wtorek, 24 sierpnia 2010

Autor widmo - The Ghost Writer (2010)


Bohaterem filmu jest pisarz podkładający swe pióro pod nazwiska innych. Tym razem w grę wchodzą pamiętniki premiera Wielkiej Brytanii, którego zagrał Pierce Brosman. To najnowsze dzieło Romana Polańskiego i trzeba przyznać, świetny film sensacyjny. Bezspornie potrafi on stworzyć klimat i unika zbędnego rozmachu. Dzięki temu widz ma przyjemność z rozgryzania chałupniczo łamigłówki zdarzeń, a nie jedynie nadążać za kolejnymi efektownymi pościgami z wybałuszonymi oczami. Szalenie podobała mi się surowa i mroźna scenografia. Zawsze to na mnie działa w sposób trudny do określenia;)
Sam koniec... cóż, nie wiem czyj to pomysł czy tak było w książce Roberta Harrisa na podstawie którego powstał scenariusz, czy wymyślono to specjalnie dla filmu ale ... gdzie te czasy, gdy potrafiono zakończyć film jak "Trzy dni Kondora". Tu porażka. Sorry Roman, ale co z tego, że fruwające kartki ładnie-dramatycznie wyglądają.

Dorwać byłą - The Bounty Hunter (2010)


Były policjant pracuje jako łowca głów. Tym razem za zlecenie ma znaleźć i wsadzić do więzienia swoją byłą żonę. Itd.. Komedia romantyczna z aktorka którą lubię, J. Aniston. Naiwna strasznie w fabule, ale tak bardzo hollywodzka, że aż ... jak w starym kinie;))). To dobrze. Jak będę chciał coś trudnego to włączę Bergmana.

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

Franz Kafka - Zamek

"Czy to, co Barnabas robi, jest w ogóle służbą na zamku? - pytamy sami siebie. Oczywiście, chodzi do kancelarii, ale czy te kancelarie stanowią już właściwy zamek? A nawet jeśli kancelarie do zamku należą, to czy są to te kancelarie, do których Barnabas ma wstęp? Chodzi do kancelarii, ale przecież to tylko drobna część wszystkich, dalej są bariery, a za nimi jeszcze inne kancelarie. Nie zakazuje mu się wyraźnie wstępu dalej, ale nie może dalej iść, jeśli odnalazł już swoich przełożonych, którzy jego sprawę załatwili i odsyłają go z powrotem. Poza tym jest stale obserwowany, a przynajmniej tak się wydaje. I nawet gdyby poszedł dalej, cóż by mu z tego przyszło, skoro nie ma tam żadnej sprawy urzędowej do załatwienia i byłby tylko intruzem? Tych barier nie możesz też sobie przedstawiać jako określonej granicy, Barnabas zawsze zwraca mi na to uwagę. Bariery są również w kancelariach, do których on chodzi, są więc także bariery, które on przekracza, i nie wyglądają one inaczej niż te, których jeszcze nigdy nie przekroczył. Dlatego nie można z góry przyjąć, że za tymi ostatnimi barierami znajdują się kancelarie rzeczywiście inne niż te, w których Barnabas już był. Właśnie w owych godzinach smutku tak się wydaje. A potem wątpliwości sięgają dalej i nie można już się przed nimi obronić. Barnabas rozmawia z urzędnikami, Barnabas dostaje zlecenia. Ale co to za urzędnicy i co to za zlecenia? Teraz jest on, jak sam mówi, przydzielony do Klamma i otrzymuje od niego osobiście zlecenia. To przecież byłoby bardzo wiele, nawet wyżsi funkcjonariusze tego nie osiągają, to by było nawet zbyt wiele, i to właśnie budzi największe nasze obawy. Pomyśl tylko, być przydzielonym osobiście do Klamma i rozmawiać z nim twarzą w twarz. Ale czy jednak tak jest? Dajmy na to, że tak jest, to dlaczego Barnabas w to wątpi, czy urzędnik, którego nazywają tam Klammem, jest nim naprawdę?"

Klimatem bardzo podobny do "Procesu", którego widziałem już kilka adaptacji i którego już pewnie nie przeczytam. K. to ja;))) Rozumiem go doskonale. Bezsensowne prawo często wymyślane przez niezbyt wielkich inteligentów i tylko dla samego wymyślania. Z drugiej strony lwia część społeczeństwa bezkrytycznie akceptująca ten stan rzeczy. I jeszcze system "obrzędowy" czy "ceremonialny" czym wymusza się oddawanie szacunku osobom do których sie go nie ma. Zwyczaje;). Ile razy słyszałem "bo takie jest prawo" lub "bo tak trzeba" "bo tak wypada" "tak robią inni". Jest w tym jakaś mądrość społeczna na pewno. K. jej nie miał ja również;))).
Wątki miłosne sa bardzo konkretne i "kocham, nie kocham". Oprócz K. wszelkie uczucia są wyrachowane i uzależnione od korzyści z tego wynikających. Więc nie uczucia, bo ich przecież brak lecz słowa je przedstawiające.
Książka nieskończona.

ps I drobne skojarzenie. Dla mnie mitologiczne bo sam się z tym jednak nie zetknąłem, ale opowieści o tym na okrągło. Lekarze obecnie - jak urzędnicy u Kafki. Oczywiście to system. Przyjmie lub nie. Godziny czekania do specjalisty. Itd. To analogia bez oceny. Współczesny urzędnik może i wiele może, ale jego wiedza często jest mizerna. Wiedza medyka od zawsze budzi szacunek.

niedziela, 15 sierpnia 2010

Kolysanka (2010)


Komedia Juliusza Machulskiego. Polska rodzina Adamsów wypisz wymaluj. Nawet muzyczka stylizowana. Ale co tam bo zaraz jakaś mi krytyka wypali z tego wpisu;))). Fabuła słaba (ups;))) ). No niestety;). To nie Vabank czy Seksmisja, ale gagi (zwłaszcza słowne) SUPER!!! Polecam!!!

Teatr.TV - A.Cwojdzinski "Freuda Teoria Snow" (1991)

Takie spektakle lubię najbardziej;) Para ludzi i nic więcej. Rozmowa w czasie rzeczywistym. Żadna wielka opowieść rozciągnięta w latach a na scenie raptem półtorej godziny;). Aktorka i literat piszący sztukę w której ona ma zagrać. Dialog przemienia się w taniec z motywem teorii Freuda. Kto jest kotkiem a kto myszką;) bo pod surowym wykładem kryją się uczucia i pragnienia bohaterów. I dowód, że nawet w pozornie najspokojniejszej i przykładnie "ułożonej" kobiecie kryją się zawsze demony;).

Teatr.TV - M.Pruchniewski "Pielgrzymi" (2001)

Trochę naciągane, ale taka małomiasteczkowość aż kipi. I wierzę, że tak jest. Znam osoby idealnie pasujące do autokaru pełnego podobnych pielgrzymów. Fałszywa dewocja. Na pokaz. Patrzenie na winy innych i szukanie sensacji. I cwaniactwo. I... Aż kipi ta litania obnażania ludzkich słabości.
Chętnie obejrzałbym ten spektakl na żywo.

IV Festiwal Legend Rocka w Dolinie Charlotty (14.08.2010)

Na koncert jechaliśmy rozgrzewając się Fishem live z Krakowa z bodaj 1996 roku. Sama lokalizacja festiwalu fantastyczna. W końcu się zaczęło. Disperse. Bardzo się starali. Potem prawdziwe dinozaury, żywe;). Ci się specjalnie nie starali;) Nie musieli. Ich poprzednicy zamiast rozgrzać publikę na koniec zanudzili smętną balladą. I tak Dave Kelly & British Blues Quartet rozpoczęli radosnym graniem. Takie luzaki. Twarz się sama krzywiła w uśmiechu;) W pewnym momencie dołączyła Maggie Bell i poczułem pewien zgrzyt w klimacie koncertu. Luz został zastąpiony poważnym przesłaniem. A z czasem to było już takie lepsze lub gorsze dogrywanie koncertu. A w pewnym momencie to nawet jakieś zupełnie niezależne myśli zaprzątnęły mi głowę zostawiając muzyczkę, choć głośną to jednak w tle.
I wreszcie gwiazda wieczoru. Marillion;))). Po pierwszym nagraniu nie wiedziałem co się dzieje, o co chodzi. Jakaś masakra. Jedno z moich muzycznych marzeń się sypie. Ale Steve "h" Hogarth (wizualnie przypomina Severusa z Hogwartu;), co jak sie potem okazało może budzić podejrzane skojarzenia;))) ) w drugim nagraniu tak mnie wcisnął w ławkę, że stwierdziłem, że tak tego koncertu nie przetrzymam. Wstałem i poszedłem na 10 metrów od sceny, na wprost, zmierzyć się z tym bezpośrednio. Obłęd. Odleciałem. A gdy zagrali "Beyond You" koncert dla mnie stał się spełniony. I jeszcze ten moment gdy stałem zahipnotyzowany a Hogarth szedł na wprost mnie i w pewnej chwili położył się na fanach jak na tafli wody. I... ochroniarze zepsuli magię tej chwili. Mozna zadawać sobie pytanie na ile autentyczny jest wokalista Marillion, na ile ciąży mu piętno Fisha. Ile gwiazdorstwa i pozerstwa. Dla mnie to bez znaczenia. Był cały w każdej chwili koncertu. Cały dla mnie i pewnie dla kilku tysięcy innych którzy również tego chcieli. I miałem niesamowite wrażenie, że on również odlatuje;))) Wciąż tylko o wokalu;) No tak. Kiedyś był Marillion z Fishem. To było dawno, bardzo dawno. Można wymienić wiele innych rzeczy, które były dawno temu;))) Teraz jest Steve "h" Hogarth z zespołem akompaniującym o nazwie Marillion. Nie należy mylić tych dwóch równie świetnych muzycznych projektów.
Czy to był koncert życia? Hm... Koncert marzenie. Tak;)))

środa, 11 sierpnia 2010

cd Beats of Freedom - Zew wolności (2009)

Fragment rozmowy z Darkiem Duszą, w czasach apogeum anarchii w PRL powołał do życia pamiętną Śmierć Kliniczną, później zaś uprawiał mrocznego post-punka z grupą Absurd i żartobliwego rock'n'rolla z Shakin' Dudi.

"Podpytuję cię o pewne zasługi, ponieważ od pewnego czasu panuje taki kombatancki klimat, a muzycy sami każą sobie przypinać ordery. Oglądałeś "Beats of Freedom"?

Nie, nie widziałem filmu, czytałem tylko recenzje i komentarze na Onecie (śmiech). Niemniej wiem, o co ci chodzi.

Dawni pupile państwowego szołbiznesu przedstawiają się dzisiaj jako obalacze systemu.

Śmieszą mnie te ich wypowiedzi. Pewne kapele były na topie, miały swoje fankluby, działały pad patronatem państwowych agencji, a dziś przekonują, że walczyły z systemem. Jak i gdzie? Flaszkami po wódce w hotelach Orbisu? Pierdolenie i tyle.

Za komuną nikt nie przepadał - czy to muzycy, górnicy, hutnicy czy profesorowie. Na tej zasadzie antysystemowy był każdy. Niektórzy jednak starają się przekonywać, że stawiając przecinek w tekście piosenki, mieli na myśli Leonida Breżniewa. Tymczasem żyło im się dobrze, zarabiali niezłe pieniądze i pili niezłe trunki. Zespoły niezależne takie jak Dezerter, Rejestracja, Kontrola W czy Śmierć Kliniczna miały naprawdę przechlapane, bo znajdowały się na zupełnym marginesie, mimo to nie tworzą po latach jakichś mitów. Sam wracając z próby mogłem być na odcinku półtora kilometra osiemnaście razy legitymowany przez milicję, ale nie dlatego, że byłem muzykiem, a ponieważ nosiłem skórzaną kurtkę i irokeza.. Trochę mnie zatem wkurwia gadanie pewnych osób, choć w zasadzie staram się nie zwracać na nie w ogóle uwagi. Jak chcą snuć te kombatanckie opowiastki, to ich sprawa. Życzę zdrowia.

Jeszcze lepsi mitomani każą myśleć, że punkowcy obalali komunę ramię w ramię z Kościołem i Solidarnością.

Punk działał w podziemiu, ale nie było to podziemie opozycyjne. Pisaliśmy teksty wymierzone w ustrój, tylko że były one wyrazem sprzeciwu młodych ludzi, którym nie odpowiadała rzeczywistość dookoła. Równie dobrze mogły one dotyczyć kapitalizmu. Dziś panują takie czasy, że młodzi nie chcą się buntować - nie wiedzą czy warto, bo może lepiej być posłusznym. A jak zaczynają szukać, gmerać w przyszłości, to tworzą legendy. Dla mnie zdarzenia sprzed trzydziestu lat są prawdziwą historią, a ta nie składa się z legend."

To tyle bym sam sobie rozwiał wątpliwości jak wylansowano kolejny spreparowany dokument w myśl idei "Udowodnimy wszystko".
Taka schizofrenia medialna. Film patronował tvn, a potem na onecie (czyli ten sam własciciel) idzie krytyka tego paszkwila ;))) (http://muzyka.onet.pl/10174,1620914,0,1,wywiady.html)

sobota, 7 sierpnia 2010

Mistyfikacja (2010)

Jak dla mnie film ten ma dwa oblicza. Super zrobiony. Czołowe napisy, realistyczne scenografie, wspaniała gra aktorów. Maks we wszystkim. Ekstra temat. A ta druga strona? Nuda.

Zmowa.(1988)

Na oczach połowy wsi zamordowano młode małżeństwo. Wg zapewnień twórców zdarzyło się to naprawdę. Film opowiada tą historię. Relacje we wsi. Samą zbrodnię. Próby tuszowania. Pokazuje też system PRLowski. Układy i układziki. I jeszcze coś. Siłę jednostki. "Zadnych petycji" przyszło z "góry" gdy świadkowie zaczęli dochodzić prawdy - i sprawcy od razu zostali znalezieni.
Nie rozumiem tylko pewnego prokuratora. Dochodził co się zdarzyło, a gdy już wszystko odkrył zląkł się chyba tej wiedzy bo próbował załagodzić zdarzenie.

Fujary na tropie - Cop Out (2010)

Komedia kryminalna. Jedna z najgorszych jakie widziałem. Obejrzałem bo Bruce Willis gra.

Szkoła zgorszenia - Assassination of a High School President (2008)

Reporter szkolnej gazetki prowadzi śledztwo. Beznadzieja. Obejrzałem bo Bruce Willis gra.

Teatr Polskiego Radia - Patrick Suskind "Kontrabasista"

Wiele razy uciekło mi wystawienie tego monodramu w Teatrze Miejskim. Były rolki i zamiast muzyczki słuchowisko. Jeździłem aż się skończyło. Suskin jest fantastyczny. W każdym jego dziele jest jedna postać na której skupiona zostaje uwaga. Reszta to detale. Cóż mi po wiedzy muzycznej tak szczodrze prezentowanej tutaj. Jednym uchem weszła, drugim ... I właściwie wszystko cudowne. Właściwie jakaś forma spełnienia, bo wyżej wznieść się nie uda, nie ma z tej pozycji perspektywy na bardziej finezyjny lot.

Tylko ta cholerna miłość się jeszcze przyplątała. Powstały jakieś nowe pragnienia. I nie widać swiatełka w tunelu.

niedziela, 25 lipca 2010

Beats of Freedom - Zew wolności (2009)

Widząc logo "tvn" staję sie bardziej czujny. Może alergia, może zmniejszony poziom obiektywizmu. Na pewno jednak tyle razy się nacinając na to co "oni" nazywają prawdą i obiektywizmem mam do tego prawo. W końcu uczymy się życia doświadczając.
Gdy zacząłem oglądać film byłem ciekaw co to jest, czyje to spojrzenie, cieszyłem się porcja muzyki z lat osiemdziesiątych. Widząc logo posypały się pytania po co ten film, dla kogo, jakie idee ma promować.

Widziałem wiele dokumentów o wydarzeniach z lat 70 i 80 w Polsce z muzyką czy to rockową czy np Kaczmarskiego. Tutaj miało się wrażenie, że to rock wywołał rewolucję.

To będzie od tego miejsca dość chaotyczna recenzja. Luźne myśli.
Wywiady z Mogielnickim, tekściarzem. A gdzie jego teksty w utworach na filmie. Sekundy "Kryzysowej narzeczonej" - nota bene to cienki protest song. Może byłem mały i nie rozumiałem. Ale nie każde użycie słowa "kryzys" to krzyk rewolucji. Na pewno nie po wcześniejszym "Tańcz głupia tańcz" z szalenie politycznym tekstem "U Maksyma w Gdyni...".
Kultowe "Przeżyj to sam". Nawet się nikt nie zająknął na filmie, że coś takiego powstało.
Jakiś ekspert historyk fotografik na dzień dobry się wymądrzał, że Polska to kraj katolicki, a rock w Polsce promował swawolny styl życia. Po czym na poparcie jego słów puszczono "Dziwny jest ten świat" Niemena. O tak "Niech żyje wolność i swoboda" - głęboko ukryte przesłanie. Będę potrzebował tłumacza.
Gdzie choć kilka zdań od Kukiza, wojującego patrioty (fragment "Mojej ulicy" Ayi RL). Za to lansowanie sie Skiby w pełni i do woli. W końcu to swój człowiek. Nawet przypisał sobie wymyślenie "pomarańczowej rewolucji". Kłamstwo.
Kora - "Parada słoni to hajowy numer. Byliśmy bardzo mocno upalona marihuaną gdy napisałam ten utwór." ZSRR napadł na Afganistan A słonie okazały się czołgami.
Ze skinheadów zrobione niemal bojówki policyjne na usługach władzy. Nie wiem, może to prawda.
Jak dali "Moja krew" z Jarocina to ciary były. Niektóre rzeczy mocno działają.

Reasumując. Nie wiem dla kogo jest to film. Czy dla świata? Fragmenty koncertu Stonesów z Koncertowej wyglądały jakby u nas jakaś Korea była. A może film dla nas. Taka sztuczka. Twórcy filmu to przecież Polacy. Niby prowadzącym (słowa nie wypowiedział) jest Anglikiem. To przed nim Lipiński szpanuje angielszczyzną. Reszta wypowiedzi po Polsku. Czyli iluzja - że niby tak świat widzi nas, jak bardzo docenia (sceny ze świata - Rumunia, Węgry, Czechy... jakobyśmy my mieli zapoczątkować wszystkie zmiany)

ps Czyba sobie zrobię płytkę z kawałkami z lat osiemdziesiątych Brygada, Tilt, Aya Rl, Republika... mmm;) To jedyna zaleta tego filmu;)))

Było sobie kłamstwo - The Invention of Lying (2009)


Komedia romantyczna w scenerii sf. Ale nie statki kosmiczne czy future. W tym świecie wszyscy mówili prawdę. Zero kłamstwa i totalna szczerość. Co myślisz to mówisz. Bardziej wierzono słowu niż komputerom.
Same dialogi więc mało sympatyczne. Nawet zakochani wylewają na siebie "nieczystości". W roli główne Ricky Gervais. Długo dochodziłem skąd go znam. W końcu trafiłem - skecz "Homoseksualne zwierzęta". Czuć podobny system komizmu, w końcu to również współtwórca scenariusza.
Do połowy film super, dalej to mozół dociągnięcia jakoś do oczywistego końca. Mimo wszystko polecam;).

Parnassus - The Imaginarium of Doctor Parnassus (2009)


"Trochę" filmów Terry Gilliama już oglądałem. Nie tylko "Monty Pythony" czy "12 małp" ale i te mało znane np. "Przygody barona Munchausena" czy "Bandyci czasu". I właśnie z tymi ostatnimi najbardziej kojarzy mi się ten.

Obraz nakręcony na małej przestrzeni. Sporo nadrobiły tutaj efekty specjalne, które najprościej ujmując słowa - urzekły mnie;). Może bez "cudów", ale z bezgraniczna wyobraźnią;))).

Najmocniejszą stroną filmu jest obsada aktorska. Przewrotne "życie";). Wpłynęło na obsadę ról. Wpłynęło na scenariusz. Sporo pozmieniało. Na pewno;))). Główną postacią stał się Tony. W tej roli Heath Ledger. Zmarł w trakcie kręcenia. Tonego z drugiej strony lustra zagrali więc Johnny Depp, Jude Law i Colin Farrell. Prawda, że śmietanka;). Bez wiedzy o śmierci aktora można by pomyśleć, że to było zamierzone. W roli Mr. Nick (Diabeł) wystąpił Tom Waits.

Fabuła - nędza. Niestety. Tragedia równa wcześniej wymienionym "Bandytom czasu" z Seanem Connery. I nie zdziwią mnie recenzje typu "podobały mi się tylko cztery minuty - te w których wystąpił J. Depp". A czy mi się podobało ogólnie? Liczyłem jednak na coś więcej.

ps A tak zachęcający plakat;)))

czwartek, 22 lipca 2010

W chmurach - Up in the Air (2009)


Żadne wybitne kino. Ale bardzo przyjemnie się ogląda. Nie będę się wysilał na jakiś oryginalny wpis. Ot, obejrzałem. George Clooney to mega gwiazda Hollywoodu i jego twarz jest nam znajoma co ułatwia odbiór. Anna Kendrick wygląda z twarzy jak córka Toma Cruisa. I o to ją podejrzewałem;))) No dobra. Starczy. Jeśli ma coś lecieć w telewizji to może to być ten film.

ps Scena gdy główny bohater puka do drzwi tej z którą łączy swą przyszłość nie zaskoczyła mnie ciągiem dalszym. A przecież powinna;).

niedziela, 18 lipca 2010

Charles Bukowski - Listonosz

"Nigdy nie chciałem należeć do klanu małych złodziejaszków. Ja chciałem zdobyć albo cały świat, albo nic."

Cytatów tym razem aż nadto (i tak nawet nie połowa tych co chciałem umieścić;) ).

"Nasze małżeńskie łoże oddzielone było od reszty sypialni czymś w rodzaju kolumnady. Na kolumnach i między nimi ustawione były malowniczo doniczki z geranium. W trakcie naszych pierwszych miłosnych wędrówek w nowym wspólnym domu i w nowym wspólnym łożu, zauważyłem, że kolumny dziwnie się trzęsą, wykonując dość zabawne w istocie ruchy wokół własnej osi. Dał się posłyszeć także lekki chrobot.
- Auuu - wrzasnąłem.
- Co się dziej? - zapiszczała Joyce. - I nie waż się teraz zatrzymać. Dalej! Dalej! Nie wolno ci teraz ustawać!
- Panienko najsłodsza - właśnie na mojej dupie roztrzaskała się glina z twoimi kwiatkami.
- Nie wolno ci teraz ustawać. Nie możesz mi tego zrobić!
- No dobra, już dobra - robię, co mogę!
Wdarłem się w nią głębiej, a nawet udało mi się odnaleźć właściwy rytm ku małżeńskim pożytkom cielesnym.
- Auuu, kurwa! - wrzasnąłem znowu.
- Co jest grane?- Co znowu się stało?
- Kolejna donica rozkwasiła mi tyłek i krzyż, podrapała mi pośladki i stoczyła się na podłogę!
- Pierdolę te kwiaty - skwitowała małżonka. - A ty skoncentruj się może na tym, co teraz robisz!
- Proszę bardzo... proszę bardzo!
Przez cały czas wypełniania obowiązków małżeńskich, donice regularne spadały mi na tyłek i plecy. Czułem się tak, jakbym pierdolił się z kimś w czasie nocnego, dywanowego, zmasowanego bombardowania. Wreszcie nadszedł finał.
- Musimy coś z tymi geraniami zrobić - powiedziałem po paru minutach ciszy i spokoju, zbolały i tu, i tam.
- Nie waż się ich dotknąć!
- Dziewczynko, a dlaczego nie?
- Są rozkoszne, jak się patrzy na nie z dołu - i pełne rozkoszy jak spadają ci na twój tyłek!
- I to ci się tak podoba?
- I to jak!
- Czy tobie nic nie odbiło? Zaśmiała się jak zwykle filuternie. Doniczki z geranium stały się moim wrogiem. Ale do wszystkiego można się jakoś przyzwyczaić."


"- Mówię ci jeszcze raz, mały pokoik, dużo papierów i ołówków. To jest moja rada.
- JA POTRZEBUJĘ POCZUCIA PEWNOŚCI I BEZPIECZEŃSTWA!
- Nie wszyscy artyści tak głośno się tego domagali. Van Gogh nawet o tym nie myślał.
- ALE FARBY DOSTAWAŁ BEZPŁATNIE OD BRATA! - zakrzyczał mnie mój młodszy kolega."


Uwielbiam taka złachmanioną literaturę. Nie będę dociekał czy to fragment autobiografii, czy tylko autor podszywa się pod głównego bohatera. Pewnie są tu nawet jakieś wskazówki. Z fragmentem "z listem poleconym dla wariatki" już gdzieś wcześniej się zetknąłem (ale to takie osobiste wrażenie z czytania).

"A potem usiadłem blisko niej i zaczęło się: rozebrałem się do naga, nie pozwoliłem zdjąć jej ani jednego własnego łaszka, zaniosłem ją do łóżka, wlazłem na nią, policzyłem wszystkie jej żebra i najmniejsze chrząstki, rozbierając ją powoli, bez pośpiechu. A potem byłem w środku. Łatwe to nie było. Stawiała opór, na szczęście taktyczny, na szczęście długo to nie trwało. Dawno nie było tak wspaniale. Słyszałem wodę, słyszałem fale, słyszałem ją. Wydawało mi się, że robimy to tam, pod wodą. Trwało to wieczność. A potem stoczyłem się z niej, spocony i zmachany.
O ty Boże, co ty czynisz z ludźmi - wzdychałem - co ty z nami wyrabiasz! Kiedyś chciałbym się dowiedzieć, dlaczego właśnie w takich momentach Bóg zawsze pojawia się na samym końcu języka."


ps Natrafiłem na opowiadanie autora pt. "Gorący diabeł" gdzie ten który uwięził czarta mówi "Ma dwie słabości - wódę i laleczki." Przewrotne motto twórczości Bukowskiego.

Card Orson Scott - Alvin 01 - Siódmy Syn


Opowieść z pogranicza fantasy i literatury przygodowej. Rzecz się dzieje na dzikim zachodzie (pełnym nowych osadników i łakomych na skalpy Czerwonych, a nie tym z bandami kowbojów strzelających do siebie nieustannie), a właściwie w jego alternatywnym historycznie odpowiedniku. Najważniejsza jest tu mistyka. Religia chrześcijańska pomieszana z wierzeniami pierwotnymi. To w oparciu o tą relację rozwijają się zdarzenia. A centrum jest siódmy syn siódmego syna. Korcą mnie następne części cyklu. Pewnie jakiś przeczytam;)))

" Measure chwycił nóż i przycisnął ostrze do dolnego boku czworokąta.
- Measure - szepnął Al Junior.
- Słucham, Alvinie?
- Wytrzymam ból i nie ruszę się, jeśli będziesz gwizdał.
- Nie zapamiętam melodii, jeśli mam przy tym ciąć prosto.
- Nie potrzebuję melodii.
Measure spojrzał mu w oczy. Nie miał wyboru; musiał spełnić prośbę brata. Przecież to jego noga. Jeśli Alvin życzył sobie pogwizdującego chirurga, będzie go miał. Measure zaczerpnął tchu i zaczął gwizdać. Żadną melodię, same pojedyncze nuty. Przyłożył ostrze do czarnej linii i naciął. Najpierw płytko, gdyż Al jęknął cicho.
- Gwiżdż dalej - wyszeptał. - Tnij do kości.
Measure zagwizdał znowu. "

Charles Bukowski - Faktotum

" (...) " - nawet może i bym kilka cytatów znalazł, ale ... lepiej nie, język tutaj użyty do tego nie zachęca, choć kusi;))) Wykręt z tego Bukowskiego straszny. Jazda bez trzymanki i "no future". A jednak... Odrobina spojrzenia na Amerykę w czasie II wojny światowej, na ulicę Ameryki, do tamtejszych barów, zakładów pracy. Tanie wina i swawolne panienki. Automatyczne skojarzenie z Hłaską i "Piękni dwudziestoletni". A ja takie opowieści lubię. Nie ma "happy endu", ale to nie problem. Nie ma cieknącego optymizmu. Ale jest życie. Dalej. ... i wcale nie takie łatwe.

Trzeci (2004)


Kiedyś juz ten film oglądałem. Teraz to z uwagi na mistrzostwa gdzieś w tv go wyłapałem. Taki film drogi. Bardzo mocne skojarzenie do "Noża w wodzie". A motyw otwartego, pełnego radości życia i pozytywnie zwariowanego nieznajomego zgarniającego sympatię strasznie oklepany. Dodano tylko biznes i komórki. Film może i fajnie się ogląda;), ale wrażenie bezwartościowości przygniata.

niedziela, 11 lipca 2010

Robert Heinlein - Władcy marionetek

"A jednak nie pokazała mi pułapek na niedźwiedzie. Zamknęła za sobą drzwi od sypialni. Wiem, bo sprawdziłem." ;)))

"Nagle spostrzegłem, że mijam teren należący do dzielnicy plażowej. Zawróciłem. Pomyślałem, że na terenie kapieliska powinienem spotkać tłumy ludzi, a tu teren wygląda na zupełnie opustoszały. Brama była zamknięta i wisiało na niej ogłoszenie "Na czas sezonu zamknięte". Basen kąpielowy zamknięty podczas najgorętszej części lata?"


Po sporej dawce fantasy czas było przegryźć to jakimś smacznym sf. Język pełen subtelnego humoru. A i to science fiction takie z dodatkiem sensacji i romansu. Co klasyka to klasyka;). Mam jeszcze kilka tytułów w kolejce.

"Przybrała jakąś sztuczną pozę, aby należycie zaprezentować swoje wdzięki. Ze względu na sytuację, było to dość żenujące. Owszem miała się czym pochwalić, ale przynajmniej ja nie miałem nastroju, żeby to docenić."

Księga ocalenia - The Book of Eli (2010)


Mad max nie był pewnie pierwszym filmem z wizją świata po apokalipsie, ale mocno wmontował w wyobraźnię obraz jak to będzie wyglądać. Pustynie i bezprawie. I co jakiś czas trafia do kin impresja na ten temat. Tym razem dodano równie oklepany motyw niszczonych książek. I bardzo się śpieszono by zdążyć przed kolejnym filmem pt "Droga". Znów woda będzie bezcenna, będą ludożercy, byle śmieć będzie stanowić wartość. I znów... na zachód, by dotrzeć do oceanu.
To tyle jeśli chodzi o fabułę. Fabryka wtórności pracuje na wysokich obrotach. Co trzeba oddać to jakość. Żadna chińszczyzna. Użyte dobre materiały - Denzel Washington (ten dobry) i Gary Oldman (jak zwykle - ten najgorszy). Jest też Tom Waits. Ma rolę podobną do Iggy Popa w "Truposzu". I wszystko w kolorze sepii;))) lubię ten klimat;)

Rzeźnia nr 1 (2006)

Miasteczko z jednym sklepem spożywczym. Z rzeźnią. I z brakiem przyszłości. Film jest przesiąknięty dramatem, ludzkimi uczuciami, pragnieniami... mnóstwo emocji. Cóż tego skoro twórcy "walcem" po nich przejechali i spłycili do "M jak pierwsza miłość".
I takie naiwne, oklepane do bólu - najgorszy okazał się tym szlachetnym.
Ok. Może trochę zbyt sroga ocena wszak to kino niezależne a takie wiadomo, że trudniej robić, że budżety mikro itp. To może coś pozytywnie;))) Fajna realizacja. Sporo niezłych pomysłów - choćby napisy na początku. Seksowna sklepikarka (to zasługa pewnie kastingu;))) ) i pole słoneczników jako miejsce zbliżenia. Coś jeszcze? Hm... chyba wystarczy.

ps spłyciłem lekko swoją ocenę, film nie jest zbyt długi, można obejrzeć.

Świnki (2009)


Nie można nie dostrzec analogii z "Galeriankami". Różnica jest taka, że tam zasygnalizowano problem a tutaj... mocno przesadzono. Nie ocenię środowiska pedofili, bo w jaki sposób skoro go nie znam. Nie ocenię systemu jak to działa. Może jest tak w istocie. Ale knajpa w której roi sie od dzieci pijących alkohol bez krępacji jak w rasowym nightclubie to co najmniej przeginka. I przedostatnia scena, gdzie akcja rozpoczyna się w pełnym słońcu a po kilku minutach by zmontować klimat mamy noc.
Jedno oddam - potrafi ruszyć, ale to nie zasługa samego filmu, raczej tematyki.

ps zasygnalizuję również co nie uszło mojej uwadze - ktoś bardzo z twórców nie lubi chyba kleru bo tak przekarykaturował księdza, i zupełnie nie trafił, nie te cechy, nie wspólnie

niedziela, 4 lipca 2010

Andre Norton - Świat Czarownic

Pułkownik Simon Tregarth trochę narozrabiał w swoich czasach i skorzystał z pomocy pewnego Doktora, fachowca w skutecznym rozwiązywaniu podobnych problemów;))). Tak trafia on do innego świata i na dzień dobry ratuje kobietę ściganą przez grupę łowców. Okazuje się ona czarownicą. Potem zresztą u niego również odkrywają moc. Aha;) Nie jest jedynym "obcym". Dochodzi do wojny.
Kobiece fantasy. Widocznie to naturalne, że jeśli pisarki biorą się za ten styl coś im w duszy z wojowniczki gra, z "wojowniczki" w życiu codziennym (walka o równouprawnienie, tolerancję).

Pierwsze wrażenie po przeczytaniu kilkunastu stron było jedno - słaba książka. Potem skojarzyłem fakt, że przecież jestem świeżo po "Władcy" więc jaka fantasy nie wyda się słaba;))). A teraz się cieszę, że mam w domu jeszcze kilka tomów tego cyklu. Poziomem wartości pewnie nie odbiega specjalnie od seriali fantasy z AXN;) jednak w książkach zaklęta jest moc, moc ukryta.

piątek, 2 lipca 2010

J.R.R. Tolkien - Władca pierścieni. Tom 3. Powrót Króla


"- Nie masz takiej władzy, żeby wybierać godzinę swojej śmierci."

Choć tym razem czytałem w tłumaczeniu... przepraszam... hm, w dziwnie brzmiącym określeniu "w opracowaniu przekładu" przez Marię i Cezarego Frąców to zdecydowanie wolę panią Marię Skibniewską. W pamięci zostanie mi wers "Cieszę się, że jesteś ze mną Samie w tej ostatniej godzinie świata". (Tym razem przerobiono na "... teraz kiedy wszystko się kończy."). I jeszcze jeden przykład, ostateczny;).
"- Wielki Cień zniknął - odparł Gandalf i zaśmiał się. A zabrzmiało to jak muzyka. Albo jak szmer wody na wyschłym pustkowiu. Sam uprzytomnił sobie, że od niezliczonych dni nie słyszał śmiechu, tej czystej melodii wesela. Dźwięczała mu teraz w uszach echem wszystkich radości, jakich w życiu zaznał. Ale niespodziewanie w odpowiedzi na nią zapłakał. Dopiero po chwili - tak jak po ciepłym deszczu wiatr wiosenny rozpędza chmury i słońce obmyte tym jaśniej świeci - łzy wyschły, a w piersi Sama wezbrał śmiech."

Uwielbiam letni, ciepły deszcz...

ps Teraz się mogę spokojnie zabrać za "Niedokończone opowieści", "Dzieci Hurina" i ... jeszcze raz bym sobie film obejrzał, jeszcze raz, ale nie ostatni;)))

środa, 30 czerwca 2010

Andahazi Federico - Anatom

Mateusz Kolumb - "“Och, moja Ameryko! Słodka, odkryta przeze mnie ziemio!” ". Ale nie o tą Amerykę chodzi;))) I to nie nawet brat Krzysztofa. Zbieżność nazwisk przypadkowa, choć jak widać namaszcza zdolnością odkrywania;)))
"Mateusz Kolumb wędrował, szukał i wreszcie znalazł swą upragnioną “słodką ziemię”: “organ, który kieruje miłością u kobiet”. Amor Veneris, jak go ochrzcił anatom - “jeśli mi wolno nazywać rzeczy, które sam odkryłem” - stanowił prawdziwe narzędzie władzy nad niestałą i wciąż niepojętą wolą u kobiety. "
Jestem negatywnie nastawiony. Denerwowało mnie utrwalanie stereotypów o inkwizycji jako tępej organizacji ślepo forującej wyroki. Nawet opisy Ojca Świętego jakieś takie niemiłe, z cieniem kpiny lub nawet wrogości. Odnosiłem wrażenie, że autor przez wiele stron przygotowuje czytelnika by potem sprzedać swoje wyraźnie stronnicze stanowisko. No a opisy jak papież jest pojony eliksirem ze świeżej krwi z młodych dziewcząt oficjalnie mordowanych przez kata. Koń, który jeździł konno. Masakra. Książka w konwencji fabularyzowanej biografii i ktoś gotów jeszcze uwierzyć w takie "cuda". Pozwoliłbym sobie na wyrzucenie jej na makulaturę, gdybym posiadał ją w postaci papierowej.
I nie zmienię zdania pomimo niesamowitego końcowego opisu spotkania swej ukochanej, opisu który mną naprawdę wstrząsnął.

"Mateusz Kolumb siadł na brzegu łóżka. Pogładził włosy Mony Sofii - rzadkie i wysuszone - przesunął dłonią po jej czole jak zorana ziemia. Mateusz Kolumb płakał. Nie z żalu. Nie z litości. Mateusz Kolumb płakał, jak płaczą zakochani. Kochał każdą część tego ciała bezlitośnie spustoszonego przez chorobę. Delikatnie chwycił Monę Sofię za kostki u nóg i pomału rozsunął jej uda. Ujrzał suchy ..."

wtorek, 29 czerwca 2010

TR Warszawa i Grzegorz Jarzyna - Dorota Masłowska "Między nami dobrze jest"

Fragment recenzji z "Gadzinówki Wybiórczej" pani Joanny Derkaczew -
"O spektaklu Grzegorza Jarzyny lepiej byłoby jednak jak najszybciej zapomnieć. Nie gubi może wszystkich walorów tekstu, ale pokazuje polski teatr jako anachroniczny i pretensjonalny, gdzie "nowocześnie" równa się "z laptopem, designerską kanapą i smooth jazzem w tle". Estetycznie to powrót do dawnego "stylu Rozmaitości" (w minimalistycznej przestrzeni ciemne sylwetki wyłaniają się z jaskrawego tła, a wideoprojekcje przesuwają się po ścianach do dźwięków kojącej muzyki). Jest słodko, miękko, kolorowo. Klubowy klimat i senne nastroje przerywane są raz po raz spazmami."

Tak to wszystko prawda. Nikt sie na scenie ani nie zrzygał, ani nie zesrał, ani nie zbrzyndzlował. I nie puszczano płyty "the best of Canibal Corps".

I cieszę się że tak właśnie jest. Widocznie jestem mniej wybredny. I zaczynam powoli zazdrościć sobie z poniedziałku że on mógł ten spektakl obejrzeć, a ja dzisiejszy, tylko mizerny mecz Hiszpania-Portugalia;))).

ps Kolejny dowód by nie czytać recenzji teatralnych, a już zdecydowanie przed spektaklem.

krótkie info m.in. o recenzentce - http://www.bankier.pl/wiadomosci/print.html?article_id=1617827
cała recenzja - http://wyborcza.pl/1,75475,6435953,Miedzy_nami_wojna_jest.html

niedziela, 20 czerwca 2010

Aleksander Kaminski - Kamienie na szaniec

Zapuściłem tego booka w wersji audio. I ciężko się jeździło na roleczkach słuchając go. Tak ciężko, że dziś skończyłem we w miarę klasycznej postaci, tzn. elektronicznej, na kompie.
Wychowany w czasach komunizmu, na nucie patriotycznej literatury, będąc czujnym;))) bo skoro pozwalali drukować to "mieli w tym jakiś interes";) trudno mi brnąć przez takie pozycje. Pozostało mi się więc oczyścić się z tego uprzedzenia i z pogodzoną myślą, że to przecież również część naszej historii poznałem losy Rudego, Alka i Zośki.
Troszkę dla mnie to literatura motywacyjna. Oni tacy idealni. Wciąż pilnujący się by pracować nad swoim rozwojem, świadomi czym jest zaniedbanie w edukacji. No właśnie. Czemu tak trudno mi uwierzyć, że to prawda?.

Narodziny nadzieji - Born to Hope

Opowieść jak Arathorn, syn Aradora poznał Gilraenę. Jak zakochał się w niej, poślubił i narodził się Aragorn, ... nadzieja.
W porównaniu do poprzedniego filmu ten ociera się o profesjonalizm. Dużo lepsza gra aktorska. I montaż świetny i muzyka i ... obraz panoramiczny. I nawet jeśli to wciąż na poziomie "Herkulesa" lub "Xeny" to magia Tolkiena działa;)))

Polowanie na Golluma - The Hunt For Gollum (2009)


Na to "coś" natrafiłem zupełnie przypadkowo;). Aktorzy to lekka porażka, ale plenery czy podebrane z oryginału (chyba;) ) efekty są niczego sobie. To film fanowski, ale starano się podpiąć pod oficjalną trylogię stylizując czy to głosy czy postacie na te dobrze nam znane. Nawet orki wyglądają podobnie. Fabuła opowiada o tym jak Aragorn wyruszył na poszukiwanie Golluma. Jackson bardzo po macoszemu potraktował ten epizod czym dał szansę powstaniu tej nowelce. Trwa coś ponad pół godziny. Znalazłem już kolejny film - Narodziny nadzieji. Ale to już nie dziś;)))

http://www.megavideo.com/?v=DVJBUZFJ

sobota, 19 czerwca 2010

Nic śmiesznego (1995)


Ten film podobnie jak "Paragraf 22" jest takim klaunem. Bawi do rozpuku, samemu mając smutną minę. Sfrustrowany reżyser po czterdziestce, któremu życie nie za bardzo się udało, który marzy o miłości swego życia, o Małgorzacie. I chyba znajduje... Tu się jednak nic happy endem nie kończy. Jakoś wolę jednak widzieć w nim super komedię. Dla mnie to zdecydowanie najlepsza z wersji życia Adama Miałczyńskiego, które wyreżyserował Marek Korerski. Na mojej liście rankingowej pozycja obowiązkowa.

wtorek, 15 czerwca 2010

Haruki Murakami - Norwegian Wood


"Ciągle mając w głowie zamęt wróciłem samochodem do domu. Zasłoniłem okno, zgasiłem światło i poszedłem do łóżka. Zdawało mi się, że za chwilę wślizgnie się pod kołdrę M. Zamknąłem oczy i począłem ucisk jej miękkich piersi, usłyszałem szept, dłonie pamiętały kształt jej ciała. W ciemnościach powróciłem do jej małego świata. Czułem zapach łąki, usłyszałem szum nocnego deszczu. Pomyślałem o nagiej M w świetle księżyca i wyobraziłem sobie jak taka piękna i miękka owinięta żółtą peleryną... Ująłem swój sztywny członek i myśląc o M doprowadziłem się do wytrysku."

Radio na fali - The Boat That Rocked (2009)


Lubię filmy z taka muzyką. Niosą sporo pozytywnej energii. Takiego życia dodają. Pamiętam "Goodmorning Wietnam". Nic tylko zostać prezenterem radiowym. Hm... właściwie to dobra myśl;))). Ale tutaj jest inaczej. Kiedyś faktycznie istniały pirackie radiostacje umiejscowiane na jachtach. Na pewno jednak nie miało to nic wspólnego z tym co tu nam zaserwowano. Stado prezenterów, a tylko jeden, który naprawdę pasjonował się muzyką, słuchał jej i sie do audycji przygotowywał. Reszta miała w głowie tylko zarywanie panienek. Zresztą te tłumnie kutrami przypływały. Generalnie temat fajny, ale zepsuty doszczętnie. Oczywiście jak dla mnie;).

środa, 9 czerwca 2010

J.R.R. Tolkien - Władca pierścieni. Tom 2. Dwie wieże


Po tym jak mi film wszystko przerobił na swoją modłę klocki na powrót zaczynają się układać. Nie to żebym miał coś za złe Jacksonowi. Przecież to genialny film, godny książki, ale jednak detale pozmieniane.
Jak mam w zwyczaju - tutaj zero recenzji, jak bez obiektywizmu oceniać, zresztą... kilka luźnych myśli;)))

Proste wartości, które cechują autora, bezkompromisowe i nie podlegające dyskusji.
"Pojęcie dobra i zła nie zmienia się z dnia na dzień, nie jest też różne wśród elfów, krasnoludów czy ludzi. A umiejętność odróżniania dobra od zła zależy od nas samych - zarówno w Złotym Lesie, jak we własnym domu."

A to jakże aktualne, przerażająco prawdziwe "Wielu rozmiłowało się w Ciemności i czarnej magii; niektórzy zgnuśnieli, cenią sobie beztroskie życie, a inni walcząc między sobą tak się osłabili, że podbiły ich dzikie ludy." Czuje jakby to było też trochę o mnie;).

Oprócz pompatyczności i przygniatającego monumentalizmu jest też i mniejsce na ciepły humor
"- Obiecuję:smażona rybka z ziemniaczkami z kuchni mistrza Sama Gamgee. Ręczę, że dasz się skusić.
- Nie, nie damy sie skusić. Psuć dobrą rybę przypiekając sją na ogniu? Daj mi surową rybę, a wstrętne kartofle zatrzymaj dla sioebie!
- Och, jesteś niepoprawny - powiedział Sam. - Idź spać!"

Alicja w Krainie Czarów - Alice in Wonderland (2010)


Choć obejrzałem nie w 3D jakoś bez żalu się obeszło. Świadomość tak nie bolała. Avatara to sobie nawet nie jestem w stanie wyobrazić bez trójwymiaru. Do dzieł Burtona jestem przyzwyczajony. Mroczności tyle co zwykle czyli strrrasznie dużo (nawet Białą Królowa wybitnie mroczna - czarny makijaż rozwiewa złudzenia;) ). Jego miłość do Deppa na szczęście nie jest na tyle ślepa by obsadzić Johnnego w roli Alicji tylko Zwariowanego Kapelusznika (choć jak na tą postać to i tak mocno odbiegł od oryginału - jest go więcej niż królika czy kota).
Bardzo podobał mi sie tekst "podłożyć mi świnię" w tonie rozkazującym;))) i użycie słowa "oszukańcy";). Generalnie dubbing podłożony przez Figurę jest super. Dużo trudniej przebić sie przez parę Depp-Pazura;) co nie umniejsza umiejętności Cezarego. Mam spore zastrzeżenia (choć to może być ułomność mego słuchu) do niezrozumiałości sporej ilości dialogów. Szybkie o wymyślonym słownictwie. Sporo ucieka smaczków, bo "ktoś" sie postarał podczas tłumaczenia;).

I jeszcze jedno skojarzenie "Sweeney Todd: Demoniczny golibroda z Fleet Street". Trio aktorskie z tego filmu jakby żywcem przeniesione w drugi plan do "Alicji".

Aaa... Czy mi się podobało?;) Oczywiście;) Jestem względem zwariowanego Tima bardzo nieobiektywny;)))

sobota, 5 czerwca 2010

Miasto z morza (2009)


Pierwsze sceny z jadącą konnicą... miałem wrażenie, że przynajmniej jedna osoba przebrana za żołnierza to kobieta. Film o powstawaniu Gdyni i ujęcia końcowe ze współczesnym miastem niesamowite. Takie uczucie dumy, lokalny patriotyzm się rodzi. Sam film jednak strasznie słodki. Aż mdli. Niby na podstawie prozy (Fleszerowej-Muskat) więc fabuła narzucona, ale nawet gdzie powinno być trochę tragedii pozostaje tylko się domyślać. Np. zakochany młodzieniec wsiadający na statek do Ameryki kilka minut wcześniej widzi ukochaną i każe jej wybierać czy płynie z nim czy zostaje. Wchodzi na trap i widzi ją ... i rezygnuje. To się kupy nie trzyma. I nie ma za grosz emocji.

Polecam jedynie ... końcowe napisy.

Ciacho (2010)


Taka sobie komedia. Niektóre gagi mnie rozwaliły z zaskoczenia (naprawdę;))) ) a niektóre pomimo, że przewidywalne też były śmieszne. Generalnie do obejrzenia. Przy dobrym "klimacie" super ubaw.

niedziela, 30 maja 2010

Jacek Hugo-Bader - Biała gorączka

"- Telewizja to wróg numer jeden. I narkotyki, pepsi-cola, McDonaldy... I cała ta prozachodnia bezideowość, najgorsza wredność ludzkości, która cieknie z ekranów i nie daje rodzić potomstwa. Powiadają, że jak chcesz zniszczyć wroga wychowuj jego dzieci. I telewizja tak wychowuje, że celem życiowym są tylko pieniądze."

Takich fragmentów nie odpuszczam;))). To jakieś potwierdzenie, że jest tak myślących więcej. I o telewizji i systemie nauczania. Dlaczego tak niektórym zależy by żądzić edukacją... bo przecież tam wielkich pieniędzy nie ma.

"Z moich obserwacji wynika, że granicą życia jest czterdzieści stopni. Dziewczyny wtedy przestają spacerować pod rękę po ulicach, chłopaki nie stoją pod sklepem z piwem (...) Zamarzają amortyzatory, zawieszenie robi się sztywne jak w wozie drabiniastym, a wszystkie przewody elektryczne robią się kruche jak patyki. Lepiej ich nie dotykać. Najwięcej problemu jest z hamulcami.. pedały robią się twarde, nie wchodzą w podłogę bo płyn w przewodach przyjmuje konsystencję pasty do zębów. (...)"

Książka ta to reportaż. Miało być o wyprawie zimą z Moskwy do władywostoku. Wyobrażałem sobie, że będzie to relacja z podróży. Nic z tych rzeczy. Chociaż...

"Lubow Władimirowa Czegrina z wioski Ilinka jest strasznie gruba. Ma pięćdziesiąt sześć lat, ale wygląda na dwadzieścia więcej. Podwoże ją tylko dziesięć kilometrów do Niekrasowki, a jej zapach trzyma się w samochodzie jeszcze dwa dni."

I choć wyprawa ta to tylko pretekst by zebrać więcej wspomnień autora w całość i wydać jest naprawdę ekstremalnie. Nie ma tutaj miejsca na drogie hotele i wykwintne kolacje.

"(...) Emma nie przepuści żadnego śmietnika na czwartym peronie. I w ostatnim trafiamy na prawdziwy skarb. Całą wałówkę ktoś wyrzucił. Ciemny chleb, mielonka, ogórki, zielona cebula i prawie pełny litrowy słój kefiru.
- Bóg nas nakarmił - mówi Emma. - Wynagrodził bo od dwóch godzin jesteśmy w biegu, w pracy."


Bohaterami są malutcy. Ci najsłabsi na ziemi. Bezbronni. Często gwałceni. Wiele tu smutku. Są narkomani z Moskwy. Są Ewenkowie z Syberii. Są zgromadzenia sekciarskie. Alkoholicy. Są Mołdawskie kobiety (gdyby tylko na tym oprzeć swój światopogląd to pewnie bym został feministą, taki koszmar maja na codzień). Są bezdomni z Leningradu. Na koniec autor trafia do profesora fizyki, laureata Nagrody Nobla, szanowanego mieszkańca Moskwy, już prawie dziewięćdziesięcioletniego staruszka. Przejęty czyta mu fragmenty... jego ksiązki:))) a potem ...

"A potem co było najważniejsze w tych pięćdziesięciu latach? - Najbardziej zaskakującego, niezwykłego? - pytam. - Ona - pokazuje oczami żonę. - Miłość. Ale niech pan mi jeszcze coś przeczyta z tej książki."

ps Nie polecam tym co doceniają swoje życie. Poza ostatnimi nostalgicznymi wersami reszta to niestety bardzo dołująca treść. Nie chodzi mi o zamykanie oczu na ludzkie nieszczęście. Chcesz pomóc - mamy powódź. Jest duże pole do popisu. Ale jeśli ktoś narzeka, że mu źle. Koniecznie niech przeczyta.

Arthur Conan Doyle - Sherlock Holmes i pusty dom

Doskonała pozycja do mp trójki by pojeździć sobie na rolkach;).Luźniutkie i takie... oczywiste. Taki prawdziwy Sherlock Holmes, a nie ten filmowy;)))
Opisane są tutaj dalsze losy detektywa po potyczce z profesorem Moliartim. Tym razem zbrodnia jest tylko tłem bo to na naszego bohatera czycha morderca;). Czyta Wiktor Zborowski.

9 (2009)


Film animowany. Czy na pewno bajka dla najmłodszych? Wolałbym jej w tej kategorii nie umieszczać. Ale pewnie takie intencje były twórców bo fabuła to taki banał, że aż boli. Banał i mocne ugrzecznienie;))). Jednak obejrzałem do końca. Dlaczego? Bo animacja jest świetna. A pomysł na takie postacie kapitalny. Te zamki błyskawiczne i guziki na przodzie to spora moc. Polecać nie będę choć jak się trafi to choć chwilkę można się pogapić;)))

poniedziałek, 17 maja 2010

Karel Capek - Humoreski

Ciężko tutaj było o jakiś sensowny fragment;))) bez kontekstu niewiel można zrozumieć ale... taki (przed)smaczek...

"Kiedy wreszcie zaczynało to wszystko głupio wyglądać, powiada prezydent policji: „Mordiano, kiedy ten Marco chce koniecznie wisieć, dajmy mu to morderstwo, które w trzy dni po jego zamknięciu popełnione zostało w Arenelle, gdzie znaleziono zabitą babę. Przecież to kompromitacja! Tu mamy mordercę bez morderstwa i bez trupa, a tam mamy znowu takie piękne, niewątpliwe morderstwo bez sprawcy. Złóżcie to jakoś do kupy; kiedy Marco chce być koniecznie skazany, to mu będzie wszystko jedno za co, a my mu się odwdzięczymy, jeśli się przyzna do tej baby.”
Zaproponowali to Markowi i obiecali mu, że za to na pewno dostanie stryczek i będzie miał wreszcie spokój. Marco namyślał się przez chwilę, a potem oświadczył: „Nie, skoro już raz zgubiłem swą duszę morderstwem, nie chcę jej jeszcze obciążać takim śmiertelnym grzechem, jak kłamstwo, oszustwo i krzywoprzysięstwo. Taki to był, panowie, sprawiedliwy człowiek."


Zbiór zabawnych opowiadań z zabarwieniem kryminalnym. Niech to jednak nie zraża bo złodziej kaktusów to nie jest napakowany sterydami łysolec tylko... bo rekordzista w pchnięciu kulą... a o bezrobotnym wymyślaczu na potrzeby lokalnych gazet spraw sądowych... ambitnym do tego nie lada;))). Capek jest fantastycznym obserwatorem i psychologiem (amatorem). Kpi sobie do tego ze smakiem i swoistym urokiem. Miła lektura przy której można sie zrelaksować.

Trio z Belleville - Les Triplettes de Belleville (2003)


Jeden z najlepszych filmów animowanych. I nie dla dzieci;). O nie;) nie ma tutaj jakiś zbereźnych scen. Ale szybko się im znudzi. Mnie zafascynował. Nie mogłem wzroku oderwać od ekranu. Animacja to jakiś odjazd. Mało estetyczna, ale to nadaje tylko klimat. Muzyka świetna, klimat jazzowy, i śmiesznie zabawny;))). Mało dialogów. Ale to nie wada. Trzeba sie mocniej skupić i tyle;). Babcia wychowuje wnuczka. Stara się go uszczęśliwić. Próbuje zrozumieć. Odkrywa zafascynowanie do roweru. I tak rozpoczyna się ich wspólna relacja. Podsumowanie jednym słowem? Ambitny.

Tragedia Makbeta - The Tragedy of Macbeth (1971)


Obejrzałem "Tytus Andronikus" i mnie zatkało. Tym razem sięgnąłem po Makbeta bez świadomości, że reżyserem jest Polański. Po prostu chciałem obejrzeć kolejną sztukę Szekspira. Mam zaległości;))) Szalone zaległości:))) I znów mnie zatkało. Zrealizowany w klasyczny sposób (nie tak jak "Tytus Andronikus") ale świetnie. Mam jeszcze gdzieś sławetne przedstawienia Zafirelliego, które były w TVP Kultura. Jak się do nich dokopię to na pewno obejrzę. Tradycyjnie recenzji sensu scripto nie ma. Nie godzien żem nawet pochwał o tym pisać;) Ale obejrzeć, koniecznie, koniecznie;).

Baśń o ludziach stąd

Dla mnie osobiście film o znamionach kultowego na miarę "Rejsu". Chyba siódmy raz go obejrzałem, tak siódmy na pewno. Może lepiej. Ale tym razem było najlepiej;))) Dla niektórych może być np. drugie podejście tym "najlepszym";). Nie ma reguły.

W III Rzeczpospolitej powstało trochę fajnych komedii. Ale tylko fajnych. Ta jest dla mnie wybitna, najlepsza, i długo długo nic.

środa, 5 maja 2010

J.R.R. Tolkien - Władca Pierścieni tom1 "Drużyna Pierścienia"


Ponieważ nabyłem eleganckie wydanie tego dzieła kuszącym stało się ponowne przeczytanie. I sprawiło mi to dużo przyjemności. A może i pewnego rodzaju rozkosz;))) bo nie jedna strona nadaje się do delektacji.

"Ty zaś dajesz mi go z własnej woli! Na miejscu Mrocznego Władcy chcesz postawić Królową. A ja nie byłabym mroczna, tylko piękna i straszna niczym poranek i noc! Piękna jak morze. Słońce i śnieg na górskim szczycie. Straszliwa jak burza i błyskawica! Twardsza niż opoka ziemi. Wszyscy by mnie kochali, kochali i cierpieli!"

To nowsze tłumaczenie. Legendarnej Marii Skibniewskiej było bardziej podstarzałym językiem pisane. Zresztą fragment (w jej transkrypcji), który jak dla mnie jest czymś co czyni tą księgę ponadczasową. Choć jest ładnych wersów tutaj wiele, ale próżno by we współczesnej literaturze szukać takich wartości i tak poukładanych mądrości napisanych tak pięknie i odważnie.

"- Ależ to straszne! - wykrzyknął Frodo. - O wiele gorsze niż wszystko, co mogłem sobie wyobrazić słuchając twoich poprzednich napomknień i przestróg. Ach, Gandalfie, najlepszy mój przyjacielu, powiedz, co robić? Teraz bowiem naprawdę jestem przerażony. Co robić? Jaka szkoda, że Bilbo nie zadźgał tej poczwary, skoro miał po temu okazję!
- Szkoda? Przecież to litość wstrzymała wówczas jego rękę. Litość i miłosierdzie przypomniały mu, że bez doraźnej konieczności nie wolno dobywać miecza. Bilbo został za to hojnie wynagrodzony. Bądź pewien, Frodo, że jeśli Bilbo doznał tak niewielkiej stosunkowo szkody od złych sił i zdołał się w końcu uwolnić, zawdzięcza to właśnie temu, że tak, a nie inaczej poczynał sobie w pierwszej godzinie jako nowy właściciel Pierścienia: miłosiernie.
- Wybacz - powiedział Frodo. - Ale jestem w strachu, a zresztą nie odczuwam wcale litości dla Golluma.
- Nie widziałeś go - odparł Gandalf.
- Nie widziałem i widzieć nie chcę - rzekł Frodo. - Nie rozumiem cię, Gandalfie. Czy znaczy to, że wraz z elfami darowałeś życie Gollumowi, który popełnił tyle okropnych zbrodni? Teraz przecież nie jest on lepszy od orka i stał się po prostu naszym wrogiem. Zasługuje na śmierć.
- Zasługuje. Z pewnością zasługuje. Wielu spośród żyjących zasługuje na śmierć. A niejeden z tych, którzy umierają, zasługuje na życie. Czy możesz ich nim obdarzyć? Nie bądź więc tak pochopny w ferowaniu wyroków śmierci. Nawet bowiem najmądrzejszy z Mędrców nie wszystko wie."


Co tu więcej pisać, komentować czy recenzować. To jest niesamowita książka. Jedyna i niepowtarzalna.

Zresztą bardzo potrzebowałem ponownego zapoznania się z tą książką. Film tak rewelacyjny, że bardzo mocno mi pomieszał treść. A minęły wieki całe jak pierwszy raz "Władcę" czytałęm.

poniedziałek, 3 maja 2010

Szeregowiec Ryan - Saving Private Ryan (1998)


Nie tylko książki potrafią przeleżeć kilkanaście lat na półce czekając na przeczytanie. To unikat dla mnie wśród filmów. Przez pierwszą godzinę na przestrzeni 10 lat przebrnąłem już kilka razy;). Tym razem "udało" mi się dobrnąć do końca. To świetny film. Same mega Hollywoodu w nim maczały palce. Mega reżyser Spielberg, mega aktor Hanks, mega kompozytor Williams, mega zdjęciowiec Kamiński. I wszystko jest tutaj super tylko pewnie coś ze mną nie tak. Wciąż nie obejrzałem Pearl Harbor, Helikopter w ogniu, nie kręcił mnie specjalnie Pluton (pomimo legendarnej obsady) zupełnie nie zrobił na mnie wrażenia, ponoć doskonały, Bat32 z G. Hackmanem. Tu mógłbym wymieniać i wymieniać. O filmach o wojnie w Iraku nawet nie wspominam. I tak jest z Ryanem. Ani rozrywka, ani dramat, ani historyczny. Bez wrażeń. I pewnie zamiast w końcu zapoznać się z serią "Kompania braci" wybiorę odcinek Czterech pancernych.

ps Ale żeby nie było. "Czas Apokalipsy" to coś co pewnie za jakiś czas znów sobie włączę po raz czwarty?, piąty?. Ale to już zupełnie inna historia;).

Małe dzieci - Little Children (2006)


Jak na komedię romantyczną nie kończy się klasycznym happy-endem, więc zakwalifikuję ten film do melodramatów. Każdy z bohaterów walczy o coś więcej w życiu. Każdy ma jakieś niespełnienia lub egoistyczne ciągoty. Wyraźnie to widać u pary uwikłanej w romans. I choć tym co zainicjowało tą relację są małe dzieci to jednak za te tytułowe uznałbym dwoje kochanków. No ale było to skazane z założenia na porażkę. Po prostu życie weryfikuje wszystkie pragnienia i możliwości ich realizacji. Niestety. Wspomnę że w rolach kobiecych wystąpiły Kate Winslet i Jennifer Connelly. Sam film mogę śmiało polecić na wieczorny odpoczynek przed telewizorem.

ps Romans to tylko jeden z wątków, jednak zdecydowanie dominujący.

piątek, 30 kwietnia 2010

Opowieści z Ziemiomorza - Record of the Gedo War - Tales from Earthsea (2006)


Gdy zobaczyłem tytuł bez mrugnięcia okiem podjąłem decyzję - zaraz obejrzę;). To adaptacja filmowa piątej części sagi. Teraz wiem, że jednak mogłem najpierw przeczytać czwartą to duzo więcej bym wiedział o "pewnej małej" dziewczynce. Konwencja anime zrobiła specyficzny urok. Ursula LeGuin jednak mi pozostała w głowie. Jej styl pisania, ciepło charakterystyczne dla jej fantasy. Tam gdzie twórcy filmu za bardzo odchodzili w stronę japońskiego charakteru kreskówki sam sobie w głowie prostowałem myśląc "to nie jej, to zaraz minie" lub "niestety chyba inaczej nie potrafią". To "niestety" nie jest aż tak tragiczne;) ba, jestem już w trakcie szukania następnej bajki w tym stylu;))).
Podsumowując - lekkie i dość banalne, ale po przeczytaniu kilku książek autorki można obejrzeć by w ekspresowym tempie zapoznać się z fabułą kolejnej (a to spory plus przy tego typu literaturze;) ).

ps minus to ten smok jakiś taki dalekowschodni, no wiem to bajka japońska, ale ja go sobie jednak wyobrażałem zupełnie inaczej, poważniej;)))

czwartek, 29 kwietnia 2010

Andrzej Pilipiuk - Zagadka Kuby Rozpruwacza


"Dopił mętnego bimbru z musztardówki, zagryzł pasztetem z Burka sąsiadów i wyszedł przed chatę, gdzie wgramolił się na sanki i strzepnąwszy lejcami pomknął w ciemność."

"– Aaaaaa! Aaaa, aaaa, aaaaaaaaaaa, a aaaa aaaaaaaaa aaaaaaaaaaaaaa, aaaa! – dobiegło go gdzieś z za zakrętu.
– Uf – odetchnął z ulgą i ruszył spiesznie.
Cały ten teatr okazał się bardzo skomplikowanym miejscem, ale teraz nareszcie znalazł coś znajomego. Jakaś baba najwyraźniej została opętana! A zatem był na tropie upiora.
Drzwi garderoby były uchylone. Egzorcysta naszykował srebrny sztylet i zajrzał ciekawie do środka. Przeczucie go nie myliło. Pośrodku pomieszczenia stała wysoka, niebrzydka kobitka. Wyła w szale, aż na policzkach wystąpiły jej rumieńce. Już miał pospieszyć na ratunek gdy spostrzegł, że haniebnie się spóźnił. Wewnątrz garderoby uwijał się już jakiś niewysoki człowieczek. Dreptał wokół opętanej, wtykając jej tu i ówdzie strusie pióra.
Partacz – pomyślał Jakub.
A potem aż przysiadł z wrażenia. Człowieczek pomachał przed kobietą piórem i ta z miejsca przestała się wydzierać. Jej twarz odzyskała normalny wyraz. Podeszła do lustra i okręciła się.
– Dziękuję, panie Ignacy – powiedziała zupełnie spokojnym tonem.
Nie była nawet zachrypnięta, mimo że przed chwilą wyła z mocą co najmniej 80 decybeli!!!
– Niemożliwe – szepnął.
Odprawił w życiu sporo egzorcyzmów. Miał do czynienia z różnymi rodzajami opętania. Ale nigdy nie widział żeby skutki zapętlenia przez obce siły cofnęły się tak błyskawicznie i bez śladu. Tajemniczy Ignacy był fachowcem najwyższej klasy. Specjalistą... Kurde. Jakub przyznał z zawiścią, że ten gość jest lepszy nawet od niego! Jakim cudem nigdy o nim nie słyszał?"

"Stuknęli się nad stołem. Robot wychylił szklankę po czym opadł na fotel. Jakub od niechcenia pokręcił gałką potencjometru. Z terminatora strzeliły błękitne iskry, skóra nadpaliła się w kilku miejscach. Czerwony blask oczu zgasł.
Gospodarz wyłączył prąd. Wyciągnął robota z fotela i wyniósł go za dom. Tam rzucił koło sporego mrowiska. Do rana został sam metalowy szkielet. Egzorcysta wypolerował go popiołem i piaskiem a potem ustawił na polu jako stracha na wróble. Po kilku latach terminator zardzewiał, więc sprzedał go na złom. Wnukowi Jakub nic nie powiedział, że kiedyś będzie przywódcą ludzkości. Niech ma chłopak niespodziankę."


Nie ma tu specjalnie co recenzować;) Na pewno jest to jeden z lepszych zbiorów opowiadań o Jakubie.

poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Lemony Snicket - Seria niefortunnych zdarzeń (tom1 - Przykry początek)

Pan Poe przychodzi na plaże by przekazać rodzeństwu złe wieści. Tak się to zaczyna. A ta część kończy się ucieczką Hrabiego Olafa po nieudanym podstępie zamiany spektaklu teatralnego w prawdziwą ceremonię ślubną.

"W tym miejscu uważam za swój obowiązek przerwać opowieść i ostrzec was po raz ostatni. Jak już wspomniałem na samym początku, książka, którą w tej chwili trzymacie w ręku, nie kończy się dobrze. W tej chwili może wam się zdawać, że Hrabia Olaf pójdzie do więzienia, a trójka młodych Baudelaire'ów żyć będzie długo i szczęśliwie u Sędzi Strauss, ale nic z tego. Kto woli nie znać prawdy, niech w tej chwili zamknie książkę i nie czyta nieszczęśliwego zakończenia, które zaraz nastąpi. W ten sposób ten ktoś będzie mógł do końca życia wierzyć, że sieroty Baudelaire odniosły zwycięstwo nad Hrabią Olałem i resztę życia spędziły w domu i bibliotece pani Sędzi Strauss, chociaż ciąg dalszy tej historii jest zupełnie inny. Bo oto, gdy cała sala zaśmiewała się z pisków Słoneczka, pryszczaty ważniak podkradł się do konsolety sterującej oświetleniem teatru."

Jedyna uwaga, to taka, że film jest kapitalny. Po jego obejrzeniu nie ma przyjemności czytania. Wierne odtworzenie akcji a i sam Hrabia Olaf, którego zagrał Jim Carrey jest żywcem wyciągnięty z powieści. Nie potrafiłbym sobie teraz wyobrazić innego;). Wiem jednak że w serii jest więcej przygód niż zawarto w książce dlatego postaram się dorwać do pozostałych. Jestem fanem takich opowieści przecież;)))

Teatr.TV - J.Janczarski "Hurtownia" (1995)

O tym spektaklu wspominam raczej z kronikarskiego obowiązku;). Raczej bo nie podążyły za jej obejrzeniem żadne emocje. Nic. Nie jest to bynajmniej głupi spektakl. Postacie twórców naszego biznesu w latach dziewięćdziesiątych pokazane są tutaj idealnie. Zyski, procenty, inwestycje. Nawet wigilia w firmie. A naprzeciw hydraulik. który wrócił z saksów. Bez pieniędzy, w trakcie rozwodu, ale szczęśliwy, zakochany. Wrócił do smutnego kraju, w którym kasa jest celem i marzeniem większości populacji.

Smutne. Mogłem nie oglądać. Nie teraz gdy sam mam pewne problemiki;) Mogłem nie wyłączać filmu pt "Defendor". Ale to była już tak irytująca bzdura o superbohaterze, że nawet nie dostanie osobnego wpisu na blogu;)))

niedziela, 25 kwietnia 2010

Fletch (1985)


Chevy Chase obok Louisa de Funèsa jest moim ulubionym komikiem. Jego stoicki spokój i ignorancja jest dla mnie wzorem;))). Dawno nie oglądałem tego filmu więc trochę pozapominałem z fabuły. Znów rozbawił mnie do łez.
Główny bohater jest dziennikarzem i prowadzi śledztwo w sprawie dostarczania narkotyków na plażę. Co tam fabuła. Trzeba obejrzeć i tyle;)

Mikołajek - Le Petit Nicolas (2009)


Jak sobie sam czytałem ubawiłem się przednio. I wtedy gdy miałem audiobooki gdzie czytała Irena Kwiatkowska czy Stuhrowie też się śmiałem, aż głupio było słuchać wśród ludzi (pamiętam, że zrobiłem wtedy sobie wycieczkę nad morze;) ). A teraz film. Dwa razy zdążyłem już go obejrzeć w tym tygodniu. Uwielbiam taki humor;). A postacie chłopaków to mistrzostwo świata.
Swoją drogą ten epizod z telewizorem bardzo mocno przeinaczyli by skrócić do kilkunastu sekund. Ale to nieważne;))).

Templariusze. Miłość i krew - Arn - Tempelriddaren (2007)


Wielka epicka opowieść stłoczona w jeden film. Wyprawy krzyżowe, realia średniowiecznej skandynawii, miłość aż po grób. Nie gustuję w takim kinie, więc i ten obraz mnie nie pochłonął. Ale uczucie dwojga dyktatem rozerwane na dziesięciolecia to kanwa cierpienia. I gdy już kara mija, gdy się ponownie łączą mają prawie po czterdzieści lat. I życie zaczynają na nowo. Na chwilę;(

niedziela, 18 kwietnia 2010

Naomi Klein - No Logo

"Każdy z nas z pewnością widział już gdzieś to osobliwe połączenie ogromnego wyboru konsumenckiego z nowymi, orwellowskimi restrykcjami, dotyczącymi produkcji kulturalnej i przestrzeni publicznej. Widzą je mieszkańcy małego miasteczka, kiedy na ich oczach pustoszeje tętniące dotąd życiem śródmieście, ponieważ gigantyczne tanie supermarkety z 70 000 artykułów na półkach przeciągają środek ciężkości na peryferie, tworząc to, co James Howard Kunstler nazywa „geografią pustki”. Widzimy je, kiedy z szykownej dotąd głównej ulicy znika kolejna nasza ulubiona kafejka, sklep z gwoździami, niezależna księgarnia czy wypożyczalnia ambitnych filmów wideo, a na ich miejsce wciska się któraś ze standardowych sieci: Starbucks, Home Depot, Gap, Chapters, Borders, Blockbuster. Widzimy je w wielkim supermarkecie, kiedy świadomy korporacyjnej definicji „wartości rodzinnych”, menedżer zdejmuje z półki kolejne „nieprawomyślne” czasopismo. Widzimy je w sypialni czternastoletniej projektantki stron internetowych, której Viacom albo EMI zamknął właśnie fanstronę, nieporuszony bynajmniej dziecięcą próbą stworzenia własnego małego ogniska kultury z zapożyczonych urywków ometkowanych piosenek i zdjęć."

Jako hasło reklamowe dla tej książki mogłoby być "Gdy przeczytasz tą książkę zakupy w markecie już nigdy nie będą dla Ciebie tym samym". No tak ale kogo by to zachęciło.
Najpierw to co na minus lub jako zarzut. Zbyt rozwlekle długa. Wiele powtórzeń. Ideologia socjalistyczna z rewolucyjnym zacięciem. Słownictwo typu "aktywiści" czy wyzysk społeczny. My to juz przerabialiśmy. Zresztą "zachód" na pewno też.
Pozytywy. Książka wojująca. Stany jako Eldorado to mit. To co wydaje się dla nas czymś co powstało u nas jako odpowiedź na nasze warunki i stan prawny okazuję się bzdurą. Np. samozatrudnienie w wielkich firmach tam to standard.
A teraz konkretnie o czym jest ta książka. O korporacjach, globalizacji, o marce i jej logo. Korporacje to właściwie tylko prezesi i Rady Nadzorcze. Nawet sekretarki się wynajmuje z agencji. Po co samemu zatrudniać. Globalizacja ułatwia sprzedawanie na całym świecie tego samego produktu. Produktu napisałem? Właściwie to czegoś z logiem. Bo to ma wartość... Potocznie adidasy, czy konkretnie najki, lalki czy barbie? Czy tankujemy benzynę czy na stacji Shella? Czy jemy hamburgery czy w McDonaldzie?

"Do „efektu billboardu” chętnie odwołują się producenci, których głównym źródłem dochodów nadal pozostaje sprzedaż w miejscach obsługujących wiele różnych marek równocześnie: w domach towarowych, kinach Cineplex, sklepach płytowych HMV salonach obuwniczych Foot Locker, i tak dalej. Nawet nie pretendując do przejęcia kontroli nad całą siecią dystrybucji, ometkowane superstores pełnią funkcję czegoś w rodzaju duchowej ojczyzny danej marki, łatwo rozpoznawalnej i tak świetnej, iż gdzie by markowy produkt nie zawędrował, poniesie ze sobą tę świetność, jak aureolę. Zupełnie jakby marka została wyposażona w mechanizm samonaprowadzający: stoiska sprzedające gadżety Virgin w kinach Virgin nie są stoiskami sprzedającymi gadżety w kinach, lecz mini-megastores Virgin, satelitami czegoś znacznie głębszego i ważniejszego niż to, co rzuca się w oczy. Zaś konsumenci, którzy wejdą do najbliższego Foot Locker i ujrzą parę najków bezceremonialnie postawioną obok reeboków, fili czy adidasów, przy odrobinie szczęścia przypomną sobie zmysłowy przesyt, którego doznali podczas pielgrzymki do Nike Town. Jak pisze Michael Wolf, w markowym handlu detalicznym idzie o to, by „zakodować w tobie przeżyte doświadczenie tak, jak ręka gospodyni sypiąca co dzień ziarno zakodowuje pozytywne odczucia w małych gąskach”. "

Dobrze jest się zapoznać z tą książką, choćby powierzchownie przelecieć po treści. To spora wiedza o tym co się dzieje na świecie. W mediach np. dostaniemy tylko informację o zamieszkach antyglobalistów. A tymczasem na całym świecie w tamtej dokładnie chwili odbyło się kilkadziesiąt akcji tzw RTS czyli uwalnianie ulic i nie wszędzie znaleźli się prowokatorzy lub kibole.

Teatr TV - Ryszard Bugajski "Niuz" (2002)

Impresja na temat jak sie robi w Polsce telewizję, jak podaje wiadomości. Etyka dziennikarska by żyć ze sobą w zgodzie czy karmić głodne sensacji tłumy by mieć oglądalność. W skrócie tyle. Ale zagadnienie ma też inne podłoże. Jak bardzo osoby medialne odpowiadają za swoich bliskich, za ich zachowania. Tutaj córka ministra zostaje aresztowana przy okazji obławy na gangsterów. Okazuje się kochanką jednego z nich. Taśma ze zdarzeniem trafia do stacji telewizyjnej. Czy wolno to upublicznić? Czy jest jakiś dowód, że jej ojciec ma z bandytami powiązania. Czy nie jest to zwykłe wyciąganie brudów?
Drugim wątkiem spektaklu jest młoda dziewczyna "protegowana" przychodząca z zamiarem pracy w telewizji. Obserwuje i podejmuje decyzję czy na prawdę tego chce.
W roli głównej Artur Żmijewski.
Moja ocena? Nie rzucił mnie spektakl na kolana, ale dużo to lepsze od standardowych seriali, którymi raczą nas stacje tv te z misją, i te jej doszczętnie pozbawione. I lepsze to też od większości megahitów z 45 minutami reklam pomiędzy.

Teatr TV - Halina Kwiatkowska, Ewa Otwinowska "Ogłoszenie matrymonialne" (1990)

Choć jest to sztuka współczesna to mam wrażenie, że wzorów należy szukać w Szekspirze, Molierze czy naszym Fredrze. Nie jestem znawcą teatru więc nie wskażę dokładnie źródła. Ale jest to zdecydowanie coś z komedii mieszczańskiej.

Fabuły nie zdradzę bo polecam ten spektakl, choćby dla samej roli Wojciecha Pokory, który tutaj gra wybitnie "ciepło".

Teatr TV - F Durrenmatt "Jesienny Wieczór" (1992)

"Wizyta starszej pani" jak juz na tym blogu pisałem to jedna z moich najulubieńszych sztuk;). I z pewnymi nadziejami włączyłem tą, ze zbyt dużymi jednak. Lekkie rozczarowanie po obejrzeniu. Spektakl nie jest zły. O co to nie;). Ma postać dialogu pisarza kryminałów z detektywem, byłym księgowym. Wiele ze zdarzeń, które maja miejsce jest łatwe do wcześniejszego przewidzenia co pozbawia trochę atrakcyjności. A może ułatwiają to sami aktorzy (Mariusz Benoit i Piotr Fronczewski) sposobem kreacji postaci. Nieważne.
Reasumując. Przyjemny spektakl, ale bez specjalnych wrażeń.

Teatr TV - Cezary Harasimowicz "Tajny współpracownik" (2008)

Spektakl z serii Scena Faktu. Historia chłopaka zwerbowanego przez SB tuż po wojnie. Jeszcze jako nieletni zaaresztowany i odpowiednio przerobiony przez fachowców bezpieki zaczyna współpracować, coraz gorliwiej. Wyzbywa się wszelkich wartości otrzymanych w domu. Zdradza brata, przyjaciół. Sumienie staje się tak elastyczne, że dostosowuje je do każdej sytuacji. Nie ma oporów. Początkowo chodzi tylko by matka wyszła z więzienia. Wychodzi. Ale on nie przerywa współpracy. Już wierzy w to co robi, w ideologię.
Nie potępię tej postaci. Chciał dobrze. Był młody, niedoświadczony, naiwny.

Teatr TV - Zofia Kossak-Szczucka "Gość oczekiwany" (1994)

"Akcja koncentruje się wokół odwiedzin, jakie zapowiedział tytułowy gość - Jezus. Jego przybycia oczekują równie niecierpliwie wiejski biedak i bogaty młynarz. Obok dwóch głównych bohaterów pojawiają się interesowny społecznik, szukający sensacji dziennikarz, obłudna dewotka, bezpardonowo walczący o wyborców polityk i wiele innych postaci, uosabiających doskonale znane dorosłym, a nieobce też dzieciom postawy i zachowania. Opowieść o "Gościu oczekiwanym" jest zarazem przypowieścią o wierze, nadziei i pokorze, ale także o pysze, zachłanności, głupocie. O karze i o nagrodzie, nawet dla grzesznika, jeśli zrozumie własne błędy i poprosi o przebaczenie.".

A wszystko pokazane w iście teatralny sposób. Dobre lśni dobrej i jest łatwe do przewidzenia. Złe ocieka złem i pozbawione jest złudzenia, że może stać się inne. Bardzo dobry spektakl. Nie ma tutaj tematów kontrowersyjnych. Umoralnia. Szkoda, że coraz mniej tego typu powstaje realizacji. Ludzie by nie błądzili może tak bardzo zastanawiając się czy czynią dobrze czy nie.

Nabrałem apetytu na następne spektakle w ten weekend;)))

Nienasycony - Town Creek (2009)

Reżyserem tego filmu jest ceniony przeze mnie Joel Schumacher. To on popełnił i dwa kinowe "Batmany", i "Linię życia" i "Klienta" czy "Czas zabijania" (oba na na podstawie prozy Johna Grishana). To on nakręcił świetny "Numer 23". W końcu to jego jest moja najulubieńsza wersja (taką tylko znam;) ) "Upiora w operze". I tutaj też zaczyna się artystycznie. Czarno-biały obraz z cieniem sepii. Ale potem coś mnie zaczęło nudzić. Po przewijałem dalej i lekko zniecierpliwiony zobaczyłem, że to jakiś horror z potworami. Już mnie tego typu filmy nie kręcą. Wyłączyłem.

Po prostu miłość - Last Chance Harvey (2008)


Dustin Hoffman i Emma Thompson. Komedia romantyczna. Bez wyrazu. Szablon klasyczny z happy endem;). Bez polotu, bez pomysłu. Taki samograj. Ale nie polecam. Widziałem wiele lepszych, wiele dużo lepszych.

Raj dla par - Couples Retreat (2009)


Zabawna komedia. Mocno naiwna, ale specjalnie to nie boli. Miałem dobry nastrój więc i fajnie mi się to oglądało. Jean Reno specjalnie tu nie błysnął, roli też wielkiej nie miał. Za to epizod z instruktorem yogi to rewelacja. Tutaj można było płakać ze śmiechu. Kurort w którym się dzieje akcja jest faktycznie rajski;))).
Wada filmu - końcowe lądowanie spokojnie z 15 minut za długie.

Przypadek 39 - Case 39 (2009)


Thriller z Renée Zellweger. A poprawniej jeśli napiszę, że horror. Nic wielkiego, choć bardzo subtelnie skonstruowane napięcie. Bardzo dobra gra "małej diablicy" tzn. dziewczynki ją odtwarzającej;))).

czwartek, 15 kwietnia 2010

Witold Gombrowicz - Pornografia

Uwielbienie młodości ponad wszystko.
W tym utworze Gombrowicz pokazał prawdziwie rozwinięte swe oblicze jako obserwatora emocji. To nie jego fantazje. Te gry odbywają się codziennie, Czasem brak nam odwagi by o coś poprosić, komuś odmówić, z kimś porozmawiać. Czasem chcemy sprowokować jakieś zdarzenie. Ciało wszystko to zdradza;). Zresztą co będę się wymądrzał;). To najlepsze co do tej pory czytałem autora.

"Ona, odłożywszy bluzkę, położyła rękę na stole i ta ręka leżała jawnie, nienagannie, pod każdym względem przyzwoita, pensjonarska zresztą, własność mamy i papy — ale jednocześnie była to ręka obnażona i zupełnie goła, goła nagością nie ręki, lecz kolana dobywającego się spod sukienki... i właściwie bosa... i tą ręką po pensjonarsku wyuzdaną ona go drażniła, drażniła w sposób „głupio młody" (trudno inaczej to nazwać) ale zarazem brutalny. A brutalności towarzyszył śpiew niski, cudowny, który lśnił gdzieś w nich, czy naokoło nich. Karol czyścił latarnię. Ona siedziała. Fryderyk układał gałki z chleba.
(...)
— Chodźmy spać — ziewnął. I szepnął: — Chodźmy spać.
Nie, to było nie do zniesienia! Nic, nic! Nic, tylko moja, żerująca na nich pornografia! I wściekłość moja na ich bezdenną głupotę — ten szczeniak głupi jak but, ta geś-idiotka! — bo tylko głupotą można było wytłumaczyć, że nic, nic, nic!... Ach, gdyby mieli o parę lat więcej! Ale Karol siedział w swoim kącie, ze swoją latarnią, ze swymi chłopakowatymi rękami i nogami — i nic nie miał do roboty, oprócz latarni, skupiony na niej, zakręcający śrubki — i cóż, że kąt był upragniony, drogocenny, że tam kryło się najwyższe szczęście tam, w tym Bogu niedorozwiniętym!... on śrubki zakręcał. A Henia, przy stole drzemiąca, z rękami znudzonymi... Nic! Jak to być mogło? A Fryderyk, Fryderyk, co wiedział o tym Fryderyk, gaszący papierosa, bawiący się gałkami chleba? Fryderyk, Fryderyk, Fryderyk! Fryderyk, siedzący tutaj, umieszczony przy tym stole, w tym domu, na tych polach nocnych i w tym kłębowisku pasji! Ze swoją twarzą, która była jedną wielką prowokacją, ponieważ nade wszystko wystrzegała się prowokacji. Fryderyk!"

Sen Kasandry - Cassandra's Dream (2007)

Chyba mało znam Woody Allena i to raczej z jego zdecydowanie komediowego okresu. Kolejny doskonały film. Żadna komedia. Dość bezwartościowe zycie dwojga braci pchane do przodu marzeniami, miłostkami i uzależnieniami dostaje kopa gdy ceną za luksus zdjęcia problemów jest zabójstwo. To co wydawało się proste takim nie jest. Dalej jest tylko gorzej. Dość kameralna realizacja, charakterystyczna dla tego reżysera. Dialogi i emocje. Polecam.

Intrygant - The Informant! (2009)

Trochę filmów Stevena Soderbergha już obejrzałem a ten w moich oczach cofa go solidnie wstecz aż do czasów "Seks, kłamstwa i kasety wideo" czyli coś koło 20 lat. Nie jest to krytyka. Raczej ocena klimatu filmu i sposobu realizacji. Daleko tutaj szukać np rozmachu akcji i aktorstwa jak np. w Ocean Eleven. Jest też coś z korporacyjnej aferalności jak w "Erin Brockovich" z Julią Roberts. Ok. Starczy. Tutaj właściwie ważny jest główny bohater. Zaplątany w kłamstwach. Chorobliwie kłamiący. Gdy wypowiada "wyznam prawdę" czy "teraz będę szczery" czy cos podobnego ... dalej kłamie. A co jest wartościa tego filmu? Oszukiwani wierzą i maja nadzieję, że tym razem mówi prawdę. Kolejna szansa. Jedna po drugiej. Druga po trzeciej... Naiwne. Ale tak jest w życiu przecież. Czyż sami nie dajemy kolejnych szans innym, czyż nie żyjemy dniem gdy sami nie będziemy musieli już kłamać?

sobota, 10 kwietnia 2010

Wszechwiedzący - The Answer Man (2009)

Komedia romantyczna. Lubię. Choć widziałem wiele lepszych;)

Sherlock Holmes (2009)


Po sporej ilości recenzji od umiarkowanych po negatywne trudno mi było pozytywnie spojrzeć na ten film. A gdy znalazłem recenzję profesjonalnego krytyna z treścią "Holmes jako zapijaczony Irlandczyk" czułem złość co zrobili z jednym z moich ulubionych bohaterów. Na szczęście krytyn okazał się kretynem w pełnej okazałości bo nawet jeśli to prawda to funkcjonuje na filmie jako detal bez znaczenia. A sam film? Natychmiastowe skojarzenie to "Piramida strachu" gdzie młody Sherlock rozwiązuję zagadkę tajnego bractwa. Konsekwencją tego jest i obrzęd i świątynia w kształcie piramidy. To tak na szybko z pamięci. Tym razem muszę się śpieszyć z recenzją bo jutro pewnie mi wszystko uleci z tego filmu. Był jeden subtelny żart, ale już mi wyfrunął. Ok. Do rzeczy. Zero wrażeń. Zero emocji. biedna fabuła. Gdy otwarta zostaje książka mająca być siłą Blackwooda widzimy "wybitnie" wyszukane ilustracje okultystyczne. Jakby zabrakło wyobraźni. No a te wybuchy w fabryce. I ledwie jeden odłamek w ciele Watsona. Czy nie ma to realizmu zbliżonego do "2012" gdzie po półtoragodzinnym kursie pilotażu wśród pyłów i walącego się gruzu trzeba przelecieć przez rozwalający się szyb widny;))) żartowałem:). Guy Ritchi to stały mieszkaniec bohemy więc dostał coś dzięki czemu mógłby w końcu odnieść sukces. Dziwne, bo dla mnie to był on gwarantem, że zrobi badziewie. Ale jak widać Sherlock Holmes to znana marka więc i takie coś pod jego szyldem daje się dobrze sprzedać. I przypomina mi się jeszcze "Rewolwer i melonik". Lubiłem jako serial. Wersja filmowa jeszcze gorsza niż ten tutaj.
Jednym zdaniem - obejrzałem, i co z tego.

Vicky Cristina Barcelona (2008)


Ledwo co oglądałem "Miłość i śmierć" W. Allena i to pobudziło mój apetyt na kolejne jego filmy. A tu na bilbordach zobaczyłem "najśmieszniejsza komedia Woody Allena". Normalnie bym pomyślał "skoro tak piszą to pewnie jakaś cienizna bo co nowszy jego film to NAJ". Tym jednak razem tego samego dnia miałem go w odtwarzaczu. Ani razu mnie nie rozbawił, ale to wcale nie znaczy że się zawiodłem;))). Specjalnie to nie liczyłem na komedię bo filmy typu "Bierz forsę i w nogi" niestety to przeszłość. No ale muzyka, klimat, Barcelona... relacja zakręcona, miłość na granicy niedostępnej w przeciętności. A wszystko prostymi środkami, na skróty, otwartym tekstem. Pewnie ten film to żadne arcydzieło, ale mi się podobał. Penélope Cruz pokazała burzę emocji. Pokazała coś co czasem wyczuwam w relacji ...
Już mam "Sen Kasandry";)))

jeśli streszczenie potrzebne to tutaj;)))
http://www.filmweb.pl/f405077/Vicky+Cristina+Barcelona,2008

wtorek, 6 kwietnia 2010

Tytus Andronikus - Titus (1999)


wow;))) ale moc;) a miało być coś co snu.