poniedziałek, 5 kwietnia 2010

paczka filmowa i teatralna....

święta, a mnie grypa jakaś dopadła i zamiast ... nawet książki do ręki ... więc gapię się ;(((

Wolna chata - House Broken (2009)
Lubię Dannego DeVito i tylko dlatego włączyłem ten film. Ale nie aż tak. Nie polecam.

Armored (2009)
Tu gra Jean Reno. Liczyłem na dobrą sensację. Niestety dialogi jak i rozgrywanie akcji naiwne i przewidywalne. Nie jest ze mną aż tak źle bym coś takiego musiał oglądać. 10 minut to było aż nadto by wiedzieć co się będzie dalej działo. Odradzam.

Teatr TV - H.Ibsen "Hedda Gabler" (1974)
Nie będę tutaj klepał recenzji typu "Dramat ten do doskonałe studium ludzkich relacji i podążających za nimi emocji...". Ibsen jest jednym z ważniejszych dramatopisarzy i nie zasłużył sobie na to miano ciekawym nazwiskiem. Główna bohaterka to osoba totalnie pogubiona. To z jej ust jak pamiętam pada "Miłość, cóż za okrutne słowo.". A gdy zwierza się otwartym tekstem, że pragnie mieć nad kimś władzę przyjmuję to jako choć dość nielogiczne zachowanie to jednak szczere.
Wnioski końcowe - brak celu jest bardzo destrukcyjny dla człowieka.

Miłość Larsa - Lars and the Real Girl (2007)
Główny bohater Lars ma problem z bliskością względem innych, nawet dotyk sprawia mu ból. Ale poza tym "felerem" normalnie funkcjonuje w społeczności. Pracuje, chodzi do kościoła. Jeden z kolegów z biura pokazuje mu stronkę (ta strona istnieje naprawdę sic;))) ) gdzie można zamówić wymarzoną silikonową seks-lalkę. Zamawia sobie taką i przedstawia ją jako własną narzeczoną, rozmawia z nią, chodzi na spacery, kolacje. To szok dla rodziny, szok dla całej społeczności małego miasteczka w którym mieszka. Autorzy filmu eliminując tłum, ograniczając ilość dzieci dokonali zabiegu gdzie mieszkańcy zdali egzamin z braterstwa i tolerancji. Ciekawy film. Bardzo ciepły. tak ciepły, że polecam ... gorąco;)))

ps Tutaj jest tylko silikonowa lala, ale co się stanie gdy powszedne będą roboty typu Geminoid-F, zaprojektowany na wzór japońskiej modelki, pełen siłowników umożliwiających poruszanie się;)

Potega Smaku (1995)
Ponad dwugodzinny film dokumentalny o Zbigniewie Herbercie. To już któryś tego typu dokument o nim. Są wypowiedzi jego siostry, historyków literatury i literatów. Nie ma wywiadów z nim czy jego żoną lub kochanką;). Powstał więc materiał rzeczowy, o poecie i wieszczu, a nie o Zbyszku. Jednak wydaje mi się, że nie ma tutaj charakteru, który jest w naturze Herberta. O konflikcie z Miłoszem trzeba było wspomnieć, ale jako puentę podano, że się wzajemnie szanowali. O wyborczej również, ale i tutaj zaznaczono, że on był po prostu bardziej surowy. A gdy trzeba było dla przyzwoitości jakiś literatów na usługach reżimu wymienić to poleciał Andrzejewski i Broniewski. Tylko.
Autorom filmu zabrakło tej odwagi, którą posiadał ten kogo uznali za bohatera. Zabrakło im tej niezależności. On pisał nie patrząc czy mu to wydrukują. Oni kręcili mając na uwadze by przeszło w telewizji. To nie krytyka. Jedynie spostrzeżenie. Przecież dzięki temu mogłem to obejrzeć;)))

Zaklęci w czasie - The Time Traveler's Wife (2009)
Kolejna wariacja na temat podróżowania w czasie. Różnice polegają tylko w zasadach co wolno a czego nie i w jaki sposób sie to odbywa. Mnie ten obraz zmęczył i oglądałem go jednym okiem, w między czasie podsypiając;))) Jeśli już to polecam "Efekt motyla".

Enen (2009)
Borys Szyc jako lekarz psychiatra odkrywa w szpitalu pacjenta z amnezja, który nie ma nawet karty z historią choroby. Przenosi go do włąsnego mieszkania by poddać go terapii. oprócz tego prowadzi śledztwo by odkryć prawdę. Odkrywa. Przerażającą. Może jeszcze zdąży z ratunkiem... Kameralny thriller. Dobry film, ale nie miałem nastroju by "się wkręcić".

Zero (2009)
No i fajnie. O tym filmie mozna napisać albo, że to dno, albo że jest super. Ja zaryzykuję to drugie. Czemu zaryzykuję? Nie wiem jak wiele w tym sztuczności i zapożyczeń, a ile własnej inwencji twórcy. Wszystko jest kwestią ustalenia jak ten film oglądać;)
Właściwie to taki "berek" dobrze znany z amerykańskich początków filmów, gdzie kamera podąża za jedną postacią potem za następna i tak płynnie zmienia obiekty zainteresowań. Kończą się napisy początkowe i wszystko się uspokaja. ;))) Tam tak. Tutaj nie. Tutaj jest cały czas ktoś na planie. Starsza pani w autobusie wracająca od syna. Ktoś jej ustępuje miejsca. Potem ten ktoś robi zakupy za 6,50, a potem taksówkarz kupuje oranżadę i dalej już jedziemy z nim. I tak jak w życie "świat jest mały" i gdzieś sie losy krzyżują bohaterów. Ale to wciąż za mało by uznać ten film za jakiś super;))) Owszem cały czas coś się dzieje, cały czas szukam klucza by to ogarnąć. Przypomniałem sobie etiudy z "Kocham kino". I tak, po obejrzeniu całości można powydzielać tutaj osobne króciutkie, niezależne filmiki. Tutaj autor je poprzeplatał i spiął klamrą by nabrały spójności.
Więc jednak super;))) W końcu pierwszy raz oglądam tak skonstruowany film (albo nie pamietam wcześniejszych).

Amerykańska dziewica - American Virgin (2009)
Coś w stylu którejkolwiek części American Pie. Ameryka. Studenci. Akademiki. Imprezy. Seks. Ładna główna bohaterka, ale film na przewijaczu puściłem. Szkoda czasu.

Rec 2 (2009)
Horror hiszpański. Pierwszą część obejrzałem i podobała mi się pomysłowość przy niewielkim zaangażowaniu finansowym. Tym razem nic lepiej, tylko bardziej naiwnie. Ponieważ dawno nie obejrzałem żadnego filmu grozy dotrwałem do końca;))) ale żeby się bać czy jakieś wrażenia. Nie przewiduje bym zapoznał się z trzecia częścią;)

Miłość i śmierć - Love and Death (1975)
"- Modlisz się za Iwana?
- Tak. Twojego męża. Kochałam go jak zapewne wiesz.
- Chciałabym abyś miała coś po nim.
- Jesteś taka łaskawa.
- Zatrzymam szablę oraz złoty zegarek. A tu, daję ci jego wąsy.
- Będę je miłować.
- A także, resztki sznurków. Iwan nie wyrzucał sznurów.
- Wiem. To jeden z powodów dla których go kochałam.
- Rozumiem cię. Ja też kochałam go za te sznurki.
- Masz jeszcze coś dla mnie?
- Pomyślałam, że powinnyśmy podzielić się jego listami. Wolisz samogłoski czy spółgłoski?
- Wolę samogłoski. Zatrzymaj spółgłoski."


Dialog niczym z Monty Pythona. A najbardziej zdumiało mnie, że tego filmu Woody Alena nigdy wcześniej nie obejrzałem. To ten typ komedii, który kocham najbardziej;))) Fajnie, że jeszcze coś się przede mną takiego ukrywa;) A teraz nabrałem apetytu na jeszcze jakiś jego film.

Uczeń czarnoksiężnika - Krabat (2008)
Kiedyś chyba Czesi zrobili ekranizację tej powieść Otfrieda Preusslera z 1971 roku. Tym razem Niemcy. Tragedii nie ma. To naprawdę dobry film fantasy. Mogę jedynie polecić.

Teatr TV - Kay Mellor "Namiętna kobieta" (2009)
Pychotka;))). Owacja na stojąco i jeszcze prosiłbym autorkę na scenę.
Jak bardzo to prawdziwe, namacalne, nawet duch. Brawo!!!

i tak mi minęły dziwnie święta, zupełnie nieświątecznie;( choć wrażenia...

poniedziałek, 29 marca 2010

Rewers (2009)


To naprawdę zbieg okoliczności, że jedna czarna komedia po drugiej. Fakt ten skojarzyłem dopiero jak się stało;))) Generalnie na takich filmach się nie śmieję. Co najwyżej uśmiecham. I tyle. Jandę bardzo lubię. Gra naturalnie, gdy tego wymaga rola, lub bardzo charakterystycznie gdy postać musi być stworzona ("Wizyta starszej pani"). Agata Buzek obsypana nagrodami za swą grę właściwie się obroniła. Nadal pozostanę z twierdzeniem, że tata może dużo i dlatego nie będę darzył jej specjalnym szacunkiem. Cudów nie ma, a niektórzy mogą chodzić na skróty oficjalnie. Ale to tyle w tym temacie. Nie jest też ona specjalną pięknością więc ... to dobra dla niej rola. Postać staruszki wg mnie jednak nie wyszła, ale to nie jej bezpośrednia wina. Brak zmarszczek na twarzy to jednak pójście na łatwiznę przez charakteryzatorów. To kuśtykanie z pochyleniem, a potem taniec? No właśnie, jak się wyprostowała to zupełnie stało się to nienaturalne, i jeszcze takie dynamiczne zatrzaśnięcie drzwi taksówki od wewnątrz. Detale. Ale zadecydowały. Czepiam się;)))
Sam film generalnie fajny. Motyw konwencji czarno-białej podobnie jak na "Białej wstążce" dodał ważności dla tego dzieła. Ale tutaj szczęśliwie opowieść jest zamknięta, co wg mnie daje sens jego powstania. A gdy dodamy gagi ze świata ówczesnego komunizmu, te poemaciki donosicielskie, kwiaty entuzjastycznie wręczane gościom z trybuny, drobne uwagi dla poety. O tak;) To są te prawdziwe smaczki, którymi można zahaczyć temat "rozliczeń";))) A film staje się całkiem przyzwoity.

Ladykillers, czyli zabójczy kwintet - The Ladykillers (2004)


Czarna komedia braci Coehn z główną rolą T. Hanksa. Kolejny z dobrze mi znanych filmów które oglądam dla przyjemności. Dla tego niepowtarzalnego klimatu specyficznej czarnej komedii, dla tej finezji słownej, która została wprowadzona w postać głównego bohatera, maestra zbrodni.
Perfekcyjny plan napadu na kasyno. Udział w nim bierze zestaw komicznych postaci, choć z zachowaną powagą. Napad się co prawda udaje ale co dalej... Kto nie widział ten powinien;))) Dodam tylko, że to bardzo subtelne "Ocean Eleven". Kameralne. Tylko krok i można to zagrać na scenie teatru;)

Zorza polarna - Northern Lights (2009)

Ekranizacja prozy Nory Roberts. Klasyczny romans kryminalny. Miejsce wydarzeń Alaska. Do miasteczka przyjeżdża młody szeryf. Zakochuje się. Odnajdują ciało zamordowanego piętnaście lat temu ojca jego wybranki. Rozpoczyna się śledztwo.
Nic specjalnego. Taki Hallmark.

Uwaga kobiety - Ah! La Libido (2009)

Cztery dziennikarki piszące dla kobiecego magazynu postanawiają skorzystać z usług żigolaków. To taki pomysł by trochę urozmaicić szarą codzienność, nabyć nowych wrażeń. Generalnie nie licząc śmiesznych zakończeń co niektórych "przygód" film dość nudny. To oczywiście moje zdanie;).

Argov Sherry - Dlaczego mężczyźni kochają zołzy

"Wiedząc, jak żałosnych porad sercowych udzielają popularne kolorowe magazyny, łatwo zrozumieć, dlaczego kobiety tak ochoczo nadskakują swoim partnerom: „Pożartuj, a potem ugotuj mu obiad z czterech dań... upiecz walentynkowe ciasteczka z egzotyczna
posypka sprowadzana z Malezji (wzorem Marthy Stewart). Nie zapomnij o eleganckich serwetkach i ekologicznych truskawkach, po które warto się wybrać na drugi koniec miasta (dobre dwie godziny drogi). Potem ugość go tym wszystkim na drugiej randce,
wystrojona w czarna koronkowa koszulkę nocna". I na co jest to recepta? Na katastrofę."


To książka dla kobiet. Zdecydowanie dla nich napisana zresztą w formie poradnika. Więc dlaczego ja po nią sięgnąłem?;))) Lekki sposób pisania mnie zaciekawił, a potem sporo zabawy miałem gdy przyszło dopasowywać sytuacje i zachowania. Ale wszystko z pewnym przymrużeniem oka. O autorce wiem tyle co na końcu książki jest w podziękowaniach:). Nie nazwałbym jej feministką pomimo porad w stylu "wrzuć swoją czerwoną koszulkę i całą jego białą bieliznę do prania razem. Żaden samiec hetero nie będzie nosił różowych majtek więc pierwszy będzie krzyczał Tylko nie waż się prać moich rzeczy". Gdy czytam takie rady natychmiast kojarzy mi się film "Przypadkowy mąż";))). W książce przeplatają się non stop relacje damsko męskie i nie pada chyba ani razu słowo miłość. Owszem, jest bardzo prawdziwy zresztą w treści, indeks jak rozpoznać gdy partner jest w zakochany. No ale oto tutaj chodzi. Podczas gdy oznaki zakochania, a co za tym idzie utraty kontroli u kobiety określane są mianem słabości.

ale jest jeszcze mała perełka

"... ale nie wysilaj się jeszcze bardziej, żeby zadowolić swojego mężczyznę.
Zamiast tego staraj się coraz bardziej zadowolić siebie... bo tak naprawdę to jest właśnie to, co go szczerze zadowoli."


ciekawe??? ;)))

sobota, 27 marca 2010

Saga "Zmierzch": Księżyc w nowiu - The Twilight Saga: New Moon (2009)


Nawet się ucieszyłem jak zobaczyłem dostępność tego filmu. Pomyślałem sobie "czas na megahit";))). Nie to, że jakiś entuzjazm, wszak pierwsza część specjalnie mnie nie urzekła. Ale chciałem mieć wpis tego filmu na swoim blogu;))) No właśnie, tylko jak zrecenzować go skoro trzy podejścia i po kilku minutach zasypiałem. I tak dobrnąłem do ok 20 minuty gdzie główna bohaterka usłyszała od swego kochanego wampirka słowo "żegnaj". Pewnie on ją strasznie kocha i to jest forma poświęcenia. Tak myślę, bo pewnie sam się tego tak szybko nie dowiem;))) Jak będę chciał obejrzeć jakiś film to włączę inny. Na tym prawdopodobnie znów usnę.

Henryk Pająk - Zabijałem, żeby żyć

"- Czy przeskok do cywila, do wielkiego miasta, był wielkim przeżyciem?
- Przez kilka dni chodziłem jak przygłuszony. Jak człowiek, który odzyskał czucie, wzrok, pamięć. Jakaś psychiczna i fizyczna dekompresja. Raptownie uchodzi z ciebie wszystka bojowa para. Pełny luz. Masz jakby o jedną rękę, o jedno ramię więcej. Jest to ramię i ręka, których już nie zaprząta pasek kałasznikowa. W kieszeniach nie ma granatów, są puste, lekkie, w zakamarkach ubrania - tych pięciu noży. Gdzieś podziały się magazynki. W kawiarni wstajesz od stolika i sięgasz po odłożonego kałasza - nie ma go! I nie będzie! Wychodzisz na Kreszczatnik, główny deptak Kijowa. Tysiące ludzi i ani jednego wroga. Sami swoi. Wszyscy bez broni! Gdzie się podziali duszmeni? Gdzie ich brody, turbany, białe szaty? Nie cieszysz się, że jesteś cały, masz dwie ręce, dwie nogi. Wszyscy mają po tyle samo nóg i rąk. Wszystko jak przedtem. Jak przedtem? Wszystko? Ani wszystko, ani jak przedtem... Nocami we śnie walczyłem. Strzelałem. Krzyczałem. Tylko te sny były realne, prawdziwe. Snem był
dzień."


Autora znam z kilku niewesołych książek. "Bestia końca czasów" czy "A naród śpi" to lektury, które potrafią wpędzić w depresję. Ta książka to wywiad z Afgańcem, czyli żołnierzem Armii Radzieckiej walczącym w Afganistanie. Bez nazwiska. Dla bezpieczeństwa. Wyobrażam sobie, że został zapoznany, przyjeżdżając do Polski handlować czy zatrudniać się na czarno.
Choć głównym motorem dla tej opowieści są przeżycia na tamtejszej wojnie, jest miejsce na komentarze do agresji w Czeczeni, do opisu śledztwa, które potem miał, jego studiów historycznych i pracy jako nauczyciel w Dołgani.

Afganistan to krwawa ekstrema, więc może mrozy Dołgani...
"Rozpoczyna się narada. Okazuje się, że ani jeden z Dołganów nie chce mnie przyjąć, bo każdy ma w chacie żonę. A co to znaczy mieć żonę w chacie, można zrozumieć dopiero wtedy, kiedy pozna się wymiary i wnętrze takiej chaty. Jest to konstrukcja przypominająca byle jak skleconą szopę. Buda o rozmiarach dwa i pół na trzy metry. Odmierz taki prostokąt w tym pokoju i wówczas nabierzesz wyobrażenia o tak zwanej powierzchni mieszkalnej domu przeciętnej rodziny dołgañskiej. Wchodzi się przez drzwi, ale bokiem i trzeba się zgiąć do połowy. Tuż za drzwiami, z lewej lub prawej, znajduje się jedna lub dwie prycze. (...) Wszelkie intymności płci stanowią tam naturalny, pozbawiony wstydliwości konglomerat - obcy nie ma możliwości dyskretnego obcowania z gospodarzami na tak znikomej powierzchni."

i może jeszcze jeden by bardziej przybliżyć gawędziarski charakter książki...

"Kiedy żyłem tam przed przyjazdem mojej żony z synem, razem z innym kolegą kawalerem, już mieszkając przy internacie, przygotowywaliśmy dla siebie po kilka tysięcy pierogów mięsnych z reniferów. Lepienie pierogów zajmowało nam parę godzin, ale potem mieliśmy spokój na kilka tygodni. Dwa lub trzy worki pełne pierogów, wynosiło się za drzwi kotłowni lub w byle jakie miejsce niedostępne dla psów. Worki z pierogami sztywniały już po godzinie."

Jedno jest oczywiste. To wywiad biograficzny i na pewno jest w wielu miejscach naciągnięty czy ubarwiony. Opowiadacz przyznaje się do wielu czynów okrutnych, chwali swoimi zasadami, wiele mu się udaje... No wiadomo. Opowiada o sobie. Czy znamy kogoś kto chętnie opowiada, a przy tym trochę nie zmyśla;)))

poniedziałek, 22 marca 2010

Teatr TV - Friedrich Dürrenmatt "Wizyta starszej pani" (2001)

To najlepszy spektakl teatralny jaki widziałem. Dlatego też oglądam go dla przyjemności tak raz do roku;))). Właśnie w ten weekend się to wydarzyło;). Krystyna Janda jest niesamowita. Tak jak do gry Stuhra można się przyzwyczaić tak ona wciąż mnie zadziwia, tak wciąż czekam na jej "A ja poczekam." czy dłuższy fragment z piotrowej stodoły "Wasza nadzieja hodowana przez te wszystkie długie lata była szaleństwem, wasza wytrwałość nonsensem, wasza ofiarność głupotą. Zmarnowaliście życie bez najmniejszego sensu. (...) Panowie. Człowieczeństwo jest podporządkowane giełdzie. Jeśli ktoś dysponuje takim kapitałem jak ja może sobie pozwolić na stworzenie własnego porządku świata. Świat zrobiłem ze mnie dziwkę. Ja zrobię z niego burdel. Wy chcecie korzystać z przyjemności życia za darmo. Uczciwy jest tylko ten co płaci. Ja płacę..." ;))) Znów sobie ten fragmencik włączyłem. Genialne;)))

ps Treść i moje odczucia o wartościach samego dramatu pominę. Wszystko jest czytelne, a obejrzeć po prostu trzeba;)

Zamieć - Whiteout (2009)


Odpalam film. Lecą samolotem, potem strzelanina wewnątrz, pilot trafiony, samolot spada. Straszny mróz. Biegun południowy. Przewijam dalej by przyśpieszyć akcję. Stacja badawcza tętniąca życiem i wygłupami studentów, hollywoodzki klimat. Przewijamy dalej. Wwożą jakieś zamarznięte zwłoki, potem ktoś kogoś goni, potem jakiś agent ONZ. Stop. To może być nowoczesna wersja "Stacji arktycznej Zebra" Alistera MacLeana. Obejrzymy. Niestety nie była. Kate Beckinsale znana z "Underworld" to tylko ładna aktorka, i dla mnie to zbyt mało. Zero intrygi czy jakiegoś polotu by zaciekawić. Pustak kompletny. Rozczarowanie.

Teatr TV - Jiri Hubac "Napoleon V.S.O.P." (1988)

Anna Seniuk - Krzysztof Kowalewski. Jak przestać być postacią a stać się człowiekiem. Kiedyś dawno temu już go oglądałem. Mogło to być nawet w tym 1988;), ale taki duet aktorski to przyjemność;))) i nigdy dość.

Biała wstążka - Das Weisse Band (2009)


Sam początek, czarno-biały obraz i wrażenie - pachnie Jarmushem i jego "Deadman". Zacieram ręce;))). Potem jednak zacząłem wyczuwać ducha Bergmana. W końcu dużo więcej tu aspektów psychologicznych. Ale to nie wada i mnie nie zraża;). I generalnie jest to świetnie zrealizowany film. Pełne mistrzostwo. Spokój, opanowanie, każda scena ma sens, jest ważna, logicznym kawałkiem ukłądanki (tak to wygląda). Opowieść przechodzi z jednego domu do drugiego, z jednej rodziny do drugiej. Poznajemy coraz to nowych bohaterów i powiązania między nimi. I tak narrator opowiada historię... , a my za pomocą obrazu zapoznajemy się z tamtymi realiami. Odwiedzamy mieszkańców i dopiero gdzieś zaczyna do nas docierać jak pięknie ktoś ubrał krytykę tradycji i wartości ponadczasowych karykaturując tych, którzy ład ten symbolizują. Czemu zwróciłem na to uwagę? Mogłem przymknąć oko. Jaki jednak ten film miałby sens??? Opowieść kończy sie podejrzeniem narratora i drugą wersją rozpowszechnioną wśród ludzi. Trochę mnie takie pozostawienie rozczarowuje, jakieś takie niepoważne.

piątek, 19 marca 2010

Teatr TV - A. Ayckbourn "Sila Komiczna" (2003)

Pychotka;))) Agnieszka Grochowska mnie urzekła w roli androida. Paweł Wawrzecki rozbawił jak to ma w swoim zwyczaju, a Jan Englert wskazał dystans jaki powinienem do tej sztuki przyjąć i wplótł nastrój refleksji. To tak personalnie, choć wiadomo że gra aktorska w Teatrze TV jest przeważnie na najwyższym poziomie.
Alan Ayckbourn zrobił satyrę na współczesną telewizję. Sztukę napisał jak sprawdziłem 15 lat temu, a realia posunął o kolejne 15 patrząc na chwile obecną, ale trafnie zakreslił kierunek w którym zmierzaja massmedia. Rok kiedy napisał ten spektakl sprawdziłem jednak w innym celu;))). Miłość między człowiekiem a androidem opisana w opowiadaniu Dicka "O czym marzą elektryczne owce" (co potem tak pięknie można było pooglądać w "Blade Runner"). Ot taki cieplutki smaczek;)

Outlander (2008)


Całkiem niezły film. Nie będę strzelał jednak ochów i achów. Klimat z Wikingami jest fajny. Zawsze to ociera się o fantasy. I w istocie pojawia się jakiś potwór. I pojawia się też kosmita ze swoim statkiem kosmicznym. I zabija potwora;). Finezja z najwyższej półki pobrana;))). Pobrzmiewa mi tu Ursula LeGuin i jej seria Ekumena gdzie zgrabnie łączy dwa gatunki fantastyczne. Ale też jak dla mnie robi to bez większego polotu. Jest jednak cos co warto zaznaczyć. Plenery. Robią świetny klimat, czarują. Tak łatwo wtedy uwierzyć w tą opowieść...

2012 (2009)


Wow;) Kupa na maksa, ale to chyba najlepszy film katastroficzny jaki zrealizowano. Kupili mnie i teraz troszkę żałuję, że nie obejrzałem go na większym formacie. Ale jeszcze zdążę;))) Efekty - łeb urywa. Tam gdzie można przegiąć tam przeginają jak się da, gdzie mozna coś zrobić naiwnie to jest okropnie naiwnie. Scena gdy mnich buddyjski przelewa herbatę w filiżance, by uczeń mógł zareagować, że już jest pełna to jak opowiadanie wyświechtanego kawału - bo może ktos jeszcze tej opowieści nie zna.
Gdzie jest akcja tam wszędzie ostatnie sekundy. Ale ... to wszystko w takim tempie, że mamy to gdzieś, iż gość co ledwie dwie godziny pilotował samolot tutaj okazuje się zawodowcem. Graficznie odlot. Znów wychwalam obraz;))) ale co tu o treści pisać. Dobrze, że w ogóle jakaś jest, daje to chwilę wytchnienia dla oczu, spowolnienia by ponownie poczuć prędkość. I najprawdę zalecam potraktowania fabuły z lekkim dystansem. Bo czym jest koniec świata, czym jest koniec... Oooo nie, nie dla Hollywood;)))

wtorek, 16 marca 2010

Christopher Paolini - Eragorn


"Przybądź do mnie, Eragonie, bo mam odpowiedzi na wszystkie twe pytania.
Eragona ogarnął nagły spokój.
Przybędę."


Ładne zakończenie by zachęcić do przeczytania kontynuacji. Ale czy przeczytam następną? Nigdy nie mów nigdy;)

Co do samej powieści to w tekstach dziękczynnych znalazłem potwierdzenie swych podejrzeń co do powstawania książki. Fabuła była wymyślana na bieżąco i często przez rodzinę autora. To sie czuje w jak dla mnie sporych dłużyznach. Nie zdziwiły by mnie dialogi podczas śniadania u państwa Paolini -
"- Mamo nie mam pomysłu co dalej mają zrobić.
- Pisz synku, pisz. Babcia coś na wieczór wymyśli z tą smoczycą.
- Dobrze, to ja trochę walk w między czasie poopisuję."

Nie dam mu taryfy ulgowej za wiek (ok;) przymknę oko na skopiowanie relacji jeździec-smok z "Jeźdźców smoków" i lekki smaczek, ale bardzo charakterystyczny z "Czarnoksiężnika z Archipelagu"). Wiek jest tutaj dobry marketingowo. Uznam jednak za przyzwoite fantasy na poziomie tego co pisze np. Trudi Canavan. Miłe czytadło. Ale to "Niecnych dźentelmanów" niecierpliwie wyglądam (już niedługo nowa częśc;))) - Republika złodzieji) i kontynuacji "Malowanego człowieka" (tu był plan autora, ale zero nawet zapowiedzi;( ).

ps - napewno efekt odbioru książki został osłabiony przez wersję audiobooka. Gdy ostatnie rozdziały sam zacząłem czytać było znacznie lepiej, bardziej dynamicznie;) więc może...

Lewis Carroll - Alicja w krainie czarow


"Pan Lew by raz chory i leżał w łóżeczku,
Więc przyszedł pan doktor:
- Jak się masz, koteczku?
- Niedobrze, lecz teraz na obiad jest pora -
Rzekł Lew rozżalony i pożarł doktora."


Kolejna porcja odrabiania zaległości z dzieciństwa. I tu się strasznie zawiodłem bo nie znajduje tej ponadczasowości, tego mistycznego przesłania. Nie dostrzegam tej nadinteligencji w tym "dziele". Czy sie to nam śni czy wymyślamy sobie świadomie. Myśl ludzka osiodłana wyobraźnia nie zna granic. Gdy byłem mały to u mnie również walety tańczyły z damami. To chyba normalne;)

ps ale żeby nie było - to dobra i przyjemna w czytaniu lektura;)

Przypadkowy mąż - The Accidental Husband (2008)


Najpierw zaznaczę, że film w sensie relacji damsko-męskich (bo jest kilka) nie ma sensu. Jest wierutną bzdurą love S-F;))). Ale dzięki temu wszyscy są szczęśliwi i tymi ... dobrymi;). Nawet namiętne pocałunki aktorzy wykonują bez próby otwarcia ust;))). Może nie wszyscy to aktorzy;))). Uma Thurman zagrała jednak bardzo dobrze, no tak ale ją lubie;))) bardzo nawet;).
Po taki początku dużo łatwiej mi napisać, że ten totalnie nie oryginalny projekt komedii romantycznej ubawił mnie. Ostatnią oglądałem (z tych co sie dają obejrzeć;) ) ponad miesiąc temu i też grał w niej Colin Firth;).
O czym tu pisać. Fabuły nie ma co zdradzać. Może kiedyś sie przydarzy obejrzeć;)))

W Stepie Szerokim (2007)

"Kup teraz" też był amatorski. Ale miał pomysł i mnie wciągnął. Ten smutne gagi i mnie znudził. Nie każde nakręcone wygłupy muszą śmieszyć. Out.

ps Tu też 15 minut na film poszło;)

Nigdy Nie Mow Nigdy (2009)

Więc zgodnie z tytułem, nie będę się zarzekał że nigdy nie obejrzę tego filmu do końca. Narazie minęło 15 minut filmu. I dość. Klasyczny hollywoodzki import. Zaganiana wredna szefowa chyba jakiegoś wydawnictwa. Pachnie to romansidłem gdzie zmnieni się jej stosunek do pracowników i spotka na swej drodze beznadziejnego faceta. A czy ja sie dowiem jak jest na filmie dalej??? Nigdy nie mów nigdy, ale nawet nie mam iskierki ciekawości. Dobre do snu;)

sobota, 13 marca 2010

Haruki Murakami - Ślepa wierzba i śpiąca kobieta

"To świetnie - powiedział Jumpey. - To strasznie ważne. Praca powinna być aktem miłości. A nie czymś w rodzaju małżeństwa z rozsądku."

To zbiór opowiadań. Zwykli ludzie i ich szara codzienność. Przeróżne sposoby dochodzenia do siebie kobiety i mężczyzny. Trud, samotność niespełnienie, miłość. Ale czasem to co realne przestaje nim być. Lodowy pan siedzący na ławeczce. Chłodny w sercu, ale gorący w duszy. Czy np. osoby które mogą istnieć, i mogą przestać istnieć. I jako motyw przewodni to co jest jak podpis u autora czyli płyty z muzyką jazzową;).

To może ten lodowaty...

"W naszym życiu małżeńskim nie było żadnych prawdziwych problemów. Mocno się kochaliśmy, nikt nam nie przeszkadzał. Otoczenie nie bardzo umiało przywyknąc do lodowatego mężczyzny, ale z upływem czasu ludzie zaczęli się do niego po trochu odzywać. Niby lodowaty mężczyzna, a prawie się nie różnił od normalny ludzi mówili."

Douglas Adams - Cześć, i dziękuje za ryby


To czwarta część "Autostopem przez Galaktykę". Tytuł na pierwszy rzut oka bez sensu. Taki smaczek którego sens poznajemy w trakcie lektury;). Momentami świetna książka, potem chwila oddechu dla autora i czytelnika (zaczynającego się, pisze o sobie;), lekko irytować) i znów powrót na fajny poziom. A potem znów lekko wieje nudą. Najlepiej to określić słowem - nierówna. Ale... choć to długie dość ale jak to ścinać;)))

"- Myślę, że powoli powinniśmy zacząć myśleć o powrocie do domu.
- Najpierw historia. Przyszedłeś na dworzec.
- Przyszedłem jakieś dwadzieścia minut za wcześnie, pomyliły mi się bowiem godziny odjazdu. Uważam, że jest tak samo prawdopodobne - dodał po krótkim namyśle - że to koleje brytyjskie się pomyliły. Nigdy nigdzie nie zdarzyło mi się przyjść za wcześnie.
- Opowiadaj dalej.
- Kupiłem więc gazetę, by rozwiązać krzyżówkę, i poszedłem do barku na kawę.
- Rozwiązujesz krzyżówki?
- Tak.
- Które?
- Zazwyczaj z „Guardiana”.
- Uważam, że zbytnio się tam silą na intelekt. Wolę te z „Timesa”. Rozwiązałeś?
- Co?
- Krzyżówkę z „Guardiana”.
- Jeszcze nie miałem okazji na nią spojrzeć. Właśnie stoję przy kontuarze i kupuję kawę.
- Świetnie. Kup kawę.
- Kupiłem. Do tego kupiłem paczkę herbatników.
- Jakich?
- „Rich Tea”.
- Dobry wybór.
- Lubię je. Tak więc obładowany świeżo nabytymi dobrami idę do stolika i siadam. Nie pytaj jednak, jak wyglądał stół, minęło bowiem od tamtego dnia nieco czasu i nie pamiętam.
Prawdopodobnie był okrągły.
- Bardzo dobrze.
- Dokładnie wyglądało to tak: siedzę przy stoliku, przy lewej ręce mam gazetę, z prawej strony filiżankę z kawą. Na środku stolika leżą herbatniki.
- Jakbym to widziała.
- Nie widzisz jednej rzeczy, ponieważ jeszcze o niej nie wspomniałem. Nie widzisz faceta, który siedział przy stoliku, nim przyszedłem. Siedzi naprzeciwko mnie.
- Jak wygląda?
- Całkiem przeciętnie. Aktówka, ciemny garnitur. Nie wyglądał na człowieka, który mógłby zrobić coś dziwnego.
- Aha. Znam ten typ. I co zrobił?
- Pochylił się, wziął herbatniki, rozerwał opakowanie, wyjął jednego i...
- Co?
- ...i go zjadł.
- Co?!
- Zjadł go.
Fenchurch patrzyła z najwyższym zdumieniem.
- I co zrobiłeś?
- To, co zrobiłby każdy Anglik z krwi i kości. Byłem zmuszony go zignorować.
- Słucham? Dlaczego?
- To była jedna z rzeczy, na jakie człowiek nie jest przygotowany. Przekopałem dokładnie swe wnętrze i stwierdziłem, że ani moje wychowanie, ani doświadczenie życiowe, ani nawet najbardziej pierwotne instynkty nie dają najmniejszej wskazówki, co robić, jeśli ktoś ze spokojem kradnie mi na moich oczach herbatnik.
- Ale mogłeś... - Fenchurch zawahała się. - No tak, też nie mam pojęcia, co bym zrobiła. Co działo się dalej?
- Wpatrywałem się wściekły w krzyżówkę. Nie przychodziło mi do głowy żadne hasło, wypiłem łyk kawy, ale ponieważ była zbyt gorąca, nie mogłem się nią zająć. Zebrałem się w sobie i - starając się z całych sił nie zauważać, że paczka została w tajemniczy sposób otwarta - wziąłem herbatnik.
- A więc zacząłeś się bronić, wybrałeś konfrontację...
- Działałem w moim zwykłym stylu, tak, masz rację.
Zjadłem herbatnik. Jadłem go z rozmysłem i bardzo ostentacyjnie, by siedzący naprzeciwko mężczyzna nie miał najmniejszej wątpliwości, co robię. Kiedy jem herbatnik, nic z niego nie zostaje!
- A on co?
- Wziął następnego. Naprawdę - zapewnił Artur. - Dokładnie tak zrobił. Wziął jeszcze jeden herbatnik i zjadł go.
Po prostu i zwyczajnie. Tak naturalnie jak usiedliśmy przed chwilą na trawniku.
Fenchurch powierciła się, jakby było jej bardzo niewygodnie.
- Problem polegał na tym, że nic nie powiedziałem za pierwszym razem, za drugim poruszenie tematu było jeszcze trudniejsze. Co miałem powiedzieć? „Hm, przepraszam pana... niestety nie jestem w stanie zignorować faktu, że...” To bez sensu. Tak więc, zignorowałem sprawę jeszcze dobitniej niż za pierwszym razem.
- O rany...
- Zacząłem się znów wpatrywać w krzyżówkę, w dalszym ciągu nie byłem w stanie odgadnąć ani jednego hasła, więc zachowałem się trochę jak Henryk V w dniu świętego Kryspina...
- To znaczy?
- Skoczyłem na głębokie wody. Wziąłem jeszcze jeden herbatnik. Krzyżowaliśmy przez sekundę wzrok.
- Mniej więcej tak?
- Tak, to znaczy, nie, nie do końca. Fakt jednak, że nasze spojrzenia się spotkały. Na sekundę. Potem spojrzeliśmy w różnych kierunkach, mogę jednak zapewnić, że powietrze było naładowane elektrycznością, jakby nad stołem powstał łuk elektryczny.
- Wyobrażam sobie.
- W ten sposób opróżniliśmy całą paczkę. On, ja, on, ja...
- Całą paczkę?
- Cóż, było w niej tylko osiem herbatników, choć miałem wrażenie, jakbyśmy całe życie przebijali się przez herbatniki.
Gladiatorzy nie mogli czuć się gorzej.
- Gladiatorzy - wtrąciła Fenchurch - musieliby to robić na powietrzu. To bardziej męczące.
- Możliwe. W każdym razie kiedy leżące między nami opakowanie było już puste, mężczyzna, który zaprezentował się z tak złej strony, wstał i poszedł sobie. Oczywiście odetchnąłem z ulgą. Traf chciał, że kilka chwil później ogłoszono przyjazd mojego pociągu, wypiłem więc kawę, wstałem, wziąłem gazetę, a pod nią...
- Tak?
- Leżały moje herbatniki."


Jednak ostatnie zdanie książki w całości kwituje sens treści w niej zawartej...
"Historia ta zawiera morał, ale w tej chwili wypadł on chyba kronikarzowi z głowy..."

ot takie puste kalorie;)

wtorek, 9 marca 2010

Doktor Strangelove, lub jak przestałem się martwić i pokochałem bombę (1964)

No to za ciosem;))) Bo ten film oglądałem na pewno nie mniejszą ilość razy i za każdym znajduje jakiś kolejny śmieszny fragmencik;))) Kubrick nie wiele nakręcił, i dobrze. Lśnienie, Oczy szeroko zamknięte, Mechaniczna Pomarańcza, Odyseja kosmiczna 2001 czy Lolita znane są wszystkim. A ten jest tutaj niepozorny, ale dla mnie najlepszy. Lubię gdy film nie potrzebuje zostać zalany wielkim budżetem bo sam się obronić nie potrafi ani fabułą ani pomysłem ani grą aktorska. W tym satyrycznym obrazie gra Peter Sellers (inspektor Crusoe;))) ) i to kilka postaci. I wszystko zreszta tutaj jest świetne. W końcu to jeden z moich ulubionych filmów.

Tytuł orginału "Dr. Strangelove or: How I Learned to Stop Worrying and Love the Bomb", a co tam niech też będzie. W końcu wersję którą mam tłumaczył Tomasz Beksiński.

Pulp Fiction (1994)


Ile razy oglądałem ten film tego nie wiem. Wieeeeele;))) Ale ostatnio to jakieś dwa, trzy lata temu więc nadszedł czas. Nieraz tak mam, by zamiast czegoś nowego obejrzeć coś co znam i jest dobre. No ale nie się co dziwić. W końcu po tak słabej serii filmów nie chciałem ryzykować;)))
Wrażeń takich co kiedyś już nie udało się wywołać. Ale to nie problem. Problemem było tłumaczenie. Znałem je a tu inne, gdzie za wszelką cenę każda kwestia musiała się różnić od tamtej. Nie wiem czy ten tłumacz przypadkiem nie oglądał filmu i z polskim lektorem i słysząc "Usiądź, proszę" pisał "Proszę usiąść". Tam gdzie Travolta mówił, że chciałby spróbować shake'a za 8 dolarów bo to duzo, teraz bulwersuje go już shake w cenie pięciu. Kawał z ketchupem schrzaniony ponad zamierzenie twórców. Kultowa kwestia "zrobię ci z (...) jesień średniowiecza" zamienia się w wielką schizmę. A kolejna, nie mniej zresztą sławetna "to nie motor, to Harley" zostaje zglebiona do "to nie motocykl, to chopper". Tego mi brakowało. Reszta może być. Musze jednak poszukać innego tłumaczenia, zdecydowanie.

Zapomniałbym, muzyka;))) Kapitalna;)

niedziela, 7 marca 2010

Bez mojej zgody - My Sister's Keeper (2009)

Rodzinną sielankę przerywa wiadomość, że córka jest chora na raka. Zasugerowano, że urodzenie kolejnego dziecka może sprawdzić, że będzie ono hipotetycznym dawcą narządów i szpiku. Nadchodzi ta chwila i podjęta jest decyzja że musi dojść do przeszczepu nerki. Druga córka, urodzony dawca się nie zgadza. Wynajmuje prawnika. Ma 11 lat. Zaskarża rodziców. I tu wszystko jak dla mnie się sypie w filmie. Jej bezczelne odzywki tolerowane przez rodziców, jej argumenty, że chce chodzić na imprezy jak normalne dzieci, że brak jednej nerki będzie jej przeszkadzać w normalnym życiu. Moja wiedza medyczna jest zerowa więc to pozostawię bez komentarza. Chodzi mi o drugą stronę, o dalsze życie rodzinne. Wszyscy dalej jakoś radośni jakby się nic nie wydarzyło. Siostry dalej się kochały jakby jedna dla drugiej życie gotowa była poświęcić (a przecież argumenty że może kiedyś nie będzie mogła w zespole cheerleaderek tańczyć). Wspólne wypady, matka z córka się obejmują roześmiane, a przecież właśnie mają się spotkać na sali sądowej na przeciw siebie. I nie chodzi o jakieś tam np. podziały procentowe tantiemów tylko o życie ludzkie.

I tu zakończyłem oglądanie. Przestało mnie interesować zakończenie. Czy ona się szlachetnie poświeci się, czy siostra umrze, czy... Takie prowadzenie niekonsekwentne zachowań, relacje latające na gumkach, amatorka, która mnie nie przekonała ani prze chwilę. Obejrzę sobie skoki.

Pandorum (2009)

Gdybym nie przeczytał pochlebnych recenzji i tego że to sf to potraktowałbym po nazwie, że to horror i pewnie nawet się nie zainteresował, co byłoby właściwe (jeszcze jeden powód by nie czytać recenzji;))) ). Po ok 20 minutach oglądania nie pozostało mi nic jak tylko poprzyśpieszać trochę bo to kupa straszna. Ok. Autorzy starali się. Scenografie naprawdę dobre. Fabuła to jednak taki "Obcy" a ten jest niepowtarzalny;))). I Ci obcy czy też mutanci czy cholera wie skąd pochodzące potwory przypominały mi stwory z teledysku Duran Duran "Wild Boys", a to było ok 25 lat temu;))).

Gdzie jest Nancy? - Downloading Nancy (2008)


Kobieta niespełniona w małżeństwie nawiązuje znajomość internetową. W seksie oczekuje bólu. Mąż oferuje chłód i brak zainteresowania. Taki rodzaj miłości. Jednak ona swą znajomość pragnie wykorzystać by wszystko zakończyć, wszystko.
"Coś doceniamy gdy tracimy bezpowrotnie."
Sama ma dość swego życia, ale chciałby w formie zemsty by jej mąż poczuł czym było ofiarowanie jej samotności przez lata małżeństwa. Plan - samobójstwo cudzymi rękami, zakończone morderstwem przez zakochanego.

To czego mi zabrakło to emocji u aktorów. Przecież tu się rozgrywa dramat, lecą bomby atomowe w relacjach międzyludzkich. Na filmie tego nie ma. Szkoda.

Wyobraź sobie - Imagine That (2009)


Ciepła komedyjka z Eddiem Murphym o kocyku, nie kucyku;). Niewidzialne księżniczki i smok. I słodka córeczka tęskniąca za obecnością swego taty.
Można polecić, zrobione dla całej rodziny, pozytywnie i zgodnie z obowiązkowym współcześni elementem - magią.

Teatr TV - L.Amejko "Farrago"

Wizja Boga okrutnego i zagubionego sprowadza go do poziomu człowieka. Dzięki temu możliwy jest dialog z nim na równi. Dalekie jest to do mojej wizji teologicznej ale co mi tam. To starotestamentowe traktowanie wiary, gdzie można się nawet z Nim targować to wybitnie ukierunkowane kulturowo podejście. Poszukam jakiś pozytywów może;))) I końcowa scena taka jest - kontakt z Bogiem odmienia pozytywnie (choć brak tutaj jakiejkolwiek przesłanek logiczno-zdarzeniowych czym jest to spowodowane). Pozostaje zawierzyć... jak zwykle;).

Szacunek i uśmiech - to moja prawda teologiczna.

środa, 3 marca 2010

Przeklęta liga - The Damned United (2009)

To film dla miłośników piłki nożnej. Biografia szczątkowa i ułożona bardzo chaotycznie jednego z legendarnych trenerów reprezentacji Anglii. Trochę pokombinowali by nakręcić ten film w oparciu o niezbyt wielki budżet;) I chwała im za to. Nic wielkiego ale fajnie sie go oglądało.
I jest kadr gdy Domarski strzela bramkę Schiltonowi i Anglia nie awansuje do mistrzostw świata. To naprawdę nie tylko nasza mitologia rodzimego futbolu, ale i trauma angielskiego.

Janosik - Prawdziwa Historia (2009)

Jak ktoś oczekuje serialowej postaci to się mocno może rozczarować. Choć strasznie grzeczni ci zbójnicy, uśmiechnięci i uczynni to jednak to jedyne podobieństwa. Oprócz scen "odjechanych" gdzie Janosik leci w powietrzu;))) są i sceny z tak ekscytującym seksem że niewiele potrzeba by mozna było ten film podczepić pod kategorię erotyków. Ale są też i fragmenty mocno niesmaczne, z jak na mój gust zbyt dokładnie pokazanym sadyzmem czy torturami. Dlatego też dostanie ode mnie niskie noty. Wspomnę słowo o muzyce. Aranżacja jak w "Wiedźminie" (to z pamięci więc mogę się mylić ale tak często obecnie taką sztampę się podkłada od filmy, taką podobną jedną do grugiej - niedobrze). I tyle. Słabizna jak dla mnie.

Kocham kino - Chacun son cinema (2007)

Raymond Depardon - Kino na wolnym powietrzu.
Obrazy, wszystko to co na filmie nie ma znaczenia a jest jedynie wypełniaczem. Kadry super, full profesjonalnie, ale naprawdę o niczym.

Takeshi Kitano (m.in. Zatoichi) - Pewnego pięknego dnia
"Jeden farmerski proszę". Wejść pogapić się i wyjść, Zero wrażeń. Super etiuda.

Theodoros Angelopoulos - Trzy minuty
Pozornie banał. Potęga!!! I bezduszność kina. Bomba emocjonalna.

Andrei Konchalovsky (m.in. Tango i Cash, Uciekający pociąg, Blask luksusu)- W ciemnościach
8 i 1/2 Felliniego a na pustej widowni para kopuluje między krzsłami. Mogła by jeśc popcorn. Ten sam efekt. Ot taka sobie scenka. Zbyt wielki by się zniżyć i potraktować temat poważnie.

Nanni Moretti (Pokój syna) - Dziennik kinomana
Słabe strasznie, ale mi się bardzo podobało;))). Bezpośrednio i osobiście potraktował temat. Gdyby zrobił tak każdy była by ... wielka nuda.

Hsiao-hsien Hou (Podróż czerwonego balonika) - Kino elektrycznej księżniczki
Może i jakieś przesłanie w tym było, ale ja się poczułem jakby ktoś raczej ze mnie zakpił.

Jean-Pierre Dardenne i Luc Dardenne - W mroku
Super. Super. Super. Tak niewiele potrzeba. Geniusz. Chyba geniusze;))).

Alejandro González Inárritu (m.in Amores perros, 21 gramów)- Anna
To mogła być najgenialniejsza etiuda jaką w życiu widziałem. To nieograniczenie można było uzyskać tylko dzięki temu że było to krótkie, ale powinno być jeszcze krótsze. Dlaczego potraktowano mnie jak gapia z multipleksu któremu trzeba wszystko pokazywać dwa razy. Aż chce się wyć;(((((((

Yimou Zhang (Hero) - Filmowa noc
Chwila oddechu, lekki uśmiech i wypisz wymaluj Niuńka na Hamlecie;)

Amos Gitai (czemu mnie nie dziwią tytuły jego filmów?) - Dybbuk z Hajfy
Tego komentować nie będę. Zamiast sztuki kreowanie prawdy. Żenada.

Jane Campion (Fortepian, Święty dym, Tatuaż) - Biedronka
Hm... no nie wiem. Lećmy dalej bo samo wymienienie dwóch nazwisk aktorów to nie koniecznie musi znaczyć że jesteśmy na temat.

Atom Egoyan (Gdzie leży prawda) - Podwójny seans Artaud
Tego nie zrozumiałem. Coś mi uciekało. Pogubiłem się.

Aki Kaurismäki (m.in. Rocky VI, Leningrad Cowboys...) - Odlewnia
Jakiś pomysł. Nawet jako scenka w pełnometrażowym filmie mógłby zaistnieć. Bez wrażeń.

Olivier Assayas - Nawrót
Niezłe. Dobra dynamika i czuć prawdziwe kino;)

Youssef Chahine - 47 lat później
Epizod autobiograficzny, można go opowiedzieć w wywiadzie moźna udokumentować filmowo;)

Ming-liang Tsai - To sen
Zdecydowanie słabe. Jeśli ktoś myśli że trzyminutowe etiudy trudno zrobić by zanudziła widza to niech tą obejrzy.

Lars von Trier (każdy ma swoje ulubione;))) - dla mnie Przełamując fale) - Profesje
Ten to podszedł do tematu na luzie, ale upiekł kilka pieczeni naraz. Ukłony za pomysł i realizację. Nawet ta subtelna migawka z Wiliamem Dafoe. Smaczek;)

Raoul Ruiz - Upominek
To wg mnie przykład etiudy zrobionej na siłę.

Claude Lelouch - Kino tuż za rogiem
To prawdziwy film, a muzyka i narracja stworzyły ciepły klimat.

Gus Van Sant - Pierwszy pocałunek
;))) Najpier profesjonalizmem tryskająca umiejętność doboru ujęć. Puste ale zrealizowane perfekcyjnie. A potem przesłanie zostaje dołączone ale tak amatorsko że aż boli.

Roman Polanski (nie obejrzałem tylko Tess) - Kino erotyczne
Taki żart.

Michael Cimino (Łowca jeleni, Sycylijczyk) - Tłumaczenie nie potrzebne
Ja dodam że ta etiuda była nie potrzebna. A reżyser jak koniecznie chce wyglądać jak Tinto Bross to i niech kręci kiczowate atrapy porno (których nota bene jestem wielbicielem;))) ). mniam;) a to było nędzne.

David Cronenberg (dla przyzwoitości wymienię Muchę;) ) - Przy samobójstwie ostatniego Żyda w ostatnim kinie na świecie
Z całym szacunkiem, ale jak dla mnie to jak takie badziewia chce robić to niech może lepiej nie obiecuje ale naprawdę popełni artystyczne samobójstwo.

Kar Wai Wong (m.in. 2046, Jagodowa miłość) - Przybyłem 9000 mil by Ci go dać
Puste, ale to moja estetyka kina.

Abbas Kiarostami - Gdzie mój Romeo
Jak dla mnie zbyt prostackie. A ostatnie zdanie to klęska. Jeśli sami się zniżają do robienia filmów dla masy to tracą artyzm. I taka jest ta etiuda. Co z tego że tematyka. Prymityw i tyle.

Bille August (Dom dusz) - Spektakl ostatniej randki
Pomijając fakt że S. Bullck nie grała w duńskim filmie to fajna opowieść powstała.

Elia Suleiman - Niezdarny
Z kocham kino czy nawet impresją na ten temat bardzo luźne powiązanie ale dla mnie bomba. Taki bzdet, Z przymrurzeniem oka. I fajnie;)))

Manoel de Oliveira - Jedyne spotkanie
Znów tak odległa etiuda od tematu, że nie wiem czemu zostało w tym zbiorze. Żart z papieża. Ale bez obrazy.

Walter Salles (Dzienniki motocyklowe) - 8944 kilometry od Cannes
To miała być z kolei kpina z Cannes. Merytorycznie trafienie w dziesiątkę, ale zrobione słabo.

Wim Wenders (m.in. Million Dollar Hotel, Buena Vista Social Club, Paryż, Teksas) - Wojna w pokoju
Mocna etiuda. Dobrze zrobiona. Poruszająca.

Kaige Chen (Urok mordercy) - Wioska w Zhanxiou
Rewelacja!!! Dla mnie bomba. Motyw końcowy dublujący się z jedną z wczęśniejsztcg etiud. Tutaj jest bardziej naturalny. Perfekcja we wszystkim.
BRAWO!!!

Ken Loach (Wiatr buszujący w jęczmieniu, Polak potrzebny od zaraz) - Szczęśliwe zakończenie
Taki gag.

Jakim kluczem sie kierowano przy doborze reżyserów nie wiem, ale na pewno oprócz tych co zasłużyli swoim dorobkiem, tych co brali udział w podobnych wcześniejszych projektach (Lumiere i spółka czy Zakochany Paryż, który był pewnym rodzajem promocji francuskich rezyserów) znaleźli się "nieprzypadkowi".
Dorobek reżyserów sprawdzałem dopiero po obejrzeniu etiud i opisaniu wrażeń;), bez korekt;))).

Co na koniec?. Refleksja - kino bawi, ale też i urealnia proces przemijania.

niedziela, 28 lutego 2010

Facet, który się zawiesił - Numb (2007)

Nie wiem jaki był sens zrobienia tego filmu. Dobrze że w między czasie chociaż jakiegoś potwora mogłem na BW zatłuc;)

Blask luksusu - Glyanets (2007)

Takie rosyjskie "Pretty Woman". Mnie romansu, więcej kariery ale nawet pomysł z ekskluzywną call girl został zachowany.

czwartek, 25 lutego 2010

Dystrykt 9 - District 9 (2009)


Dla mnie rewelacja. Sama fabuła... o niej za chwilę;) ale pomysł na realizację kapitalny. Już kiedyś podobny zabieg udał sie m.in. z Wiedźmą z Blair, gdzie choć tam więcej było z idei i zaciekawienia niż samej fabuły. I był to bardzo tani projekt. Tutaj zadziałali fachowcy i dzieki pomieszaniu fabuły i dokumentu wprowadzili dynamikę. Udany zabieg i potanił przy okazji produkcję (bo dla wiarygodności nie należało zatrudniać znanych aktorów). No a postacie kosmitów, ich zachowania... I tutaj kłaniają się chyba młodzieńcze marzenia tego co podpisał sie pod tym filmem, Petera Jacksona. Przypomnę jego pierwszy film Zły smak - Bad Taste (1987) gdzie "Czterech agentów z Sił Powietrzynch Nowej Zelandii i Ligii Obrony Kosmicznej przyjeżdża do małego, Nowo Zelandzkiego, rybackiego miasteczka by przeprowadzić śledztwo w sprawie obcych, którzy zmasakrowali ludność tego miasteczka w celu użycia ich jako składników w ich nowym intergalaktycznym jedzniu fastfoodowym ..." - bardzo amatorski, ale z równie "luźnym" podejściem do tych co to mają przybyć z kosmosu.
Podsumowując - od czasu gdy obejrzałem Avatar to pierwszy film który mnie zaciekawił tak na maksa. Polecam;)))

Weronika postanawia umrzeć - Veronika Decides to Die (2009)


Książkę przeczytałem, film obejrzałem. Jestem więc w pełni przygotowany by napisać coś więcej;). W filmie wycięte są wszystkie elementy mistyczno-religijne. Pozostawiono jednak przesłanie humanistyczne. No tak ale gdyby tego tez nie zostawiono film nie miałby juz żadnego sensu. Czuć, że to europejskie kino. Takie artystyczne, rozciągnięte w czasie, festiwalowe, wymagające. No tak. Wszystko ładnie, pięknie ale dla kogos kto przeczytał już książkę to ten film pozbawiony jest specjalnie wrażeń. A dla mnie stał sie po prostu nudny.

Feeling Minnesota (1996)

Spatrzałem sobie ten film jeszcze raz. Za pierwszym razem nie wiele wrażeń miałem z niego. I tym razem lepiej nie było. Chociaż... pragnieniem wolności powiało trochę mocniej. Przeciez wszystko jest jeszcze możliwe;).
Wspomnę tylko że w filmie wystąpił Keanu Reaves, Cameron Diaz i epizodycznie Dan Aykroyd.

Franciszek kobieciarz - Frantisek Je Devkar (2008)

Niby na luzie, komediowo, śmiesznie... Niby. Jak dla mnie to jednak niezbyt wesołe problemy. Psycholog i kobieciarz w jednym. Rozpoczyna porządkować swoje życie. Żona go zostawia, rodzi dziecko. Jednak jego czas już się skończył. Jest inny. W relacji z bratem nic lepiej. Koniec końców powrót do swych tradycyjnych przyzwyczajeń, do kobiet. Jakiś taki nijaki film.

poniedziałek, 15 lutego 2010

Teatr tv - Władysław Zabrzycki „Kwatera Bożych Pomyleńców"


Powstanie Warszawskie. Czwórka wiekowych kawalerów, niezdolnych do działań bitewnych spędza czas na w wypożyczalni książek. Tam toczy intelektualne dyskusje lub uzewnętrznia dziwaczne (i często zabawne) monologi próbując jakoś przetrwać zachowując tyle optymizmu na ile to możliwe. Wprowadzają nawet zakaz poruszania nieprzyjemnych tematów.
Bardzo dobra obsada - Jerzy Trela, Daniel Olbrychski, Jan Peszek i Jerzy Radziwiłowicz. Mnie jednak specjalnie spektakl nie poruszył. Może to miało być o powstaniu na wesoło. Ale aż tak znowu radośnie nie było. Tak nijako. Może autorowi chodziło by pokazać starania jak w tej trudnej sytuacji ludzie starali się żyć normalnie. Ale to byłby bardzo przewrotny zabieg by pokazać normalność za pomocą było nie było dziwaków. Chociaż;) Osobiście widziałem wiele lepszych spektakli. Ten troszkę mnie znudził.

Wojna domowa - Easy Virtue (2008)


Jest początek XX wieku, Anglia. Marnotrawny syn powraca do domu ze swoją świeżutką żoną, kierowcą rajdowym. Jego rodzina to arystokracja, więc wiadomo... pozbawiona serca teściowa, konserwatywne środowisko, a młoda dziewczyna spragniona życia i mocno wykraczająca poza dopuszczalne normy tego środowiska. Ale film kończy się fajnie. Główną rolę zagrała Jessica Biel, zagrała super. I bardzo fajną postać miał Colin Firth, ojca pana młodego. Ale jak to sie wszystko zakończyło ...;))) fajna komedyjka.

sobota, 13 lutego 2010

John Fowles - Mantissa


"Cała męska sympatia musi być po stronie Milesa Greena; a przynajmniej on jest o tym głęboko przekonany. Nie jest rzecz jasna niemożliwe, by nie mógł zechcieć pójść śladami Barda znad Avonu. I rzeczywiście, przez minutę lub dwie — gwoli samouspokojenia — przegląda w myślach obrazki wesołej, chętnej, a teraz również i historycznie fascynującej karaibskiej dziewczyny. Lecz wkrótce w najzupełniej naturalny sposób przeskakuje na inne możliwości wyjścia ze swego kłopotliwego położenia. Polinezyjki, Mandki, Wenezuelki, Hinduski, Włoszki, Rosjanki, dziewczyny z Libanu, z wyspy Bali i z różnych innych pośrednich miejsc; nieśmiałe, namiętne, zuchwałe, opanowane; ubrane i rozebrane, poskromione i dzikie, ścigane i ścigające, drażniące, zapłakane, flirtujące, wybuchowe... istne Narody Zjednoczone kobiecych oczu, ust, piersi, nóg, rąk, lędźwi, pośladków przyjemnie przemykają mu przed oczyma wyobraźni i jak w kalejdoskopie wpadają lub omijają okienka w jego głowie; niestety, jak obrazki na przerzucanych stronach czasopisma lub płatki śniegu nieruchome, bo nierealne."

"Miles budzi się pewnego dnia w szpitalu. Zupełnie nie pamięta, jak tam się znalazł, a niezwykle atrakcyjna pani doktor twierdzi, że jego kłopoty związane są z seksem. W terapii ma mu również pomóc czarnoskóra pielęgniarka Cory." Takie są opisy, recenzji zero. Nie dziwię się;). Choć istnieje możliwość ustalenia kim jest główny bohater to reszta czyli kobiety (lub kobieta) i miejsce wcale nie są takie zgodne z fabułą;). Może czytałem zbyt mało uważnie... może moja wyobraźnia trochę przesadziła... Może personel medyczny naprawdę istnieje, a może to w większości podobna imaginacja co wykreowana muza. A może? ;))) Na pewno. Przecież jaka lekarka by w taki sposób leczyła swego pacjenta. Zbereźne marzenia;))) Ale jak obłędna byłaby sztuka teatralna z tego. A może samemu tak;) amatorsko;))) jeszcze raz przetrawię za jakiś czas tekst;) może dojrzeję sam i to coś w mojej głowie.

ps skąd taka myśl ? gdzieś od połowy zacząłem widzieć to jako przedstawienie teatralne i tak też czytałem czasem wyobrażając sobie jak to na scenie miało by wyglądać, jak zniwelować tyle nagości, a kosztem było gubienie treści gdzieś w trakcie;)))

J. R. R. Tolkien - Hobbit, czyli tam i z powrotem


Kilka dni temu zostało zadane mi pytanie. "Jaka jest twoja ulubiona książka?". Chwila zawahania bo nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Jak przeczytałem Pachnidło to miałem wrażenie że w życiu nigdy czegoś równie dobrego nie czytałem, gdy skończyłem Cień wiatru...
Ale są takie książki, które nie muszą być najlepsze by być ulubionymi. Taką jest ta. Właściwie to zaprogramowała mi ona odbiór literatury i uelastyczniła wyobraźnię. Pierwszy raz przeczytałem ją w liceum. A teraz mam pretekst by zrobić wpis na bloga. Właśnie skończyłem słuchanie wersji audio (dużo lepiej słucha się powieści już znanych, czy to przeczytanych czy gdzieś wcześniej obejrzanych adaptacji).
O samej książce nic nie napiszę. Powód oczywisty...
"W pewnej norze ziemnej mieszkał sobie pewien hobbit. Nie była to szkaradna, brudna, wilgotna nora, rojąca się od robaków i cuchnąca błotem, ani też sucha, naga, piaszczysta nora bez stołka, na którym by można usiąść, i bez dobrze zaopatrzonej spiżarni; była to nora hobbita, to znaczy: nora z wygodami. Miała drzwi doskonale okrągłe jak okienko okrętowe, pomalowane na zielono, z lśniącą, żółtą mosiężną klamką, sterczącą dokładnie pośrodku. Drzwi prowadziły do hallu, który miał kształt rury i wyglądał jak tunel: był to bardzo wygodny tunel, nie zadymiony, z boazerią na ścianach i chodnikiem na kafelkowej podłodze; nie brakowało tu politurowanych krzeseł ani mnóstwa wieszaków na kapelusze i płaszcze, bo hobbit bardzo lubił gości. Tunel wił się w skrętach, wił się i wił, wdrążając się głęboko, choć wcale nie prostą drogą, we wnętrze pagórka — a raczej: Pagórka, bo tak go nazywano w promieniu wielu mil — a mnóstwo okrągłych drzwiczek otwierało się to po jednej, to po drugiej jego stronie. Hobbici nie uznają schodów. Sypialnie, łazienki, piwnice, spiżarnie (mnóstwo spiżarni!), garderoby (hobbit miał kilka pokoi przeznaczonych wyłącznie na ubrania), kuchnie, jadalnie — wszystko mieściło się na tym samym piętrze, a nawet wzdłuż tego samego korytarza. Najparadniejsze pokoje znajdowały się..."
ups;))) się zagalopowałem;) ale mógłbym tak więcej. I to tez powód, dla którego sam o książce nic nie piszę. Nie o tej;)))

Na pewno, być może - Definitely, Maybe (2008)

Komedyjka z Reynoldsem. Nie wiem czy to zbieżność nazwisk. Kolejny raz widzę go w romantycznej opowieści. Po partnerowaniu Sandrze Bullock teraz zdecydowanie główna rola. Ładny chłopczyk, słaby aktor (by nie napisać aktorzyna). I film nudny. Fabuła słaba. Aż musiałem sobie przewijać do przodu. KICHA!!!

Dwoje we mnie - All of Me (1984)

Stary film ze Stevem Martinem. Super komedia. Kiedyś krążył jako nowość na kasetach VHS. Ale wtedy mnie to nie dotyczyło. Nie ganiałem do kumpli by oglądać filmy. Pewnie wiele razy leciał też w tv, ale to też mi jakoś uciekało bo jedynie na sport na żywo potrafiłem zarywać nawet całe noce;))). Ale w końcu teraz mam divixa;)))) i mogę kiedy chcę i bez reklam;).
Pewna obrzydliwie bogata kobieta umiera, ale jej dusza ma zostać wprowadzona w ciało innej młodej i zdrowej. S. Martin gra adwokata który ma zająć się jej sprawami prawnymi. Przypadkowo jednak jej dusza zostaje wprowadzona w niego i przejmuje kontrolę nad połową jego ciała.
Sporo gagów tak wizualnych jak i słownych.
"Mam trzydzieste ósme urodziny a ty dajesz mi w prezencie afrykański słup nagrobkowy? Cudownie!;)"

poniedziałek, 8 lutego 2010

Do Czech razy sztuka (2008)

:-) ;)))
Motyw się przewija.
Pokazana jest fascynacja jednej strony, ale czy na pewno chodzi o sam akt?
A ona? Może to jej fantazja, a może forma słodkiej gry:)
Ja nie wiem;)))

Surrogates (2009)

To tylko film. Zupełnie nierealna przyszłość. I jak to w Hollywood wszystko kończy się happy endem (końcowa scena przypomina mi Kurta Russela w "Ucieczka z Los Angeles" gdzie zgasił światło i świat...). Takie przychodzą myśli. Tak chciało by się powiedzieć. Oboje wiemy, że to nie prawda. To tylko kwestia promocji i coś co jest nie do pomyślenia co bulwersuje zostaje w społeczeństwie z czasem zaaprobowane. I ludzie stają się szczęśliwi. I odkrywają ze zdziwieniem, że w jaki sposób w ogóle mogli funkcjonować bez czegoś takiego.
Surogaci to maszyny zastępujące ludzi. Leżysz sobie w domu i pilotujesz takiego robota. On się spotyka z żoną, mężem, znajomymi, współpracownikami - to znaczy z ich mechanicznymi przedstawicielami.
Fabuła naiwna. Realizm świata w przyszłości jednak aż do podziwu przekonuje. Na każdym kroku promocja młodości, hasło z nowoczesnym stylem życia, sam plastik, zero biologi. I te 5% społeczeństwa, które chce normalności. Film super, wiadomo Bruce Willis;))) ale wierzę, że po obejrzeniu tylko bardziej zatęsknisz za miastem w Amazonii;).

niedziela, 7 lutego 2010

Egzorcyzmy Dorothy Mills - Dorothy Mills (2008)

Zacznę od tego co mnie wkurza. Czy w tytule oryginalnym mowa o jakiś egzorcyzmach? Nie!!! Szczęśliwie jak brałem ten film to tłumaczenia nie było. A tego cholernego ciołka tłumacza sam bym poddał egzorcyzmom.
Klimat surowy, wieś anglosaska. Gatunek filmu - horror. Podobał mi się. Nie wiele sie spodziewałem, więc miłe rozczarowanie. Bez krwi, bez jakiśtam "555" ups "666". Duchy przez młodą dziewczynę pragną by ludzie poznali prawdę o tym jak zginęli, by poznali sprawców. Kiedyś oglądałem "Kroniki portowe" i "Osadę". Zupełnie inne w treści ale z jakiś powodów właśnie te skojarzenia. Nie napiszę, że polecam ten film. Średniak. Mi podpasił klimatem.

Zombieland (2009)

Film doskonały gdy chcemy zrobić reset dla swojej inteligencji niezależnie jak wielka lub nawet jak nie wielka jest ona;))) Jedno z filmowych zer po których "Teleekspres" to duchowe przeżycie.
Bill Murray zagrał tam króciutki epizod, zresztą we własnym pałacu. Sporo za to musiał zgarnąć. Ale czemu jedną z głównych ról zagrał w nim Woody Harrelson? nie wiem;)))

sobota, 6 lutego 2010

Zagubieni w Pekinie - Ping guo (2007)

Młode chińskie małżeństwo. Bieda aż piszczy. Ona zostaje wykorzystana przez swojego szefa. Zachodzi w ciążę. Jej mąż chce to wykorzystać i próbuje wyłudzić pieniądze. Okazuje się że szef chce tego dziecka, chce dla siebie i gotów jest zapłacić. Najpierw radość z pieniędzy potem refleksja co się traci. Można chciec potem je zwrócić, ale czy ktoś weźmie je z powrotem, czy to naprawi co się zdarzyło? Tak nabywamy życiowej mądrości, wszystko kosztuje.

Nocny kowboj - Midnight Cowboy (1969)

Już kiedyś oglądałem. Wtedy szukałem akcji, ale do wczoraj pamiętałem niektóre sceny. Świat jest cały nasz, a potem następuje coraz bardziej brutalna weryfikacja. Jak boli desperacja i niemoc. Jak znika nadzieja. Trzeba być czasem ślepym by tego nie dostrzec.Trzeba.

piątek, 5 lutego 2010

Dom zły (2009)

Choć to film, ale momentami ma sie wrażenie, że to taki teatr w plenerze. Kamera cyfrowa to jednak fajny wynalazek:). Najbardziej odrażające rozliczenie z komunistycznym syfem jakie widziałem, a do tego przyprawione cuchnącą groteską. Świetna gra aktorów. Można być zniesmaczonym po obejrzeniu, ale trudno nie docenić;). Polecam.

Teatr TV - Gry operacyjne (2009)

Peter i Barbara stanowili niezwykłą parę. On, Hindus z pochodzenia, syn wysokiego urzędnika kaszmirskiego, student Oksfordu, za namową przyjaciół przyjechał do Polski, żeby pisać doktorat. Ona to subtelna blondynka ze znakomitej, szlacheckiej rodziny, studentka arabistyki. Raina od początku pobytu w Polsce był zaangażowany w życie polityczne. Prawie ćwierć wieku po śmierci żony Peter odkrywa tajemnicę ich wspólnego życia. Orientuje się, że kryjący się pod pseudonimem "Sehu" konfident to jego żona, która donosiła na niego bezpiece 15 lat, chętnie i bez przymusu.
źródło: tv.wp.pl

Nie mam swoich wrażeń z tego spektaklu.

czwartek, 4 lutego 2010

American Pie 7: Księga Miłości - American Pie Presents: The Book of Love (2009)

Spatrzałem. Widziałem jednak dużo lepsze części. Fabuła ta sama. Jak się dorwać bzykania. Więcej nagich cycków niż zwykle. Wszystko kończy się happy endem czyli bezpośrednia relacja z kilku sypialni.
Takie nic, że nawet sobie głowy nie będą zaprzątać by nominowac ten film do "kupy" roku 2009.

niedziela, 31 stycznia 2010

Woyzeck (1979)

Tak przy okazji oglądania "Krzyku kamienia" zobaczyłem, że Werner Herzog wyreżyserował "Woyzecka". Ponieważ nie za bardzo podobał mi się spektakl byłem ciekaw czy to tak słaby dramat czy tylko lokalny niewypał. I jest mniej więcej tak jak napisałem w recenzji poprzedniej. Tutaj reżyser nie miał większych problemów;) wszystko poukładane i przejrzyste. Być może duży wpływ miało to, że oglądałem to niby drugi raz;))). Bardzo dużo różnic, a tutaj taki porządek. To co niedokończone takim pozostaje;). Wspomnę jeszcze, że główną role zagrał Klaus Kinski. Miał sporą przewagę nad Darkiem Siastaczem. Jego twarz na pierwszym planie. Można ujrzeć każdy grymas. I dlatego był bardziej przekonujący. Tutaj nie mam żadnych wątpliwości. Nie będę nawet próbował usprawiedliwiać jego czynu.
Myślę, że sporym atutem filmu jest jego długość, a właściwie krótkość, o dobre pół godziny;)

piątek, 29 stycznia 2010

Krzyk kamienia - Cerro Torre: Schrei aus Stein (1991)

Werner Herzog chyba polubił Amerykę Południową (np Fitzgeraldo). Z sobie tylko znana pasją ukazuje ekstremy natury. Piękno i wielkość. Stąd tak bogata filmografia dokumentalna reżysera tak sławetnych filmów fabularnych. Tym razem jako treść jest rywalizacja dwóch zdobywców szczytów, który pierwszy zdobędzie tytułową górę. Podobnie jak w wielu innych jego filmach nie ma tutaj zawrotnej akcji czy przepychu zdarzeń. To skromny obraz, momentami wręcz amatorski;))) z kapitalnym doborem plenerów. A sam wybór legendy Patagonii to majstersztyk, bardzo oryginalny kształt. A koniec zaskakuje;)))
To tyle by w recenzji zmierzyć się (i polec;))) ) z wielkością nazwiska - Herzog;))).
Teraz nie owijając w bawełnę - trochę cierpliwości się przydaje choć obraz nie jest wcale długi. Donald Sutherland to może i gwiazda ale mało lubiana, więc specjalnie nie przyciaga. Jak dla mnie to niezbyt artystyczne kino, ale ma jeden wielki plus - to nie jest bezmyślny film jakimi się obecnie nas zalewa, a to już bardzo dużo;))).

Karel Capek - Fabryka Absolutu

Fabryka absurdu;))) tak mi się ubzdurało, ale mozna naciagnąc, żę wiele tego tytułowego absurdu autor wyprodukował.

Czytając tą książkę pobłądziłem powielokroć;))) Skojarzenia z Kongresem futurologicznym Lema, błędne datowanie powstania powieści na lata pięćdziesiąte-sześćdziesiąte. Ideologiczne lewioowanie z obowiązkowym wyśmiewaniem religii.

O tak to się zaczyna...
"W Nowy Rok 1943 pan G. H. Bondy, prezes zakładów MEAS, czytał sobie gazetę, jak zwykle, trochę niegrzecznie przeskoczył wiadomości wojenne, uchylił się od czytania o przesileniu gabinetowym i na pełnych żaglach (tak, na pełnych żaglach, bo „Gazeta Ludowa” już dawno powiększyła swój format pięciokrotnie i płachty jej nadawałyby się nawet do żeglugi morskiej) wpłynął na obszary gospodarki narodowej. Krążył przez chwilę tam i sam, po czym zwinął żagle i pozwolił kołysać się marzeniom."
I bądź tu mądry;)))

Tymczasem Karel Čapek ur. 9 stycznia 1890 w Malé Svatoňovice, zm. 25 grudnia 1938 w Pradze. Szczęka mi opadła. Nie czuć tego w tej powieści. Owszem przewijały się lata gdy się odbywały wydarzenia, ale tak zgrabnie skomponowano fabułę, że czas przestał mieć znaczenie. I mowa tutaj o wykorzystaniu energii atomowej więc jakoś tak samo przez się;)))

"Stało się tedy, że już w lipcu wypowiedział się parlament, iż „Toni Bobinet dobrze zasłużył się ojczyźnie” i razem z tytułem Marszałka przekazał mu godność Pierwszego Konsula. Francja była skonsolidowana. Bobinet zaprowadził ateizm państwowy; jakikolwiek przejaw religijności karany był śmiercią na podstawie prawa wojennego.
Trudno przejść milkliwie ponad niektórymi scenami z życia wielkiego człowieka.

Bobinet i jego matka. Pewnego dnia Bobinet naradzał się w Wersalu z generalicją. Ponieważ było gorąco podszedł do otwartego okna. Nagle ujrzał w parku starusieńką panią wygrzewającą się na słońcu. Wówczas przerwał Bobinet wywody marszałka Jolliveta i zawołał: „Panowie, oto moja matka!…” Wszyscy obecni, nawet najbardziej zahartowani w walkach generałowie nie umieli opanować łez wzruszenia wobec przejawu takiej synowskiej miłości.

Bobinet i jego miłość ojczyzny. Kiedyś podczas deszczu Bobinet był obecny przy przeglądzie wojska na Polu Marsowym. Gdy defilowały ciężkie agregaty artyleryjskie, najechało auto wojskowe na kałużę; woda bryznęła i poplamiła płaszcz Bobineta. Marszałek Jollivet chciał na miejscu ukarać dowódcę nieszczęsnej baterii i zdegradować go. Ale Bobinet nie dopuścił do tego: „Niech pan da spokój, panie marszałku, przecież jest to błoto francuskie”.

Bobinet i inwalida. Razu pewnego Bobinet przyjechał nie poznany do Chartres. W drodze pękła opona i podczas gdy szofer naprawiał uszkodzenie, zbliżył się jednonogi inwalida i żebrał. „Gdzie ten człowiek stracił nogę?” — pytał Bobinet. Inwalida odpowiedział, że stracił ja w Indochinach, że ma starą matkę i że nieraz całymi dniami oboje nie mają co włożyć w usta. „Marszałku, proszę zapisać nazwisko tego człowieka” — rzekł Bobinet wzruszony. I rzeczywiście, w tydzień potem do drzwi izdebki inwalidy zapukał kurier osobisty Bobineta i wręczył biednemu kalece paczuszkę „od pierwszego Konsula”.
Któż opisze radosne przerażenie inwalidy, gdy otworzywszy paczuszkę znalazł w niej medal brązowy!"

Taka jest cała książka. Pełna humoru (brytyjskiego ciii;))) ) i satyry, satyry na przyszłość. Chylę czoła;) I polecam. Kapitalna lektura.

czwartek, 28 stycznia 2010

J.M.Coetzee - Hańba


"– Nie potrzebuję żadnych reprezentantów. Mogę wystąpić we własnym imieniu, czemu nie. Czy mam rozumieć, że musimy kontynuować przesłuchanie, chociaż przyznałem się do winy?
– Chcemy dać panu szansę przedstawienia pańskiego stanowiska.
– Już je przedstawiłem. Jestem winny.
– Czego?
– Wszystkiego, co mi się zarzuca.
– Zmusza nas pan do dreptania w kółko, profesorze Lurie.
– Wszystkiego, o co mnie oskarża pani Isaacs, i fałszowania wyników.
Do rozmowy włącza się Farodia Rassool.
– Twierdzi pan, profesorze Lurie, że uznaje oświadczenie pani Isaacs za prawdziwe, ale czy pan je w ogóle czytał?
– Nie mam ochoty czytać oświadczenia pani Isaacs. Uznaję je za prawdziwe. Nie widzę powodu, dla którego pani Isaacs miałaby kłamać.
– Ale czy nie byłoby rozsądnie, gdyby je pan jednak przeczytał, zanim potwierdzi pan jego prawdziwość?
– Nie. Są w życiu ważniejsze sprawy niż rozsądek."


Za tą powieść padł Nobel i słusznie. Czasem to szanowane grono musi się uwiarygodnić;). Przez kilka dni gdy czytałem tą książkę żyłem ją. A potem jeszcze jakiś czas po skończeniu. Chyba mam inne spojrzenie niż literaccy analitycy;). Dla mnie świecka moralność wyszła przed szereg kanonu religijnego określania dobra i zła. Określenie to jedno ... i tu temat został zamglony. Zapomniano o miłosierdziu, przebaczeniu i tolerancji. Może nawet to jest ale na około, nienazwane;). I to cywilizacyjne czy inaczej, humanistyczne spojrzenie. Po drugiej stronie staje dzikie i pozbawione zasad zachowanie, które można okreslić naturalnym, zwierzęcym, biologicznym.

CZy te okrótne myśłi to nienawiść czy realne spojrzenie na sytuację?

"Banda trzech. Trzej ojcowie w jednym. Gwałciciele, a rabusie tylko przy okazji, powiedziała o nich Lucy – gwałciciele, a zarazem poborcy podatków, którzy włóczą się po okolicy, napadając kobiety i folgując swoim brutalnym zachciankom. Otóż pomyliła się. Nie zgwałcili jej, tylko się z nią sparzyli. Nie kierowała nimi zasada przyjemności, lecz jądra, worki wezbrane nasieniem, które aż do bólu pragnęło się doskonalić. I oto – patrzcie państwo! – dziecko! Sam już nazywa je „dzieckiem”, chociaż to na razie zaledwie robak w łonie jego córki. Jakie też dziecko może się począć z nasienia, które wciśnięto w ciało kobiety nie z miłością, ale z nienawiścią, nasienia chaotycznie pomieszanego, żeby kobietę splugawić, naznaczyć jak psią uryną?"

Skorzystam i wspomnę o filmie (Hańba - Disgrace 2008) który zatrzymałem w połowie jak sie zorientowałem co ja takiego oglądam. John Malkovich jest świetny. Egoista totalny. Humanista o pierwotnym instynkcie. A sam film dość wiernie odtwarza książkę. Ale zdecydowanie najpierw lektura;)))

Kobieta w Berlinie - A Woman In Berlin (2008)

"Kobiety muszą zachować milczenie, inaczej żaden mężczyzna już ich nie tknie."
To słowa głównej bohaterki, pięknej dojrzałej kobiety.
Armia Czerwona dociera do Berlina i czeka na wojska amerykańskie. Gwałci, plądruje, morduje. Trzeba przetrwać. To smutny film. Choć sceny gdy kobiety zaczynają sie przyzwyczajać i adaptować do nowej sytuacji, gdy wraca humor, żarty, plotki... To jednak film dla kobiet. Generalnie to chyba jednak nie polecam.

wtorek, 19 stycznia 2010

Teatr TV:Scena Faktu - Afera Mięsna (2007)

Czasem między teatrem a filmem jest niewielka różnica. Kilka zmienionych detali w realizacji i byłby to film fabularny oparty na faktach. Gdyby nam mignął parę razy gdzieś Wołoszański mielibyśmy dokument fabularyzowany. I to tyle o tym. Gra aktorska profesjonalna.
A to że to się wydarzyło naprawdę czyni ten dokument bardzo makabrycznym.

Info - http://pl.wikipedia.org/wiki/Afera_mięsna

Lato Muminków - Moomin and the Midsummer Madness (2008)

Kolejny niewypał. Moje kochane muminki popsute;(((

Terra (2007)

Zawiodłem się na tej bajce. Wyszły mi z tego jakieś teletubisie. Wszystko na siłę. Bez pomysłu. Nie dałem rady obejrzeć.

piątek, 15 stycznia 2010

Avatar (2009)


Minęło kilka dni od kiedy obejrzałem ten film. Chciałem na chłodno by nie piać z zachwytu jak wszyscy, którzy poszli do kina po wrazenia wizualne i trochę rozrywki. Chciałem;))) A zresztą. Kiedyś Lem w jednym z wywiadów wspomniał ze wszystkie cywilizacje pozaziemskie rozmawiają po angielsku. Wzięto sobie to do serca;) Ale tutaj zrobiono z nich, niech będzie Winetou ;))) Czyli nie pozbyto ich ludzkiego systemu emocji, i w sposób dość ewidentny pomalowano czerwonoskórych na niebiesko powiększając dla niepoznaki przy tym znacznie:). Pokopiowano dość pierwotne ceremoniały, pieśni... zaraz, zaraz to przecież bajka dla nas, ziemian.
James Cameron popełnił kilka wybitnych filmów i ten jest wśród nich. Ale nie o tym ja chciałem. Zrobił jedną z części Obcego, a to widać dość wyraźnie. Głowy smoków to pokolorowane Alieny i ten ukłon dla Sigourney Weaver, odtwórczyni głównej roli tamtego kultowego thrilera s-f.
Ze skojarzeń wspomnę o Gwiezdnych wojnach gdzie na przeciwko wojskom Imperium stawały biologicznie słabe armie wystawione na okrótne straty. I jeszcze jedno prywatne, takie moje skojarzenie - Apokalypto.
Mam nadzieję, ze tego jako zbyt krytyczne uwagi sie odbiera, to teraz mogę z drugiej strony;))))
Odlot na maksa. Ogrody ze snu, potwory z chińskich baśni pełne żywych kolorów. Drzewo Życia i jego ogrom to równe tolkienowskim wielkościom w śródziemiu. Urzeka a nie śmieszy nierealnościa. A to wszystko widać w trójwymiarze.
To bez wątpienia krok do przodu w kinematografii, chwile potrwa zanim ktoś postawi nastęny.

poniedziałek, 11 stycznia 2010

Artur i Minimki - Arthur et les Minimoys (2006)


Na deser. I słusznie;))) I fabuła i animacja. Mnóstwo pomysłów. Nie jestem obiektywny bo wybór nieprzypadkowy;))) a i nastrój idealny;))) Epoka Lodowcowa była świetna, ale Artur jeszcze lepszy. Kompletny odlot. Najpierw zobaczyłem chłopaka który grał w "Czarlie i Fabryka czekolady". Zagrał podobnie. Rola przesłodzona, ale dobrze. To zawsze jest prawidłowy wzór do naśladowania dla młodej publiczności;). Fabuła baśniowa, urocza a Minimki wizualnie bardzo oryginalne. Chociaż te starsze jakoś mi sie kojarzyły z czarodziejami ze Świata dysku. Ale ja mało znam Riverworld.
Luc Besson nie pierwszy raz udowadnia, że ma wizję i dużo wyobraźni. Zrobił to po swojemu, na szczęście;). Bajkowa jazda obowiązkowa;))).

ps Mówi się, że dzieci o wiele więcej rozumieją niż nam dorosłym się wydaje. To bez wątpienia prawda. Liczę jednak, że ten rasta-kolo jarający trawę, tak super wyluzowany zniknie niezrozumiały w odmętach niepamięci, tam gdzie jego miejsce;)))

Epoka lodowcowa 3: Era dinozaurów - Ice Age: Dawn of the Dinosaurs (2009)


Nie liczyłem na zbyt wiele choć jedynka była nawet fajna. Części drugiej nie widziałem. Ale kontynuowałem "bajkowy" wieczór. Miałem taki nastrój;))) No i ... było super. I animacja i gagi. Profesjonalizm. Wszystko perfekcyjne. Zrobiło na mnie wrażenie. Opowieść jak opowieść. Przyjaciele wyruszają ratować leniwca (Cezary Pazura daje dubbing równy Stuhrowi w Shreku), jest trochę ze "Zwariowanych melodii" i sporo fajnych tekstów. Jest oki i naprawdę dla dzieci. Czysta rozrywka, bez emocji;)

Tajemnica Rajskiego Wzgórza - The Secret of Moonacre (2008)


To bajka z gatunku "Gwiezdny pył". Lubie ten sposób czarowania. Jest jednorożec, czarny lew (tutaj animacja trochę kulawa bo chodzi jakby miał pampersa), jest legenda, miłość i takie tam inne, czasem zabawne epizody. Tak jak w "Gwiezdnym..." komiczną postacią był kapitan wiatrowca tak tutaj kucharz. gdyby odebrać tej bajce agiczność to weszła by z tego opowieść podobna do tej w "Pierścień i róża" o królewiczu Lulejce;))) Nawet mnie wzruszyła finalna scena;))) (cicho).

Andrzej Pilipiuk - Czarownik Iwanow


"Koktajl Królewna Śnieżka był to wynalazek pewnego miejscowego weterynarza, który sczezł z przepicia jeszcze przed wojną, ale jego pomysł nadal straszył. Koktajl robiony był w jakiś mętny sposób na bazie mleka i proszku do pieczenia. Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków miał siedem procent, Królewna Śnieżka i dwunastu krasnoludków miał dwanaście procent, Królewna Śnieżka i czterdziestu rozbójników miał czterdzieści procent, a ostatni Królewna Śnieżka i kompania gwałcicieli miał 96 procent i nie zawierał już wcale mleka. Od zwykłego spirytusu różnił się jedynie nazwą. Wypili i odczekali chwilę, aby czterdziestu rozbójników przeniknęło do krwi."
Nie wiem czy to podświadoma sugestia, że to stare opowieści o Wendrowyczu czy świadoma ocena;))) - ale te są naprawdę super. Marzy mi się serial rysunkowy, albo pal licho nawet fabularny. I co tu recenzować. fajoska literatura rozrywkowa;)))
"Lucyfer podniósł z ziemi osmoloną manierkę. Odchylił szybę hełmu, ryzykując zatrucie i ostrożnie powąchał jej zawartość.
- Jakub Wędrowycz - zidentyfikował po zapachu producenta bimbru.
- A właśnie, że Jakub - Boruta zhardział. Należało się sukinsynowi do kotła. Tyle lat nas za nos wodził.
Kawał sufitu z jękiem runął za pobojowisko. Remont milenium. Co najmniej rok minie, zanim piekło znowu podejmie normalną pracę. Wargi Lucyfera ułożyły się w uśmiech pobłażania. Złość przeszła mu, jak ręką odjął.
- Ty, Boruta, jak trzeba wypić, łeb masz mocny, ale za to mózg jak ser szwajcarski - powiedział. - Tobie się wydawało, że Jakub Wędrowycz tak po prostu da się wpakować do piekła?
- Tak. I prawie się udało...
- Ty kretynie. Nie tacy próbowali."

niedziela, 3 stycznia 2010

Paulo Coelho - Być jak płynąca rzeka


Bardzo mieszane mam uczucia. To dobry pisarz. Nie artysta tylko taki stylizujący się na mędrca. Wartości które chwali, lub zamieszanie które robi w głowie doceniaja wrogie mi kręgi intelektualno-polityczne. W swych felietonach miesza wiedzę ezoteryczną z egzoteryczną. Kiedyś natrafiłem w książkach o okultyźmie na czym to polega. I to właśnie tutaj ma miejsce.
"... bardzo często góra podziwiana z oddali wydaje się piękna, interesująca, zapowiada wyzwania. Jednak co się dzieje, kiedy próbujemy się do niej zbliżyć? Nie prowadzi tam żadna droga, a ciebie od celu dzieli las. To co proste na mapie, w rzeczywistości okazuje się trudne. Dlatego wypróbuj wszystkie ścieżki, aż kiedyś staniesz przed szczytem, który chciałeś zdobyć." - taki trochę bełkot, takie dalekowschodnie naleciałości.
No dobrze, ale ja będę go w niektórych kręgach bronił, bo on nie kryje że był w sektach, że z okultyzmem i spirytyzmem miał do czynienia, że te kriszny i inne cudactwa nie są mu obce, że spotykał czarownice (jego słowa) i ... że jest katolikiem. Czasem wychodzi takie "społeczne" niedouctwo bo gdzie w Szkocji była Inkwizycja, czasem podlizywanie się z poglądami które mieć wypada. Ale wiele jego poglądów jest mi tak bliskich jak koszula którą mam teraz na sobie, a i moje własne przeżycia są bardzo bliskie, przecież ja też i ...
Nie będę go polecał nikomu, ale sam czasem dla czystej przyjemności przebywania z książką sięgnę właśnie po tego autora.

Galerianki (2009)

Ten film dla mnie to jak petarda. I to co się obecnie dzieje, i to co mnie może dotyczyć bezpośrednio i jakaś retrospekcja chwil własnych. Emocje na tylu płaszczyznach. Sama realizacja, nędza i rozpacz. No dobrze;) nic specjalnego. Ale to jest charakterystyczne dla naszego kina. Przecież ani Plac Zbawiciela ani Dług ani Komornik nie były czymś wielkim w rozmachu. Ale to co niosły za sobą miało moc. I ja właściwie tego oczekuję od naszej rodzimej kinematografii. Nie chcę filmów akcji - te Hollywood robi w sposób nie do pobicia. Nie chcę efekciarskich "Matrixów" - po co obnażać naszą biedę. Wybieram takie. Smutne, bo tak odległe tematycznie i nastrojowo od komedii typu KingSajz czy Bułgarski numer. Ale życie daje takie niewdzięczne historie. Niech ktoś je pokazuje. Nie zamykajmy oczu i miejmy świadomość z problemów, które są wokół, problemów ewoluujących jak mentalność, jak zmiany technologiczne. Tutaj to efekt uboczny silnego ataku medialnego w postaci reklam. O tym mógłbym długo...;) Ale było kilka scen, trochę moich własnych, jakby o mnie, jak może nie wiele brakowało...

piątek, 1 stycznia 2010

Bękarty wojny - Inglourious Basterds (2009)


Widziałem wszystkie filmy Tarantino. Liczyłem, że ten będzie się mi podobał. Liczyłem, więc i zawód większy. Jak dla mnie klapa. Ale robił wiele by tak było. Nawet postarał się o Brada Pitta (chociaż ten w tym słabym filmie specjalnie poziomu nie zaniżył). Można wprowadzać na ekran pomysły komiksowe, uwielbiam to, ale te ciągnące się i cuchnące nudą dialogi... W tylu filmach już to przerabiał, że mnie tym zmęczył.
Zacznijmy może jednak od początku. A zresztą o czym tu pisać. Gdyby robił film o Rycerzach Okrągłego Stołu w dialogach znalazły by się zapewne wywody o smaku frytek z McDonalda lub jakimś filmie niskobudżetowym z kina dla zmotoryzowanych. Po prostu ten facet nic więcej nie wie niż to co sam zobaczy na taśmie video lub na ulicy. Uwielbiam "Pulp Fiction", kocham "Kill Bill" (w obydwu częściach), ale tutaj tak naprawdę podobał mi się tylko kawałek Davida Bowie. To za mało jak na dwie godziny. A gorycz dopełnia fakt, że tą opowieść w postaci komiksu przekartkowałbym w piętnaście minut.
Ble....

czwartek, 31 grudnia 2009

Haruki Murakami - Na południe od granicy, na zachód od słońca


"Na widok tego zdjęcia poczułem ból w piersiach. Patrząc na nie uświadomiłem sobie, jak potwornie dużo czasu straciłem. Tyle cennych lat, których już nigdy nie odzyskam, choćbym usilnie starał się je przywrócić. Ten czas istniał tylko wtedy, tylko tam. Bardzo długo wpatrywałem się w to zdjęcie.
- Co w nim takiego interesującego? - spytała.
- Próbuję uzupełnić przerwę w czasie - odparłem. - Minęło dwadzieścia pięć lat , odkąd Cię ostatnio widziałem. Chciałbym wypełnić tę lukę choćby trochę."


Ufffff ;))) O choroba;) ta książka mnie kosztowała sporo emocji. Szok. Niewielka. Wśród jego książek niepozorna. Bbrrrr ... muszę sie otrząsnąć.
Na pewno inna kultura, na pewno inna mentalność, inna moralność, inne realia, inne...
Dawno nie przeczytałem jednak czegoś równie mi bliskiego. Jakby była o mnie. Jakieś zmiany kosmetyczne, zmiana zakończenia, wiadomo, ale środek? Najnormalniej wyciagany z mojej głowy. Pisze to na gorąco, pewnie aż za gorąco. Więc zrobię jakiś dystans. Oki, postać bohatera nie jest mi specjalnie bliska, za to jego przeżycia tak cholernie;))), moje, znane, codziennie przerabiane.
Dziwna to recenzja;))) Nie napisze słowem o czym, w sensie fabuły jest książka. Może nawet wcale nie być czymś wspaniałym w świecie literackim. Nie specjalnie mnie to obchodzi. I może to wszystko co w niej jest to także tylko iluzja, którą do siebie naciągnąłem;) Ale emocje...

środa, 30 grudnia 2009

Philip K. Dick - Ubik

"Wrócił do kuchni, przetrząsnął kieszenie w poszukiwaniu dziesięciocentówki, a następnie za jej pomocą uruchomił ekspres do parzenia kawy. Wdychając jej niezwykły — w każdym razie dla niego — aromat, spojrzał na zegarek i stwierdził, że upłynęło
już piętnaście minut; podszedł więc energicznym krokiem do drzwi wejściowych apartamentu, przekręcił gałkę i odsunął zasuwę.
— Proszę o pięć centów — powiedziały drzwi, nie otwierając się.
Przeszukał kieszenie, ale nie znalazł w nich już żadnych monet — ani jednego centa.
— Zapłacę jutro — powiedział do drzwi. Znów próbował kręcić gałką, ale drzwi pozostawały szczelnie zamknięte. — Pieniądze, które ci daję, to w gruncie rzeczy napiwek. Nie mam obowiązku ci płacić!
— Jestem odmiennego zdania — odparły drzwi. — Proszę sprawdzić w kontrakcie, który podpisał pan kupując ten apartament.
Znalazł dokument w szufladzie biurka; od czasu podpisania go musiał się do niego wielokrotnie odwoływać. No jasne: obowiązywała go opłata za otwieranie i zamykanie drzwi — nie był to więc napiwek.
— Jak pan widzi, mam rację — powiedziały drzwi tonem pełnym satysfakcji.
Z szuflady znajdującej się obok zlewozmywaka Joe wyjął nóż z nierdzewnej stali i zabrał się do odkręcania śrub w zamku swych chciwych drzwi.
— Zaskarżę pana — powiedziały drzwi, gdy wypadła pierwsza śruba.
— Nigdy nie byłem jeszcze zaskarżony przez drzwi — powiedział Joe Chip. — Ale myślę, że jakoś to przeżyję."


Jedna z tych ksiązek, które przeleżały na półce (ta 19 lat;))) ) czekając na przeczytanie. Ale tutaj to była kwestia jedynie czasu, bo nie mogło byc inaczej. Czasem sie jednak zastanawiam - czemu tak długo, czemu nie wcześniej. Nie ważne;).
Dick jak to ma w zwyczaju przedstawia swoją rzeczywistość w pozbawionej barier przestrzeni. Ciało, umysł, czas, przestrzeń. Nic nie stanowi ograniczenia. Śmierć jest tutaj ledwie półżyciem z pozostawionym kontaktem, z własnym światem zachaczającym o kolejna przestrzeń do zagospodarowania komercyjnego. Korporacja zlecająca usługi przewidywania przyszłości, preparat poprawiający rzeczywistośc lub coś co się nią wydaje, (...). Dick nie tworzy przedmiotów przyszłości tylko systemy funcjonowania. Oby się pomylił;)

Jeśłi ktoś poprosi mnie o dobre s-f napewno ta książka będzie jedną z tych poleconych.