niedziela, 25 kwietnia 2010

Templariusze. Miłość i krew - Arn - Tempelriddaren (2007)


Wielka epicka opowieść stłoczona w jeden film. Wyprawy krzyżowe, realia średniowiecznej skandynawii, miłość aż po grób. Nie gustuję w takim kinie, więc i ten obraz mnie nie pochłonął. Ale uczucie dwojga dyktatem rozerwane na dziesięciolecia to kanwa cierpienia. I gdy już kara mija, gdy się ponownie łączą mają prawie po czterdzieści lat. I życie zaczynają na nowo. Na chwilę;(

niedziela, 18 kwietnia 2010

Naomi Klein - No Logo

"Każdy z nas z pewnością widział już gdzieś to osobliwe połączenie ogromnego wyboru konsumenckiego z nowymi, orwellowskimi restrykcjami, dotyczącymi produkcji kulturalnej i przestrzeni publicznej. Widzą je mieszkańcy małego miasteczka, kiedy na ich oczach pustoszeje tętniące dotąd życiem śródmieście, ponieważ gigantyczne tanie supermarkety z 70 000 artykułów na półkach przeciągają środek ciężkości na peryferie, tworząc to, co James Howard Kunstler nazywa „geografią pustki”. Widzimy je, kiedy z szykownej dotąd głównej ulicy znika kolejna nasza ulubiona kafejka, sklep z gwoździami, niezależna księgarnia czy wypożyczalnia ambitnych filmów wideo, a na ich miejsce wciska się któraś ze standardowych sieci: Starbucks, Home Depot, Gap, Chapters, Borders, Blockbuster. Widzimy je w wielkim supermarkecie, kiedy świadomy korporacyjnej definicji „wartości rodzinnych”, menedżer zdejmuje z półki kolejne „nieprawomyślne” czasopismo. Widzimy je w sypialni czternastoletniej projektantki stron internetowych, której Viacom albo EMI zamknął właśnie fanstronę, nieporuszony bynajmniej dziecięcą próbą stworzenia własnego małego ogniska kultury z zapożyczonych urywków ometkowanych piosenek i zdjęć."

Jako hasło reklamowe dla tej książki mogłoby być "Gdy przeczytasz tą książkę zakupy w markecie już nigdy nie będą dla Ciebie tym samym". No tak ale kogo by to zachęciło.
Najpierw to co na minus lub jako zarzut. Zbyt rozwlekle długa. Wiele powtórzeń. Ideologia socjalistyczna z rewolucyjnym zacięciem. Słownictwo typu "aktywiści" czy wyzysk społeczny. My to juz przerabialiśmy. Zresztą "zachód" na pewno też.
Pozytywy. Książka wojująca. Stany jako Eldorado to mit. To co wydaje się dla nas czymś co powstało u nas jako odpowiedź na nasze warunki i stan prawny okazuję się bzdurą. Np. samozatrudnienie w wielkich firmach tam to standard.
A teraz konkretnie o czym jest ta książka. O korporacjach, globalizacji, o marce i jej logo. Korporacje to właściwie tylko prezesi i Rady Nadzorcze. Nawet sekretarki się wynajmuje z agencji. Po co samemu zatrudniać. Globalizacja ułatwia sprzedawanie na całym świecie tego samego produktu. Produktu napisałem? Właściwie to czegoś z logiem. Bo to ma wartość... Potocznie adidasy, czy konkretnie najki, lalki czy barbie? Czy tankujemy benzynę czy na stacji Shella? Czy jemy hamburgery czy w McDonaldzie?

"Do „efektu billboardu” chętnie odwołują się producenci, których głównym źródłem dochodów nadal pozostaje sprzedaż w miejscach obsługujących wiele różnych marek równocześnie: w domach towarowych, kinach Cineplex, sklepach płytowych HMV salonach obuwniczych Foot Locker, i tak dalej. Nawet nie pretendując do przejęcia kontroli nad całą siecią dystrybucji, ometkowane superstores pełnią funkcję czegoś w rodzaju duchowej ojczyzny danej marki, łatwo rozpoznawalnej i tak świetnej, iż gdzie by markowy produkt nie zawędrował, poniesie ze sobą tę świetność, jak aureolę. Zupełnie jakby marka została wyposażona w mechanizm samonaprowadzający: stoiska sprzedające gadżety Virgin w kinach Virgin nie są stoiskami sprzedającymi gadżety w kinach, lecz mini-megastores Virgin, satelitami czegoś znacznie głębszego i ważniejszego niż to, co rzuca się w oczy. Zaś konsumenci, którzy wejdą do najbliższego Foot Locker i ujrzą parę najków bezceremonialnie postawioną obok reeboków, fili czy adidasów, przy odrobinie szczęścia przypomną sobie zmysłowy przesyt, którego doznali podczas pielgrzymki do Nike Town. Jak pisze Michael Wolf, w markowym handlu detalicznym idzie o to, by „zakodować w tobie przeżyte doświadczenie tak, jak ręka gospodyni sypiąca co dzień ziarno zakodowuje pozytywne odczucia w małych gąskach”. "

Dobrze jest się zapoznać z tą książką, choćby powierzchownie przelecieć po treści. To spora wiedza o tym co się dzieje na świecie. W mediach np. dostaniemy tylko informację o zamieszkach antyglobalistów. A tymczasem na całym świecie w tamtej dokładnie chwili odbyło się kilkadziesiąt akcji tzw RTS czyli uwalnianie ulic i nie wszędzie znaleźli się prowokatorzy lub kibole.

Teatr TV - Ryszard Bugajski "Niuz" (2002)

Impresja na temat jak sie robi w Polsce telewizję, jak podaje wiadomości. Etyka dziennikarska by żyć ze sobą w zgodzie czy karmić głodne sensacji tłumy by mieć oglądalność. W skrócie tyle. Ale zagadnienie ma też inne podłoże. Jak bardzo osoby medialne odpowiadają za swoich bliskich, za ich zachowania. Tutaj córka ministra zostaje aresztowana przy okazji obławy na gangsterów. Okazuje się kochanką jednego z nich. Taśma ze zdarzeniem trafia do stacji telewizyjnej. Czy wolno to upublicznić? Czy jest jakiś dowód, że jej ojciec ma z bandytami powiązania. Czy nie jest to zwykłe wyciąganie brudów?
Drugim wątkiem spektaklu jest młoda dziewczyna "protegowana" przychodząca z zamiarem pracy w telewizji. Obserwuje i podejmuje decyzję czy na prawdę tego chce.
W roli głównej Artur Żmijewski.
Moja ocena? Nie rzucił mnie spektakl na kolana, ale dużo to lepsze od standardowych seriali, którymi raczą nas stacje tv te z misją, i te jej doszczętnie pozbawione. I lepsze to też od większości megahitów z 45 minutami reklam pomiędzy.

Teatr TV - Halina Kwiatkowska, Ewa Otwinowska "Ogłoszenie matrymonialne" (1990)

Choć jest to sztuka współczesna to mam wrażenie, że wzorów należy szukać w Szekspirze, Molierze czy naszym Fredrze. Nie jestem znawcą teatru więc nie wskażę dokładnie źródła. Ale jest to zdecydowanie coś z komedii mieszczańskiej.

Fabuły nie zdradzę bo polecam ten spektakl, choćby dla samej roli Wojciecha Pokory, który tutaj gra wybitnie "ciepło".

Teatr TV - F Durrenmatt "Jesienny Wieczór" (1992)

"Wizyta starszej pani" jak juz na tym blogu pisałem to jedna z moich najulubieńszych sztuk;). I z pewnymi nadziejami włączyłem tą, ze zbyt dużymi jednak. Lekkie rozczarowanie po obejrzeniu. Spektakl nie jest zły. O co to nie;). Ma postać dialogu pisarza kryminałów z detektywem, byłym księgowym. Wiele ze zdarzeń, które maja miejsce jest łatwe do wcześniejszego przewidzenia co pozbawia trochę atrakcyjności. A może ułatwiają to sami aktorzy (Mariusz Benoit i Piotr Fronczewski) sposobem kreacji postaci. Nieważne.
Reasumując. Przyjemny spektakl, ale bez specjalnych wrażeń.

Teatr TV - Cezary Harasimowicz "Tajny współpracownik" (2008)

Spektakl z serii Scena Faktu. Historia chłopaka zwerbowanego przez SB tuż po wojnie. Jeszcze jako nieletni zaaresztowany i odpowiednio przerobiony przez fachowców bezpieki zaczyna współpracować, coraz gorliwiej. Wyzbywa się wszelkich wartości otrzymanych w domu. Zdradza brata, przyjaciół. Sumienie staje się tak elastyczne, że dostosowuje je do każdej sytuacji. Nie ma oporów. Początkowo chodzi tylko by matka wyszła z więzienia. Wychodzi. Ale on nie przerywa współpracy. Już wierzy w to co robi, w ideologię.
Nie potępię tej postaci. Chciał dobrze. Był młody, niedoświadczony, naiwny.

Teatr TV - Zofia Kossak-Szczucka "Gość oczekiwany" (1994)

"Akcja koncentruje się wokół odwiedzin, jakie zapowiedział tytułowy gość - Jezus. Jego przybycia oczekują równie niecierpliwie wiejski biedak i bogaty młynarz. Obok dwóch głównych bohaterów pojawiają się interesowny społecznik, szukający sensacji dziennikarz, obłudna dewotka, bezpardonowo walczący o wyborców polityk i wiele innych postaci, uosabiających doskonale znane dorosłym, a nieobce też dzieciom postawy i zachowania. Opowieść o "Gościu oczekiwanym" jest zarazem przypowieścią o wierze, nadziei i pokorze, ale także o pysze, zachłanności, głupocie. O karze i o nagrodzie, nawet dla grzesznika, jeśli zrozumie własne błędy i poprosi o przebaczenie.".

A wszystko pokazane w iście teatralny sposób. Dobre lśni dobrej i jest łatwe do przewidzenia. Złe ocieka złem i pozbawione jest złudzenia, że może stać się inne. Bardzo dobry spektakl. Nie ma tutaj tematów kontrowersyjnych. Umoralnia. Szkoda, że coraz mniej tego typu powstaje realizacji. Ludzie by nie błądzili może tak bardzo zastanawiając się czy czynią dobrze czy nie.

Nabrałem apetytu na następne spektakle w ten weekend;)))

Nienasycony - Town Creek (2009)

Reżyserem tego filmu jest ceniony przeze mnie Joel Schumacher. To on popełnił i dwa kinowe "Batmany", i "Linię życia" i "Klienta" czy "Czas zabijania" (oba na na podstawie prozy Johna Grishana). To on nakręcił świetny "Numer 23". W końcu to jego jest moja najulubieńsza wersja (taką tylko znam;) ) "Upiora w operze". I tutaj też zaczyna się artystycznie. Czarno-biały obraz z cieniem sepii. Ale potem coś mnie zaczęło nudzić. Po przewijałem dalej i lekko zniecierpliwiony zobaczyłem, że to jakiś horror z potworami. Już mnie tego typu filmy nie kręcą. Wyłączyłem.

Po prostu miłość - Last Chance Harvey (2008)


Dustin Hoffman i Emma Thompson. Komedia romantyczna. Bez wyrazu. Szablon klasyczny z happy endem;). Bez polotu, bez pomysłu. Taki samograj. Ale nie polecam. Widziałem wiele lepszych, wiele dużo lepszych.

Raj dla par - Couples Retreat (2009)


Zabawna komedia. Mocno naiwna, ale specjalnie to nie boli. Miałem dobry nastrój więc i fajnie mi się to oglądało. Jean Reno specjalnie tu nie błysnął, roli też wielkiej nie miał. Za to epizod z instruktorem yogi to rewelacja. Tutaj można było płakać ze śmiechu. Kurort w którym się dzieje akcja jest faktycznie rajski;))).
Wada filmu - końcowe lądowanie spokojnie z 15 minut za długie.

Przypadek 39 - Case 39 (2009)


Thriller z Renée Zellweger. A poprawniej jeśli napiszę, że horror. Nic wielkiego, choć bardzo subtelnie skonstruowane napięcie. Bardzo dobra gra "małej diablicy" tzn. dziewczynki ją odtwarzającej;))).

czwartek, 15 kwietnia 2010

Witold Gombrowicz - Pornografia

Uwielbienie młodości ponad wszystko.
W tym utworze Gombrowicz pokazał prawdziwie rozwinięte swe oblicze jako obserwatora emocji. To nie jego fantazje. Te gry odbywają się codziennie, Czasem brak nam odwagi by o coś poprosić, komuś odmówić, z kimś porozmawiać. Czasem chcemy sprowokować jakieś zdarzenie. Ciało wszystko to zdradza;). Zresztą co będę się wymądrzał;). To najlepsze co do tej pory czytałem autora.

"Ona, odłożywszy bluzkę, położyła rękę na stole i ta ręka leżała jawnie, nienagannie, pod każdym względem przyzwoita, pensjonarska zresztą, własność mamy i papy — ale jednocześnie była to ręka obnażona i zupełnie goła, goła nagością nie ręki, lecz kolana dobywającego się spod sukienki... i właściwie bosa... i tą ręką po pensjonarsku wyuzdaną ona go drażniła, drażniła w sposób „głupio młody" (trudno inaczej to nazwać) ale zarazem brutalny. A brutalności towarzyszył śpiew niski, cudowny, który lśnił gdzieś w nich, czy naokoło nich. Karol czyścił latarnię. Ona siedziała. Fryderyk układał gałki z chleba.
(...)
— Chodźmy spać — ziewnął. I szepnął: — Chodźmy spać.
Nie, to było nie do zniesienia! Nic, nic! Nic, tylko moja, żerująca na nich pornografia! I wściekłość moja na ich bezdenną głupotę — ten szczeniak głupi jak but, ta geś-idiotka! — bo tylko głupotą można było wytłumaczyć, że nic, nic, nic!... Ach, gdyby mieli o parę lat więcej! Ale Karol siedział w swoim kącie, ze swoją latarnią, ze swymi chłopakowatymi rękami i nogami — i nic nie miał do roboty, oprócz latarni, skupiony na niej, zakręcający śrubki — i cóż, że kąt był upragniony, drogocenny, że tam kryło się najwyższe szczęście tam, w tym Bogu niedorozwiniętym!... on śrubki zakręcał. A Henia, przy stole drzemiąca, z rękami znudzonymi... Nic! Jak to być mogło? A Fryderyk, Fryderyk, co wiedział o tym Fryderyk, gaszący papierosa, bawiący się gałkami chleba? Fryderyk, Fryderyk, Fryderyk! Fryderyk, siedzący tutaj, umieszczony przy tym stole, w tym domu, na tych polach nocnych i w tym kłębowisku pasji! Ze swoją twarzą, która była jedną wielką prowokacją, ponieważ nade wszystko wystrzegała się prowokacji. Fryderyk!"

Sen Kasandry - Cassandra's Dream (2007)

Chyba mało znam Woody Allena i to raczej z jego zdecydowanie komediowego okresu. Kolejny doskonały film. Żadna komedia. Dość bezwartościowe zycie dwojga braci pchane do przodu marzeniami, miłostkami i uzależnieniami dostaje kopa gdy ceną za luksus zdjęcia problemów jest zabójstwo. To co wydawało się proste takim nie jest. Dalej jest tylko gorzej. Dość kameralna realizacja, charakterystyczna dla tego reżysera. Dialogi i emocje. Polecam.

Intrygant - The Informant! (2009)

Trochę filmów Stevena Soderbergha już obejrzałem a ten w moich oczach cofa go solidnie wstecz aż do czasów "Seks, kłamstwa i kasety wideo" czyli coś koło 20 lat. Nie jest to krytyka. Raczej ocena klimatu filmu i sposobu realizacji. Daleko tutaj szukać np rozmachu akcji i aktorstwa jak np. w Ocean Eleven. Jest też coś z korporacyjnej aferalności jak w "Erin Brockovich" z Julią Roberts. Ok. Starczy. Tutaj właściwie ważny jest główny bohater. Zaplątany w kłamstwach. Chorobliwie kłamiący. Gdy wypowiada "wyznam prawdę" czy "teraz będę szczery" czy cos podobnego ... dalej kłamie. A co jest wartościa tego filmu? Oszukiwani wierzą i maja nadzieję, że tym razem mówi prawdę. Kolejna szansa. Jedna po drugiej. Druga po trzeciej... Naiwne. Ale tak jest w życiu przecież. Czyż sami nie dajemy kolejnych szans innym, czyż nie żyjemy dniem gdy sami nie będziemy musieli już kłamać?

sobota, 10 kwietnia 2010

Wszechwiedzący - The Answer Man (2009)

Komedia romantyczna. Lubię. Choć widziałem wiele lepszych;)

Sherlock Holmes (2009)


Po sporej ilości recenzji od umiarkowanych po negatywne trudno mi było pozytywnie spojrzeć na ten film. A gdy znalazłem recenzję profesjonalnego krytyna z treścią "Holmes jako zapijaczony Irlandczyk" czułem złość co zrobili z jednym z moich ulubionych bohaterów. Na szczęście krytyn okazał się kretynem w pełnej okazałości bo nawet jeśli to prawda to funkcjonuje na filmie jako detal bez znaczenia. A sam film? Natychmiastowe skojarzenie to "Piramida strachu" gdzie młody Sherlock rozwiązuję zagadkę tajnego bractwa. Konsekwencją tego jest i obrzęd i świątynia w kształcie piramidy. To tak na szybko z pamięci. Tym razem muszę się śpieszyć z recenzją bo jutro pewnie mi wszystko uleci z tego filmu. Był jeden subtelny żart, ale już mi wyfrunął. Ok. Do rzeczy. Zero wrażeń. Zero emocji. biedna fabuła. Gdy otwarta zostaje książka mająca być siłą Blackwooda widzimy "wybitnie" wyszukane ilustracje okultystyczne. Jakby zabrakło wyobraźni. No a te wybuchy w fabryce. I ledwie jeden odłamek w ciele Watsona. Czy nie ma to realizmu zbliżonego do "2012" gdzie po półtoragodzinnym kursie pilotażu wśród pyłów i walącego się gruzu trzeba przelecieć przez rozwalający się szyb widny;))) żartowałem:). Guy Ritchi to stały mieszkaniec bohemy więc dostał coś dzięki czemu mógłby w końcu odnieść sukces. Dziwne, bo dla mnie to był on gwarantem, że zrobi badziewie. Ale jak widać Sherlock Holmes to znana marka więc i takie coś pod jego szyldem daje się dobrze sprzedać. I przypomina mi się jeszcze "Rewolwer i melonik". Lubiłem jako serial. Wersja filmowa jeszcze gorsza niż ten tutaj.
Jednym zdaniem - obejrzałem, i co z tego.

Vicky Cristina Barcelona (2008)


Ledwo co oglądałem "Miłość i śmierć" W. Allena i to pobudziło mój apetyt na kolejne jego filmy. A tu na bilbordach zobaczyłem "najśmieszniejsza komedia Woody Allena". Normalnie bym pomyślał "skoro tak piszą to pewnie jakaś cienizna bo co nowszy jego film to NAJ". Tym jednak razem tego samego dnia miałem go w odtwarzaczu. Ani razu mnie nie rozbawił, ale to wcale nie znaczy że się zawiodłem;))). Specjalnie to nie liczyłem na komedię bo filmy typu "Bierz forsę i w nogi" niestety to przeszłość. No ale muzyka, klimat, Barcelona... relacja zakręcona, miłość na granicy niedostępnej w przeciętności. A wszystko prostymi środkami, na skróty, otwartym tekstem. Pewnie ten film to żadne arcydzieło, ale mi się podobał. Penélope Cruz pokazała burzę emocji. Pokazała coś co czasem wyczuwam w relacji ...
Już mam "Sen Kasandry";)))

jeśli streszczenie potrzebne to tutaj;)))
http://www.filmweb.pl/f405077/Vicky+Cristina+Barcelona,2008

wtorek, 6 kwietnia 2010

Tytus Andronikus - Titus (1999)


wow;))) ale moc;) a miało być coś co snu.

poniedziałek, 5 kwietnia 2010

paczka filmowa i teatralna....

święta, a mnie grypa jakaś dopadła i zamiast ... nawet książki do ręki ... więc gapię się ;(((

Wolna chata - House Broken (2009)
Lubię Dannego DeVito i tylko dlatego włączyłem ten film. Ale nie aż tak. Nie polecam.

Armored (2009)
Tu gra Jean Reno. Liczyłem na dobrą sensację. Niestety dialogi jak i rozgrywanie akcji naiwne i przewidywalne. Nie jest ze mną aż tak źle bym coś takiego musiał oglądać. 10 minut to było aż nadto by wiedzieć co się będzie dalej działo. Odradzam.

Teatr TV - H.Ibsen "Hedda Gabler" (1974)
Nie będę tutaj klepał recenzji typu "Dramat ten do doskonałe studium ludzkich relacji i podążających za nimi emocji...". Ibsen jest jednym z ważniejszych dramatopisarzy i nie zasłużył sobie na to miano ciekawym nazwiskiem. Główna bohaterka to osoba totalnie pogubiona. To z jej ust jak pamiętam pada "Miłość, cóż za okrutne słowo.". A gdy zwierza się otwartym tekstem, że pragnie mieć nad kimś władzę przyjmuję to jako choć dość nielogiczne zachowanie to jednak szczere.
Wnioski końcowe - brak celu jest bardzo destrukcyjny dla człowieka.

Miłość Larsa - Lars and the Real Girl (2007)
Główny bohater Lars ma problem z bliskością względem innych, nawet dotyk sprawia mu ból. Ale poza tym "felerem" normalnie funkcjonuje w społeczności. Pracuje, chodzi do kościoła. Jeden z kolegów z biura pokazuje mu stronkę (ta strona istnieje naprawdę sic;))) ) gdzie można zamówić wymarzoną silikonową seks-lalkę. Zamawia sobie taką i przedstawia ją jako własną narzeczoną, rozmawia z nią, chodzi na spacery, kolacje. To szok dla rodziny, szok dla całej społeczności małego miasteczka w którym mieszka. Autorzy filmu eliminując tłum, ograniczając ilość dzieci dokonali zabiegu gdzie mieszkańcy zdali egzamin z braterstwa i tolerancji. Ciekawy film. Bardzo ciepły. tak ciepły, że polecam ... gorąco;)))

ps Tutaj jest tylko silikonowa lala, ale co się stanie gdy powszedne będą roboty typu Geminoid-F, zaprojektowany na wzór japońskiej modelki, pełen siłowników umożliwiających poruszanie się;)

Potega Smaku (1995)
Ponad dwugodzinny film dokumentalny o Zbigniewie Herbercie. To już któryś tego typu dokument o nim. Są wypowiedzi jego siostry, historyków literatury i literatów. Nie ma wywiadów z nim czy jego żoną lub kochanką;). Powstał więc materiał rzeczowy, o poecie i wieszczu, a nie o Zbyszku. Jednak wydaje mi się, że nie ma tutaj charakteru, który jest w naturze Herberta. O konflikcie z Miłoszem trzeba było wspomnieć, ale jako puentę podano, że się wzajemnie szanowali. O wyborczej również, ale i tutaj zaznaczono, że on był po prostu bardziej surowy. A gdy trzeba było dla przyzwoitości jakiś literatów na usługach reżimu wymienić to poleciał Andrzejewski i Broniewski. Tylko.
Autorom filmu zabrakło tej odwagi, którą posiadał ten kogo uznali za bohatera. Zabrakło im tej niezależności. On pisał nie patrząc czy mu to wydrukują. Oni kręcili mając na uwadze by przeszło w telewizji. To nie krytyka. Jedynie spostrzeżenie. Przecież dzięki temu mogłem to obejrzeć;)))

Zaklęci w czasie - The Time Traveler's Wife (2009)
Kolejna wariacja na temat podróżowania w czasie. Różnice polegają tylko w zasadach co wolno a czego nie i w jaki sposób sie to odbywa. Mnie ten obraz zmęczył i oglądałem go jednym okiem, w między czasie podsypiając;))) Jeśli już to polecam "Efekt motyla".

Enen (2009)
Borys Szyc jako lekarz psychiatra odkrywa w szpitalu pacjenta z amnezja, który nie ma nawet karty z historią choroby. Przenosi go do włąsnego mieszkania by poddać go terapii. oprócz tego prowadzi śledztwo by odkryć prawdę. Odkrywa. Przerażającą. Może jeszcze zdąży z ratunkiem... Kameralny thriller. Dobry film, ale nie miałem nastroju by "się wkręcić".

Zero (2009)
No i fajnie. O tym filmie mozna napisać albo, że to dno, albo że jest super. Ja zaryzykuję to drugie. Czemu zaryzykuję? Nie wiem jak wiele w tym sztuczności i zapożyczeń, a ile własnej inwencji twórcy. Wszystko jest kwestią ustalenia jak ten film oglądać;)
Właściwie to taki "berek" dobrze znany z amerykańskich początków filmów, gdzie kamera podąża za jedną postacią potem za następna i tak płynnie zmienia obiekty zainteresowań. Kończą się napisy początkowe i wszystko się uspokaja. ;))) Tam tak. Tutaj nie. Tutaj jest cały czas ktoś na planie. Starsza pani w autobusie wracająca od syna. Ktoś jej ustępuje miejsca. Potem ten ktoś robi zakupy za 6,50, a potem taksówkarz kupuje oranżadę i dalej już jedziemy z nim. I tak jak w życie "świat jest mały" i gdzieś sie losy krzyżują bohaterów. Ale to wciąż za mało by uznać ten film za jakiś super;))) Owszem cały czas coś się dzieje, cały czas szukam klucza by to ogarnąć. Przypomniałem sobie etiudy z "Kocham kino". I tak, po obejrzeniu całości można powydzielać tutaj osobne króciutkie, niezależne filmiki. Tutaj autor je poprzeplatał i spiął klamrą by nabrały spójności.
Więc jednak super;))) W końcu pierwszy raz oglądam tak skonstruowany film (albo nie pamietam wcześniejszych).

Amerykańska dziewica - American Virgin (2009)
Coś w stylu którejkolwiek części American Pie. Ameryka. Studenci. Akademiki. Imprezy. Seks. Ładna główna bohaterka, ale film na przewijaczu puściłem. Szkoda czasu.

Rec 2 (2009)
Horror hiszpański. Pierwszą część obejrzałem i podobała mi się pomysłowość przy niewielkim zaangażowaniu finansowym. Tym razem nic lepiej, tylko bardziej naiwnie. Ponieważ dawno nie obejrzałem żadnego filmu grozy dotrwałem do końca;))) ale żeby się bać czy jakieś wrażenia. Nie przewiduje bym zapoznał się z trzecia częścią;)

Miłość i śmierć - Love and Death (1975)
"- Modlisz się za Iwana?
- Tak. Twojego męża. Kochałam go jak zapewne wiesz.
- Chciałabym abyś miała coś po nim.
- Jesteś taka łaskawa.
- Zatrzymam szablę oraz złoty zegarek. A tu, daję ci jego wąsy.
- Będę je miłować.
- A także, resztki sznurków. Iwan nie wyrzucał sznurów.
- Wiem. To jeden z powodów dla których go kochałam.
- Rozumiem cię. Ja też kochałam go za te sznurki.
- Masz jeszcze coś dla mnie?
- Pomyślałam, że powinnyśmy podzielić się jego listami. Wolisz samogłoski czy spółgłoski?
- Wolę samogłoski. Zatrzymaj spółgłoski."


Dialog niczym z Monty Pythona. A najbardziej zdumiało mnie, że tego filmu Woody Alena nigdy wcześniej nie obejrzałem. To ten typ komedii, który kocham najbardziej;))) Fajnie, że jeszcze coś się przede mną takiego ukrywa;) A teraz nabrałem apetytu na jeszcze jakiś jego film.

Uczeń czarnoksiężnika - Krabat (2008)
Kiedyś chyba Czesi zrobili ekranizację tej powieść Otfrieda Preusslera z 1971 roku. Tym razem Niemcy. Tragedii nie ma. To naprawdę dobry film fantasy. Mogę jedynie polecić.

Teatr TV - Kay Mellor "Namiętna kobieta" (2009)
Pychotka;))). Owacja na stojąco i jeszcze prosiłbym autorkę na scenę.
Jak bardzo to prawdziwe, namacalne, nawet duch. Brawo!!!

i tak mi minęły dziwnie święta, zupełnie nieświątecznie;( choć wrażenia...

poniedziałek, 29 marca 2010

Rewers (2009)


To naprawdę zbieg okoliczności, że jedna czarna komedia po drugiej. Fakt ten skojarzyłem dopiero jak się stało;))) Generalnie na takich filmach się nie śmieję. Co najwyżej uśmiecham. I tyle. Jandę bardzo lubię. Gra naturalnie, gdy tego wymaga rola, lub bardzo charakterystycznie gdy postać musi być stworzona ("Wizyta starszej pani"). Agata Buzek obsypana nagrodami za swą grę właściwie się obroniła. Nadal pozostanę z twierdzeniem, że tata może dużo i dlatego nie będę darzył jej specjalnym szacunkiem. Cudów nie ma, a niektórzy mogą chodzić na skróty oficjalnie. Ale to tyle w tym temacie. Nie jest też ona specjalną pięknością więc ... to dobra dla niej rola. Postać staruszki wg mnie jednak nie wyszła, ale to nie jej bezpośrednia wina. Brak zmarszczek na twarzy to jednak pójście na łatwiznę przez charakteryzatorów. To kuśtykanie z pochyleniem, a potem taniec? No właśnie, jak się wyprostowała to zupełnie stało się to nienaturalne, i jeszcze takie dynamiczne zatrzaśnięcie drzwi taksówki od wewnątrz. Detale. Ale zadecydowały. Czepiam się;)))
Sam film generalnie fajny. Motyw konwencji czarno-białej podobnie jak na "Białej wstążce" dodał ważności dla tego dzieła. Ale tutaj szczęśliwie opowieść jest zamknięta, co wg mnie daje sens jego powstania. A gdy dodamy gagi ze świata ówczesnego komunizmu, te poemaciki donosicielskie, kwiaty entuzjastycznie wręczane gościom z trybuny, drobne uwagi dla poety. O tak;) To są te prawdziwe smaczki, którymi można zahaczyć temat "rozliczeń";))) A film staje się całkiem przyzwoity.

Ladykillers, czyli zabójczy kwintet - The Ladykillers (2004)


Czarna komedia braci Coehn z główną rolą T. Hanksa. Kolejny z dobrze mi znanych filmów które oglądam dla przyjemności. Dla tego niepowtarzalnego klimatu specyficznej czarnej komedii, dla tej finezji słownej, która została wprowadzona w postać głównego bohatera, maestra zbrodni.
Perfekcyjny plan napadu na kasyno. Udział w nim bierze zestaw komicznych postaci, choć z zachowaną powagą. Napad się co prawda udaje ale co dalej... Kto nie widział ten powinien;))) Dodam tylko, że to bardzo subtelne "Ocean Eleven". Kameralne. Tylko krok i można to zagrać na scenie teatru;)

Zorza polarna - Northern Lights (2009)

Ekranizacja prozy Nory Roberts. Klasyczny romans kryminalny. Miejsce wydarzeń Alaska. Do miasteczka przyjeżdża młody szeryf. Zakochuje się. Odnajdują ciało zamordowanego piętnaście lat temu ojca jego wybranki. Rozpoczyna się śledztwo.
Nic specjalnego. Taki Hallmark.

Uwaga kobiety - Ah! La Libido (2009)

Cztery dziennikarki piszące dla kobiecego magazynu postanawiają skorzystać z usług żigolaków. To taki pomysł by trochę urozmaicić szarą codzienność, nabyć nowych wrażeń. Generalnie nie licząc śmiesznych zakończeń co niektórych "przygód" film dość nudny. To oczywiście moje zdanie;).

Argov Sherry - Dlaczego mężczyźni kochają zołzy

"Wiedząc, jak żałosnych porad sercowych udzielają popularne kolorowe magazyny, łatwo zrozumieć, dlaczego kobiety tak ochoczo nadskakują swoim partnerom: „Pożartuj, a potem ugotuj mu obiad z czterech dań... upiecz walentynkowe ciasteczka z egzotyczna
posypka sprowadzana z Malezji (wzorem Marthy Stewart). Nie zapomnij o eleganckich serwetkach i ekologicznych truskawkach, po które warto się wybrać na drugi koniec miasta (dobre dwie godziny drogi). Potem ugość go tym wszystkim na drugiej randce,
wystrojona w czarna koronkowa koszulkę nocna". I na co jest to recepta? Na katastrofę."


To książka dla kobiet. Zdecydowanie dla nich napisana zresztą w formie poradnika. Więc dlaczego ja po nią sięgnąłem?;))) Lekki sposób pisania mnie zaciekawił, a potem sporo zabawy miałem gdy przyszło dopasowywać sytuacje i zachowania. Ale wszystko z pewnym przymrużeniem oka. O autorce wiem tyle co na końcu książki jest w podziękowaniach:). Nie nazwałbym jej feministką pomimo porad w stylu "wrzuć swoją czerwoną koszulkę i całą jego białą bieliznę do prania razem. Żaden samiec hetero nie będzie nosił różowych majtek więc pierwszy będzie krzyczał Tylko nie waż się prać moich rzeczy". Gdy czytam takie rady natychmiast kojarzy mi się film "Przypadkowy mąż";))). W książce przeplatają się non stop relacje damsko męskie i nie pada chyba ani razu słowo miłość. Owszem, jest bardzo prawdziwy zresztą w treści, indeks jak rozpoznać gdy partner jest w zakochany. No ale oto tutaj chodzi. Podczas gdy oznaki zakochania, a co za tym idzie utraty kontroli u kobiety określane są mianem słabości.

ale jest jeszcze mała perełka

"... ale nie wysilaj się jeszcze bardziej, żeby zadowolić swojego mężczyznę.
Zamiast tego staraj się coraz bardziej zadowolić siebie... bo tak naprawdę to jest właśnie to, co go szczerze zadowoli."


ciekawe??? ;)))

sobota, 27 marca 2010

Saga "Zmierzch": Księżyc w nowiu - The Twilight Saga: New Moon (2009)


Nawet się ucieszyłem jak zobaczyłem dostępność tego filmu. Pomyślałem sobie "czas na megahit";))). Nie to, że jakiś entuzjazm, wszak pierwsza część specjalnie mnie nie urzekła. Ale chciałem mieć wpis tego filmu na swoim blogu;))) No właśnie, tylko jak zrecenzować go skoro trzy podejścia i po kilku minutach zasypiałem. I tak dobrnąłem do ok 20 minuty gdzie główna bohaterka usłyszała od swego kochanego wampirka słowo "żegnaj". Pewnie on ją strasznie kocha i to jest forma poświęcenia. Tak myślę, bo pewnie sam się tego tak szybko nie dowiem;))) Jak będę chciał obejrzeć jakiś film to włączę inny. Na tym prawdopodobnie znów usnę.

Henryk Pająk - Zabijałem, żeby żyć

"- Czy przeskok do cywila, do wielkiego miasta, był wielkim przeżyciem?
- Przez kilka dni chodziłem jak przygłuszony. Jak człowiek, który odzyskał czucie, wzrok, pamięć. Jakaś psychiczna i fizyczna dekompresja. Raptownie uchodzi z ciebie wszystka bojowa para. Pełny luz. Masz jakby o jedną rękę, o jedno ramię więcej. Jest to ramię i ręka, których już nie zaprząta pasek kałasznikowa. W kieszeniach nie ma granatów, są puste, lekkie, w zakamarkach ubrania - tych pięciu noży. Gdzieś podziały się magazynki. W kawiarni wstajesz od stolika i sięgasz po odłożonego kałasza - nie ma go! I nie będzie! Wychodzisz na Kreszczatnik, główny deptak Kijowa. Tysiące ludzi i ani jednego wroga. Sami swoi. Wszyscy bez broni! Gdzie się podziali duszmeni? Gdzie ich brody, turbany, białe szaty? Nie cieszysz się, że jesteś cały, masz dwie ręce, dwie nogi. Wszyscy mają po tyle samo nóg i rąk. Wszystko jak przedtem. Jak przedtem? Wszystko? Ani wszystko, ani jak przedtem... Nocami we śnie walczyłem. Strzelałem. Krzyczałem. Tylko te sny były realne, prawdziwe. Snem był
dzień."


Autora znam z kilku niewesołych książek. "Bestia końca czasów" czy "A naród śpi" to lektury, które potrafią wpędzić w depresję. Ta książka to wywiad z Afgańcem, czyli żołnierzem Armii Radzieckiej walczącym w Afganistanie. Bez nazwiska. Dla bezpieczeństwa. Wyobrażam sobie, że został zapoznany, przyjeżdżając do Polski handlować czy zatrudniać się na czarno.
Choć głównym motorem dla tej opowieści są przeżycia na tamtejszej wojnie, jest miejsce na komentarze do agresji w Czeczeni, do opisu śledztwa, które potem miał, jego studiów historycznych i pracy jako nauczyciel w Dołgani.

Afganistan to krwawa ekstrema, więc może mrozy Dołgani...
"Rozpoczyna się narada. Okazuje się, że ani jeden z Dołganów nie chce mnie przyjąć, bo każdy ma w chacie żonę. A co to znaczy mieć żonę w chacie, można zrozumieć dopiero wtedy, kiedy pozna się wymiary i wnętrze takiej chaty. Jest to konstrukcja przypominająca byle jak skleconą szopę. Buda o rozmiarach dwa i pół na trzy metry. Odmierz taki prostokąt w tym pokoju i wówczas nabierzesz wyobrażenia o tak zwanej powierzchni mieszkalnej domu przeciętnej rodziny dołgañskiej. Wchodzi się przez drzwi, ale bokiem i trzeba się zgiąć do połowy. Tuż za drzwiami, z lewej lub prawej, znajduje się jedna lub dwie prycze. (...) Wszelkie intymności płci stanowią tam naturalny, pozbawiony wstydliwości konglomerat - obcy nie ma możliwości dyskretnego obcowania z gospodarzami na tak znikomej powierzchni."

i może jeszcze jeden by bardziej przybliżyć gawędziarski charakter książki...

"Kiedy żyłem tam przed przyjazdem mojej żony z synem, razem z innym kolegą kawalerem, już mieszkając przy internacie, przygotowywaliśmy dla siebie po kilka tysięcy pierogów mięsnych z reniferów. Lepienie pierogów zajmowało nam parę godzin, ale potem mieliśmy spokój na kilka tygodni. Dwa lub trzy worki pełne pierogów, wynosiło się za drzwi kotłowni lub w byle jakie miejsce niedostępne dla psów. Worki z pierogami sztywniały już po godzinie."

Jedno jest oczywiste. To wywiad biograficzny i na pewno jest w wielu miejscach naciągnięty czy ubarwiony. Opowiadacz przyznaje się do wielu czynów okrutnych, chwali swoimi zasadami, wiele mu się udaje... No wiadomo. Opowiada o sobie. Czy znamy kogoś kto chętnie opowiada, a przy tym trochę nie zmyśla;)))

poniedziałek, 22 marca 2010

Teatr TV - Friedrich Dürrenmatt "Wizyta starszej pani" (2001)

To najlepszy spektakl teatralny jaki widziałem. Dlatego też oglądam go dla przyjemności tak raz do roku;))). Właśnie w ten weekend się to wydarzyło;). Krystyna Janda jest niesamowita. Tak jak do gry Stuhra można się przyzwyczaić tak ona wciąż mnie zadziwia, tak wciąż czekam na jej "A ja poczekam." czy dłuższy fragment z piotrowej stodoły "Wasza nadzieja hodowana przez te wszystkie długie lata była szaleństwem, wasza wytrwałość nonsensem, wasza ofiarność głupotą. Zmarnowaliście życie bez najmniejszego sensu. (...) Panowie. Człowieczeństwo jest podporządkowane giełdzie. Jeśli ktoś dysponuje takim kapitałem jak ja może sobie pozwolić na stworzenie własnego porządku świata. Świat zrobiłem ze mnie dziwkę. Ja zrobię z niego burdel. Wy chcecie korzystać z przyjemności życia za darmo. Uczciwy jest tylko ten co płaci. Ja płacę..." ;))) Znów sobie ten fragmencik włączyłem. Genialne;)))

ps Treść i moje odczucia o wartościach samego dramatu pominę. Wszystko jest czytelne, a obejrzeć po prostu trzeba;)

Zamieć - Whiteout (2009)


Odpalam film. Lecą samolotem, potem strzelanina wewnątrz, pilot trafiony, samolot spada. Straszny mróz. Biegun południowy. Przewijam dalej by przyśpieszyć akcję. Stacja badawcza tętniąca życiem i wygłupami studentów, hollywoodzki klimat. Przewijamy dalej. Wwożą jakieś zamarznięte zwłoki, potem ktoś kogoś goni, potem jakiś agent ONZ. Stop. To może być nowoczesna wersja "Stacji arktycznej Zebra" Alistera MacLeana. Obejrzymy. Niestety nie była. Kate Beckinsale znana z "Underworld" to tylko ładna aktorka, i dla mnie to zbyt mało. Zero intrygi czy jakiegoś polotu by zaciekawić. Pustak kompletny. Rozczarowanie.

Teatr TV - Jiri Hubac "Napoleon V.S.O.P." (1988)

Anna Seniuk - Krzysztof Kowalewski. Jak przestać być postacią a stać się człowiekiem. Kiedyś dawno temu już go oglądałem. Mogło to być nawet w tym 1988;), ale taki duet aktorski to przyjemność;))) i nigdy dość.

Biała wstążka - Das Weisse Band (2009)


Sam początek, czarno-biały obraz i wrażenie - pachnie Jarmushem i jego "Deadman". Zacieram ręce;))). Potem jednak zacząłem wyczuwać ducha Bergmana. W końcu dużo więcej tu aspektów psychologicznych. Ale to nie wada i mnie nie zraża;). I generalnie jest to świetnie zrealizowany film. Pełne mistrzostwo. Spokój, opanowanie, każda scena ma sens, jest ważna, logicznym kawałkiem ukłądanki (tak to wygląda). Opowieść przechodzi z jednego domu do drugiego, z jednej rodziny do drugiej. Poznajemy coraz to nowych bohaterów i powiązania między nimi. I tak narrator opowiada historię... , a my za pomocą obrazu zapoznajemy się z tamtymi realiami. Odwiedzamy mieszkańców i dopiero gdzieś zaczyna do nas docierać jak pięknie ktoś ubrał krytykę tradycji i wartości ponadczasowych karykaturując tych, którzy ład ten symbolizują. Czemu zwróciłem na to uwagę? Mogłem przymknąć oko. Jaki jednak ten film miałby sens??? Opowieść kończy sie podejrzeniem narratora i drugą wersją rozpowszechnioną wśród ludzi. Trochę mnie takie pozostawienie rozczarowuje, jakieś takie niepoważne.

piątek, 19 marca 2010

Teatr TV - A. Ayckbourn "Sila Komiczna" (2003)

Pychotka;))) Agnieszka Grochowska mnie urzekła w roli androida. Paweł Wawrzecki rozbawił jak to ma w swoim zwyczaju, a Jan Englert wskazał dystans jaki powinienem do tej sztuki przyjąć i wplótł nastrój refleksji. To tak personalnie, choć wiadomo że gra aktorska w Teatrze TV jest przeważnie na najwyższym poziomie.
Alan Ayckbourn zrobił satyrę na współczesną telewizję. Sztukę napisał jak sprawdziłem 15 lat temu, a realia posunął o kolejne 15 patrząc na chwile obecną, ale trafnie zakreslił kierunek w którym zmierzaja massmedia. Rok kiedy napisał ten spektakl sprawdziłem jednak w innym celu;))). Miłość między człowiekiem a androidem opisana w opowiadaniu Dicka "O czym marzą elektryczne owce" (co potem tak pięknie można było pooglądać w "Blade Runner"). Ot taki cieplutki smaczek;)

Outlander (2008)


Całkiem niezły film. Nie będę strzelał jednak ochów i achów. Klimat z Wikingami jest fajny. Zawsze to ociera się o fantasy. I w istocie pojawia się jakiś potwór. I pojawia się też kosmita ze swoim statkiem kosmicznym. I zabija potwora;). Finezja z najwyższej półki pobrana;))). Pobrzmiewa mi tu Ursula LeGuin i jej seria Ekumena gdzie zgrabnie łączy dwa gatunki fantastyczne. Ale też jak dla mnie robi to bez większego polotu. Jest jednak cos co warto zaznaczyć. Plenery. Robią świetny klimat, czarują. Tak łatwo wtedy uwierzyć w tą opowieść...

2012 (2009)


Wow;) Kupa na maksa, ale to chyba najlepszy film katastroficzny jaki zrealizowano. Kupili mnie i teraz troszkę żałuję, że nie obejrzałem go na większym formacie. Ale jeszcze zdążę;))) Efekty - łeb urywa. Tam gdzie można przegiąć tam przeginają jak się da, gdzie mozna coś zrobić naiwnie to jest okropnie naiwnie. Scena gdy mnich buddyjski przelewa herbatę w filiżance, by uczeń mógł zareagować, że już jest pełna to jak opowiadanie wyświechtanego kawału - bo może ktos jeszcze tej opowieści nie zna.
Gdzie jest akcja tam wszędzie ostatnie sekundy. Ale ... to wszystko w takim tempie, że mamy to gdzieś, iż gość co ledwie dwie godziny pilotował samolot tutaj okazuje się zawodowcem. Graficznie odlot. Znów wychwalam obraz;))) ale co tu o treści pisać. Dobrze, że w ogóle jakaś jest, daje to chwilę wytchnienia dla oczu, spowolnienia by ponownie poczuć prędkość. I najprawdę zalecam potraktowania fabuły z lekkim dystansem. Bo czym jest koniec świata, czym jest koniec... Oooo nie, nie dla Hollywood;)))

wtorek, 16 marca 2010

Christopher Paolini - Eragorn


"Przybądź do mnie, Eragonie, bo mam odpowiedzi na wszystkie twe pytania.
Eragona ogarnął nagły spokój.
Przybędę."


Ładne zakończenie by zachęcić do przeczytania kontynuacji. Ale czy przeczytam następną? Nigdy nie mów nigdy;)

Co do samej powieści to w tekstach dziękczynnych znalazłem potwierdzenie swych podejrzeń co do powstawania książki. Fabuła była wymyślana na bieżąco i często przez rodzinę autora. To sie czuje w jak dla mnie sporych dłużyznach. Nie zdziwiły by mnie dialogi podczas śniadania u państwa Paolini -
"- Mamo nie mam pomysłu co dalej mają zrobić.
- Pisz synku, pisz. Babcia coś na wieczór wymyśli z tą smoczycą.
- Dobrze, to ja trochę walk w między czasie poopisuję."

Nie dam mu taryfy ulgowej za wiek (ok;) przymknę oko na skopiowanie relacji jeździec-smok z "Jeźdźców smoków" i lekki smaczek, ale bardzo charakterystyczny z "Czarnoksiężnika z Archipelagu"). Wiek jest tutaj dobry marketingowo. Uznam jednak za przyzwoite fantasy na poziomie tego co pisze np. Trudi Canavan. Miłe czytadło. Ale to "Niecnych dźentelmanów" niecierpliwie wyglądam (już niedługo nowa częśc;))) - Republika złodzieji) i kontynuacji "Malowanego człowieka" (tu był plan autora, ale zero nawet zapowiedzi;( ).

ps - napewno efekt odbioru książki został osłabiony przez wersję audiobooka. Gdy ostatnie rozdziały sam zacząłem czytać było znacznie lepiej, bardziej dynamicznie;) więc może...

Lewis Carroll - Alicja w krainie czarow


"Pan Lew by raz chory i leżał w łóżeczku,
Więc przyszedł pan doktor:
- Jak się masz, koteczku?
- Niedobrze, lecz teraz na obiad jest pora -
Rzekł Lew rozżalony i pożarł doktora."


Kolejna porcja odrabiania zaległości z dzieciństwa. I tu się strasznie zawiodłem bo nie znajduje tej ponadczasowości, tego mistycznego przesłania. Nie dostrzegam tej nadinteligencji w tym "dziele". Czy sie to nam śni czy wymyślamy sobie świadomie. Myśl ludzka osiodłana wyobraźnia nie zna granic. Gdy byłem mały to u mnie również walety tańczyły z damami. To chyba normalne;)

ps ale żeby nie było - to dobra i przyjemna w czytaniu lektura;)

Przypadkowy mąż - The Accidental Husband (2008)


Najpierw zaznaczę, że film w sensie relacji damsko-męskich (bo jest kilka) nie ma sensu. Jest wierutną bzdurą love S-F;))). Ale dzięki temu wszyscy są szczęśliwi i tymi ... dobrymi;). Nawet namiętne pocałunki aktorzy wykonują bez próby otwarcia ust;))). Może nie wszyscy to aktorzy;))). Uma Thurman zagrała jednak bardzo dobrze, no tak ale ją lubie;))) bardzo nawet;).
Po taki początku dużo łatwiej mi napisać, że ten totalnie nie oryginalny projekt komedii romantycznej ubawił mnie. Ostatnią oglądałem (z tych co sie dają obejrzeć;) ) ponad miesiąc temu i też grał w niej Colin Firth;).
O czym tu pisać. Fabuły nie ma co zdradzać. Może kiedyś sie przydarzy obejrzeć;)))

W Stepie Szerokim (2007)

"Kup teraz" też był amatorski. Ale miał pomysł i mnie wciągnął. Ten smutne gagi i mnie znudził. Nie każde nakręcone wygłupy muszą śmieszyć. Out.

ps Tu też 15 minut na film poszło;)

Nigdy Nie Mow Nigdy (2009)

Więc zgodnie z tytułem, nie będę się zarzekał że nigdy nie obejrzę tego filmu do końca. Narazie minęło 15 minut filmu. I dość. Klasyczny hollywoodzki import. Zaganiana wredna szefowa chyba jakiegoś wydawnictwa. Pachnie to romansidłem gdzie zmnieni się jej stosunek do pracowników i spotka na swej drodze beznadziejnego faceta. A czy ja sie dowiem jak jest na filmie dalej??? Nigdy nie mów nigdy, ale nawet nie mam iskierki ciekawości. Dobre do snu;)

sobota, 13 marca 2010

Haruki Murakami - Ślepa wierzba i śpiąca kobieta

"To świetnie - powiedział Jumpey. - To strasznie ważne. Praca powinna być aktem miłości. A nie czymś w rodzaju małżeństwa z rozsądku."

To zbiór opowiadań. Zwykli ludzie i ich szara codzienność. Przeróżne sposoby dochodzenia do siebie kobiety i mężczyzny. Trud, samotność niespełnienie, miłość. Ale czasem to co realne przestaje nim być. Lodowy pan siedzący na ławeczce. Chłodny w sercu, ale gorący w duszy. Czy np. osoby które mogą istnieć, i mogą przestać istnieć. I jako motyw przewodni to co jest jak podpis u autora czyli płyty z muzyką jazzową;).

To może ten lodowaty...

"W naszym życiu małżeńskim nie było żadnych prawdziwych problemów. Mocno się kochaliśmy, nikt nam nie przeszkadzał. Otoczenie nie bardzo umiało przywyknąc do lodowatego mężczyzny, ale z upływem czasu ludzie zaczęli się do niego po trochu odzywać. Niby lodowaty mężczyzna, a prawie się nie różnił od normalny ludzi mówili."

Douglas Adams - Cześć, i dziękuje za ryby


To czwarta część "Autostopem przez Galaktykę". Tytuł na pierwszy rzut oka bez sensu. Taki smaczek którego sens poznajemy w trakcie lektury;). Momentami świetna książka, potem chwila oddechu dla autora i czytelnika (zaczynającego się, pisze o sobie;), lekko irytować) i znów powrót na fajny poziom. A potem znów lekko wieje nudą. Najlepiej to określić słowem - nierówna. Ale... choć to długie dość ale jak to ścinać;)))

"- Myślę, że powoli powinniśmy zacząć myśleć o powrocie do domu.
- Najpierw historia. Przyszedłeś na dworzec.
- Przyszedłem jakieś dwadzieścia minut za wcześnie, pomyliły mi się bowiem godziny odjazdu. Uważam, że jest tak samo prawdopodobne - dodał po krótkim namyśle - że to koleje brytyjskie się pomyliły. Nigdy nigdzie nie zdarzyło mi się przyjść za wcześnie.
- Opowiadaj dalej.
- Kupiłem więc gazetę, by rozwiązać krzyżówkę, i poszedłem do barku na kawę.
- Rozwiązujesz krzyżówki?
- Tak.
- Które?
- Zazwyczaj z „Guardiana”.
- Uważam, że zbytnio się tam silą na intelekt. Wolę te z „Timesa”. Rozwiązałeś?
- Co?
- Krzyżówkę z „Guardiana”.
- Jeszcze nie miałem okazji na nią spojrzeć. Właśnie stoję przy kontuarze i kupuję kawę.
- Świetnie. Kup kawę.
- Kupiłem. Do tego kupiłem paczkę herbatników.
- Jakich?
- „Rich Tea”.
- Dobry wybór.
- Lubię je. Tak więc obładowany świeżo nabytymi dobrami idę do stolika i siadam. Nie pytaj jednak, jak wyglądał stół, minęło bowiem od tamtego dnia nieco czasu i nie pamiętam.
Prawdopodobnie był okrągły.
- Bardzo dobrze.
- Dokładnie wyglądało to tak: siedzę przy stoliku, przy lewej ręce mam gazetę, z prawej strony filiżankę z kawą. Na środku stolika leżą herbatniki.
- Jakbym to widziała.
- Nie widzisz jednej rzeczy, ponieważ jeszcze o niej nie wspomniałem. Nie widzisz faceta, który siedział przy stoliku, nim przyszedłem. Siedzi naprzeciwko mnie.
- Jak wygląda?
- Całkiem przeciętnie. Aktówka, ciemny garnitur. Nie wyglądał na człowieka, który mógłby zrobić coś dziwnego.
- Aha. Znam ten typ. I co zrobił?
- Pochylił się, wziął herbatniki, rozerwał opakowanie, wyjął jednego i...
- Co?
- ...i go zjadł.
- Co?!
- Zjadł go.
Fenchurch patrzyła z najwyższym zdumieniem.
- I co zrobiłeś?
- To, co zrobiłby każdy Anglik z krwi i kości. Byłem zmuszony go zignorować.
- Słucham? Dlaczego?
- To była jedna z rzeczy, na jakie człowiek nie jest przygotowany. Przekopałem dokładnie swe wnętrze i stwierdziłem, że ani moje wychowanie, ani doświadczenie życiowe, ani nawet najbardziej pierwotne instynkty nie dają najmniejszej wskazówki, co robić, jeśli ktoś ze spokojem kradnie mi na moich oczach herbatnik.
- Ale mogłeś... - Fenchurch zawahała się. - No tak, też nie mam pojęcia, co bym zrobiła. Co działo się dalej?
- Wpatrywałem się wściekły w krzyżówkę. Nie przychodziło mi do głowy żadne hasło, wypiłem łyk kawy, ale ponieważ była zbyt gorąca, nie mogłem się nią zająć. Zebrałem się w sobie i - starając się z całych sił nie zauważać, że paczka została w tajemniczy sposób otwarta - wziąłem herbatnik.
- A więc zacząłeś się bronić, wybrałeś konfrontację...
- Działałem w moim zwykłym stylu, tak, masz rację.
Zjadłem herbatnik. Jadłem go z rozmysłem i bardzo ostentacyjnie, by siedzący naprzeciwko mężczyzna nie miał najmniejszej wątpliwości, co robię. Kiedy jem herbatnik, nic z niego nie zostaje!
- A on co?
- Wziął następnego. Naprawdę - zapewnił Artur. - Dokładnie tak zrobił. Wziął jeszcze jeden herbatnik i zjadł go.
Po prostu i zwyczajnie. Tak naturalnie jak usiedliśmy przed chwilą na trawniku.
Fenchurch powierciła się, jakby było jej bardzo niewygodnie.
- Problem polegał na tym, że nic nie powiedziałem za pierwszym razem, za drugim poruszenie tematu było jeszcze trudniejsze. Co miałem powiedzieć? „Hm, przepraszam pana... niestety nie jestem w stanie zignorować faktu, że...” To bez sensu. Tak więc, zignorowałem sprawę jeszcze dobitniej niż za pierwszym razem.
- O rany...
- Zacząłem się znów wpatrywać w krzyżówkę, w dalszym ciągu nie byłem w stanie odgadnąć ani jednego hasła, więc zachowałem się trochę jak Henryk V w dniu świętego Kryspina...
- To znaczy?
- Skoczyłem na głębokie wody. Wziąłem jeszcze jeden herbatnik. Krzyżowaliśmy przez sekundę wzrok.
- Mniej więcej tak?
- Tak, to znaczy, nie, nie do końca. Fakt jednak, że nasze spojrzenia się spotkały. Na sekundę. Potem spojrzeliśmy w różnych kierunkach, mogę jednak zapewnić, że powietrze było naładowane elektrycznością, jakby nad stołem powstał łuk elektryczny.
- Wyobrażam sobie.
- W ten sposób opróżniliśmy całą paczkę. On, ja, on, ja...
- Całą paczkę?
- Cóż, było w niej tylko osiem herbatników, choć miałem wrażenie, jakbyśmy całe życie przebijali się przez herbatniki.
Gladiatorzy nie mogli czuć się gorzej.
- Gladiatorzy - wtrąciła Fenchurch - musieliby to robić na powietrzu. To bardziej męczące.
- Możliwe. W każdym razie kiedy leżące między nami opakowanie było już puste, mężczyzna, który zaprezentował się z tak złej strony, wstał i poszedł sobie. Oczywiście odetchnąłem z ulgą. Traf chciał, że kilka chwil później ogłoszono przyjazd mojego pociągu, wypiłem więc kawę, wstałem, wziąłem gazetę, a pod nią...
- Tak?
- Leżały moje herbatniki."


Jednak ostatnie zdanie książki w całości kwituje sens treści w niej zawartej...
"Historia ta zawiera morał, ale w tej chwili wypadł on chyba kronikarzowi z głowy..."

ot takie puste kalorie;)

wtorek, 9 marca 2010

Doktor Strangelove, lub jak przestałem się martwić i pokochałem bombę (1964)

No to za ciosem;))) Bo ten film oglądałem na pewno nie mniejszą ilość razy i za każdym znajduje jakiś kolejny śmieszny fragmencik;))) Kubrick nie wiele nakręcił, i dobrze. Lśnienie, Oczy szeroko zamknięte, Mechaniczna Pomarańcza, Odyseja kosmiczna 2001 czy Lolita znane są wszystkim. A ten jest tutaj niepozorny, ale dla mnie najlepszy. Lubię gdy film nie potrzebuje zostać zalany wielkim budżetem bo sam się obronić nie potrafi ani fabułą ani pomysłem ani grą aktorska. W tym satyrycznym obrazie gra Peter Sellers (inspektor Crusoe;))) ) i to kilka postaci. I wszystko zreszta tutaj jest świetne. W końcu to jeden z moich ulubionych filmów.

Tytuł orginału "Dr. Strangelove or: How I Learned to Stop Worrying and Love the Bomb", a co tam niech też będzie. W końcu wersję którą mam tłumaczył Tomasz Beksiński.

Pulp Fiction (1994)


Ile razy oglądałem ten film tego nie wiem. Wieeeeele;))) Ale ostatnio to jakieś dwa, trzy lata temu więc nadszedł czas. Nieraz tak mam, by zamiast czegoś nowego obejrzeć coś co znam i jest dobre. No ale nie się co dziwić. W końcu po tak słabej serii filmów nie chciałem ryzykować;)))
Wrażeń takich co kiedyś już nie udało się wywołać. Ale to nie problem. Problemem było tłumaczenie. Znałem je a tu inne, gdzie za wszelką cenę każda kwestia musiała się różnić od tamtej. Nie wiem czy ten tłumacz przypadkiem nie oglądał filmu i z polskim lektorem i słysząc "Usiądź, proszę" pisał "Proszę usiąść". Tam gdzie Travolta mówił, że chciałby spróbować shake'a za 8 dolarów bo to duzo, teraz bulwersuje go już shake w cenie pięciu. Kawał z ketchupem schrzaniony ponad zamierzenie twórców. Kultowa kwestia "zrobię ci z (...) jesień średniowiecza" zamienia się w wielką schizmę. A kolejna, nie mniej zresztą sławetna "to nie motor, to Harley" zostaje zglebiona do "to nie motocykl, to chopper". Tego mi brakowało. Reszta może być. Musze jednak poszukać innego tłumaczenia, zdecydowanie.

Zapomniałbym, muzyka;))) Kapitalna;)

niedziela, 7 marca 2010

Bez mojej zgody - My Sister's Keeper (2009)

Rodzinną sielankę przerywa wiadomość, że córka jest chora na raka. Zasugerowano, że urodzenie kolejnego dziecka może sprawdzić, że będzie ono hipotetycznym dawcą narządów i szpiku. Nadchodzi ta chwila i podjęta jest decyzja że musi dojść do przeszczepu nerki. Druga córka, urodzony dawca się nie zgadza. Wynajmuje prawnika. Ma 11 lat. Zaskarża rodziców. I tu wszystko jak dla mnie się sypie w filmie. Jej bezczelne odzywki tolerowane przez rodziców, jej argumenty, że chce chodzić na imprezy jak normalne dzieci, że brak jednej nerki będzie jej przeszkadzać w normalnym życiu. Moja wiedza medyczna jest zerowa więc to pozostawię bez komentarza. Chodzi mi o drugą stronę, o dalsze życie rodzinne. Wszyscy dalej jakoś radośni jakby się nic nie wydarzyło. Siostry dalej się kochały jakby jedna dla drugiej życie gotowa była poświęcić (a przecież argumenty że może kiedyś nie będzie mogła w zespole cheerleaderek tańczyć). Wspólne wypady, matka z córka się obejmują roześmiane, a przecież właśnie mają się spotkać na sali sądowej na przeciw siebie. I nie chodzi o jakieś tam np. podziały procentowe tantiemów tylko o życie ludzkie.

I tu zakończyłem oglądanie. Przestało mnie interesować zakończenie. Czy ona się szlachetnie poświeci się, czy siostra umrze, czy... Takie prowadzenie niekonsekwentne zachowań, relacje latające na gumkach, amatorka, która mnie nie przekonała ani prze chwilę. Obejrzę sobie skoki.

Pandorum (2009)

Gdybym nie przeczytał pochlebnych recenzji i tego że to sf to potraktowałbym po nazwie, że to horror i pewnie nawet się nie zainteresował, co byłoby właściwe (jeszcze jeden powód by nie czytać recenzji;))) ). Po ok 20 minutach oglądania nie pozostało mi nic jak tylko poprzyśpieszać trochę bo to kupa straszna. Ok. Autorzy starali się. Scenografie naprawdę dobre. Fabuła to jednak taki "Obcy" a ten jest niepowtarzalny;))). I Ci obcy czy też mutanci czy cholera wie skąd pochodzące potwory przypominały mi stwory z teledysku Duran Duran "Wild Boys", a to było ok 25 lat temu;))).

Gdzie jest Nancy? - Downloading Nancy (2008)


Kobieta niespełniona w małżeństwie nawiązuje znajomość internetową. W seksie oczekuje bólu. Mąż oferuje chłód i brak zainteresowania. Taki rodzaj miłości. Jednak ona swą znajomość pragnie wykorzystać by wszystko zakończyć, wszystko.
"Coś doceniamy gdy tracimy bezpowrotnie."
Sama ma dość swego życia, ale chciałby w formie zemsty by jej mąż poczuł czym było ofiarowanie jej samotności przez lata małżeństwa. Plan - samobójstwo cudzymi rękami, zakończone morderstwem przez zakochanego.

To czego mi zabrakło to emocji u aktorów. Przecież tu się rozgrywa dramat, lecą bomby atomowe w relacjach międzyludzkich. Na filmie tego nie ma. Szkoda.

Wyobraź sobie - Imagine That (2009)


Ciepła komedyjka z Eddiem Murphym o kocyku, nie kucyku;). Niewidzialne księżniczki i smok. I słodka córeczka tęskniąca za obecnością swego taty.
Można polecić, zrobione dla całej rodziny, pozytywnie i zgodnie z obowiązkowym współcześni elementem - magią.

Teatr TV - L.Amejko "Farrago"

Wizja Boga okrutnego i zagubionego sprowadza go do poziomu człowieka. Dzięki temu możliwy jest dialog z nim na równi. Dalekie jest to do mojej wizji teologicznej ale co mi tam. To starotestamentowe traktowanie wiary, gdzie można się nawet z Nim targować to wybitnie ukierunkowane kulturowo podejście. Poszukam jakiś pozytywów może;))) I końcowa scena taka jest - kontakt z Bogiem odmienia pozytywnie (choć brak tutaj jakiejkolwiek przesłanek logiczno-zdarzeniowych czym jest to spowodowane). Pozostaje zawierzyć... jak zwykle;).

Szacunek i uśmiech - to moja prawda teologiczna.

środa, 3 marca 2010

Przeklęta liga - The Damned United (2009)

To film dla miłośników piłki nożnej. Biografia szczątkowa i ułożona bardzo chaotycznie jednego z legendarnych trenerów reprezentacji Anglii. Trochę pokombinowali by nakręcić ten film w oparciu o niezbyt wielki budżet;) I chwała im za to. Nic wielkiego ale fajnie sie go oglądało.
I jest kadr gdy Domarski strzela bramkę Schiltonowi i Anglia nie awansuje do mistrzostw świata. To naprawdę nie tylko nasza mitologia rodzimego futbolu, ale i trauma angielskiego.

Janosik - Prawdziwa Historia (2009)

Jak ktoś oczekuje serialowej postaci to się mocno może rozczarować. Choć strasznie grzeczni ci zbójnicy, uśmiechnięci i uczynni to jednak to jedyne podobieństwa. Oprócz scen "odjechanych" gdzie Janosik leci w powietrzu;))) są i sceny z tak ekscytującym seksem że niewiele potrzeba by mozna było ten film podczepić pod kategorię erotyków. Ale są też i fragmenty mocno niesmaczne, z jak na mój gust zbyt dokładnie pokazanym sadyzmem czy torturami. Dlatego też dostanie ode mnie niskie noty. Wspomnę słowo o muzyce. Aranżacja jak w "Wiedźminie" (to z pamięci więc mogę się mylić ale tak często obecnie taką sztampę się podkłada od filmy, taką podobną jedną do grugiej - niedobrze). I tyle. Słabizna jak dla mnie.

Kocham kino - Chacun son cinema (2007)

Raymond Depardon - Kino na wolnym powietrzu.
Obrazy, wszystko to co na filmie nie ma znaczenia a jest jedynie wypełniaczem. Kadry super, full profesjonalnie, ale naprawdę o niczym.

Takeshi Kitano (m.in. Zatoichi) - Pewnego pięknego dnia
"Jeden farmerski proszę". Wejść pogapić się i wyjść, Zero wrażeń. Super etiuda.

Theodoros Angelopoulos - Trzy minuty
Pozornie banał. Potęga!!! I bezduszność kina. Bomba emocjonalna.

Andrei Konchalovsky (m.in. Tango i Cash, Uciekający pociąg, Blask luksusu)- W ciemnościach
8 i 1/2 Felliniego a na pustej widowni para kopuluje między krzsłami. Mogła by jeśc popcorn. Ten sam efekt. Ot taka sobie scenka. Zbyt wielki by się zniżyć i potraktować temat poważnie.

Nanni Moretti (Pokój syna) - Dziennik kinomana
Słabe strasznie, ale mi się bardzo podobało;))). Bezpośrednio i osobiście potraktował temat. Gdyby zrobił tak każdy była by ... wielka nuda.

Hsiao-hsien Hou (Podróż czerwonego balonika) - Kino elektrycznej księżniczki
Może i jakieś przesłanie w tym było, ale ja się poczułem jakby ktoś raczej ze mnie zakpił.

Jean-Pierre Dardenne i Luc Dardenne - W mroku
Super. Super. Super. Tak niewiele potrzeba. Geniusz. Chyba geniusze;))).

Alejandro González Inárritu (m.in Amores perros, 21 gramów)- Anna
To mogła być najgenialniejsza etiuda jaką w życiu widziałem. To nieograniczenie można było uzyskać tylko dzięki temu że było to krótkie, ale powinno być jeszcze krótsze. Dlaczego potraktowano mnie jak gapia z multipleksu któremu trzeba wszystko pokazywać dwa razy. Aż chce się wyć;(((((((

Yimou Zhang (Hero) - Filmowa noc
Chwila oddechu, lekki uśmiech i wypisz wymaluj Niuńka na Hamlecie;)

Amos Gitai (czemu mnie nie dziwią tytuły jego filmów?) - Dybbuk z Hajfy
Tego komentować nie będę. Zamiast sztuki kreowanie prawdy. Żenada.

Jane Campion (Fortepian, Święty dym, Tatuaż) - Biedronka
Hm... no nie wiem. Lećmy dalej bo samo wymienienie dwóch nazwisk aktorów to nie koniecznie musi znaczyć że jesteśmy na temat.

Atom Egoyan (Gdzie leży prawda) - Podwójny seans Artaud
Tego nie zrozumiałem. Coś mi uciekało. Pogubiłem się.

Aki Kaurismäki (m.in. Rocky VI, Leningrad Cowboys...) - Odlewnia
Jakiś pomysł. Nawet jako scenka w pełnometrażowym filmie mógłby zaistnieć. Bez wrażeń.

Olivier Assayas - Nawrót
Niezłe. Dobra dynamika i czuć prawdziwe kino;)

Youssef Chahine - 47 lat później
Epizod autobiograficzny, można go opowiedzieć w wywiadzie moźna udokumentować filmowo;)

Ming-liang Tsai - To sen
Zdecydowanie słabe. Jeśli ktoś myśli że trzyminutowe etiudy trudno zrobić by zanudziła widza to niech tą obejrzy.

Lars von Trier (każdy ma swoje ulubione;))) - dla mnie Przełamując fale) - Profesje
Ten to podszedł do tematu na luzie, ale upiekł kilka pieczeni naraz. Ukłony za pomysł i realizację. Nawet ta subtelna migawka z Wiliamem Dafoe. Smaczek;)

Raoul Ruiz - Upominek
To wg mnie przykład etiudy zrobionej na siłę.

Claude Lelouch - Kino tuż za rogiem
To prawdziwy film, a muzyka i narracja stworzyły ciepły klimat.

Gus Van Sant - Pierwszy pocałunek
;))) Najpier profesjonalizmem tryskająca umiejętność doboru ujęć. Puste ale zrealizowane perfekcyjnie. A potem przesłanie zostaje dołączone ale tak amatorsko że aż boli.

Roman Polanski (nie obejrzałem tylko Tess) - Kino erotyczne
Taki żart.

Michael Cimino (Łowca jeleni, Sycylijczyk) - Tłumaczenie nie potrzebne
Ja dodam że ta etiuda była nie potrzebna. A reżyser jak koniecznie chce wyglądać jak Tinto Bross to i niech kręci kiczowate atrapy porno (których nota bene jestem wielbicielem;))) ). mniam;) a to było nędzne.

David Cronenberg (dla przyzwoitości wymienię Muchę;) ) - Przy samobójstwie ostatniego Żyda w ostatnim kinie na świecie
Z całym szacunkiem, ale jak dla mnie to jak takie badziewia chce robić to niech może lepiej nie obiecuje ale naprawdę popełni artystyczne samobójstwo.

Kar Wai Wong (m.in. 2046, Jagodowa miłość) - Przybyłem 9000 mil by Ci go dać
Puste, ale to moja estetyka kina.

Abbas Kiarostami - Gdzie mój Romeo
Jak dla mnie zbyt prostackie. A ostatnie zdanie to klęska. Jeśli sami się zniżają do robienia filmów dla masy to tracą artyzm. I taka jest ta etiuda. Co z tego że tematyka. Prymityw i tyle.

Bille August (Dom dusz) - Spektakl ostatniej randki
Pomijając fakt że S. Bullck nie grała w duńskim filmie to fajna opowieść powstała.

Elia Suleiman - Niezdarny
Z kocham kino czy nawet impresją na ten temat bardzo luźne powiązanie ale dla mnie bomba. Taki bzdet, Z przymrurzeniem oka. I fajnie;)))

Manoel de Oliveira - Jedyne spotkanie
Znów tak odległa etiuda od tematu, że nie wiem czemu zostało w tym zbiorze. Żart z papieża. Ale bez obrazy.

Walter Salles (Dzienniki motocyklowe) - 8944 kilometry od Cannes
To miała być z kolei kpina z Cannes. Merytorycznie trafienie w dziesiątkę, ale zrobione słabo.

Wim Wenders (m.in. Million Dollar Hotel, Buena Vista Social Club, Paryż, Teksas) - Wojna w pokoju
Mocna etiuda. Dobrze zrobiona. Poruszająca.

Kaige Chen (Urok mordercy) - Wioska w Zhanxiou
Rewelacja!!! Dla mnie bomba. Motyw końcowy dublujący się z jedną z wczęśniejsztcg etiud. Tutaj jest bardziej naturalny. Perfekcja we wszystkim.
BRAWO!!!

Ken Loach (Wiatr buszujący w jęczmieniu, Polak potrzebny od zaraz) - Szczęśliwe zakończenie
Taki gag.

Jakim kluczem sie kierowano przy doborze reżyserów nie wiem, ale na pewno oprócz tych co zasłużyli swoim dorobkiem, tych co brali udział w podobnych wcześniejszych projektach (Lumiere i spółka czy Zakochany Paryż, który był pewnym rodzajem promocji francuskich rezyserów) znaleźli się "nieprzypadkowi".
Dorobek reżyserów sprawdzałem dopiero po obejrzeniu etiud i opisaniu wrażeń;), bez korekt;))).

Co na koniec?. Refleksja - kino bawi, ale też i urealnia proces przemijania.

niedziela, 28 lutego 2010

Facet, który się zawiesił - Numb (2007)

Nie wiem jaki był sens zrobienia tego filmu. Dobrze że w między czasie chociaż jakiegoś potwora mogłem na BW zatłuc;)

Blask luksusu - Glyanets (2007)

Takie rosyjskie "Pretty Woman". Mnie romansu, więcej kariery ale nawet pomysł z ekskluzywną call girl został zachowany.

czwartek, 25 lutego 2010

Dystrykt 9 - District 9 (2009)


Dla mnie rewelacja. Sama fabuła... o niej za chwilę;) ale pomysł na realizację kapitalny. Już kiedyś podobny zabieg udał sie m.in. z Wiedźmą z Blair, gdzie choć tam więcej było z idei i zaciekawienia niż samej fabuły. I był to bardzo tani projekt. Tutaj zadziałali fachowcy i dzieki pomieszaniu fabuły i dokumentu wprowadzili dynamikę. Udany zabieg i potanił przy okazji produkcję (bo dla wiarygodności nie należało zatrudniać znanych aktorów). No a postacie kosmitów, ich zachowania... I tutaj kłaniają się chyba młodzieńcze marzenia tego co podpisał sie pod tym filmem, Petera Jacksona. Przypomnę jego pierwszy film Zły smak - Bad Taste (1987) gdzie "Czterech agentów z Sił Powietrzynch Nowej Zelandii i Ligii Obrony Kosmicznej przyjeżdża do małego, Nowo Zelandzkiego, rybackiego miasteczka by przeprowadzić śledztwo w sprawie obcych, którzy zmasakrowali ludność tego miasteczka w celu użycia ich jako składników w ich nowym intergalaktycznym jedzniu fastfoodowym ..." - bardzo amatorski, ale z równie "luźnym" podejściem do tych co to mają przybyć z kosmosu.
Podsumowując - od czasu gdy obejrzałem Avatar to pierwszy film który mnie zaciekawił tak na maksa. Polecam;)))

Weronika postanawia umrzeć - Veronika Decides to Die (2009)


Książkę przeczytałem, film obejrzałem. Jestem więc w pełni przygotowany by napisać coś więcej;). W filmie wycięte są wszystkie elementy mistyczno-religijne. Pozostawiono jednak przesłanie humanistyczne. No tak ale gdyby tego tez nie zostawiono film nie miałby juz żadnego sensu. Czuć, że to europejskie kino. Takie artystyczne, rozciągnięte w czasie, festiwalowe, wymagające. No tak. Wszystko ładnie, pięknie ale dla kogos kto przeczytał już książkę to ten film pozbawiony jest specjalnie wrażeń. A dla mnie stał sie po prostu nudny.

Feeling Minnesota (1996)

Spatrzałem sobie ten film jeszcze raz. Za pierwszym razem nie wiele wrażeń miałem z niego. I tym razem lepiej nie było. Chociaż... pragnieniem wolności powiało trochę mocniej. Przeciez wszystko jest jeszcze możliwe;).
Wspomnę tylko że w filmie wystąpił Keanu Reaves, Cameron Diaz i epizodycznie Dan Aykroyd.

Franciszek kobieciarz - Frantisek Je Devkar (2008)

Niby na luzie, komediowo, śmiesznie... Niby. Jak dla mnie to jednak niezbyt wesołe problemy. Psycholog i kobieciarz w jednym. Rozpoczyna porządkować swoje życie. Żona go zostawia, rodzi dziecko. Jednak jego czas już się skończył. Jest inny. W relacji z bratem nic lepiej. Koniec końców powrót do swych tradycyjnych przyzwyczajeń, do kobiet. Jakiś taki nijaki film.

poniedziałek, 15 lutego 2010

Teatr tv - Władysław Zabrzycki „Kwatera Bożych Pomyleńców"


Powstanie Warszawskie. Czwórka wiekowych kawalerów, niezdolnych do działań bitewnych spędza czas na w wypożyczalni książek. Tam toczy intelektualne dyskusje lub uzewnętrznia dziwaczne (i często zabawne) monologi próbując jakoś przetrwać zachowując tyle optymizmu na ile to możliwe. Wprowadzają nawet zakaz poruszania nieprzyjemnych tematów.
Bardzo dobra obsada - Jerzy Trela, Daniel Olbrychski, Jan Peszek i Jerzy Radziwiłowicz. Mnie jednak specjalnie spektakl nie poruszył. Może to miało być o powstaniu na wesoło. Ale aż tak znowu radośnie nie było. Tak nijako. Może autorowi chodziło by pokazać starania jak w tej trudnej sytuacji ludzie starali się żyć normalnie. Ale to byłby bardzo przewrotny zabieg by pokazać normalność za pomocą było nie było dziwaków. Chociaż;) Osobiście widziałem wiele lepszych spektakli. Ten troszkę mnie znudził.

Wojna domowa - Easy Virtue (2008)


Jest początek XX wieku, Anglia. Marnotrawny syn powraca do domu ze swoją świeżutką żoną, kierowcą rajdowym. Jego rodzina to arystokracja, więc wiadomo... pozbawiona serca teściowa, konserwatywne środowisko, a młoda dziewczyna spragniona życia i mocno wykraczająca poza dopuszczalne normy tego środowiska. Ale film kończy się fajnie. Główną rolę zagrała Jessica Biel, zagrała super. I bardzo fajną postać miał Colin Firth, ojca pana młodego. Ale jak to sie wszystko zakończyło ...;))) fajna komedyjka.

sobota, 13 lutego 2010

John Fowles - Mantissa


"Cała męska sympatia musi być po stronie Milesa Greena; a przynajmniej on jest o tym głęboko przekonany. Nie jest rzecz jasna niemożliwe, by nie mógł zechcieć pójść śladami Barda znad Avonu. I rzeczywiście, przez minutę lub dwie — gwoli samouspokojenia — przegląda w myślach obrazki wesołej, chętnej, a teraz również i historycznie fascynującej karaibskiej dziewczyny. Lecz wkrótce w najzupełniej naturalny sposób przeskakuje na inne możliwości wyjścia ze swego kłopotliwego położenia. Polinezyjki, Mandki, Wenezuelki, Hinduski, Włoszki, Rosjanki, dziewczyny z Libanu, z wyspy Bali i z różnych innych pośrednich miejsc; nieśmiałe, namiętne, zuchwałe, opanowane; ubrane i rozebrane, poskromione i dzikie, ścigane i ścigające, drażniące, zapłakane, flirtujące, wybuchowe... istne Narody Zjednoczone kobiecych oczu, ust, piersi, nóg, rąk, lędźwi, pośladków przyjemnie przemykają mu przed oczyma wyobraźni i jak w kalejdoskopie wpadają lub omijają okienka w jego głowie; niestety, jak obrazki na przerzucanych stronach czasopisma lub płatki śniegu nieruchome, bo nierealne."

"Miles budzi się pewnego dnia w szpitalu. Zupełnie nie pamięta, jak tam się znalazł, a niezwykle atrakcyjna pani doktor twierdzi, że jego kłopoty związane są z seksem. W terapii ma mu również pomóc czarnoskóra pielęgniarka Cory." Takie są opisy, recenzji zero. Nie dziwię się;). Choć istnieje możliwość ustalenia kim jest główny bohater to reszta czyli kobiety (lub kobieta) i miejsce wcale nie są takie zgodne z fabułą;). Może czytałem zbyt mało uważnie... może moja wyobraźnia trochę przesadziła... Może personel medyczny naprawdę istnieje, a może to w większości podobna imaginacja co wykreowana muza. A może? ;))) Na pewno. Przecież jaka lekarka by w taki sposób leczyła swego pacjenta. Zbereźne marzenia;))) Ale jak obłędna byłaby sztuka teatralna z tego. A może samemu tak;) amatorsko;))) jeszcze raz przetrawię za jakiś czas tekst;) może dojrzeję sam i to coś w mojej głowie.

ps skąd taka myśl ? gdzieś od połowy zacząłem widzieć to jako przedstawienie teatralne i tak też czytałem czasem wyobrażając sobie jak to na scenie miało by wyglądać, jak zniwelować tyle nagości, a kosztem było gubienie treści gdzieś w trakcie;)))

J. R. R. Tolkien - Hobbit, czyli tam i z powrotem


Kilka dni temu zostało zadane mi pytanie. "Jaka jest twoja ulubiona książka?". Chwila zawahania bo nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Jak przeczytałem Pachnidło to miałem wrażenie że w życiu nigdy czegoś równie dobrego nie czytałem, gdy skończyłem Cień wiatru...
Ale są takie książki, które nie muszą być najlepsze by być ulubionymi. Taką jest ta. Właściwie to zaprogramowała mi ona odbiór literatury i uelastyczniła wyobraźnię. Pierwszy raz przeczytałem ją w liceum. A teraz mam pretekst by zrobić wpis na bloga. Właśnie skończyłem słuchanie wersji audio (dużo lepiej słucha się powieści już znanych, czy to przeczytanych czy gdzieś wcześniej obejrzanych adaptacji).
O samej książce nic nie napiszę. Powód oczywisty...
"W pewnej norze ziemnej mieszkał sobie pewien hobbit. Nie była to szkaradna, brudna, wilgotna nora, rojąca się od robaków i cuchnąca błotem, ani też sucha, naga, piaszczysta nora bez stołka, na którym by można usiąść, i bez dobrze zaopatrzonej spiżarni; była to nora hobbita, to znaczy: nora z wygodami. Miała drzwi doskonale okrągłe jak okienko okrętowe, pomalowane na zielono, z lśniącą, żółtą mosiężną klamką, sterczącą dokładnie pośrodku. Drzwi prowadziły do hallu, który miał kształt rury i wyglądał jak tunel: był to bardzo wygodny tunel, nie zadymiony, z boazerią na ścianach i chodnikiem na kafelkowej podłodze; nie brakowało tu politurowanych krzeseł ani mnóstwa wieszaków na kapelusze i płaszcze, bo hobbit bardzo lubił gości. Tunel wił się w skrętach, wił się i wił, wdrążając się głęboko, choć wcale nie prostą drogą, we wnętrze pagórka — a raczej: Pagórka, bo tak go nazywano w promieniu wielu mil — a mnóstwo okrągłych drzwiczek otwierało się to po jednej, to po drugiej jego stronie. Hobbici nie uznają schodów. Sypialnie, łazienki, piwnice, spiżarnie (mnóstwo spiżarni!), garderoby (hobbit miał kilka pokoi przeznaczonych wyłącznie na ubrania), kuchnie, jadalnie — wszystko mieściło się na tym samym piętrze, a nawet wzdłuż tego samego korytarza. Najparadniejsze pokoje znajdowały się..."
ups;))) się zagalopowałem;) ale mógłbym tak więcej. I to tez powód, dla którego sam o książce nic nie piszę. Nie o tej;)))

Na pewno, być może - Definitely, Maybe (2008)

Komedyjka z Reynoldsem. Nie wiem czy to zbieżność nazwisk. Kolejny raz widzę go w romantycznej opowieści. Po partnerowaniu Sandrze Bullock teraz zdecydowanie główna rola. Ładny chłopczyk, słaby aktor (by nie napisać aktorzyna). I film nudny. Fabuła słaba. Aż musiałem sobie przewijać do przodu. KICHA!!!

Dwoje we mnie - All of Me (1984)

Stary film ze Stevem Martinem. Super komedia. Kiedyś krążył jako nowość na kasetach VHS. Ale wtedy mnie to nie dotyczyło. Nie ganiałem do kumpli by oglądać filmy. Pewnie wiele razy leciał też w tv, ale to też mi jakoś uciekało bo jedynie na sport na żywo potrafiłem zarywać nawet całe noce;))). Ale w końcu teraz mam divixa;)))) i mogę kiedy chcę i bez reklam;).
Pewna obrzydliwie bogata kobieta umiera, ale jej dusza ma zostać wprowadzona w ciało innej młodej i zdrowej. S. Martin gra adwokata który ma zająć się jej sprawami prawnymi. Przypadkowo jednak jej dusza zostaje wprowadzona w niego i przejmuje kontrolę nad połową jego ciała.
Sporo gagów tak wizualnych jak i słownych.
"Mam trzydzieste ósme urodziny a ty dajesz mi w prezencie afrykański słup nagrobkowy? Cudownie!;)"

poniedziałek, 8 lutego 2010

Do Czech razy sztuka (2008)

:-) ;)))
Motyw się przewija.
Pokazana jest fascynacja jednej strony, ale czy na pewno chodzi o sam akt?
A ona? Może to jej fantazja, a może forma słodkiej gry:)
Ja nie wiem;)))

Surrogates (2009)

To tylko film. Zupełnie nierealna przyszłość. I jak to w Hollywood wszystko kończy się happy endem (końcowa scena przypomina mi Kurta Russela w "Ucieczka z Los Angeles" gdzie zgasił światło i świat...). Takie przychodzą myśli. Tak chciało by się powiedzieć. Oboje wiemy, że to nie prawda. To tylko kwestia promocji i coś co jest nie do pomyślenia co bulwersuje zostaje w społeczeństwie z czasem zaaprobowane. I ludzie stają się szczęśliwi. I odkrywają ze zdziwieniem, że w jaki sposób w ogóle mogli funkcjonować bez czegoś takiego.
Surogaci to maszyny zastępujące ludzi. Leżysz sobie w domu i pilotujesz takiego robota. On się spotyka z żoną, mężem, znajomymi, współpracownikami - to znaczy z ich mechanicznymi przedstawicielami.
Fabuła naiwna. Realizm świata w przyszłości jednak aż do podziwu przekonuje. Na każdym kroku promocja młodości, hasło z nowoczesnym stylem życia, sam plastik, zero biologi. I te 5% społeczeństwa, które chce normalności. Film super, wiadomo Bruce Willis;))) ale wierzę, że po obejrzeniu tylko bardziej zatęsknisz za miastem w Amazonii;).

niedziela, 7 lutego 2010

Egzorcyzmy Dorothy Mills - Dorothy Mills (2008)

Zacznę od tego co mnie wkurza. Czy w tytule oryginalnym mowa o jakiś egzorcyzmach? Nie!!! Szczęśliwie jak brałem ten film to tłumaczenia nie było. A tego cholernego ciołka tłumacza sam bym poddał egzorcyzmom.
Klimat surowy, wieś anglosaska. Gatunek filmu - horror. Podobał mi się. Nie wiele sie spodziewałem, więc miłe rozczarowanie. Bez krwi, bez jakiśtam "555" ups "666". Duchy przez młodą dziewczynę pragną by ludzie poznali prawdę o tym jak zginęli, by poznali sprawców. Kiedyś oglądałem "Kroniki portowe" i "Osadę". Zupełnie inne w treści ale z jakiś powodów właśnie te skojarzenia. Nie napiszę, że polecam ten film. Średniak. Mi podpasił klimatem.

Zombieland (2009)

Film doskonały gdy chcemy zrobić reset dla swojej inteligencji niezależnie jak wielka lub nawet jak nie wielka jest ona;))) Jedno z filmowych zer po których "Teleekspres" to duchowe przeżycie.
Bill Murray zagrał tam króciutki epizod, zresztą we własnym pałacu. Sporo za to musiał zgarnąć. Ale czemu jedną z głównych ról zagrał w nim Woody Harrelson? nie wiem;)))

sobota, 6 lutego 2010

Zagubieni w Pekinie - Ping guo (2007)

Młode chińskie małżeństwo. Bieda aż piszczy. Ona zostaje wykorzystana przez swojego szefa. Zachodzi w ciążę. Jej mąż chce to wykorzystać i próbuje wyłudzić pieniądze. Okazuje się że szef chce tego dziecka, chce dla siebie i gotów jest zapłacić. Najpierw radość z pieniędzy potem refleksja co się traci. Można chciec potem je zwrócić, ale czy ktoś weźmie je z powrotem, czy to naprawi co się zdarzyło? Tak nabywamy życiowej mądrości, wszystko kosztuje.

Nocny kowboj - Midnight Cowboy (1969)

Już kiedyś oglądałem. Wtedy szukałem akcji, ale do wczoraj pamiętałem niektóre sceny. Świat jest cały nasz, a potem następuje coraz bardziej brutalna weryfikacja. Jak boli desperacja i niemoc. Jak znika nadzieja. Trzeba być czasem ślepym by tego nie dostrzec.Trzeba.

piątek, 5 lutego 2010

Dom zły (2009)

Choć to film, ale momentami ma sie wrażenie, że to taki teatr w plenerze. Kamera cyfrowa to jednak fajny wynalazek:). Najbardziej odrażające rozliczenie z komunistycznym syfem jakie widziałem, a do tego przyprawione cuchnącą groteską. Świetna gra aktorów. Można być zniesmaczonym po obejrzeniu, ale trudno nie docenić;). Polecam.

Teatr TV - Gry operacyjne (2009)

Peter i Barbara stanowili niezwykłą parę. On, Hindus z pochodzenia, syn wysokiego urzędnika kaszmirskiego, student Oksfordu, za namową przyjaciół przyjechał do Polski, żeby pisać doktorat. Ona to subtelna blondynka ze znakomitej, szlacheckiej rodziny, studentka arabistyki. Raina od początku pobytu w Polsce był zaangażowany w życie polityczne. Prawie ćwierć wieku po śmierci żony Peter odkrywa tajemnicę ich wspólnego życia. Orientuje się, że kryjący się pod pseudonimem "Sehu" konfident to jego żona, która donosiła na niego bezpiece 15 lat, chętnie i bez przymusu.
źródło: tv.wp.pl

Nie mam swoich wrażeń z tego spektaklu.

czwartek, 4 lutego 2010

American Pie 7: Księga Miłości - American Pie Presents: The Book of Love (2009)

Spatrzałem. Widziałem jednak dużo lepsze części. Fabuła ta sama. Jak się dorwać bzykania. Więcej nagich cycków niż zwykle. Wszystko kończy się happy endem czyli bezpośrednia relacja z kilku sypialni.
Takie nic, że nawet sobie głowy nie będą zaprzątać by nominowac ten film do "kupy" roku 2009.

niedziela, 31 stycznia 2010

Woyzeck (1979)

Tak przy okazji oglądania "Krzyku kamienia" zobaczyłem, że Werner Herzog wyreżyserował "Woyzecka". Ponieważ nie za bardzo podobał mi się spektakl byłem ciekaw czy to tak słaby dramat czy tylko lokalny niewypał. I jest mniej więcej tak jak napisałem w recenzji poprzedniej. Tutaj reżyser nie miał większych problemów;) wszystko poukładane i przejrzyste. Być może duży wpływ miało to, że oglądałem to niby drugi raz;))). Bardzo dużo różnic, a tutaj taki porządek. To co niedokończone takim pozostaje;). Wspomnę jeszcze, że główną role zagrał Klaus Kinski. Miał sporą przewagę nad Darkiem Siastaczem. Jego twarz na pierwszym planie. Można ujrzeć każdy grymas. I dlatego był bardziej przekonujący. Tutaj nie mam żadnych wątpliwości. Nie będę nawet próbował usprawiedliwiać jego czynu.
Myślę, że sporym atutem filmu jest jego długość, a właściwie krótkość, o dobre pół godziny;)

piątek, 29 stycznia 2010

Krzyk kamienia - Cerro Torre: Schrei aus Stein (1991)

Werner Herzog chyba polubił Amerykę Południową (np Fitzgeraldo). Z sobie tylko znana pasją ukazuje ekstremy natury. Piękno i wielkość. Stąd tak bogata filmografia dokumentalna reżysera tak sławetnych filmów fabularnych. Tym razem jako treść jest rywalizacja dwóch zdobywców szczytów, który pierwszy zdobędzie tytułową górę. Podobnie jak w wielu innych jego filmach nie ma tutaj zawrotnej akcji czy przepychu zdarzeń. To skromny obraz, momentami wręcz amatorski;))) z kapitalnym doborem plenerów. A sam wybór legendy Patagonii to majstersztyk, bardzo oryginalny kształt. A koniec zaskakuje;)))
To tyle by w recenzji zmierzyć się (i polec;))) ) z wielkością nazwiska - Herzog;))).
Teraz nie owijając w bawełnę - trochę cierpliwości się przydaje choć obraz nie jest wcale długi. Donald Sutherland to może i gwiazda ale mało lubiana, więc specjalnie nie przyciaga. Jak dla mnie to niezbyt artystyczne kino, ale ma jeden wielki plus - to nie jest bezmyślny film jakimi się obecnie nas zalewa, a to już bardzo dużo;))).

Karel Capek - Fabryka Absolutu

Fabryka absurdu;))) tak mi się ubzdurało, ale mozna naciagnąc, żę wiele tego tytułowego absurdu autor wyprodukował.

Czytając tą książkę pobłądziłem powielokroć;))) Skojarzenia z Kongresem futurologicznym Lema, błędne datowanie powstania powieści na lata pięćdziesiąte-sześćdziesiąte. Ideologiczne lewioowanie z obowiązkowym wyśmiewaniem religii.

O tak to się zaczyna...
"W Nowy Rok 1943 pan G. H. Bondy, prezes zakładów MEAS, czytał sobie gazetę, jak zwykle, trochę niegrzecznie przeskoczył wiadomości wojenne, uchylił się od czytania o przesileniu gabinetowym i na pełnych żaglach (tak, na pełnych żaglach, bo „Gazeta Ludowa” już dawno powiększyła swój format pięciokrotnie i płachty jej nadawałyby się nawet do żeglugi morskiej) wpłynął na obszary gospodarki narodowej. Krążył przez chwilę tam i sam, po czym zwinął żagle i pozwolił kołysać się marzeniom."
I bądź tu mądry;)))

Tymczasem Karel Čapek ur. 9 stycznia 1890 w Malé Svatoňovice, zm. 25 grudnia 1938 w Pradze. Szczęka mi opadła. Nie czuć tego w tej powieści. Owszem przewijały się lata gdy się odbywały wydarzenia, ale tak zgrabnie skomponowano fabułę, że czas przestał mieć znaczenie. I mowa tutaj o wykorzystaniu energii atomowej więc jakoś tak samo przez się;)))

"Stało się tedy, że już w lipcu wypowiedział się parlament, iż „Toni Bobinet dobrze zasłużył się ojczyźnie” i razem z tytułem Marszałka przekazał mu godność Pierwszego Konsula. Francja była skonsolidowana. Bobinet zaprowadził ateizm państwowy; jakikolwiek przejaw religijności karany był śmiercią na podstawie prawa wojennego.
Trudno przejść milkliwie ponad niektórymi scenami z życia wielkiego człowieka.

Bobinet i jego matka. Pewnego dnia Bobinet naradzał się w Wersalu z generalicją. Ponieważ było gorąco podszedł do otwartego okna. Nagle ujrzał w parku starusieńką panią wygrzewającą się na słońcu. Wówczas przerwał Bobinet wywody marszałka Jolliveta i zawołał: „Panowie, oto moja matka!…” Wszyscy obecni, nawet najbardziej zahartowani w walkach generałowie nie umieli opanować łez wzruszenia wobec przejawu takiej synowskiej miłości.

Bobinet i jego miłość ojczyzny. Kiedyś podczas deszczu Bobinet był obecny przy przeglądzie wojska na Polu Marsowym. Gdy defilowały ciężkie agregaty artyleryjskie, najechało auto wojskowe na kałużę; woda bryznęła i poplamiła płaszcz Bobineta. Marszałek Jollivet chciał na miejscu ukarać dowódcę nieszczęsnej baterii i zdegradować go. Ale Bobinet nie dopuścił do tego: „Niech pan da spokój, panie marszałku, przecież jest to błoto francuskie”.

Bobinet i inwalida. Razu pewnego Bobinet przyjechał nie poznany do Chartres. W drodze pękła opona i podczas gdy szofer naprawiał uszkodzenie, zbliżył się jednonogi inwalida i żebrał. „Gdzie ten człowiek stracił nogę?” — pytał Bobinet. Inwalida odpowiedział, że stracił ja w Indochinach, że ma starą matkę i że nieraz całymi dniami oboje nie mają co włożyć w usta. „Marszałku, proszę zapisać nazwisko tego człowieka” — rzekł Bobinet wzruszony. I rzeczywiście, w tydzień potem do drzwi izdebki inwalidy zapukał kurier osobisty Bobineta i wręczył biednemu kalece paczuszkę „od pierwszego Konsula”.
Któż opisze radosne przerażenie inwalidy, gdy otworzywszy paczuszkę znalazł w niej medal brązowy!"

Taka jest cała książka. Pełna humoru (brytyjskiego ciii;))) ) i satyry, satyry na przyszłość. Chylę czoła;) I polecam. Kapitalna lektura.