnie, może obejrzę, jeśli nie będzie - żadna strata, nie po tym co obejrzałem w tej;(

Diuna (2010)

Jest termin, a w Hollywood to rzecz święta. W przyszłym roku będzie w kinach. Paramount zainspirowane jak pieknie można było zekraniozować "Władcę Pierścieni" chce powtórzyć to z "Diuną". Nie będę krakał, ale Peter Jackson był fascynatem Trylogii i miał już sporo filmów, niektórych wybitnie dziwnych;))). Peter Berg jako reżyser??? jakby spojrzeć na jego dorobek to kompletny amator. Cóż mi po Hancocku czy Królestwie, to rozpierduchy bez klimatu, a on sam nie wygląda na takiego co by wcześniej słyszał o Franku Herbercie i Diunie (szybciej O Davidzie Lynchu i Diunie;) ). Scenariusz pisze 26-letni Joshua Zetumer, nie kompletny ale prawdziwy amator - to jego pierwszy scenariusz, któż jest jego wujkiem, że dostał takie zlecenie. Szczęśliwie producentami wykonawczymi będą Mike Messina i John Harrison (ten ostatni znany fanom "Kronik Diuny" głównie jako scenarzysta obu, a reżyser pierwszego ze wspomnianych miniseriali), a w projekt zaangażowano Briana Herberta i Kevina J. Andersona kontynuatorów Kronik Diuny.
Trzymajmy kciuki, bo jeśli się nie uda, to kolejne dziesięciolecia oczekiwań przed nami.

środa, 27 maja 2009

Rzym 2009-05-27 Łowcy skalpów

Bohaterowie -
Gladiatorzy z Manchester United, tegoroczni zdobywcy Mistrzostwa najsilniejszej ligi świata - Mistrzostwa Anglii, tegoroczni zdobywcy najstarszych rozgrywek klubowych świata Pucharu Anglii, obrońcy trofeum pucharu Ligi Mistrzów
Artyści z FC Barcelona, tegoroczni zdobywcy Mistrzostwa Hiszpanii pieczętując je demolką Realu Madryt, odwiecznego rywala i to na jego własnym stadionie 6:2, strzelając w tych rozgrywkach w tym sezonie ponad 100 bramek!!! (ostatni taki wyczyn odnotowano w latach trzydziestych, ale wtedy się naprawdę strzelało - nawet w meczu na mistrzostwach świata w latach pięćdziesiątych Polska przegrała z Brazylią, tą wielką już wówczas Brazylią 5:6;))) ), tegoroczni zdobywcy Pucharu Króla Hiszpanii (tu również strzelanie 4:1).
W zeszły roku odbył się również finał w tym składzie. Niestety los chciał, że przedwcześnie i pod tytułem półfinał;). Wtedy wygrał Manchester. W oficjalnym wówczas finale pokonał Chealsie (również angielski klub). W tym roku wszystko jednak odbyło się z zachowaniem właściwej kolejności, "biedne" Chealsie tym razem trafiło w półfinale na Barcę i demonstrując pokaz anty futbolu liczyła na cud. Cudów nie ma, chociaż za taki uznano bramkę strzeloną właśnie przez Barcelonę już w doliczonym czasie gry;))).
Czerwone Diabły jak potocznie nazywa się klub z Manchesteru bez żadnego respektu, pewni swej wielkości rozpoczęli otwartą grę. W dziesiątej minucie jeden z wirtuozów ze stolicy Katalonii sympatyczny murzynek, Samuel Eto skarcił Anglików po raz pierwszy. Całym sercem byłem od małego za Barcą, a teraz gdy prezentuje piłkę z innej planety, gdzie poszczególni piłkarze biegają z nią wokół przeciwników mijając ich niczym tyczki na treningach, gdzie cały zespół przypomina orkiestrę, dwadzieścia, trzydzieści bezbłędnych podań i to jedno otwierające drogę do bramki, to jedno, że "palce lizać", mogę spokojnie usatysfakcjonowany napisać lub powiedzieć "partrzcie, to moja Barca, czyż nie jest najlepsza?:)" i mieć pewność, że nie usłyszę "udało im się" lub czegoś podobnego. Wygrało piękno i intelekt w futbolu. Dwudziestolatek, Argentyńczyk Messi, mając kilkanaście lat klub sponsorował mu hormon wzrostu (jak pewnie setkom innych pomaga licząc, że może któryś...), teraz urósł i ma 165 cm wzrostu. O tak, w piłkę gra się głową. Z takim wzrostem stojąc pomiędzy prawie dwumetrowymi dryblasami wyskoczył i strzelił bramkę właśnie... głową;))) Ten moment był jak wykonany wyrok. "Diabły" grają do końca, z tego słyną. Manchester z przed lat potrafił wygrać finał w doliczonym czasie strzelając dwie bramki, ten miał już dość po siedemdziesięciu minutach, prezentując swoją irytację bezradności w mało sportowej formie.
To naprawdę jakby historia nie z tego świata. Gdy wydaje się nam już że przemoc wygrywa, że rozpychanie się bezpardonowe łokciami jest skuteczniejsze, że kto silniejszy, że kto głośniej krzyczy ten ma rację, że to epoka prymitywizmu w sztuce (techno, hip hop...), że wystarczą schematy, komputerowe analizy, że... nie wiem co jeszcze. Barcelona obroniła humanizm, dała troszkę przestrzeni dla romantyków. Przecież to więcej niż klub.

Fc Barcelona - Manchester United 2:0

Douglas Adams - Życie, wszechswiat i cała reszta


"Na ziemi siedział pogrążony w bezgranicznej zgryzocie robot-inwalida. Od dłuższego czasu milczał w metalowym przygnębieniu. Było zimno i wilgotno, oczekiwano jednak od niego - jako od robota - by tego nie zauważał. Z olbrzymim wysiłkiem woli udawało mu się jednak bardzo dobrze zauważać i zimno, i wilgoć. Mózg robota został podłączony do centralnego banku danych krikkitskiego komputera wojennego. Wcale mu się to nie podobało, centralnemu bankowi danych krikkitskiego komputera wojennego też nie.
(...) Robot nie był szczęśliwy, że ma wykonać wyznaczone mu zadanie.
Śmiechu warte koordynowanie taktyki wojennej planety zajmowało jedynie maleńką część jego wspaniałej inteligencji, reszta straszliwie się nudziła. Po tym, jak trzy razy pod rząd rozwiązał wszystkie (poza własnymi) co ważniejsze matematyczne, fizyczne, chemiczne, biologiczne, socjologiczne, filozoficzne, etymologiczne, meteorologiczne i psychologiczne problemy wszechświata, miał poważny kłopot, czym się zająć, zaczął więc komponować krótkie, smutne, bezdźwięczne, by nie powiedzieć: niemelodyjne, piosenki. Ostatnia była kołysanką. -
Już bardzo długi czas śpi świat
I tylko mnie spoczynku brak.
Bo w podczerwieni dobrze widać,
Że noc jest dzisiaj obrzydliwa."


Generalnie zaskakująco nudne i niespodziewanie ponaciągane żarty. Jeśli w czwartej części będzie równie kiepsko to na piątą nawet nie spojrzę. W tej dużo uwagi zostało skupionej na grze zwanej krykietem (to najnudniejsza gra świata, więć może klimat jej przesiąknął na stronice książki), na małej białej piłeczce będącej bombą niszczącą absolutnie wszystko na zawsze i kilku równie nudnych, jak nie jeszcze bardziej pomysłach.

"Artur zachłysnął się drinkiem. Zaczął kasłać.
- Jaki zachwycający kaszel! - uznał człowieczek w absolutnym zaskoczeniu. - Nie miałbyś nic przeciwko temu, bym się dołączył?
Po tych słowach dostał ataku najbardziej niesamowitego i niezwykle popisowego kaszlu. Artur był tak zaskoczony, że też zaczął się straszliwie zachłystywać, kiedy jednak uzmysłowił sobie, że robił to już przedtem, zupełnie się pogubił.
Wspólnie wykonywali morderczy dla płuc duet, trwający pełne dwie minuty, nim Arturowi udało się przestać kasłać i pluć.
- To orzeźwia - stwierdził człowieczek, dysząc i wycierając łzy. - Jakie musisz prowadzić podniecające życie! Bardzo dziękuję! - Przyjacielsko potrząsnął dłonią Artura i zniknął w tłumie. Artur pokręcił z niedowierzaniem głową."

wtorek, 26 maja 2009

Gomorra


Mocny film. Tak słabo znamy włoskie realia. Wiemy, że mafia, że temperament, że... A to Europa, ba cywilizowana Unia Europejska ze swymi normami zachowań, ze swą tolerancją, kartą praw człowieka i stertą innych bzdurnych iluzji. Tymczasem tam jest wojna, regularne mordowanie. Jeśli co trzy dni od dziesięcioleci ktoś zostaje "zlikwidowany" lub ginie w strzelaninie to o czymś świadczy. Wielopokoleniowy system bez szans na likwidację. Tak mocno zakorzeniony w mentalności mieszkańców. Słóżysz mafii, ona płaci Ci emeryturę, chroni, dla niej giniesz. Niby są zasady. To byli młodzi chłopcy, zupełnie bez wyobraźni, zostali ostrzeżeni, raz, drugi. Potem dylemat co powiedzą ludzie. Igrać jednak z nimi nie wolno. Jest tylko jeden rodzaj kary;(

ps Znów film wyprzedził mi książkę, Nie dobrze.

niedziela, 24 maja 2009

Paul Auster - Księżycowy Pałac


"W miarę rozmowy odprężałem się coraz bardziej. Kitty miała naturalny dar przerzucania mostów i nietrudno było dostroić się do niej, poczuć się przyjemnie w jej obecności. Jak to dawno temu powiedział wuj Victor, rozmowa to jak podawanie piłki między graczami. Dobry zawodnik rzuca prosto do was, tak że nie da się nie złapać; kiedy role się odwracają, on z kolei chwyta wszystko, co leci w jego kierunku, nawet najbardziej zbłąkane i spartaczone podania. Taka właśnie była Kitty. Plasowała piłkę w moją rękawicę, a kiedy odrzucałem, wyłapywała ją bezbłędnie, choćby ta zmierzała panu Bogu w okno: podskakiwała, by ściągnąć lecącą wysoko, rzucała się do przodu, by spadającą zgarniać tuż nad ziemią, wykonywała robinsonady na prawo i lewo. Mało tego, miała taki talent, iż wydawało mi się, że umyślnie rzucam nieporadnie, jak gdyby moim jedynym celem było uatrakcyjnić grę. Sprawiała, że czułem się lepszym zawodnikiem, niż byłem w istocie, i tak rosła moja ufność we własne siły, dzięki czemu sprawiałem się lepiej i w efekcie łatwiej jej było chwytać. Innymi słowy, zacząłem wreszcie mówić do Kitty, nie do siebie, a przyjemności z tego płynącej nie dorównywało nic, czego ostatnimi laty zakosztowałem."

Paul Auster jest doskonałym pisarzem. Wg krytyków i czytelników to wcale nie jest jego najlepsza powieść. Co z tego. Ta jest naprawdę dobra.
Jest to opowieść, gdzie narratorem jest młody mężczyzna, dla którego rzeczywistość była problemem, bo jaki jest sens egzystencji dla samego egzystowania, bez celu, planu, przeszłości, miłości. Każda wprowadzana w powieści postać nie jest przypadkowa, każda jest ważna, nie ma tu pompowania treści przypadkowymi znajomościami. Wszystko się łączy w całość. No tak, bo autor bardzo sprytnie opowiedział życiorysy trzech osób;) Najpierw wychowywany przez wuja, po jego śmierci samotny zupełnie bezwiednie, całkowicie przypadkowo poznaje swą rodzinę o istnieniu której nie miał świadomości. I traci, traci, traci wszystkich i wszystko po kolei. Smutna to książka. Ani krzty humoru. Koniec bez optymizmu ale z nadzieją. Zawsze przecież jest czas zacząć od nowa i dopóki się żyje należy próbować.

"Chciałem być ojcem i teraz, gdy nadarzyła się taka szansa, nie potrafiłem znieść myśli o jej utracie. Dziecko dawało mi możliwość powetowania sobie własnego dzieciństwa, posiadania rodziny, należenia do czegoś o wymiarze większym niż ja sam, a ponieważ dotąd nie byłem świadom tego pragnienia, raptem doszło ono do głosu w wybuchu głuchej rozpaczy. Gdyby moja matka była taka rozsądna jak ty, wrzasnąłem do Kitty, nigdy bym się nie urodził! I nim zdążyła coś odpowiedzieć, dorzuciłem szybko:
- Jeśli zabijesz nasze dziecko, zabijesz z nim i mnie.
(...)
... i kiedy tak siedziałem przy łóżku Kitty w szpitalu i patrzyłem na jej zbolałą, bladą twarz, poczułem, że wszystko szlag trafił, że odebrano mi życie.
Nazajutrz zabrałem ją do domu, ale było już inaczej. Wmówiliśmy sobie oboje, że puścimy w niepamięć to, co się wydarzyło, ale gdy spróbowaliśmy wrócić do dawnego życia, okazało się, że takiego życia już nie ma. Po tygodniach nieszczęsnych rozmów i kłótni oboje popadliśmy w milczące odrętwienie, jak gdybyśmy bali się spojrzeć sobie w oczy. Zabieg w szpitalu był trudniejszy, niż Kitty się spodziewała..."

sobota, 23 maja 2009

Wojna polsko-ruska

Bardzo chciałem najpierw przeczytać książkę. Miało być w weekend wyjście do teatru. Jednak w całym trójmieście nic specjalnego nie grali;( No to kino. Obejrzałem. Troszkę się pośmiałem. Znów nie tam gdzie powinienem. Jakiś ułomny chyba jestem. Znów nie wykorzystanie wulgaryzmów mnie bawiło, lecz raczej gagi których czasem się domyślałem. No właśnie wyłazi to nieczytanie książki. Sam sobie musiałem dopowiadać i wyobrarzać jak to ona mogła napisać. Świat widziany oczami Masłowskiej, szarości, czerwień, kontrasty, rozmycia. Doskonałe. A te przerysowania zastosowane w filmie, to właśnie kino campowe którego jestem pasjonatem. Dlatego nie mógł on zrobić na mnie wielkiego wrażenia. Jeśli ktoś obejrzał Pink Flamingos to takie popierdułki traktuje niczym kino familijne. A z pozycji nowszych dwie części Grindhouse. Oczywiście tematycznie i stylowo odległe jak dwa krańce kosmosu. Jednak karykaturalne przedstawienie postaci i zdarzeń jest bliskie.
Podsumowując. Gra aktorska dobra, kobiety zrobiły maksa, a nawet nielubiany przeze mnie Szylc (?) zagrał, że się nie przyczepię;) Ale generalnie bez entuzjazmu (gdy coś jest reklamowane oczekujesz, że będzie dużo lepsze od tego co reklamowanym nie jest; jak okazuje się, że nie widać wielkiej różnicy czujemy zawód). Książkę przeczytam na pewno. A czy film obejrzę jeszcze raz? Może, przypadkowo. NA PEWNO nie wymienię go jednak jednym tchem wśród komedii wraz z Rejsem, Misiem, Samymi Swoimi, Rozmowami kontrolowanymi, CK Dezerterami, Wniebowziętymi, Brunetem wieczorową porą, Nie ma róży bez ognia, Nic śmiesznego, Baśń o ludziach z .... (no właśnie końca nie widać). Tak to jest. Lepiej nie krzyczeć, że to najzabawniejsza komedia bo potem łatwo się nadziać na takie wyświechtane krytyki jak np. moja.

ps Scena końcowa z ruskim sidingiem i grillem kapitalna. A odegrany monolog przez Magdę obłęd - żeby nie było że ze mnie taki malkontent
pps Czytając moje wpisy jeden po drugim można odnieść wrażenie, że "Kup teraz" to o wiele lepszy film czy śmieszniejsza komedia. Tak oczywiście nie jest. A jak? Najlepiej obejrzeć obie by się samemu przekonać.

Kup Teraz

Fajna polska komedia. Zrobiona tak na wpół amatorsko. Przez co daje taki surowy smaczek niezależności. Chłopaki uzależnieni od portalu aukcyjnego Alegrosik pewnego razu "lekko" wstawieni chcieli ustalic wartość swych dziewczyn. Gdy wytrzeźwieli próbowali wycofać się z tego "pomysłu". Było już niestety za późno;) Dziewczyny się dowiedziały i tak dalej. Sytuacja absurdalna i generalnie nieprawdopodobna by mogła zaistnieć. Sam temat jednak na czasie, zrobiony na wesoło, z końcem niczym w komediach romantycznych. Bardzo miło się ogląda i jest z czego pośmiać. Polecam.

wtorek, 19 maja 2009

Raymond Chandler - Bay City Blues


Kiedyś czytałem dużo sensacji przeplatanej z kryminałami. Teraz to troszkę ciekawość czy mi się jeszcze będą podobać, a troszkę chęć urozmaicenia. Autor jest kultowy w gatunku więc jeśli by było coś nie "halo" to nie dlatego, że może słaby pisarz;)))

"Przyjechał za niecałe pół godziny - wielki facet o przyjemnej twarzy z dołeczkami w policzkach, o przyprószonych srebrem włosach i maleńkich usteczkach stworzonych do całowania niewinnych bobasków. Miał na sobie idealnie odprasowany granatowy garnitur, wypolerowane buty z kwadratowymi noskami i ząb łosia na złotym łańcuchu przewieszonym przez brzuch."

Pisarz jest dobry, czytało się jak czyta kryminały, chociaż... To zbiór trzech opowiadań. Pierwsze "Bay City Blues" ma klasyczną fabułę, jednak już dwa pozostałe to po społu fantastyka i horror i spokojnie mogły by znaleźć się w antologii wspólnie z np. Gaimanem. Jedno opowiada "idealne" morderstwo z urzyciem proszku na niewidzialność, drugie zawiera drzwi co to "ułatwiają rozwiązywać problemy z kłopotliwymi osobami" (nie pada oczywiście w tekście tak dosłowne określenie ich;))) ).
Acha, dodam tylko, że autor za każdym razem rozwiewa wszelkie złudzenia - zbrodnia nie popłaca.

poniedziałek, 18 maja 2009

Isaak Asimov - Fundacja


Jestem naprawdę głodny dobrego s-f. A Łukjanienko, którego ostatnio czytałem i na którego troszkę kwękałem tylko wzmógł apetyt by chwycić coś jeszcze. Dopiero od niedawna mam ten "fundament" klasyki literatury fantastycznej. Części druga i trzecia leżą w domu już ponad dwadzieścia lat!!! Aż rwę się by po nie sięgnąć. Może jednak najpierw czymś poważniejszym przegryzę.
Powieść napisana doskonale. Patrzę na rok powstania ... 1951. A nie czuć starości. Sprzęty typu telefon czy telewizor mają formę symboliczną a nie gadgeciarską. Kieszonkowe reaktory atomowe są wciąż w fazie fantazji, pola siłowe to standardowe wyposarzenie lecz wciąż również w twórczości s-f. Ciekawa konstrukcja świata. Pisarstwo pozbawione rozwlekłych traktatów filozoficznych choć fabuła oparta na zachowaniach społecznych. Przewidywany koniec Imperium. By skrócić nieuchronną erę barbarzyństwa grupa naukowców zostaje wysłana na peryferium kosmosu, by tam jako fundacja magazynować i usystematyzować wiedzę ludzkości. Taki jest pierwotny cel, taki jest cel oficjalny;)

niedziela, 17 maja 2009

Douglas Adams - Restauracja na końcu wszechświata


Zaczyna się tak...
"Istnieje teoria, że jeśli ktoś kiedyś się dowie, dlaczego powstał i czemu służy wszechświat, to cały kosmos zniknie i zostanie zastąpiony czymś znacznie dziwaczniejszym i jeszcze bardziej pozbawionym sensu."
Potem jest strona następna i ...
"Istnieje także teoria, że już dawno tak się stało."

A dalej nie gorzej niż w pierwszej części...

"Autostopem przez Galaktykę mówi, iż „Strefa Zniszczenia”, plutonowy zespół rockowy z duchowych stref Gagrakaki jest nie tylko najgłośniejszą grupą rockową Galaktyki, lecz produkuje najgłośniejszy możliwy do wytworzenia we wszechświecie hałas. Bywalcy koncertów twierdzą, że brzmienie grupy jest najbardziej harmonijne, jeśli słucha się ich muzyki w betonowych bunkrach, oddalonych około pięćdziesięciu dziewięciu kilometrów od sceny. Na koncertach muzycy obsługują instrumenty za pomocą zdalnego sterowania z dobrze wygłuszonego statku kosmicznego, krążącego wokół planety. Zazwyczaj innej planety.
Piosenki mają dość proste i skonstruowane według znanego schematu: istota-chłopiec spotyka w świetle srebrnego księżyca istotę-dziewczynę, księżyc z bliżej nie wyjaśnionych przyczyn wybucha.
Wiele światów wprowadziło zakaz występów grupy – niektóre z powodów artystycznych, większość jednak dlatego, że stosowane przez „Strefę Zniszczenia” wzmacniacze są niezgodne z ograniczeniami w zakresie broni strategicznych.
"

lub

"– Znaczy się... te zwłoki... – zaczął Ford i też pociągnął łyczek ze szklanki. – Trudno ich nie zauważyć. W ładowniach...
– Zwłoki? – Kapitan był wyraźnie zaskoczony.
Ford zawahał się. Myślał.
„Nie zakładaj niczego z góry – powiedział sobie. – Czy to możliwe, by dowódca statku nie wiedział, że ma na pokładzie piętnaście milionów trupów?”
Kapitan radośnie skinął głową. Wyglądało na to, że bawi się gumową kaczuszką.
"

i jeszcze z tych co krótszych fragmentów

"Hasło miało czasami ciekawe konsekwencje. I tak na przykład, gdy wydawcy Autostopem zostali oskarżeni przez rodziny ofiar zbyt dosłownego potraktowania artykułu o planecie Traal (napisano tam: „Żarłoczne żuki paplacze często robią dla odwiedzających planetę turystów bardzo smaczne jedzenie”, a powinno być: „Żarłoczne żuki paplacze często robią z odwiedzających turystów bardzo smaczne jedzenie”), redakcja wystąpiła z argumentem, że pierwsza wersja jest znacznie bardziej estetyczna, wezwała autoryzowanego poetę, który zeznał pod przysięgą, iż piękno to prawda, a prawda to piękno, i w ten sposób dowiedziono, że winne jest życie, gdyż zaniedbało obowiązku bycia albo pięknym, albo prawdziwym. Sędziowie zgodzili się z tą opinią i w płomiennej mowie wyłuszczyli, że życie dopuściło się obrazy Sądu, następnie zgodnie z przepisami zarekwirowali je wszystkim obecnym, na koniec się rozeszli, by spędzić miły wieczór przy partii ultragolfa."

Co ja ma się rozpisywać, recenzować, analizować. Masłowska kpi sobie z polskiej rzeczywistości, Adams z całej cywilizacji. A humor ma, że się powtórzę iście montypythonowski;)

sobota, 16 maja 2009

Dorota Masłowska - Paw Krolowej


„kogoś do tekstów chcę mieć napisania, nazwisko znane, niekoniecznie wielki jakiś talent, ja tu listę taką przygotowałem do poruszenia w utworze tematów, wystarczy żeby ułożyć to w zdania z rymami i refrenami, bo właśnie tak pomyślałem, że Pitz hip hopu gwiazdą zostanie, bo tylko to jest teraz popularne, wszyscy na tym teraz jadą, a bity może sobie robić na swojej yamasze fristajlując w tym samym czasie, żeby na DJ-a żadnego nie tracić kasy słabe? Nie musi tego napisać nawet, ja mogę sam to mu napisać bez żenady tylko o nazwisko w sumie chodzi znane, atrakcyjnie medialne, którym to wszystko byłoby podpisane”.

Gdy po skończonej książce w myślach pojawia się słowo "super" to znaczy, że podobała mi się. Nooo, podobała. Pojechane, szczere, pewna wkrętka konieczna. Łeb mi kiwał w rytm hiphopa i jakoś szło z czasem coraz łatwiej. Potem by lepiej czytać dla beki załapałem styl tego gostka z "Powtórki z rozrywki" co o Dreptaku opowiadał, a gdy zakminiłem o co biega przeszłem na Gombrowicza. Szybko i z emocjami. Ma Masłowska niezły flow. Takie bajery Europa, aborcje, pedały, cool i jazzy. Nieźle. Kmiotki z Polski Ce. Generalnie jaja z pustaków. Coś co boli......
(bez sensu takie pisanie) na końcu jest kropka, a w niej zawarte stanowisko po której stronie się opowiada autorka. Mam wrażenie, że pisze co widzi nie otumaniona mediami, niezależna, bezkompromisowa. Szacunek (lecz jeśli jest inaczej - wiadro pomyj)... również za odwagę.

"no nieważne, w każdym razie rozmowa zeszła na dzieciaki, i pierwszy raz miał się komu pożalić, bo tajemnica lekarska, to go jakoś tak otwarło, i jak za ten rodzinny poród tysiaka zapłacił! Za kurwa blada wybaczą państwo największą w życiu estetyczną jaką miał traumę tysiaka, no kosztowna sprawa, zobaczyć jak żona robi kupę i siku to mógł sobie w domu za darmo i bez innych świadków, a tu stoi konsolium lekarskie całe, latają flaki, Monty Python, niech pan ją za rękę złapie, no niech pan złapie!"

Dzień, w którym zatrzymała się Ziemia - The Day the Earth Stood Still (2008)


Keanu Reeves i Jennifer Connelly to aktorzy, którzy zwrócili moją uwagę na ten film (szczególnie Connely pamiętam z "Requiem dla snu" i "Domu z piasku i mgły"). Myślałem, że coś będzie z tego. Niestety. Co jakiś czas trafia do kin zrealizowany z wielkim rozmachem film o ataku obcych na naszą zacofaną Ziemię. Był "Dzień Niepodległości", była "Wojna Światów" a teraz to. Tym razem dodano personalny kontakt. Kosmita ma ludzkie ciało, mówi oczywiście biegle po angielsku, prawie wszystkie zachowania rozumie i może baaaardzo dużo (moc niemal boska). Przesłanie "macie też inne oblicze, w razie zagrożenia zmieniacie się" można umieścić w "Marsjanie atakują", komedii z plejadą gwiazd, by z przymrużeniem oka wpleść jakąś refleksję. Kpię sobie troszkę, ale ten film oprócz tego, że mnie znudził (pomimo głośno nastawionych głośników, by wybuchy nie brzmiały jak odpalone zapałki dwa razy przymknąłem powieki na parę minut;))) ) jest po prostu głupi.

Mad World


Z portalu Onet.pl
"Wyszło im to znakomicie. Poza specyficznym stylem wizualnym, „MadWolrd” zachwyca ogromną dawką przemocy. Czegoś takiego dawno nie było. To co Jack może wyczyniać z oponentami, to prawdziwa orgia brutalności: nabijanie na pale czy stalowe kolce, wbijanie znaków w głowę, przecinanie piłą mechaniczną, przytrzymywanie przy pędzącym pociągu... Sposobów eksterminacji jest wiele, a gra stara się nagradzać znalezienie tych najbardziej wymyślnych. Każdego przeciwnika można wykończyć na kilka sposobów, w zależności od tego co znajdziemy i w jakiej lokacji jesteśmy. Otoczenie odgrywa ważną rolę, na ulicach miasta znajdują się głownie znaki drogowe, opony, beczki i kosze na śmieci, stalowe kolce, kraty itp., które są potencjalną bronią. W metrze, wiadomo, pociągi oraz to co wymieniłem wcześniej. Każda lokacja posiada kilka specyficznych „zabawek”, które powiększają arsenał potencjalnych narzędzi tortur."
Dzień wcześniej przeczytałem w tym samym miejscu wpis o wycofaniu także z Japonii komputerowej gry będącej symulatorem gwałtu (to niestety nie jest żart), a końcowe zdanie "Teraz tej gry nie można już nigdzie kupić" myślałem, że zawiera radosny ton. Niestety cytat wstępny utwierdza mnie w okrutnym podejrzeniu smutku autora, że "świat graczy coś właśnie utracił".

ps onet to internetowy tvn (ci sami właściciele)

piątek, 15 maja 2009

Teatr Modrzejewskiej w Legnicy - Fotografie

Lekki przesyt, jakaś dekoncentracja, nieokreślone oczekiwania. Proza Janusz Andermana nie jest tak radosna jak chciano nam ją przekazać. Jak wspomniano na dyskusji sam autor ani nie uczestniczył w adaptacji i nie poddawał jej rzadnej weryfikacji. Ocena na gorąco - całkowite zdegustowanie. Dopiero teraz, po ochłonięciu, na chłodno widzę ile uciekło. Martwi mnie, że autorom również jakby nieświadomi z czym mają do czynienia. Gdy słyszałem, że problemem było połączenie tego w ciąg, w całość to zaczynam widzieć ich jako jakiś ekonomów piszących biznes plan zamówiony przez wizjonera. Nie ważne co ma być produkowane, komu to potrzebne. Ważne by liczby osiągnęły właściwe proporcje i zostały przedstawione w odpowiedniej kolejności. A potem czy to specjalista w banku od kredytów czy teatralna publiczność poddamy ocenie. Ani oni nie zrozumieją jaka to działalność ma być, ani my jakie przesłanie miała sztuka. Coś z tym moim wpisem również jest nie tak;)))

ps Lecz, gdy wszystkie te postacie rozdzielimy, gdy każdą uznamy za główną bohaterkę a resztę za osoby wspomagające powstaje zupełnie inna sztuka, powstaje sześć albo siedem oddzielnych dramatów, o malarce powoli tracącej wzrok, o wróżbitce poświęcającej swe osobiste życie na opiekę nad sparaliżowanym ojcem, o babochłopie podświadomie pragnącej miłości ojca, o konduktorce ... I w moich oczach to nabiera sensu.